Pod rezydencję podjechał samochód Shiny. Mężczyzna
wysiadł i rozejrzał się dookoła. Coś mu nie pasowało, ale jeszcze sam
nie wiedział, co. Dookoła panował tylko dziwny spokój. I światło
księżyca zalewało wszystko trupią poświatą. Był zmęczony, a jego zmysły
nieco przytłumione. Ta dzisiejsza sprawa… z pewnością prowokacja. Nie
miał tylko pojęcia, do czego. Łowcy i tak węszyli już zbyt intensywnie, a
teraz jeszcze ta rzeźnia. Główna ulica zmieniła się dokumentnie w
krwawą łaźnię, a co gorsza, nie znaleziono nikogo, ze sprawców. Jakby
rozpłynęli się w powietrzu. Usuwanie szkód zajmie pewnie sporo czasu…
Wampir szybko przeskoczył schodki przed wejściowymi drzwiami. Pchnął
drzwi i wszedł do środka. Zamarł. Zewsząd dochodził do niego zapach krwi
i nie był tak apetyczny, jak zazwyczaj. Raczej duszny i wywołujący
torsje… Zapach przerażenia. Zamknął drzwi i odwrócił się. Na podłodze, z
szeroko otwartymi oczami leżały zwłoki majordomusa. Nie zastanawiał się
dłużej, obrócił się na pięcie i mijając leżące na korytarzu,
zakrwawione zwłoki pobiegł do schodów. Szybko dostał się na górę.
Skręcił w kierunku własnej sypialni. W głowie dudniła mu tylko jedna
myśl. „Kadaj!” W połowie korytarza stanął jednak jak wryty.
- Mię… Miętówka… – Wyszeptał, pobladły jak umarły. Skoro poradzili sobie nawet z kotem… Ukląkł
obok poranionego cielska. Kocica żyła, oddychała z trudem, a z ran
sączyła się krew, czyli serce biło. Dotknął jej głowy i użył
uzdrawiającej magii.
- Kto to był, no Maleńka? – Wyszeptał miękko. Delikatnie wniknął do kociego umysłu. Już
po chwili znalazł to, czego szukał. Wizja była zamazana, nieostra i
dziwnie wykrzywiona, ale dało się zrozumieć o co chodziło. Okazało się,
ze było gorzej, niż źle. Stare wspomnienia napłynęły do Shiny jak rzeka
goryczy. Zbladł jeszcze bardziej. Doskonale znał osobę, która porwała
Kadaja. Czerwone, błyszczące szaleńczym ogniem oczy. To uwielbienie krwi
i całkowita nieprzewidywalność. Termariare.
Shina
wstał i zrobił kilka chwiejnych kroków. Potem oparł się o jedną z
marmurowych kolumn. Objął ją. Inaczej prawdopodobnie upadłby na ziemię.
Powoli osunął się na podłogę, nawet nie zauważył, kiedy ukląkł w kałuży
krwi.
- O… kurwa… – zaklął bardzo cicho, po raz pierwszy, od bardzo dawna głos mu drżał i zupełnie nie miał pojęcia, co robić.
0o0o0
Kadaj
ocknął się dopiero po kilku godzinach. Jęknął i zacisnął oczy, potem
chwycił się za głowę. Bolała go niesamowicie. W dodatku, w miejscu, w
którym przebywał było przeraźliwie zimno. Powoli uchylił powieki i
zlustrował pomieszczenie. Kamienna podłoga, gdzieniegdzie przykryta
słomą. Kamienne, wilgotne ściany, żadnych okien, jedyne światło wpadało w
zakratowane okienko w porządnych, dębowych drzwiach. Przeraźliwa cisza
aż kuła w uszy. Z
początku chłopak był przekonany, ze to Shina chciał się go pozbyć w
wyjątkowo wyrafinowany i okrutny sposób. Dopiero potem napłynęła do
niego przywołana bólem fala wspomnień. Służba… i Miętówka. Nie… nawet
wampir nie byłby do czegoś takiego zdolny. Wiec kto? Odpowiedź miała
nadejść aż zbyt szybko. Na razie po policzkach chłopaka spływały łzy
bezradności.
0o0o0
Choć to szybko, było by pojęciem względnym.
Termariare aż tydzień zwlekał z przywitaniem swojego gościa. Specjalnie
nawet do niego nie zaglądał. Wiedział, ze taka niewiedza i bezradność
męczą najbardziej. Więc przez cały ten czas rozkoszował się tym, co
zrobi z najdroższą Aranyemu osobą. Już się cieszył na jego ból. Zgodnie
z przewidywaniami krwiopijcy, ten tydzień wpłynął na Kadaja bardzo źle.
Mężczyzna mógł to ocenić, gdy zaglądał do blondyna przez zakratowane
okienko. Chłopak zmizerniał i znacznie schudł. Co nie było dziwne, przy
jednym, lichym posiłku dziennie. Oczy chłopaka jakby utraciły blask.
Siedział na derce, obejmował rękami podciągnięte pod brodę kolana.
Kołysał się lekko w przód i w tył. Nadal był śmiertelnie przerażony.
Szeroko otwarte oczy zdawały się większe niż zazwyczaj i nerwowo
śledziły każdy, najlżejszy nawet szmer. Termariare delikatnie nacisnął
klamkę, jednocześnie przekręcając kluczyk. Chłopak spojrzał na niego ze
strachem, nagle jeszcze bledszy.
- Witaj… – Zamruczał wampir słodko i
szyderczo jednocześnie. Zaplanował tu dla niego każdą minutą i napawał
się tego świadomością. Oraz strachem blondyna. Podszedł do niego, a
ciężki odgłos uderzających o kamień obcasów poniósł się po nie do końca
pustym lochu. Krytycznie przyjrzał się strojowi blondyna. Tylko
cieniutkie kimono. Wybornie, wszystko układało się nawet lepiej niż po
jego myśli. Wystraszony
chłopak tylko drgnął. Dziwnie znajoma twarz została wreszcie
przypasowana do osoby. Tamten zabójca… Plecy blondyna przywarły ściśle
do kamiennej ściany. Jego strach był wyczuwalny w powietrzu.
- Kim…
kim ty jesteś? – Zapytał hardo – i gdzie jest Shina! – Od dawna nie
używany głos skrzypiał i był bardzo cichy. Obłąkane spojrzenie przybysza
tez niczego nie ułatwiało.
0o0o0
Shina
wariował. Tak jednym słowem można by określić jego stan po zniknięciu
Kadaja. Wszyscy to zauważali. Jego pracownicy, inne wampiry, nawet
książę. Dlatego zwolnił go z jego zwyczajowych obowiązków. Przydzielił
mu nawet pewną pomoc, ale to nic nie dawało. Kadaj jakby zapadł się pod
ziemię. Nowa służba
unikała pana, jak gwałtownego szaleńca. Z dawnej obsługi przeżył tylko
szofer, którego sam wezwał, jak się okazało, na krótko przed atakiem.
Nikt nie miał prawa wejść do sypialni. Używane przez Kadaja ubrania
leżały nie ruszane, a Shina chodził pomiędzy nimi z miną mordercy. Najgorsze
jednak było to, ze nie mógł z chłopakiem nawiązać mentalnego kontaktu.
Nie mógł go odnaleźć, a przy łączącej ich więzi powinno być to łatwe.
Jednak nie czuł go zupełnie, absolutne nic i to wprawiało go w prawdziwe
przerażenie. Tak, jakby chłopak zniknął z powierzchni ziemi, umarł, lub
trafił do chronionego magią więzienia. Każda z ewentualności była
gorsza od kolejnej i bardziej przerażająca od poprzedniej. Oraz łączyło
je jedno, chłopaka nie dało się odnaleźć.
0o0o0
Słysząc pytanie chłopaka Termariare aż zamruczał zadowolony.
-
Ja… jestem twoim koszmarem kotku… – Wymruczał pieszczotliwym tonem –
potem przysunął się bliżej i pogłaskał chłopaka po policzku – a Aranye
może być nawet w piekle i tak ci nie pomoże. Następnie
chwycił chłopaka za przód kimona i poderwał go z siana. Przyjrzał mu
się krytycznie, a następnie roześmiał. Ten śmiech był dziwny, czysty,
jak kryształ, dźwięczny i nieskończenie radosny, a jednocześnie zimny,
jak oblodzone, górskie szczyty. Przerażający.
- Będziesz piękny, gdy
z tobą skończę! – Wyszeptał niemal czule, następnie uderzył chłopaka w
twarz, sygnetem rozcinając policzek – o tak… będziesz zjawiskowo piękny…
Kadaj
upadłby, gdyby mężczyzna go nie trzymał. Tylko głową uderzył w kamienny
mur, z zadrapania zaczęła płynąc krew. Wampir zaczął węszyć z
zadowoleniem, a Kadaj spojrzał na niego jeszcze bardziej przerażony.
Termariare uśmiechnął się bardzo delikatnie, przez jego twarz
przepłynęła jakby fala światła. Lekko, bardzo uważnie pogłaskał zraniony
policzek, następnie pochylił się, delektując cudowną wonią słodkiej
krwi. Zlizał wszystko. Chłopak był pewny, ze czeka go tu tylko jedno,
śmierć. Czytający mu w myślach wampir zamruczał potakująco.
- Trafne
spostrzeżenie – wyszeptał jedwabiście przyciskając go mocniej do
ściany. Następnie dłonią chwycił go mocno pod brodę. Wpił się w jego
usta gwałtownie, już po chwili wiedział, dlaczego Aranye wybrał akurat
tę zabawkę, chłopak był niesamowicie słodki, z tym większą satysfakcją
ranił jego wargi wydłużonymi kłami. Z zadowoleniem spijał płynącą krew. Kadaj
co prawda próbował się wyrywać, ale nie bardzo miał jak. Ten mężczyzna
powodował u niego obrzydzenie, jego uśmiechy i uroda miały w sobie coś…
przywołującego na myśl kamienne figury w cmentarnej kaplicy. Były równie
zimne, zmurszałe i przerażające, oraz przesiąknięte trupim jadem.
Kadajowi robiło się od tego wszystkiego słabo, a po policzkach spływały
pojedyncze łzy. Termariare tylko uśmiechał się na ten widok. Zdarł
z niego cienką, delikatną szatę. Szczupłe dłonie przykuł do zwisającego
sufitu łańcucha. Rękami zaczął gładzić nagie, drżące ciało chłopaka.
Ten dotyk nie był już taka parodią pieszczot, jak poprzedni, ten był
niczym nie maskowaną torturą, mocny, brutalny i tak obsceniczny, jak
tylko się dało. Po
chwili odepchnął chłopaka od siebie i pchnął go na nagą ścianę przed
sobą. Od pasa odpiął długi, skórzany bat. Z całej siły uderzył chłopaka w
plecy. Z zafascynowaniem patrzył, jak po białej skórze zaczyna ściekać
rubinowa krew. Uklęknął za chłopakiem i objął go w pasie. Następnie
zaczął spijać ciepły płyn, liżąc delikatną skórę więźnia. Dla Kadaja ten
dotyk był o wiele gorszy, niż ból wywołany uderzeniem. Chłopak wręcz
modlił się, by kat wrócił do bicia. Jego prośba została wysłuchana.
Wampir oderwał się od jego pleców i ciął ciało na wysokości łopatek.
Chłopak krzyknął i zatrząsł się z bólu. Kadaja nikt nigdy nie
torturował. Nie był przyzwyczajony do bólu, na każde, najlżejsze nawet
smagnięcie biczem reagował jak na dotyk rozpalonego żelaza. Zagryzał
wargi, nie chcąc krzyczeć za każdym razem, gdy bicz dotykał jego skóry,
jednak każdą taką walkę przegrywał. W końcu mężczyzna ponownie przerwał tę zabawę. Pochylił się i zlizał spływającą po łopatce Kadaja krew. Chłopak zatrząsł się i rozszlochał głośniej. Na wampirze nie zrobiło to jednak żadnego wrażenia.
-
Śliczny – wymruczał tylko zimno i niemal obelżywie. Cała dotychczasowa
uroda zniknęła z jego oblicza, zastąpiona chłodem i nienawistnym
grymasem. Podszedł
jeszcze bliżej i polizał zagryzione wargi blondyna. Potem jednoznacznym
gestem rozpiął rozporek. Chwycił Kadaja za biodra i uniósł jego uda do
góry. Napawał się widocznym w błękitnych tęczówkach przerażeniem. Kadaj
doskonale wiedział, co teraz będzie i Termariare też wiedział. Z
bladości chłopaka wampir wnioskował, że Aranye najwyraźniej nie był taki
święty. I dobrze. Przycisnął chłopaka do ściany, kalecząc poranione
plecy o nierówności kamiennego muru. Sięgnął do tylniej kieszeni i
wyciągnął z niej malutkie pudełeczko. Ze środka wydobył srebrny,
delikatny kolczyk. Wziął srebrny drucik do ust. Pochylił się, i wziął do
ust sterczący wyzywająco sutek chłopaka. Przez chwilę sprawnie operował
na nim językiem. Potem lekko zacisnął usta. Odsunął się, zlizując
karminową krew z warg. Kółeczko było już wbite, a Termariare uśmiechał
się, jakby co najmniej oznakował blondyna. Po obu policzkach chłopaka
spływały gęste, słone łzy. Kadaj nie potrafił powstrzymać szarpiących
nim spazmów. Dla wampira była to najsłodsza muzyka. Dodatkowo ta
straszliwa świadomość w oczach zabaweczki. Chłopak doskonale wiedział,
co on teraz zrobi. Sprawi mu ból, którego nie da się tak łatwo zapomnieć
i którego najwyraźniej ciało dzieciaka już kiedyś w życiu doświadczyło. Termariare
odsunął go od ściany i zlizał z jego twarzy zmieszane z krwią łzy.
Potem mocno chwycił go za pośladki. Przesunął pazurami po plecach,
raniąc je jeszcze bardziej. Między palcami czuł ciepłą, lepką posokę. W
powietrzu unosił się upajający zapach czerwieni. Spojrzał w twarz
chłopaka, przez chwilę zdawało mu się, że to brat, ale zaraz wyrzucił tę
myśl z głowy. Michael nie żył już od ponad wieku…
Wszedł w chłopaka
jednym, ostrym pchnięciem. Jeszcze więcej krwi zaczęło spływać na
podłogę, a on zachwycony przyciskał blondyn coraz mocniej do siebie.
Zapach krwi go oszałamiał, a krzyki uspokajały. Cała
ta parodia stosunku była na szczęście dla Kadaja niezbyt długa.
Zawieszona w wieczności chwila. Przepełniona bólem, zdzierającym gardło
krzykiem i miażdżącym upokorzeniem. To wszystko, oszałamiająca mieszanka
negatywnych emocji prawie pozbawiała Kadaja przytomności. Chłopak z
ledwością łapał oddech, a wszystko, co widział było zamazane, jakby za
mgłą. Kawałki teraźniejszości mieszały się z okruchami wspomnień.
Chwilami twarz oprawcy była twarzą kata, a chwilami przybierała
niepokojąco podobne do tych należących do czarnowłosego wampira. Shiny.
Kadaj płakał jak dziecko, odarte ze wszystkiego i niesamowicie samotne, a Termariare napawał się jego bólem.
-
Przyzwyczajaj się – warknął mu do ucha, przy jednym z wyjątkowo
brutalnych ruchów – zedrę z ciebie każdy fragment skóry, którego on
dotykał. Nie zostanie na tobie nic z jego kochanka. Kadaj
zaniósł się głośniejszym płaczem, powoli zaczął zapadać w ciemność.
Ból, strach, w połączeniu z osłabieniem organizmu sprawiły, ze nie mógł
już tego wytrzymać. Opadł bezwładnie w ramiona oprawcy i tylko łańcuchy
utrzymywały go w górze. Na swoje szczęście nie usłyszał ostatnich,
uciekających z ust wampira słów.
- Nie zostanie w tobie nic z człowieka… Skończył
niedługo potem, nadal trzymając chłopaka blisko siebie odpiął jego
kajdany. Następnie delikatnie obtarł czystą gazą poranione miejsca.
- Nie pozwolę ci umrzeć – zamruczał cicho – jeszcze nie. Następnie
dziwnie starannie wyczyścił całe jego ciało ze śladów swojej
ingerencji. Delikatnie ułożył na posłaniu, i okrył cieniutkim kimonem.
Jeszcze raz pogłaskał go po policzku, ale zupełnie inaczej, niż
poprzednio. Nagle jedno ciche słowo zburzyło rodzący się na jego twarzy
spokój.
- Shina… – Wyszeptał chłopak przez sen, tuląc się do jego
dłoni. Termariare poderwał się jak opętany. Potem wybiegł z lochów,
trzaskając drzwiami. Nie obudziło to jednak Kadaja. Ta chwila naprawdę
ciepłego dotyku odgoniła koszmary. Przynajmniej na jedną noc. Do rana.
0o0o0
Shina
czuł płynący skądś smutek i ból, i przejmująca rozpacz. Nie wiedział
skąd, ale był pewny, że to Kadaj. Tylko jego umysł potrafił wyczuwać tak
dokładnie, we wszystkich odcieniach szarości. Dopiero teraz zaczął coś
sobie uświadamiać, że chyba czuł co nieco do tego bezczelnego, ludzkiego
szczeniaka. Przywiązać się do swojej własnej zabawki, jakie to
patetyczne… niestety, zdarzyło się i to nawet najbardziej zatwardziałym
arystokratom.
- Kadaj – wyszeptał w ciszę prawie martwej rezydencji – gdzie jesteś? Odpowiedź
nie nadeszła. Wampir rozpaczliwie starał się znaleźć jego umysł, ale po
prostu nie mógł. Musiał czekać. Na cud, lub litość wroga. Cud, był
bardziej prawdopodobny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz