wtorek, 23 stycznia 2018

Bloodlust R28: Cienka nić porozumienia

Shina stał na balkonie, sączącpowoli lampkę czerwonego wina. Musiał wyjść i odetchnąć świeżym powietrzem,przebywanie w pomieszczeniu przepełnionym zapachem Kadaja było dla niegonieomal torturą. Chłopak spał spokojnie, nawet stąd wampir mógł usłyszeć jegooddech. Spojrzał w kierunku poruszających się na wietrze firan. Gdyby go takugryźć? Nie wypiłby dużo. Ranki zaraz by się zasklepiły. Chłopak nawet nic bynie poczuł. Pokręcił głową, odrzucając tę myśl, ale ona natrętnie wracała.

Niczego nie świadomy blondyn nadalspał oddychając głęboko i spokojnie. Ostatnio coraz rzadziej męczyły gokoszmary i miał coraz lepszy sen. Nawet teraz, kiedy juz na powrót spał wsypialni Shiny.

Wampir podszedł do okna i stanął w nimniezdecydowany. Kadaj wabił go, jak płomień świecy wabi ćmę. Tylko gdyby uległ,to nie jemu mogłaby stać się krzywda. To chłopak już nigdy by mu nie zaufał. Odetchnąłhipnotyzującym zapachem blondyna i wszedł do środka. Odstawił wino na szafkę iprzyklęknął obok łóżka. Twarz Kadaja była bardzo spokojna. Chłopak sennieuchylił powieki, z niezrozumieniem wpatrując się w wampira. Nie bardzowiedział, która jest godzina ani dlaczego Shina się tak na niego patrzy.

Błękitne tęczówki spojrzałypytająco w oczy wampira dobrze wiedząc, że nie musi pytać na głos. ŹreniceShiny obejmowały teraz całe oczy. Powoli chłonął każdy szczegół, każdą drobnązmianę na twarzy chłopaka. Oblizał spierzchnie wargi i odsunął się lekko.

- Spij dalej – szepnął, głaszcząc go po głowie. – Nic się nie stało. Nie mogłemspać.

- Juz nie jestem śpiący -odpowiedział mu cicho Kadaj, siadając na łóżku. Wyciągnął dłonie w górę i przeciągnąłsię ziewając. Nie przeszkadzało mu nawet to, że na dworze wciąż było ciemno, onporostu nie widział sensu w dalszym spaniu. Wampir aż przełknął ślinę nerwowo.W dzień jeszcze mógł się kontrolować, ale teraz chłopak pachniał bardzointensywnie.

Shina przysunął się do niego, włażąckolanami na pościel. Patrzył mu w oczy dziwnie głodnym wzrokiem, jak udrapieżnika. Chłopak odchylił się lekko do tyłu patrząc na niego podejrzliwie.

- Czego chcesz? Przecież wiesz, żenie lubię, kiedy tak na mnie patrzysz.
Shina potrząsnął głową i wstał gwałtownie. Odsunął się odłóżka.
- Wybacz… to przez twój zapach. W nocy jest strasznieintensywny, a ja już dawno nie piłem twojej krwi. – Podszedł do drzwibalkonowych i otworzył je szerzej. – nie masz się czego bać. Nic ci nie zrobię.
- Jak jesteś głodny to może idź cośzjeść a nie nade mną warujesz, co? Myślę, że tak będzie bezpieczniej –  powoli wstał z łóżka i poszedł do łazienki obciągająci tak przydługą piżamę.

- Nie polowałem tak często oddawna, ale to wcale nie pomaga – westchnął wampir, wychodząc na balkon. – Mójorganizm musiał się przyzwyczaić do twojej krwi. Ale nie martw się, jak sobie wnocy pooddycham świeżym powietrzem, to mi przechodzi.

- Skoro tak mówisz – odpowiedziałspokojnie wycierając dłonie w ręcznik i znów kładąc się na łóżku. – Nie pozwolęsię jeszcze narzazie ugryźć. Szczególnie ze on mnie gryzł… wszędzie mniegryzł… – Mimowolnie zacisnął wargi w wąską kreskę. Shina zajrzał do pokoju. Zmierzyłchłopaka zaniepokojonym spojrzeniem.

- Nie myśl o tym – poradził. -Przesiedzę tu do rana, obiecuję. W dzień to tak bardzo nie działa.
- Rób jakuważasz. Zaraz i tak powinno się przejaśnić. – Obrócił w palcach brzeg kołdry iwestchnął ciężko. Miedzy nim a Shiną panowała teraz taka cicha ugoda, iwystarczył tylko jeden błędny krok by zerwać tą cienką nić porozumienia.
Siedział tam, aż chłopak nie usnął.Potem wrócił do sypialni i znowu się na niego gapił. Czuł, że robi źle, ale niepotrafił się powstrzymać. Palcem delikatnie wodził po ułożonej na kołdrze dłoni.Tak bardzo chciał go mieć z powrotem całego. Gdyby, chociaż miał pewność, żekiedyś chłopak przestanie mu odmawiać, ale nie zanosiło się by Kadaj miałszybko dojść do siebie, a z nim, z każdą nocą było coraz gorzej.

Blondyn spał nawet, kiedy wampir godotykał. Sam nie do końca pojmował, dlaczego ale ufał mu. Ufał, ze nie zrobi mukrzywdy. I dlatego spokojnie przespał aż do późnego ranka. Shina siedział napodłodze, z twarzą oparta na kołdrze i patrzył na niego jak urzeczony. Czuł, jakwydłużone kły wbijają mu się w wargę.

Chłopak otworzył oczy juz całkiemprzytomny i lekko dotknął dłonią włosów Shiny

- Co się dzieje? Wszystko w porządku?- Zaniepokojony przysunął się trochę bliżej. Skinął głową, ale niezbyt pewnie. Uniósłgórną wargę i pokazał mu kły.

- Ledwie się powstrzymuję odrzucenia na ciebie – szeptał. Nadal półsiedział tak spokojnie, jak przedchwilą.
- To… może lepiej będzie jeśli ja sobie Pojdę. Na ogródalbo cos z tych rzeczy. Bo ja Ci teraz nie jestem w stanie pomóc…
Odetchnął cicho

- Wiem. Ale nie musisz. Zaraz miprzejdzie. – Przymknął oczy – oddałbym nieśmiertelność, za odrobinę twojejkrwi.
- Odrobina to jest ile? – Spojrzał na niego niepewnie. Niechciał żeby Shina się męczył skoro i tak się juz nim opiekuje to nie potrzebamu więcej problemów.
- Naprawdę niewiele. Nie chcęzrobić ci krzywdy. Wiem… że nie powinieneś teraz tracić krwi. Zbyt dużo cizabrał. – Nie mówił, kto, to było jasne.

- A może być tak? – Zapytał z lekkokpiącym uśmiechem, prawie takim jak kiedyś i przesunął palcem po kłach wampira zarysowująclekko delikatne opuszki.

Shina zajęczał w duchu. Niewiedział czy chłopak jest złośliwy specjalnie, czy przypadkiem. Possał lekkojego palce. Aż miał ochotę wkłuć się głębiej, w nadgarstek albo lepiej, szyję.Pił tak szybko, jak mógł, ale ranki zaleczyły się niemal natychmiast. Taodrobina go nie zaspokoiła, jedynie wzmogła jego apetyt. Bo co to było kilkakropel?
Kadaj jeszcze lekko przesunął palcami po jego wargach i odsunąłsię z powrotem na łóżko. Przez chwile jeszcze patrzył na Shine spokojnie.
Wampir wszedł cały na łóżko i nachylił się nad nim.
- Chodziło mi o nieco większą odrobinę – szepnął. Miał ciężkioddech. Suche wargi paliły go w miejscach, w których zrosiła je krew chłopaka. Położyłsię obok i przytulił jego dłoń do swojego policzka. Kły miał jeszcze dłuższe.
- Shina… – Szepnął cicho iniepewnie. Bał się, kiedy wampir stawał się taki jak teraz. Nawet, jeśli oddłuższego czasu traktował go łagodnie. – Proszę Shina…

- Nic ci nie zrobię… – Obiecał.Delikatnie przesunął ustami po jego dłoni – Po prostu już nie mogę wytrzymać…- Docisnął wargi do jego nadgarstka – Nie skrzywdzę cię. Pozwól mi…
Chłopak odwrócił głowę i zacisnął zęby, już dla świętegospokoju kiwając energicznie głową. Wiedział ze będzie inaczej niż wtedy, kiedygryzł go tamten… ale mimo wszystko wciąż się bał. Shina pogłaskał godelikatnie po włosach. Nachylił się i pocałował go w czoło delikatnie, tak, zechłopak nawet by tego nie zauważył, gdyby nie był tak spięty. Delikatnie ująłjego dłoń i wkuł się w żyłę. Natychmiast wstrzyknął do jego organizmu przeciwbólowyjad. Pił powoli, żeby naprawdę nic go nie zabolało.
Kadaj niepewnie otworzył jedno oko patrzącjak jego dawny kochanek pije. Po raz pierwszy, od kiedy wrócił do domu. Czułjak jad otumania go lekko, ale jak na razie nie protestował. Shina uspokajałsię powoli. Zmusił się i przestał pić. Odsunął się od jego dłoni i liźnięciem zaleczyłzranienie. Potem przytulił go do siebie mocno.

- Przepraszam.
Chłopak był teraz przez to taki dziwnie senny i zmęczonywiec tylko oparł głowę na jego ramieniu i pozwolił się przytulać. Juz dawnoodzwyczaił się od tego ze ktoś taki sposób pije jego krew. Shina powoliprzesuwał dłońmi po jego plecach. Nie odżywał się. Wiedział, ze źle zrobił, zmuszającgo do tego. Ale był tylko wampirem, nie świętym. Spojrzał mu w oczy iniespodziewanie cmoknął w usta.
- Dziękuję.
Blondyn tylko mruknął potakująco i nadal siedział oparty oniego całym ciężarem. Nie był śpiący tylko zmęczony.
- Shina… chce coś jeść… ale nie zejdę teraz na dół…
- Przynieść ci? – Zapytał, podnoszącsię szybko. Ułożył go wygodnie w pościeli i cmoknął w czoło. – Zaraz wracam. Cobyś chciał?
- Wszystko jedno… naprawdę wszystko jedno. – objął lekkopoduszkę i postanowił zwyczajnie czekać. Shina wyszedł i zbiegł na dół poschodach. Zastanawiał się, co będzie najlepiej wspomagało uzupełnianie krwi. Kadajwestchnął ciężko i przymknął oczy. Był głodny juz rano… był głodny jeszczebardziej. I wcale, a wcale go to nie cieszyło.
Shina wrócił niosąc mu pachnącyprzepysznie posiłek. Sam nie potrafił przygotować nawet tak prostej rzeczy jakkanapki, wiec w tej kwestii ufał zupełnie swojej kucharce. Postawił tacę przedKadajem.

- Smacznego. Ciebie powinienem byłnakarmić pierwszego. Chłopak jadł powoli, przełykając po kęsie i czując się juzlepiej z każdym połkniętym kawałkiem.

- To następnym razem o tym pomyśl

Shina zagryzł wargi, hamującdelikatny uśmiech, który cisnął mu się na usta.

- Wtedy nie byłem w stanie myśleć,ale nie martw się. Jesteś dla nie ważniejszy od żołądka.

- Oby… inaczej czuł bym sięzdetronizowany. A tego bym nie chciał – uśmiechnął się do niego lekko otrzepującokruszki z dłoni i podciągając się tak by oprzeć się wygodnie o wezgłowiełóżka.

- Coś mi mówi, że coraz więcejczasu spędzasz w łóżku – zamruczał, odkładając tacę na podłogę. – Nie chciałbyśwyjść, przewietrzyć się?
- Wyjdę, ale za moment. Teraz chyba się przewrócę jak wstanę.Daj mi chwile żebym się oswoił – burknął cicho jednak nie złośliwie
Skinął głową i przysunął siębliżej. Objął go ramieniem.

- Już dobrze?

- Lepiej. Zaraz będzie juz całkiemdobrze – uśmiechnął się do niego lekko. Powoli znów przyzwyczajał się do jegodotyku.

Shina zachwycony przyciągnął gobliżej.

- Jeśli się mnie już tak nie boisz,może wybierzemy się na małą przejażdżkę? Bestia wydaje się za tobą tęsknić.

- Jadę sam.. nie jadę z Tobą naBestii. Nie po to mam własnego konia żeby go nie używać – zaśmiał się i pozwalałmu na te drobne czułości, którymi wampir go obdarzał.
Oklapł nieco, ale i tak byłzadowolony. Uniósł jego dłoń do góry i ucałował każdy paluszek z osobna.

- Tym chciałeś nakarmić wampira?Tym? – Zamruczał, uśmiechając się uroczo.

- Tak, ale ten wampir jest bardzozachłanny. I nie chciał tylko tyle – odpowiedział cicho patrząc na jego wargi
- Owszem, ten wampir jest tak zachłanny, ze najchętniejschrupałby cię całego. Jak ciasteczko. Ale że jest dobry i wyrozumiały, tozadowolił się tylko twoją śliczną rączką – pocałował zaczerwieniony ślad pougryzieniu.
- Całe szczęście. Nie lubię robić za pieczyste. – Zachichotałczując jak usta wampira łaskoczą lekko podrażnioną skórę na jego nadgarstku. -Zostaw juz. Więcej nie mam.
- Ale ja mam więcej ciebie – powoli przesuwał ustamiwyżej, aż napotkał rękaw od piżamy. – Mogę go podwinąć? – Chłopak drgnął lekko,ale skinął głowa wciąż niepewny, czego Shina od niego oczekuje. Wampir uniusłpiżamkę i pocałował go w zgięcie łokcia. Potem uśmiechnął się lekko i odsunął.- Nie bój się mnie tak. Nie gryzę… częściej niż raz dziennie.
- I tak bym wolał jakbyś nie gryzłwcale. Ale jak się nie ma, co się lubi… – Znów uśmiechnął się zaczepnie. -Myślę, ze jakoś przeżyję

Wampir też się uśmiechnął i wstał.

- W szafie masz ubrania -powiedział – ja… chyba wolisz się przebrać bez towarzystwa, prawda? -Podszedł do drzwi i zatrzymał się  z dłonią na klamce. Chłopak kiwnąłpotwierdzająco głowa wstając i wyciągając ubrania na łóżko i czekał aż wampirwyjdzie by przebrać się szybko. W nic ekstrawaganckiego. Zwykłe, codzienneubrania

Kiedy Kadaj wyszedł z sypialniShina zarzucił mu jeszcze na  plecy lekką, jasną pelerynę

- Może jest ciepło, ale to jużwrzesień, a ty jesteś osłabiony.

- Nie będę protestował. – Powiedziaługodowo i wsuwając dłonie do kieszeni poszedł obok Shiny na dwór
0o0o0
Weszli dostajni. Bestia wybiegł im na przeciw. Shina dotknął szyi klaczy delikatnie.
- CześćMaleńka, zobacz, kto przyszedł cię odwiedzić.
Kadaj tylko poczuł jak coś rozwiewamu długie włosy i stara się do niego przytulić całym swoim końskim rozmiarem. Uśmiechnąłsię tylko szeroko głaszcząc konia po chrapach.

- A musimy jechać? Nie możemy się przejśći poprowadzić Bestie?

- Możemy – zamruczał. Objął gozaborczo ramieniem. – Zaraz się tu pewnie zjawi ta wredna, zazdrosna gadzina.

- Nawet, jeśli… no to co.Chodzimy… najwyżej przyjdzie – zaśmiał się podbiegając parę kroków do przodu

- Jeżeli czegoś żałuję, to tego, żeci dałem tego diabelnego kota!
- A nie powinieneś. W końcu to Miętówka wiele mi pomogła.A inaczej? To kto wie.
- Inaczej być może w tychpierwszych dobach tuliłbyś się do mnie. – Zrównał się z nim i spojrzał na niegoz ukosa. – Prawda?
-Nieprawda – odpowiedział szybko i z zadziwiającą pewnością siebie. – Wtedy nietuliłbym się wcale
- Nibydlaczego?
- Bo ty jesteś wampirem.  A towampir robił mi krzywdę przez tyle czasu. Nie miałbyś nawet, na co liczyć

Kadaj miałracje. Wiedział o tym, ale jakoś ciężko było mu się do tego przyznać. Poczęści, dlatego, że to była jego wina. Położył Kadajowi dłoń na ramieniu.
- Nieoskarżaj tylko jego. On chciał się w ten sposób zemścić na mnie. To także mojawina, ze się nie domyśliłem i cię nie ochroniłem.
- Zemścić, zemścić. ale ja do tejpory wciąż nie wiem za co. Wiesz… było by miło gdybyś mi powiedział – usiadłwprost na trawie pod najbliższym dużym drzewem.

Shina kucnął obok niego. Wbił wzrokw murawę, nie bardzo pewien, od czego zacząć.

- Na początku Termariare byłczłowiekiem. Nazywał się Tomas Watson, czy jakoś tak… Jego ojciec był łowcą.Miał młodszego brata, Michaela. Niestety… chłopak był do ciebie bardzopodobny.

- Hej… spokojnie. Nie tak szybko.Zarzucisz mnie faktami a ja chce historie. Opowiedz – poklepał lekko miejscekoło siebie

- Jest bardzo krótka. To były inneczasy. Zainteresowanie… chłopcami było uważane za niestosowne, albo wręcz zachorobę, coś zdrożnego. Jego brat wpadł mi w oko. Zbałamuciłem go, zabawiłemsię z nim. To nie było nic poważnego, ale nie zamierzałem go krzywdzić. JednakTermariare się o wszystkim dowiedział. Dzieciak nie wytrzymał i mu wszystkoopowiedział… żaden z nas nie podejrzewał, że jego brat jest zdolny do czegośtakiego. Zgwałcił go… kilkakrotnie, tak, jak ciebie. Wiem, bo to ja znalazłemjego ciało. Oszczędzę ci szczegółów, ale było chyba gorzej niż z tobą.Oczywiście, to mnie oskarżono o morderstwo. Potem…

- Potem ? – zapytał cicho patrząc wziemie i skubiąc lekko jasnozielone źdźbło trawy.
- Potem, nie mam pojęcia jak, został wampirem. Jakiś czasnękał mnie, mordując moich kolejnych kochanków. Aż już nikogo nie szukałem,wtedy zniknął. Był cicho… bardzo długo. A teraz się pojawił… nie żałujesz,ze mnie spotkałeś? Tak w głębi serca? Gdyby nie ja, nic by ci nie zrobił.
Kadaj tylko wzruszył lekkoramionami

- Sam nie wiem. Ja wiem… ze janie zapomnę o tym do końca życia. Ale jakbym nadal był wolny… sam nie wiemczy byłbym szczęśliwy. To wszystko jest zbyt skomplikowane żebym mógł Ci terazodpowiedzieć.

- Mogę? – Zapytał, obejmując goramieniem. – Nie byłbyś wolny…

- No tak.. nie byłbym.. nie musiszmi tego przypominać – spojrzał na niego przelotnie po chwili znów spuszczającwzrok.
- Przepraszam. – Przytulił go do siebie lekko. – Chyba…nie byłem aż tak okropnym panem? Na pewno byłem wtedy najprzystojniejszy nasali, jeśli nie liczyć ciebie.
Dopiero teraz wybuchnął śmiechem izgnał lekko wampira pod żebra.

- Ależ ty jesteś narcystyczny! Doprawdy.

- Powiedziałem, ze byłeśładniejszy. To duże ustępstwo – spojrzał mu w oczy, zadowolony z rozluźnieniaatmosfery – ale to przecież sama prawda!

- Ty mi lepiej tak nie słodź bo sięrozpłynę – pogroził mu palcem i poprawiając pelerynkę położył się na brzuchuwprost na miękkiej, pachnącej jeszcze upalnym latem trawie
Shinapogłaskał go po plecach zadowolony.
-Rozpływaj się, jeśli chcesz… byłeś najpiękniejszą istota, jaką kiedykolwiekwidziałem. Zwłaszcza, kiedy chciałeś mnie zasztyletować wzrokiem.
Popukał się lekko po czole i uśmiechnąłszeroko.

- I to mi się w żadnym stopniu nieudało, jak widać. – Po chwili miętówka przybiegła mrucząc głośno i układając sięprzy jego boku – no i jest juz mój kot. – Shina prychnął.

- Jedno i drugie uratowałem przed sprzedażąna czarnym rynku i oba takie wredne i niewdzięczne… – Cmoknął Kadaja w czubekgłowy i wstał.
- Takjeś się już urodziliśmy – prychnął przewracając sięna plecy – gdzie idziesz?
Powiesić się na najwyższym drzewiew parku, pomyślał, ale na głos powiedział tylko:

- Do zamku. Ty się pobaw z kotem.Jeśli nie chcę się na ciebie rzucić, musze iść do miasta, rozumiesz, o co michodzi. – Wyszczerzył do niego wysunięte lekko kły – Przeliczyłem się. Twoja obecnośćbardzo na mnie działa. – Nadal uśmiechnięty zniknął wśród zielonych alejek, zostawiającKadaja zupełnie samego z kotem i Bestią pasącą się nieopodal.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz