Shina
stał na balkonie, sączącpowoli lampkę czerwonego wina. Musiał wyjść i
odetchnąć świeżym powietrzem,przebywanie w pomieszczeniu przepełnionym
zapachem Kadaja było dla niegonieomal torturą. Chłopak spał spokojnie,
nawet stąd wampir mógł usłyszeć jegooddech. Spojrzał w kierunku
poruszających się na wietrze firan. Gdyby go takugryźć? Nie wypiłby
dużo. Ranki zaraz by się zasklepiły. Chłopak nawet nic bynie poczuł.
Pokręcił głową, odrzucając tę myśl, ale ona natrętnie wracała.
Niczego
nie świadomy blondyn nadalspał oddychając głęboko i spokojnie. Ostatnio
coraz rzadziej męczyły gokoszmary i miał coraz lepszy sen. Nawet teraz,
kiedy juz na powrót spał wsypialni Shiny.
Wampir
podszedł do okna i stanął w nimniezdecydowany. Kadaj wabił go, jak
płomień świecy wabi ćmę. Tylko gdyby uległ,to nie jemu mogłaby stać się
krzywda. To chłopak już nigdy by mu nie zaufał. Odetchnąłhipnotyzującym
zapachem blondyna i wszedł do środka. Odstawił wino na szafkę
iprzyklęknął obok łóżka. Twarz Kadaja była bardzo spokojna. Chłopak
sennieuchylił powieki, z niezrozumieniem wpatrując się w wampira. Nie
bardzowiedział, która jest godzina ani dlaczego Shina się tak na niego
patrzy.
Błękitne
tęczówki spojrzałypytająco w oczy wampira dobrze wiedząc, że nie musi
pytać na głos. ŹreniceShiny obejmowały teraz całe oczy. Powoli chłonął
każdy szczegół, każdą drobnązmianę na twarzy chłopaka. Oblizał
spierzchnie wargi i odsunął się lekko.
- Spij dalej – szepnął, głaszcząc go po głowie. – Nic się nie stało. Nie mogłemspać.
-
Juz nie jestem śpiący -odpowiedział mu cicho Kadaj, siadając na łóżku.
Wyciągnął dłonie w górę i przeciągnąłsię ziewając. Nie przeszkadzało mu
nawet to, że na dworze wciąż było ciemno, onporostu nie widział sensu w
dalszym spaniu. Wampir aż przełknął ślinę nerwowo.W dzień jeszcze mógł
się kontrolować, ale teraz chłopak pachniał bardzointensywnie.
Shina
przysunął się do niego, włażąckolanami na pościel. Patrzył mu w oczy
dziwnie głodnym wzrokiem, jak udrapieżnika. Chłopak odchylił się lekko
do tyłu patrząc na niego podejrzliwie.
- Czego chcesz? Przecież wiesz, żenie lubię, kiedy tak na mnie patrzysz.
Shina potrząsnął głową i wstał gwałtownie. Odsunął się odłóżka.
-
Wybacz… to przez twój zapach. W nocy jest strasznieintensywny, a ja już
dawno nie piłem twojej krwi. – Podszedł do drzwibalkonowych i otworzył
je szerzej. – nie masz się czego bać. Nic ci nie zrobię.
- Jak jesteś głodny to może idź cośzjeść a nie nade mną warujesz, co? Myślę, że tak będzie bezpieczniej – powoli wstał z łóżka i poszedł do łazienki obciągająci tak przydługą piżamę.
-
Nie polowałem tak często oddawna, ale to wcale nie pomaga – westchnął
wampir, wychodząc na balkon. – Mójorganizm musiał się przyzwyczaić do
twojej krwi. Ale nie martw się, jak sobie wnocy pooddycham świeżym
powietrzem, to mi przechodzi.
-
Skoro tak mówisz – odpowiedziałspokojnie wycierając dłonie w ręcznik i
znów kładąc się na łóżku. – Nie pozwolęsię jeszcze narzazie ugryźć.
Szczególnie ze on mnie gryzł… wszędzie mniegryzł… – Mimowolnie zacisnął
wargi w wąską kreskę. Shina zajrzał do pokoju. Zmierzyłchłopaka
zaniepokojonym spojrzeniem.
- Nie myśl o tym – poradził. -Przesiedzę tu do rana, obiecuję. W dzień to tak bardzo nie działa.
-
Rób jakuważasz. Zaraz i tak powinno się przejaśnić. – Obrócił w palcach
brzeg kołdry iwestchnął ciężko. Miedzy nim a Shiną panowała teraz taka
cicha ugoda, iwystarczył tylko jeden błędny krok by zerwać tą cienką nić
porozumienia.
Siedział
tam, aż chłopak nie usnął.Potem wrócił do sypialni i znowu się na niego
gapił. Czuł, że robi źle, ale niepotrafił się powstrzymać. Palcem
delikatnie wodził po ułożonej na kołdrze dłoni.Tak bardzo chciał go mieć
z powrotem całego. Gdyby, chociaż miał pewność, żekiedyś chłopak
przestanie mu odmawiać, ale nie zanosiło się by Kadaj miałszybko dojść
do siebie, a z nim, z każdą nocą było coraz gorzej.
Blondyn
spał nawet, kiedy wampir godotykał. Sam nie do końca pojmował, dlaczego
ale ufał mu. Ufał, ze nie zrobi mukrzywdy. I dlatego spokojnie przespał
aż do późnego ranka. Shina siedział napodłodze, z twarzą oparta na
kołdrze i patrzył na niego jak urzeczony. Czuł, jakwydłużone kły wbijają
mu się w wargę.
Chłopak otworzył oczy juz całkiemprzytomny i lekko dotknął dłonią włosów Shiny
-
Co się dzieje? Wszystko w porządku?- Zaniepokojony przysunął się trochę
bliżej. Skinął głową, ale niezbyt pewnie. Uniósłgórną wargę i pokazał
mu kły.
- Ledwie się powstrzymuję odrzucenia na ciebie – szeptał. Nadal półsiedział tak spokojnie, jak przedchwilą.
- To… może lepiej będzie jeśli ja sobie Pojdę. Na ogródalbo cos z tych rzeczy. Bo ja Ci teraz nie jestem w stanie pomóc…
Odetchnął cicho
- Wiem. Ale nie musisz. Zaraz miprzejdzie. – Przymknął oczy – oddałbym nieśmiertelność, za odrobinę twojejkrwi.
-
Odrobina to jest ile? – Spojrzał na niego niepewnie. Niechciał żeby
Shina się męczył skoro i tak się juz nim opiekuje to nie potrzebamu
więcej problemów.
-
Naprawdę niewiele. Nie chcęzrobić ci krzywdy. Wiem… że nie powinieneś
teraz tracić krwi. Zbyt dużo cizabrał. – Nie mówił, kto, to było jasne.
-
A może być tak? – Zapytał z lekkokpiącym uśmiechem, prawie takim jak
kiedyś i przesunął palcem po kłach wampira zarysowująclekko delikatne
opuszki.
Shina
zajęczał w duchu. Niewiedział czy chłopak jest złośliwy specjalnie, czy
przypadkiem. Possał lekkojego palce. Aż miał ochotę wkłuć się głębiej, w
nadgarstek albo lepiej, szyję.Pił tak szybko, jak mógł, ale ranki
zaleczyły się niemal natychmiast. Taodrobina go nie zaspokoiła, jedynie
wzmogła jego apetyt. Bo co to było kilkakropel?
Kadaj
jeszcze lekko przesunął palcami po jego wargach i odsunąłsię z powrotem
na łóżko. Przez chwile jeszcze patrzył na Shine spokojnie.
Wampir wszedł cały na łóżko i nachylił się nad nim.
-
Chodziło mi o nieco większą odrobinę – szepnął. Miał ciężkioddech.
Suche wargi paliły go w miejscach, w których zrosiła je krew chłopaka.
Położyłsię obok i przytulił jego dłoń do swojego policzka. Kły miał
jeszcze dłuższe.
-
Shina… – Szepnął cicho iniepewnie. Bał się, kiedy wampir stawał się
taki jak teraz. Nawet, jeśli oddłuższego czasu traktował go łagodnie. –
Proszę Shina…
-
Nic ci nie zrobię… – Obiecał.Delikatnie przesunął ustami po jego dłoni –
Po prostu już nie mogę wytrzymać…- Docisnął wargi do jego nadgarstka –
Nie skrzywdzę cię. Pozwól mi…
Chłopak
odwrócił głowę i zacisnął zęby, już dla świętegospokoju kiwając
energicznie głową. Wiedział ze będzie inaczej niż wtedy, kiedygryzł go
tamten… ale mimo wszystko wciąż się bał. Shina pogłaskał godelikatnie po
włosach. Nachylił się i pocałował go w czoło delikatnie, tak, zechłopak
nawet by tego nie zauważył, gdyby nie był tak spięty. Delikatnie
ująłjego dłoń i wkuł się w żyłę. Natychmiast wstrzyknął do jego
organizmu przeciwbólowyjad. Pił powoli, żeby naprawdę nic go nie
zabolało.
Kadaj
niepewnie otworzył jedno oko patrzącjak jego dawny kochanek pije. Po
raz pierwszy, od kiedy wrócił do domu. Czułjak jad otumania go lekko,
ale jak na razie nie protestował. Shina uspokajałsię powoli. Zmusił się i
przestał pić. Odsunął się od jego dłoni i liźnięciem zaleczyłzranienie.
Potem przytulił go do siebie mocno.
- Przepraszam.
Chłopak
był teraz przez to taki dziwnie senny i zmęczonywiec tylko oparł głowę
na jego ramieniu i pozwolił się przytulać. Juz dawnoodzwyczaił się od
tego ze ktoś taki sposób pije jego krew. Shina powoliprzesuwał dłońmi po
jego plecach. Nie odżywał się. Wiedział, ze źle zrobił, zmuszającgo do
tego. Ale był tylko wampirem, nie świętym. Spojrzał mu w oczy
iniespodziewanie cmoknął w usta.
- Dziękuję.
Blondyn tylko mruknął potakująco i nadal siedział oparty oniego całym ciężarem. Nie był śpiący tylko zmęczony.
- Shina… chce coś jeść… ale nie zejdę teraz na dół…
- Przynieść ci? – Zapytał, podnoszącsię szybko. Ułożył go wygodnie w pościeli i cmoknął w czoło. – Zaraz wracam. Cobyś chciał?
-
Wszystko jedno… naprawdę wszystko jedno. – objął lekkopoduszkę i
postanowił zwyczajnie czekać. Shina wyszedł i zbiegł na dół poschodach.
Zastanawiał się, co będzie najlepiej wspomagało uzupełnianie krwi.
Kadajwestchnął ciężko i przymknął oczy. Był głodny juz rano… był głodny
jeszczebardziej. I wcale, a wcale go to nie cieszyło.
Shina
wrócił niosąc mu pachnącyprzepysznie posiłek. Sam nie potrafił
przygotować nawet tak prostej rzeczy jakkanapki, wiec w tej kwestii ufał
zupełnie swojej kucharce. Postawił tacę przedKadajem.
-
Smacznego. Ciebie powinienem byłnakarmić pierwszego. Chłopak jadł
powoli, przełykając po kęsie i czując się juzlepiej z każdym połkniętym
kawałkiem.
- To następnym razem o tym pomyśl
Shina zagryzł wargi, hamującdelikatny uśmiech, który cisnął mu się na usta.
- Wtedy nie byłem w stanie myśleć,ale nie martw się. Jesteś dla nie ważniejszy od żołądka.
-
Oby… inaczej czuł bym sięzdetronizowany. A tego bym nie chciał –
uśmiechnął się do niego lekko otrzepującokruszki z dłoni i podciągając
się tak by oprzeć się wygodnie o wezgłowiełóżka.
-
Coś mi mówi, że coraz więcejczasu spędzasz w łóżku – zamruczał,
odkładając tacę na podłogę. – Nie chciałbyśwyjść, przewietrzyć się?
-
Wyjdę, ale za moment. Teraz chyba się przewrócę jak wstanę.Daj mi
chwile żebym się oswoił – burknął cicho jednak nie złośliwie
Skinął głową i przysunął siębliżej. Objął go ramieniem.
- Już dobrze?
- Lepiej. Zaraz będzie juz całkiemdobrze – uśmiechnął się do niego lekko. Powoli znów przyzwyczajał się do jegodotyku.
Shina zachwycony przyciągnął gobliżej.
- Jeśli się mnie już tak nie boisz,może wybierzemy się na małą przejażdżkę? Bestia wydaje się za tobą tęsknić.
-
Jadę sam.. nie jadę z Tobą naBestii. Nie po to mam własnego konia żeby
go nie używać – zaśmiał się i pozwalałmu na te drobne czułości, którymi
wampir go obdarzał.
Oklapł nieco, ale i tak byłzadowolony. Uniósł jego dłoń do góry i ucałował każdy paluszek z osobna.
- Tym chciałeś nakarmić wampira?Tym? – Zamruczał, uśmiechając się uroczo.
- Tak, ale ten wampir jest bardzozachłanny. I nie chciał tylko tyle – odpowiedział cicho patrząc na jego wargi
-
Owszem, ten wampir jest tak zachłanny, ze najchętniejschrupałby cię
całego. Jak ciasteczko. Ale że jest dobry i wyrozumiały, tozadowolił się
tylko twoją śliczną rączką – pocałował zaczerwieniony ślad
pougryzieniu.
-
Całe szczęście. Nie lubię robić za pieczyste. – Zachichotałczując jak
usta wampira łaskoczą lekko podrażnioną skórę na jego nadgarstku.
-Zostaw juz. Więcej nie mam.
-
Ale ja mam więcej ciebie – powoli przesuwał ustamiwyżej, aż napotkał
rękaw od piżamy. – Mogę go podwinąć? – Chłopak drgnął lekko,ale skinął
głowa wciąż niepewny, czego Shina od niego oczekuje. Wampir
uniusłpiżamkę i pocałował go w zgięcie łokcia. Potem uśmiechnął się
lekko i odsunął.- Nie bój się mnie tak. Nie gryzę… częściej niż raz
dziennie.
-
I tak bym wolał jakbyś nie gryzłwcale. Ale jak się nie ma, co się lubi…
– Znów uśmiechnął się zaczepnie. -Myślę, ze jakoś przeżyję
Wampir też się uśmiechnął i wstał.
-
W szafie masz ubrania -powiedział – ja… chyba wolisz się przebrać bez
towarzystwa, prawda? -Podszedł do drzwi i zatrzymał się z dłonią na
klamce. Chłopak kiwnąłpotwierdzająco głowa wstając i wyciągając ubrania
na łóżko i czekał aż wampirwyjdzie by przebrać się szybko. W nic
ekstrawaganckiego. Zwykłe, codzienneubrania
Kiedy Kadaj wyszedł z sypialniShina zarzucił mu jeszcze na plecy lekką, jasną pelerynę
- Może jest ciepło, ale to jużwrzesień, a ty jesteś osłabiony.
- Nie będę protestował. – Powiedziaługodowo i wsuwając dłonie do kieszeni poszedł obok Shiny na dwór
0o0o0
Weszli dostajni. Bestia wybiegł im na przeciw. Shina dotknął szyi klaczy delikatnie.
- CześćMaleńka, zobacz, kto przyszedł cię odwiedzić.
Kadaj
tylko poczuł jak coś rozwiewamu długie włosy i stara się do niego
przytulić całym swoim końskim rozmiarem. Uśmiechnąłsię tylko szeroko
głaszcząc konia po chrapach.
- A musimy jechać? Nie możemy się przejśći poprowadzić Bestie?
- Możemy – zamruczał. Objął gozaborczo ramieniem. – Zaraz się tu pewnie zjawi ta wredna, zazdrosna gadzina.
- Nawet, jeśli… no to co.Chodzimy… najwyżej przyjdzie – zaśmiał się podbiegając parę kroków do przodu
- Jeżeli czegoś żałuję, to tego, żeci dałem tego diabelnego kota!
- A nie powinieneś. W końcu to Miętówka wiele mi pomogła.A inaczej? To kto wie.
- Inaczej być może w tychpierwszych dobach tuliłbyś się do mnie. – Zrównał się z nim i spojrzał na niegoz ukosa. – Prawda?
-Nieprawda – odpowiedział szybko i z zadziwiającą pewnością siebie. – Wtedy nietuliłbym się wcale
- Nibydlaczego?
- Bo ty jesteś wampirem. A towampir robił mi krzywdę przez tyle czasu. Nie miałbyś nawet, na co liczyć
Kadaj
miałracje. Wiedział o tym, ale jakoś ciężko było mu się do tego
przyznać. Poczęści, dlatego, że to była jego wina. Położył Kadajowi dłoń
na ramieniu.
-
Nieoskarżaj tylko jego. On chciał się w ten sposób zemścić na mnie. To
także mojawina, ze się nie domyśliłem i cię nie ochroniłem.
-
Zemścić, zemścić. ale ja do tejpory wciąż nie wiem za co. Wiesz… było
by miło gdybyś mi powiedział – usiadłwprost na trawie pod najbliższym
dużym drzewem.
Shina kucnął obok niego. Wbił wzrokw murawę, nie bardzo pewien, od czego zacząć.
-
Na początku Termariare byłczłowiekiem. Nazywał się Tomas Watson, czy
jakoś tak… Jego ojciec był łowcą.Miał młodszego brata, Michaela.
Niestety… chłopak był do ciebie bardzopodobny.
- Hej… spokojnie. Nie tak szybko.Zarzucisz mnie faktami a ja chce historie. Opowiedz – poklepał lekko miejscekoło siebie
-
Jest bardzo krótka. To były inneczasy. Zainteresowanie… chłopcami było
uważane za niestosowne, albo wręcz zachorobę, coś zdrożnego. Jego brat
wpadł mi w oko. Zbałamuciłem go, zabawiłemsię z nim. To nie było nic
poważnego, ale nie zamierzałem go krzywdzić. JednakTermariare się o
wszystkim dowiedział. Dzieciak nie wytrzymał i mu wszystkoopowiedział…
żaden z nas nie podejrzewał, że jego brat jest zdolny do czegośtakiego.
Zgwałcił go… kilkakrotnie, tak, jak ciebie. Wiem, bo to ja znalazłemjego
ciało. Oszczędzę ci szczegółów, ale było chyba gorzej niż z
tobą.Oczywiście, to mnie oskarżono o morderstwo. Potem…
- Potem ? – zapytał cicho patrząc wziemie i skubiąc lekko jasnozielone źdźbło trawy.
-
Potem, nie mam pojęcia jak, został wampirem. Jakiś czasnękał mnie,
mordując moich kolejnych kochanków. Aż już nikogo nie szukałem,wtedy
zniknął. Był cicho… bardzo długo. A teraz się pojawił… nie żałujesz,ze
mnie spotkałeś? Tak w głębi serca? Gdyby nie ja, nic by ci nie zrobił.
Kadaj tylko wzruszył lekkoramionami
-
Sam nie wiem. Ja wiem… ze janie zapomnę o tym do końca życia. Ale
jakbym nadal był wolny… sam nie wiemczy byłbym szczęśliwy. To wszystko
jest zbyt skomplikowane żebym mógł Ci terazodpowiedzieć.
- Mogę? – Zapytał, obejmując goramieniem. – Nie byłbyś wolny…
- No tak.. nie byłbym.. nie musiszmi tego przypominać – spojrzał na niego przelotnie po chwili znów spuszczającwzrok.
-
Przepraszam. – Przytulił go do siebie lekko. – Chyba…nie byłem aż tak
okropnym panem? Na pewno byłem wtedy najprzystojniejszy nasali, jeśli
nie liczyć ciebie.
Dopiero teraz wybuchnął śmiechem izgnał lekko wampira pod żebra.
- Ależ ty jesteś narcystyczny! Doprawdy.
-
Powiedziałem, ze byłeśładniejszy. To duże ustępstwo – spojrzał mu w
oczy, zadowolony z rozluźnieniaatmosfery – ale to przecież sama prawda!
-
Ty mi lepiej tak nie słodź bo sięrozpłynę – pogroził mu palcem i
poprawiając pelerynkę położył się na brzuchuwprost na miękkiej,
pachnącej jeszcze upalnym latem trawie
Shinapogłaskał go po plecach zadowolony.
-Rozpływaj
się, jeśli chcesz… byłeś najpiękniejszą istota, jaką
kiedykolwiekwidziałem. Zwłaszcza, kiedy chciałeś mnie zasztyletować
wzrokiem.
Popukał się lekko po czole i uśmiechnąłszeroko.
-
I to mi się w żadnym stopniu nieudało, jak widać. – Po chwili miętówka
przybiegła mrucząc głośno i układając sięprzy jego boku – no i jest juz
mój kot. – Shina prychnął.
-
Jedno i drugie uratowałem przed sprzedażąna czarnym rynku i oba takie
wredne i niewdzięczne… – Cmoknął Kadaja w czubekgłowy i wstał.
- Takjeś się już urodziliśmy – prychnął przewracając sięna plecy – gdzie idziesz?
Powiesić się na najwyższym drzewiew parku, pomyślał, ale na głos powiedział tylko:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz