Wieczór
był ciepły siedzieli więc w altanie ciesząc się spokojem i ciszą. Nino z
wypiekami na twarzy pochłaniał jakiś kryminał, a Mrok usiłował skupić
się nad trzymaną w rękach gazetą. Nie umiał się jednak skupić, coś go
rozpraszało. Coś? Uniósł wzrok i spojrzał na siedzącego obok chłopaka.
Raczej ktoś… Ktoś i wspomnienia, które w nim budził. Przyglądał mu się
przez chwilę. Wyglądał lepiej, dużo lepiej niż wtedy, gdy zobaczył go po
raz pierwszy. Był odprężony, lekki uśmiech błąkał się na jego ustach,
wpleciona we włosy dłoń bawiła się jasnobrązowym kosmykiem. Czarny
zamyślił się. Pamiętał, że…
…
zrobił właśnie najpotrzebniejsze zakupy, miął zamiar wracać do domu,
gdy po drugiej stronie ulicy ujrzał dość niezwykłą scenę. Kilku
wyrostków z tak zwanych „dobrych rodzin”, chcąc zaimponować będących z
nimi dziewczynom w najmodniejszych ciuchach prosto z żurnali,
postanowiło zabawić się kosztem starej żebraczki. Podeszli do niej,
popychali, szarpali, wyciągali rzeczy ze sklepowego wózka, na którym
mieścił się cały jej majątek. Stara klęła, pluła na nich i ze wszystkich
sił usiłowała chronić swój dobytek.
Zatrzymał
się. Instynkt zabraniał mu się wtrącać, pierwsza zasada brzmiała „nie
zwracać na siebie uwagi, pozostać w cieniu”. Chciał odejść, gdy nagle
ktoś popchnął go, młody chłopak o jasnobrązowych włosach przebiegł na
drugą stronę ulicy i ruszył na pomoc kobiecie.
-
A może tak spróbujecie się ze mną, gogusie! – stanął przed nimi na
rozstawionych nogach, z opartymi na biodrach rękami. – A może macie
odwagę stawać się tylko kobietom, co? Palanty! – kpił dalej.
Oczywiście
takiej zniewagi tamci nie mogli darować, tym bardziej, że jedna z
towarzyszących im dziewczyn wybuchła głośnym śmiechem.
-
Odszczekaj to, gówniarzu! – powiedział najwyższy chłopak. Tamten tylko
roześmiał się i nie czekając na nic sam zaatakował. Mimo wątłej postury
był szybki i zwinny, i co najważniejsze umiał się bić. Cios doszedł do
szczęki wysokiego, chłopak przewrócił się. Napastników było jednak
więcej, po pierwszym zaskoczeniu, jakim był atak brązowowłosego, zebrali
się w sobie i wspólnie ruszyli na samotnego chłopaka. Dwóch zamarkowało
atak frontalny, gdy dwóch pozostałych zaszło go od tyłu, po krótkiej
szamotaninie udało im się złapać go za ręce i unieruchomić. Wysoki
chłopak trzymając się za policzek, na którym widać było ślad po
uderzeniu podszedł do unieruchomionego przeciwnika.
- I co teraz, frajerze? Nadal będziesz zgrywać się na bohatera?
Chłopak
jednak nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Pomimo unieruchomionych
rąk, najpierw splunął napastnikowi w twarz, a potem z całej siły kopnął
go w krocze. Gdy wysoki zwijał się z bólu leżąc na chodniku, jego
towarzysze rzucili się z pięściami na bezbronnego w tej chwili chłopaka.
Nie wiadomo, jak zakończyłoby się całe zajście, gdyby nie policyjna
syrena, która odezwała się kilka przecznic dalej. Kolesie zerwali się,
zabierając ze sobą nadal zgiętego w pół kompana i, nie wiadomo dlaczego,
rozbawione do łez laleczki.
Brązowowłosy
chłopak usiadł na chodniku, uniósł dłoń i z lekkim grymasem dotknął
rozbitej wargi, drugą dłoń przyciskał do brzucha. Lekko chwiejąc się
wstał i odwrócił do stojącej przy ścianie żebraczki.
- Wszystko w porządku? – zapytał.
Kobieta skinęła głową.
- A z Tobą, Nino?
- Przeżyję – uśmiechnął się do niej.
- Nino,
doigrasz się kiedyś, po co ci to było? Wiesz, że nie zrobili by mi nic,
wszystko że chcieli się popisać przed tymi wypindrzonymi panienkami!
Nino pokiwał tylko głową, znowu się uśmiechnął, skinął dłonią na pożegnanie i powoli odszedł. Kobieta pokręciła głową i ruszyła w swoja stronę popychając przed siebie swój wózek.
Mrok stał jak zauroczony. Nie umiał tego zrozumieć, ale coś w tym chłopaku sprawiło, że nie ruszył się z miejsca i
obserwował całe zajście. Spodobała mu się bezinteresowność i odwaga
chłopaka. Zapakował zakupy na motor, cały czas miał przed oczami jego
postać, kogoś mu przypominał, ale nie pamiętał kogo. Nie wiedział
dlaczego, ale nie odjechał do domu, zawrócił motor i ruszył w stronę, w
którą odszedł Nino.
Łatwo
dowiedział się gdzie chłopak nocuje i czym się trudni. Na początku
poczuł pogardę, pewnego rodzaju wstręt i jego zainteresowanie prawie
umarło, nie chciał wiedzieć nic więcej, dać sobie spokój. Postanowił
odjechać, gdy nagle stanęła mu przed oczami twarz chłopaka… Było w niej
coś, co sprawiło, że nie umiał sobie odpuścić. Został i śledził go
nadal. Zebranie informacji zajęło mu trochę czasu. W miarę, jak
dowiadywał się coraz więcej jego fascynacja pogłębiała się… Pomimo tego,
że Nino żył na ulicy i sprzedawał swoje ciało było w nim jakieś ciepło,
do którego Mrok tęsknił w głębi duszy, było światło, którego mu
brakowało, była niewinność, którą stracił tak dawno temu, że nawet nie
pamiętał kiedy…
Tamtej
nocy pojechał do miasta z zamiarem zbliżenia się do chłopaka. Wydawało
mu się, że gdy porozmawia z nim jego obsesja wygaśnie. Wmówił sobie, że
to jedyny sposób, że gdy przekona się, że jest zwykłym normalnym
chłopakiem, jakich wiele żyje na ulicach wielkich miast, wtedy wreszcie
przestanie o nim myśleć. Wystarczy się spotkać, porozmawiać i przekonać,
że to zwykła męska dziwka… A jeżeli to nie pomoże…cóż, nie po raz
pierwszy odjechałby zostawiając za sobą całą przeszłość i zaczynając
życie w zupełnie innym miejscu. Ktoś taki jak on nie ma korzeni, nie ma
wspomnień, nie ma przeszłości.
Nie
znalazł Nino w starej fabryce, w której zwykle nocował. Postanowił na
niego zaczekać. Jednak myśl, że chłopak może być w tej chwili u
„klienta” zniechęciła go do rozmowy… Z ironiczny rozbawieniem zaczął
zastanawiać się, czy przez przypadek nie przemawia przez niego zazdrość
lub chęć posiadania. Nie miał ochoty dzielić się Nino z nikim… Minęło
kilka godzin, chłopak nie wracał. Może został z klientem przez całą noc…
Mrok postanowił odpuścić i powrócić
następnej nocy… zlekceważył drgnięcie niepokoju, które pojawiło się
nagle w jego sercu. Dziwne uczucie, którego nie czuł … od tak dawna.
Nie
wiedział dlaczego postanowił wracać do domu inna trasą. Zawrócił motor i
ruszył w stronę starej dzielnicy miasta. Powybijane okna, rozbite
bramy, wszędzie brud i sterty walających się śmieci. Z kilku budynków
dochodziły odgłosy pijackich burd, krzyki pijanych mężczyzn, odgłosy
zwierzęcego seksu… Mrok nie zwracał na to uwagi, jechał pogrążony we
własnych myślach. Dlaczego zatrzymał się akurat tam, co kazało mu zsiąść
z motoru i ruszyć ku wypaczonej bramie, zza której dochodził poblask
ognia? Stanął ukryty w mroku tuż przed wejściem.
- Krzycz, kurwo!
-
…………aaaaaaaach – pełen bólu krzyk, zachrypnięty głos, w którym brzmiała
już tylko rozpacz i beznadzieja. – … nie… błagam……już nie……
Potem odgłosy ciosów, kopniaków pomieszane z coraz cichszymi jękami…
-
Mrok? – głos Nino wyrwał go z ponurych wspomnień, Uniósł głowę i
napotkał spojrzenie jasnych oczu. Chłopak odłożył trzymana książkę i
podszedł do niego. Usiadł obok, lekko, jakby przepraszająco uśmiechnął
się. – Nie myśl o tym – powiedział, – Cokolwiek to było nie myśl o tym ,
bo posmutniałeś.
-
Nie, nic takiego… – Czarny sam był zdziwiony. Nigdy dotąd nie
wspominał, nie miał wspomnień, żył chwila teraźniejszą, zapominał o
przeszłości.
Nino siedział i patrzył na zmieniającą się twarz Mroka.
- A może… – zaczął niepewnie. – Może powiesz mi o czym myślałeś… czasem dobrze jest wyrzucić z siebie to, co dręczy…
Zaraz roześmiał się.
- No tak, przyganiał kocioł garnkowi… sam też nie jestem dobry w takich rozmowach. – śmiechem usiłował pokryć zażenowanie.
Mrok nie zareagował, siedział zamyślony…
- Wiesz… – zaczął jakby wbrew sobie. Nino wstrzymał oddech. – wiesz jak łatwo jest zabić człowieka…
Zamilkł na chwilę, a jego puste oczy patrzyły nic nie widząc w przestrzeń.
-
To takie proste… wystarczy jeden strzał, jedno pociągnięcie noża, jeden
cios… Człowiek to taka krucha istota… – podniósł wzrok. – Zabijałem
Nino, zabijałem bez litości, bez wahania, bez chwili zastanowienia… Na
moich rękach jest krew… nic tego nie zmieni… Nawet fakt, że wycofałem
się, że dwa lata temu porzuciłem tamto życie. Cień znikł…
Nino siedział nie wiedząc co powiedzieć. Mrok patrzył na niego.
- Mrok…
-
Nic nie mów, nie chodzi mi o rozgrzeszenie mnie z moich czynów, nie
zależy mi na przebaczeniu, nie musisz nawet mnie rozumieć… – Mrok
wyciągnął dłoń i dotknął policzka Nino. – Ale powiedz… czy zniesiesz obecność obok siebie kogoś takiego jak ja?
Pytanie zawisło w nagłej ciszy wieczora…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz