wtorek, 23 stycznia 2018

Mrok R21

Dni sunęły leniwie… Pomiędzy Nino i Mrokiem panowało porozumienie, może jeszcze dość kruche i niepewne, ale trwało. Wiedzieli, że muszą być ostrożni, muszą uważać, jeden nieostrożny ruch  i cała ich wspólna egzystencja mogła runąć, jak domek z kart. Ale… było lepiej, było dużo lepiej. Nino wrócił do eksperymentów kulinarnych, do nadrabiania zaległości w literaturze i … do zadawania tysiąca pytań. Początkowo, gdy zadał jakieś, milkł i z pewnym przestrachem patrzył na Mroka, ale w miarę upływu czasu te chwile wahania zaczynały zanikać. Mrok cieszył się z tego, ale jak to on nie pokazywał nic po sobie. Nie wspominał jednak już o rozstaniu… nadal oszukiwał siebie, że robi to ze względu na równowagę psychiczną Nino, lecz prawdę mówiąc zdawał sobie sprawę, że wcale nie chce tego rozstania. Czuł, że gdyby nagle chłopak zniknął z jego życia brakowałoby mu czegoś bardzo istotnego. Z drugiej strony czuł narastające zagrożenie. Niepokój, który pochodził gdzieś z głębi jego serca. Nino budził uśpione od dawna uczucia, których się wyzbył, wspomnienia, które odrzucił, chwilę, o których nie chciał pamiętać. Nocami dręczyły go sny… Jedwabny szary szal powoli nasiąkający krwią… Dziecięca buzia wykrzywiona wielkim cierpieniem… Timmy… Imię dźwięczało w jego umyśle, ale do kogo należało? Kim był ten dzieciak? I kim był on sam… Wyrzekł się swoich wspomnień, nie chciał do nich wracać, a obecność Nino, jego słowa, gesty sprawiały, że nie umiał przestać o nich myśleć. Bycie Cieniem było o wiele łatwiejsze… nie myślał – wystarczyło, że działał. Bez wahania, bez litości, bez zastanowienia… Nie, to nie prawda, bycie Cieniem nie było proste i właśnie dlatego porzucił tamto życie, stał się Mrokiem…. ale… No właśnie, ale pojawił się Nino i zburzył cały uporządkowany świat, rozbił mur, który z takim mozołem budował wokół siebie, wdarł się do jego umysłu i zajął w nim niepoślednie miejsce. Tak… Nino i jego naiwne pomimo życia, które prowadził, spojrzenie na świat i ludzi.
            Wieczór był ciepły siedzieli więc w altanie ciesząc się spokojem i ciszą. Nino z wypiekami na twarzy pochłaniał jakiś kryminał, a Mrok usiłował skupić się nad trzymaną w rękach gazetą. Nie umiał się jednak skupić, coś go rozpraszało. Coś? Uniósł wzrok i spojrzał na siedzącego obok chłopaka. Raczej ktoś… Ktoś i wspomnienia, które w nim budził. Przyglądał mu się przez chwilę. Wyglądał lepiej, dużo lepiej niż wtedy, gdy zobaczył go po raz pierwszy. Był odprężony, lekki uśmiech błąkał się na jego ustach, wpleciona we włosy dłoń bawiła się jasnobrązowym kosmykiem. Czarny zamyślił się. Pamiętał, że…
            … zrobił właśnie najpotrzebniejsze zakupy, miął zamiar wracać do domu, gdy po drugiej stronie ulicy ujrzał dość niezwykłą scenę. Kilku wyrostków z tak zwanych „dobrych rodzin”, chcąc zaimponować będących z nimi dziewczynom w najmodniejszych ciuchach prosto z żurnali, postanowiło zabawić się kosztem starej żebraczki. Podeszli do niej, popychali, szarpali, wyciągali rzeczy ze sklepowego wózka, na którym mieścił się cały jej majątek. Stara klęła, pluła na nich i ze wszystkich sił usiłowała chronić swój dobytek.
            Zatrzymał się. Instynkt zabraniał mu się wtrącać, pierwsza zasada brzmiała „nie zwracać na siebie uwagi, pozostać w cieniu”. Chciał odejść, gdy nagle ktoś popchnął go, młody chłopak o jasnobrązowych włosach przebiegł na drugą stronę ulicy i ruszył na pomoc kobiecie.
            - A może tak spróbujecie się ze mną, gogusie! – stanął przed nimi na rozstawionych nogach, z opartymi na biodrach rękami. – A może macie odwagę stawać się tylko kobietom, co? Palanty! – kpił dalej.
            Oczywiście takiej zniewagi tamci nie mogli darować, tym bardziej, że jedna z towarzyszących im dziewczyn wybuchła głośnym śmiechem.
            - Odszczekaj to, gówniarzu! – powiedział najwyższy chłopak. Tamten tylko roześmiał się i nie czekając na nic sam zaatakował. Mimo wątłej postury był szybki i zwinny, i co najważniejsze umiał się bić. Cios doszedł do szczęki wysokiego, chłopak przewrócił się. Napastników było jednak więcej, po pierwszym zaskoczeniu, jakim był atak brązowowłosego, zebrali się w sobie i wspólnie ruszyli na samotnego chłopaka. Dwóch zamarkowało atak frontalny, gdy dwóch pozostałych zaszło go od tyłu, po krótkiej szamotaninie udało im się złapać go za ręce i unieruchomić. Wysoki chłopak trzymając się za policzek, na którym widać było ślad po uderzeniu podszedł do unieruchomionego przeciwnika.
-         I co teraz, frajerze? Nadal będziesz zgrywać się na bohatera?
Chłopak jednak nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Pomimo unieruchomionych rąk, najpierw splunął napastnikowi w twarz, a potem z całej siły kopnął go w krocze. Gdy wysoki zwijał się z bólu leżąc na chodniku, jego towarzysze rzucili się z pięściami na bezbronnego w tej chwili chłopaka. Nie wiadomo, jak zakończyłoby się całe zajście, gdyby nie policyjna syrena, która odezwała się kilka przecznic dalej. Kolesie zerwali się, zabierając ze sobą nadal zgiętego w pół kompana i, nie wiadomo dlaczego, rozbawione do łez laleczki.
Brązowowłosy chłopak usiadł na chodniku, uniósł dłoń i z lekkim grymasem dotknął rozbitej wargi, drugą dłoń przyciskał do brzucha. Lekko chwiejąc się wstał i odwrócił do stojącej przy ścianie żebraczki.
- Wszystko w porządku? – zapytał.
Kobieta skinęła głową.
            -  A z Tobą, Nino?
            -  Przeżyję – uśmiechnął się do niej.
            -  Nino, doigrasz się kiedyś, po co ci to było? Wiesz, że nie zrobili by mi nic, wszystko że chcieli się popisać przed tymi wypindrzonymi panienkami!
            Nino pokiwał tylko głową, znowu się uśmiechnął, skinął dłonią na pożegnanie i powoli odszedł. Kobieta pokręciła głową  i ruszyła w swoja stronę popychając przed siebie swój wózek.
            Mrok stał jak zauroczony. Nie umiał tego zrozumieć, ale coś w tym chłopaku sprawiło, że nie ruszył się z  miejsca  i obserwował całe zajście. Spodobała mu się bezinteresowność i odwaga chłopaka. Zapakował zakupy na motor, cały czas miał przed oczami jego postać, kogoś mu przypominał, ale nie pamiętał kogo. Nie wiedział dlaczego, ale nie odjechał do domu, zawrócił motor i ruszył w stronę, w którą odszedł Nino.
            Łatwo dowiedział się gdzie chłopak nocuje i czym się trudni. Na początku poczuł pogardę, pewnego rodzaju wstręt i jego zainteresowanie prawie umarło, nie chciał wiedzieć nic więcej, dać sobie spokój. Postanowił odjechać, gdy nagle stanęła mu przed oczami twarz chłopaka… Było w niej coś, co sprawiło, że nie umiał sobie odpuścić. Został i śledził go nadal. Zebranie informacji zajęło mu trochę czasu. W miarę, jak dowiadywał się coraz więcej jego fascynacja pogłębiała się… Pomimo tego, że Nino żył na ulicy i sprzedawał swoje ciało było w nim jakieś ciepło, do którego Mrok tęsknił w głębi duszy, było światło, którego mu brakowało, była niewinność, którą stracił tak dawno temu, że nawet nie pamiętał kiedy…
            Tamtej nocy pojechał do miasta z zamiarem zbliżenia się do chłopaka. Wydawało mu się, że gdy porozmawia z nim jego obsesja wygaśnie. Wmówił sobie, że to jedyny sposób, że gdy przekona się, że jest zwykłym normalnym chłopakiem, jakich wiele żyje na ulicach wielkich miast, wtedy wreszcie przestanie o nim myśleć. Wystarczy się spotkać, porozmawiać i przekonać, że to zwykła męska dziwka… A jeżeli to nie pomoże…cóż, nie po raz pierwszy odjechałby zostawiając za sobą całą przeszłość i zaczynając życie w zupełnie innym miejscu. Ktoś taki jak on nie ma korzeni, nie ma wspomnień, nie ma przeszłości.
            Nie znalazł Nino w starej fabryce, w której zwykle nocował. Postanowił na niego zaczekać. Jednak myśl, że chłopak może być w tej chwili u „klienta” zniechęciła go do rozmowy… Z ironiczny rozbawieniem zaczął zastanawiać się, czy przez przypadek nie przemawia przez niego zazdrość lub chęć posiadania. Nie miał ochoty dzielić się Nino z nikim… Minęło kilka godzin, chłopak nie wracał. Może został z klientem przez całą noc… Mrok postanowił odpuścić i  powrócić następnej nocy… zlekceważył drgnięcie niepokoju, które pojawiło się nagle w jego sercu. Dziwne uczucie, którego nie czuł … od tak dawna.
Nie wiedział dlaczego postanowił wracać do domu inna trasą. Zawrócił motor i ruszył w stronę starej dzielnicy miasta. Powybijane okna, rozbite bramy, wszędzie brud i sterty walających się śmieci. Z kilku budynków dochodziły odgłosy pijackich burd, krzyki pijanych mężczyzn, odgłosy zwierzęcego seksu… Mrok nie zwracał na to uwagi, jechał pogrążony we własnych myślach. Dlaczego zatrzymał się akurat tam, co kazało mu zsiąść z motoru i ruszyć ku wypaczonej bramie, zza której dochodził poblask ognia? Stanął ukryty w mroku tuż przed wejściem.
- Krzycz, kurwo!
- …………aaaaaaaach – pełen bólu krzyk, zachrypnięty głos, w którym brzmiała już tylko rozpacz i beznadzieja. – … nie… błagam……już nie……
Potem odgłosy ciosów, kopniaków pomieszane z coraz cichszymi jękami…


- Mrok? – głos Nino wyrwał go z ponurych wspomnień, Uniósł głowę i napotkał spojrzenie jasnych oczu. Chłopak odłożył trzymana książkę i podszedł do niego. Usiadł obok, lekko, jakby przepraszająco uśmiechnął się. – Nie myśl o tym – powiedział, – Cokolwiek to było nie myśl o tym , bo posmutniałeś.
- Nie, nic takiego… – Czarny sam był zdziwiony. Nigdy dotąd nie wspominał, nie miał wspomnień, żył chwila teraźniejszą, zapominał o przeszłości.
Nino siedział i patrzył na zmieniającą się twarz Mroka.
- A może… – zaczął niepewnie. – Może powiesz mi o czym myślałeś… czasem dobrze jest wyrzucić z siebie to, co dręczy…
Zaraz roześmiał się.
- No tak, przyganiał kocioł garnkowi… sam też nie jestem dobry  w takich rozmowach. – śmiechem usiłował pokryć zażenowanie.
Mrok nie zareagował, siedział zamyślony…
            - Wiesz… – zaczął jakby wbrew sobie. Nino wstrzymał oddech. – wiesz jak łatwo jest zabić człowieka…
            Zamilkł na chwilę, a jego puste oczy patrzyły nic nie widząc w przestrzeń.
            - To takie proste… wystarczy jeden strzał, jedno pociągnięcie noża, jeden cios… Człowiek to taka krucha istota… – podniósł wzrok. – Zabijałem Nino, zabijałem bez litości, bez wahania, bez chwili zastanowienia… Na moich rękach jest krew… nic tego nie zmieni… Nawet fakt, że wycofałem się, że dwa lata temu porzuciłem tamto życie. Cień znikł…
            Nino siedział nie wiedząc co powiedzieć. Mrok patrzył na niego.
            - Mrok…
            - Nic nie mów, nie chodzi mi o rozgrzeszenie mnie z moich czynów, nie zależy mi na przebaczeniu, nie musisz nawet mnie rozumieć… – Mrok wyciągnął dłoń i dotknął policzka Nino. – Ale powiedz…  czy zniesiesz obecność obok siebie kogoś takiego jak ja?
            Pytanie zawisło w nagłej ciszy wieczora…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz