wtorek, 23 stycznia 2018

Bloodlust R22: Nie zostanie w tobie nic z człowieka

Pod rezydencję podjechał samochód Shiny. Mężczyzna wysiadł i rozejrzał się dookoła. Coś mu nie pasowało, ale jeszcze sam nie wiedział, co. Dookoła panował tylko dziwny spokój. I światło księżyca zalewało wszystko trupią poświatą. Był zmęczony, a jego zmysły nieco przytłumione. Ta dzisiejsza sprawa… z pewnością prowokacja. Nie miał tylko pojęcia, do czego. Łowcy i tak węszyli już zbyt intensywnie, a teraz jeszcze ta rzeźnia. Główna ulica zmieniła się dokumentnie w krwawą łaźnię, a co gorsza, nie znaleziono nikogo, ze sprawców. Jakby rozpłynęli się w powietrzu. Usuwanie szkód zajmie pewnie sporo czasu…
     Wampir szybko przeskoczył schodki przed wejściowymi drzwiami. Pchnął drzwi i wszedł do środka. Zamarł. Zewsząd dochodził do niego zapach krwi i nie był tak apetyczny, jak zazwyczaj. Raczej duszny i wywołujący torsje… Zapach przerażenia. Zamknął drzwi i odwrócił się. Na podłodze, z szeroko otwartymi oczami leżały zwłoki majordomusa. Nie zastanawiał się dłużej, obrócił się na pięcie i mijając leżące na korytarzu, zakrwawione zwłoki pobiegł do schodów. Szybko dostał się na górę. Skręcił w kierunku własnej sypialni. W głowie dudniła mu tylko jedna myśl. „Kadaj!” W połowie korytarza stanął jednak jak wryty.
- Mię… Miętówka… – Wyszeptał, pobladły jak umarły. Skoro poradzili sobie nawet z kotem…
     Ukląkł obok poranionego cielska. Kocica żyła, oddychała z trudem, a z ran sączyła się krew, czyli serce biło. Dotknął jej głowy i użył uzdrawiającej magii.
- Kto to był, no Maleńka? – Wyszeptał miękko. Delikatnie wniknął do kociego umysłu.
     Już po chwili znalazł to, czego szukał. Wizja była zamazana, nieostra i dziwnie wykrzywiona, ale dało się zrozumieć o co chodziło. Okazało się, ze było gorzej, niż źle. Stare wspomnienia napłynęły do Shiny jak rzeka goryczy. Zbladł jeszcze bardziej. Doskonale znał osobę, która porwała Kadaja. Czerwone, błyszczące szaleńczym ogniem oczy. To uwielbienie krwi i całkowita nieprzewidywalność. Termariare.
     
Shina wstał i zrobił kilka chwiejnych kroków. Potem oparł się o jedną z marmurowych kolumn. Objął ją. Inaczej prawdopodobnie upadłby na ziemię. Powoli osunął się na podłogę, nawet nie zauważył, kiedy ukląkł w kałuży krwi.
- O… kurwa… – zaklął bardzo cicho, po raz pierwszy, od bardzo dawna głos mu drżał i zupełnie nie miał pojęcia, co robić.

0o0o0

     Kadaj ocknął się dopiero po kilku godzinach. Jęknął i zacisnął oczy, potem chwycił się za głowę. Bolała go niesamowicie. W dodatku, w miejscu, w którym przebywał było przeraźliwie zimno. Powoli uchylił powieki i zlustrował pomieszczenie. Kamienna podłoga, gdzieniegdzie przykryta słomą. Kamienne, wilgotne ściany, żadnych okien, jedyne światło wpadało w zakratowane okienko w porządnych, dębowych drzwiach. Przeraźliwa cisza aż kuła w uszy.     Z początku chłopak był przekonany, ze to Shina chciał się go pozbyć w wyjątkowo wyrafinowany i okrutny sposób. Dopiero potem napłynęła do niego przywołana bólem fala wspomnień. Służba… i Miętówka. Nie… nawet wampir nie byłby do czegoś takiego zdolny. Wiec kto? Odpowiedź miała nadejść aż zbyt szybko. Na razie po policzkach chłopaka spływały łzy bezradności.
0o0o0
Choć to szybko, było by pojęciem względnym. Termariare aż tydzień zwlekał z przywitaniem swojego gościa. Specjalnie nawet do niego nie zaglądał. Wiedział, ze taka niewiedza i bezradność męczą najbardziej. Więc przez cały ten czas rozkoszował się tym, co zrobi z najdroższą Aranyemu osobą. Już się cieszył na jego ból.      Zgodnie z przewidywaniami krwiopijcy, ten tydzień wpłynął na Kadaja bardzo źle. Mężczyzna mógł to ocenić, gdy zaglądał do blondyna przez zakratowane okienko. Chłopak zmizerniał i znacznie schudł. Co nie było dziwne, przy jednym, lichym posiłku dziennie. Oczy chłopaka jakby utraciły blask. Siedział na derce, obejmował rękami podciągnięte pod brodę kolana. Kołysał się lekko w przód i w tył. Nadal był śmiertelnie przerażony. Szeroko otwarte oczy zdawały się większe niż zazwyczaj i nerwowo śledziły każdy, najlżejszy nawet szmer. Termariare delikatnie nacisnął klamkę, jednocześnie przekręcając kluczyk. Chłopak spojrzał na niego ze strachem, nagle jeszcze bledszy.
- Witaj… – Zamruczał wampir słodko i szyderczo jednocześnie. Zaplanował tu dla niego każdą minutą i napawał się tego świadomością. Oraz strachem blondyna. Podszedł do niego, a ciężki odgłos uderzających o kamień obcasów poniósł się po nie do końca pustym lochu. Krytycznie przyjrzał się strojowi blondyna. Tylko cieniutkie kimono. Wybornie, wszystko układało się nawet lepiej niż po jego myśli.
     Wystraszony chłopak tylko drgnął. Dziwnie znajoma twarz została wreszcie przypasowana do osoby. Tamten zabójca… Plecy blondyna przywarły ściśle do kamiennej ściany. Jego strach był wyczuwalny w powietrzu.
- Kim… kim ty jesteś? – Zapytał hardo – i gdzie jest Shina! – Od dawna nie używany głos skrzypiał i był bardzo cichy. Obłąkane spojrzenie przybysza tez niczego nie ułatwiało.

0o0o0
     Shina wariował. Tak jednym słowem można by określić jego stan po zniknięciu Kadaja. Wszyscy to zauważali. Jego pracownicy, inne wampiry, nawet książę. Dlatego zwolnił go z jego zwyczajowych obowiązków. Przydzielił mu nawet pewną pomoc, ale to nic nie dawało. Kadaj jakby zapadł się pod ziemię.      Nowa służba unikała pana, jak gwałtownego szaleńca. Z dawnej obsługi przeżył tylko szofer, którego sam wezwał, jak się okazało, na krótko przed atakiem. Nikt nie miał prawa wejść do sypialni. Używane przez Kadaja ubrania leżały nie ruszane, a Shina chodził pomiędzy nimi z miną mordercy.      Najgorsze jednak było to, ze nie mógł z chłopakiem nawiązać mentalnego kontaktu. Nie mógł go odnaleźć, a przy łączącej ich więzi powinno być to łatwe. Jednak nie czuł go zupełnie, absolutne nic i to wprawiało go w prawdziwe przerażenie. Tak, jakby chłopak zniknął z powierzchni ziemi, umarł, lub trafił do chronionego magią więzienia. Każda z ewentualności była gorsza od kolejnej i bardziej przerażająca od poprzedniej. Oraz łączyło je jedno, chłopaka nie dało się odnaleźć.
0o0o0
     Słysząc pytanie chłopaka Termariare aż zamruczał zadowolony.
- Ja… jestem twoim koszmarem kotku… – Wymruczał pieszczotliwym tonem – potem przysunął się bliżej i pogłaskał chłopaka po policzku – a Aranye może być nawet w piekle i tak ci nie pomoże.
     Następnie chwycił chłopaka za przód kimona i poderwał go z siana. Przyjrzał mu się krytycznie, a następnie roześmiał. Ten śmiech był dziwny, czysty, jak kryształ, dźwięczny i nieskończenie radosny, a jednocześnie zimny, jak oblodzone, górskie szczyty. Przerażający.
- Będziesz piękny, gdy z tobą skończę! – Wyszeptał niemal czule, następnie uderzył chłopaka w twarz, sygnetem rozcinając policzek – o tak… będziesz zjawiskowo piękny…
Kadaj upadłby, gdyby mężczyzna go nie trzymał. Tylko głową uderzył w kamienny mur, z zadrapania zaczęła płynąc krew. Wampir zaczął węszyć z zadowoleniem, a Kadaj spojrzał na niego jeszcze bardziej przerażony. Termariare uśmiechnął się bardzo delikatnie, przez jego twarz przepłynęła jakby fala światła. Lekko, bardzo uważnie pogłaskał zraniony policzek, następnie pochylił się, delektując cudowną wonią słodkiej krwi. Zlizał wszystko. Chłopak był pewny, ze czeka go tu tylko jedno, śmierć. Czytający mu w myślach wampir zamruczał potakująco.
- Trafne spostrzeżenie – wyszeptał jedwabiście  przyciskając go mocniej do ściany. Następnie dłonią chwycił go mocno pod brodę. Wpił się w jego usta gwałtownie, już po chwili wiedział, dlaczego Aranye wybrał akurat tę zabawkę, chłopak był niesamowicie słodki, z tym większą satysfakcją ranił jego wargi wydłużonymi kłami. Z zadowoleniem spijał płynącą krew.
     Kadaj co prawda próbował się wyrywać, ale nie bardzo miał jak. Ten mężczyzna powodował u niego obrzydzenie, jego uśmiechy i uroda miały w sobie coś… przywołującego na myśl kamienne figury w cmentarnej kaplicy. Były równie zimne, zmurszałe i przerażające, oraz przesiąknięte trupim jadem. Kadajowi robiło się od tego wszystkiego słabo, a po policzkach spływały pojedyncze łzy. Termariare tylko uśmiechał się na ten widok.      Zdarł z niego cienką, delikatną szatę. Szczupłe dłonie przykuł do zwisającego sufitu łańcucha. Rękami zaczął gładzić nagie, drżące ciało chłopaka. Ten dotyk nie był już taka parodią pieszczot, jak poprzedni, ten był niczym nie maskowaną torturą, mocny, brutalny i tak obsceniczny, jak tylko się dało.     Po chwili odepchnął chłopaka od siebie i pchnął go na nagą ścianę przed sobą. Od pasa odpiął długi, skórzany bat. Z całej siły uderzył chłopaka w plecy. Z zafascynowaniem patrzył, jak po białej skórze zaczyna ściekać rubinowa krew. Uklęknął za chłopakiem i objął go w pasie. Następnie zaczął spijać ciepły płyn, liżąc delikatną skórę więźnia. Dla Kadaja ten dotyk był o wiele gorszy, niż ból wywołany uderzeniem. Chłopak wręcz modlił się, by kat wrócił do bicia. Jego prośba została wysłuchana. Wampir oderwał się od jego pleców i ciął ciało na wysokości łopatek. Chłopak krzyknął i zatrząsł się z bólu. Kadaja nikt nigdy nie torturował. Nie był przyzwyczajony do bólu, na każde, najlżejsze nawet smagnięcie biczem reagował jak na dotyk rozpalonego żelaza. Zagryzał wargi, nie chcąc krzyczeć za każdym razem, gdy bicz dotykał jego skóry, jednak każdą taką walkę przegrywał.      W końcu mężczyzna ponownie przerwał tę zabawę. Pochylił się i zlizał spływającą po łopatce Kadaja krew.     Chłopak zatrząsł się i rozszlochał głośniej. Na wampirze nie zrobiło to jednak żadnego wrażenia.
- Śliczny – wymruczał tylko zimno i niemal obelżywie. Cała dotychczasowa uroda zniknęła z jego oblicza, zastąpiona chłodem i nienawistnym grymasem.
     Podszedł jeszcze bliżej i polizał zagryzione wargi blondyna. Potem jednoznacznym gestem rozpiął rozporek. Chwycił Kadaja za biodra i uniósł jego uda do góry. Napawał się widocznym w błękitnych tęczówkach przerażeniem. Kadaj doskonale wiedział, co teraz będzie i Termariare też wiedział. Z bladości chłopaka wampir wnioskował, że Aranye najwyraźniej nie był taki święty. I dobrze. Przycisnął chłopaka do ściany, kalecząc poranione plecy o nierówności kamiennego muru. Sięgnął do tylniej kieszeni i wyciągnął z niej malutkie pudełeczko. Ze środka wydobył srebrny, delikatny kolczyk. Wziął srebrny drucik do ust. Pochylił się, i wziął do ust sterczący wyzywająco sutek chłopaka. Przez chwilę sprawnie operował na nim językiem. Potem lekko zacisnął usta. Odsunął się, zlizując karminową krew z warg. Kółeczko było już wbite, a Termariare uśmiechał się, jakby co najmniej oznakował blondyna. Po obu policzkach chłopaka spływały gęste, słone łzy. Kadaj nie potrafił powstrzymać szarpiących nim spazmów. Dla wampira była to najsłodsza muzyka. Dodatkowo ta straszliwa świadomość w oczach zabaweczki. Chłopak doskonale wiedział, co on teraz zrobi. Sprawi mu ból, którego nie da się tak łatwo zapomnieć i którego najwyraźniej ciało dzieciaka już kiedyś w życiu doświadczyło.     Termariare odsunął go od ściany i zlizał z jego twarzy zmieszane z krwią łzy. Potem mocno chwycił go za pośladki. Przesunął pazurami po plecach, raniąc je jeszcze bardziej. Między palcami czuł ciepłą, lepką posokę. W powietrzu unosił się upajający zapach czerwieni. Spojrzał w twarz chłopaka, przez chwilę zdawało mu się, że to brat, ale zaraz wyrzucił tę myśl z głowy. Michael nie żył już od ponad wieku…
Wszedł w chłopaka jednym, ostrym pchnięciem. Jeszcze więcej krwi zaczęło spływać na podłogę, a on zachwycony przyciskał blondyn coraz mocniej do siebie. Zapach krwi go oszałamiał, a krzyki uspokajały.
     Cała ta parodia stosunku była na szczęście dla Kadaja niezbyt długa. Zawieszona w wieczności chwila. Przepełniona bólem, zdzierającym gardło krzykiem i miażdżącym upokorzeniem. To wszystko, oszałamiająca mieszanka negatywnych emocji prawie pozbawiała Kadaja przytomności. Chłopak z ledwością łapał oddech, a wszystko, co widział było zamazane, jakby za mgłą. Kawałki teraźniejszości mieszały się z okruchami wspomnień. Chwilami twarz oprawcy była twarzą kata, a chwilami przybierała niepokojąco podobne do tych należących do czarnowłosego wampira. Shiny.
Kadaj płakał jak dziecko, odarte ze wszystkiego i niesamowicie samotne, a Termariare napawał się jego bólem.
- Przyzwyczajaj się – warknął mu do ucha, przy jednym z wyjątkowo brutalnych ruchów – zedrę z ciebie każdy fragment skóry, którego on dotykał. Nie zostanie na tobie nic z jego kochanka.
     Kadaj zaniósł się głośniejszym płaczem, powoli zaczął zapadać w ciemność. Ból, strach, w połączeniu z osłabieniem organizmu sprawiły, ze nie mógł już tego wytrzymać. Opadł bezwładnie w ramiona oprawcy i tylko łańcuchy utrzymywały go w górze. Na swoje szczęście nie usłyszał ostatnich, uciekających z ust wampira słów.
- Nie zostanie w tobie nic z człowieka…
     Skończył niedługo potem, nadal trzymając chłopaka blisko siebie odpiął jego kajdany. Następnie delikatnie obtarł czystą gazą poranione miejsca.
- Nie pozwolę ci umrzeć – zamruczał cicho – jeszcze nie.
     Następnie dziwnie starannie wyczyścił całe jego ciało ze śladów swojej ingerencji. Delikatnie ułożył na posłaniu, i okrył cieniutkim kimonem. Jeszcze raz pogłaskał go po policzku, ale zupełnie inaczej, niż poprzednio. Nagle jedno ciche słowo zburzyło rodzący się na jego twarzy spokój.
- Shina… – Wyszeptał chłopak przez sen, tuląc się do jego dłoni. Termariare poderwał się jak opętany. Potem wybiegł z lochów, trzaskając drzwiami. Nie obudziło to jednak Kadaja. Ta chwila naprawdę ciepłego dotyku odgoniła koszmary. Przynajmniej na jedną noc. Do rana.

0o0o0
     Shina czuł płynący skądś smutek i ból, i przejmująca rozpacz. Nie wiedział skąd, ale był pewny, że to Kadaj. Tylko jego umysł potrafił wyczuwać tak dokładnie, we wszystkich odcieniach szarości. Dopiero teraz zaczął coś sobie uświadamiać, że chyba czuł co nieco do tego bezczelnego, ludzkiego szczeniaka. Przywiązać się do swojej własnej zabawki, jakie to patetyczne… niestety, zdarzyło się i to nawet najbardziej zatwardziałym arystokratom.
- Kadaj – wyszeptał w ciszę prawie martwej rezydencji – gdzie jesteś?
     Odpowiedź nie nadeszła. Wampir rozpaczliwie starał się znaleźć jego umysł, ale po prostu nie mógł. Musiał czekać. Na cud, lub litość wroga. Cud, był bardziej prawdopodobny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz