Polowanie poszło Shinie sprawnie,
wiec wrócił dość szybko.Po cichu wszedł do oranżerii. Widząc, że chłopak
grzecznie przesiedział tamcały dzień, zrezygnował z pomysłu
przedstawienia go kilku osobom i pokręciłgłową zrezygnowany. Dzieciak
miał na niego zły wpływ. A mogło by być tak…przyjemnie. Wyrzucił te
myśli z głowy. Podszedł do niego, machając uspokajającona panterę i
usiadł obok chłopaka. Wziął go na kolana, przytulając do siebie iw
zachwycie patrząc na jego śpiącą buźkę.
- Aniołek – wyszeptał, całując go
delikatnie i po chwiliokrył go własną marynarką. W oranżerii robiło się
chłodno, a mały nie byłjeszcze do końca zdrowy.
Chłopak pokręciłsię
lekko niezadowolony ze zmiany pozycji. Mruknął i nieświadomie oplótł
wampiraramionami w pasie. Nogi swobodnie zwisały mu po obu jego bokach.
Wiercił się jeszczeprzez chwile, aż znalazł wygodna pozycję. Przez cały
ten czas nawet się nieobudził.
Shina zaśmiałsię, widząc ruchy chłopaka i to, w jakiej pozycji się znaleźli. Pochylił się ipocałował go w czubek głowy.
- Mój aniołek – powtórzył. Pogładził
go po plecach i jednympalem zaczął wodzić po odsłoniętym karku – mój,
tylko mój! – Dość szybkozapomniał o swoim… na szczęście dla blondyna
porzuconym pomyśle.
Chłopak zaśmiał się cicho. Coś gozałaskotało. Drgnął lekko i otworzył zaspane oczy. Trochę nieprzytomniespojrzał na wampira.
- Juz wróciłeś? – Zamruczał wciążsennie.
- Tak aniołku, już wróciłem –
szepnął i podciągnął go dogóry, całując namiętnie. Obejmował go
szczelnie ramionami, nie przejmując sięmiętą marynarką, a humor coraz
bardziej mu się poprawiał. Podciągnął udachłopaka tak, ze ten ściśle do
niego przylegał i w końcu się od niego oderwał.
- Jak minął dzień? – Spytał, jak
gdyby nigdy nic, liżąc go wucho i wsuwając język do środka. Zaczynał się
od swojej zabawki uzależniać i wnajmniejszym stopniu mu to nie
przeszkadzało.
Kadaj pisnął tylkokrótko, w odpowiedzi na te dość mocne pieszczoty i odsuną się na tyle na ilemiał możliwość.
- Łaskoczesz! – Mruknął oburzony
wpatrując się w wampira zniezadowoleniem – dobrze mi dzień minął. Tutaj
jest ślicznie. Będziesz mnie tu częściejprzyprowadzał. Ja przecież nie
mogę wychodzić sam z pokoju.
- Owszem, nie możesz – pocałował go
we wrażliwe uszko i zachichotał- mam dla ciebie jeszcze jedną
niespodziankę. Sam dobrze wiesz, ze nie mogęspędzać z tobą całego czasu,
a nie chciałbym, by któryś z przypadkowych gości…przez pomyłkę – to
dodał po znaczącej przerwie – zrobił ci krzywdę – potempocałował go
lekko w usta – dlatego od dzisiaj Miętówka będzie chodziła za
tobąwszędzie.
- To znaczy ze oni mogą wejść do
mojego pokoju? – Spojrzałna wampira zdziwiony – bo skoro ja nie mogę
wyjść to oni by musieli przyjść domnie.
Trochę go to przeraziło i wyciągnął
dłonie do kota. Panteraod razu podeszła i włożyła mu głowę w dłonie
ocierając się o nie i mrucząc.Mimo wszystko ucieszył się na obecność
wielkiego kota wszędzie gdzie był.
- Nie mogą, ale tak mi się wydaje,
że kiedyś, raczejszybciej, niż później znajdziesz wejścia dla służby –
zachichotał – oczywiściemasz zakaz ich używania, ale ja zawsze stosuję
zasadę ograniczonego zaufania.
Pocałował go mocno w usta, jednocześnie wsuwając mu cos wrękę. Była to czarna, inkrustowana srebrem obroża.
- Załóż jej. Zobaczymy, czy uznała cię za swojego pana. Niebój się, śmiało.
Kadaj
pogłaskałkota po głowie. Po chwili wyciągnął w jego stronę dłonie z
obroża. Pantera zaczęłaobwąchiwać ja dokładnie. W końcu prychnęła cicho i
machnęła głową. Przysunęłasię bliżej nadstawiając kark. Chłopak
pogłaskał ją lekko jeszcze i przypiąłobroże. Kocica zamruczała ocierając
się o jego dłonie. Wpatrywał się w niązafascynowany.
Jednocześnie Shina obserwował
chłopaka uważnie. Patrzył naniego i czuł coś dziwnego. Pogłaskał go po
głowie i nachylił się nad jegouchem.
- Jest twoja – szepnął.
Nagle coś mu przyszło do głowy.
Dzieciak sam trochę przypominałtakiego dzikiego kota, a w obróżce na
pewno było by mu równie pięknie, cokocicy. W końcu, ostatnio bardzo mu
pasowała. Nachylił się nad nim, zdjął mu znadgarstka bransoletę i
szepnął nad nią kilka dziwnych słow. Kiedy już nabrałaodpowiednich
kształtów i długości zapiał ja na szyi chłopaka, wykorzystującjego
zachwyt i dołączył do niej srebrny łańcuszek. Z tyłu, tak, by chłopak
niemógł jej odpiąć.
- Cudownie, idealna zabaweczka – szepnął i nie zwracającuwagi na wyraz twarzy chłopaka pocałował go mocno.
- Ej co ty robisz! – Odsunął się od
niego i ręka spróbował odpiąćzapięcie- pojebało cię!? Ja nie jestem
zwierzęciem. Ani żadną chorą zabawką!
Kot zaczął kręcić się wokół niego i prychać cicho widzącjego złość.
- Zdejmij to ze mnie! – Próbował wsadzić palce pod obrożekrępującą mu szyje.
Aranye zacmokałi chwycił go za ręce.
- Po pierwsze jesteś moją
zabaweczką, a po drugie takwyglądasz jeszcze śliczniej – zacisnął dłonie
na nadgarstkach chłopaka iodsunął je od jego twarzy – poza tym, teraz
wydajesz się jeszcze bardziejbezbronny i zniewolony, a ja bardzo lubię
ujarzmiać takie dzikie stworzonka jakty! – Polizał go po szyi mrucząc.
Jego mina była teraz trochę przerażająca.Wściekł się. Bo kto to widział,
żeby zabawka mu pyskowała?
Kadaj
szarpnąłgłowa do tyłu starając się uciec wampirowi. Na nic się to nie
zdało bo ten wciążtrzymał go mocno. Siedział wiec tak teraz i prawie ze
gotował się ze złości. Zdarzałomu się warknąć od czasu do czasu i
wściekle mierzył wzrokiem czarnowłosego.
- Nie wybaczę ci tego. Znowu to zrobiłeś!
- Oj spokojnie kotku, spokojnie.
Wybaczysz – szepnął,zaczynając całować go w usta. Spokojnie i namiętnie,
uważając, by nie uszkodzićjego warg kłami. Był zadowolony i nigdzie mu
się nie spieszyło. A złość jakszybko przyszła, tak szybko odeszła.
Chłopak był rozkoszny. Ręką gładził jegoplecy, co jakiś czas muskając
pośladki.
Kadajuspokajał
się powoli. Już mu było trochę lepiej. Przymknął oczy ale, brwi
wciążmiał zmarszczone. Zamruczał cicho zaraz chcąc to cofnąć. Nadal
lekko próbowałsię odsunąć albo chociaż odpiąć obroże. Mężczyzna chwycił
jego ręce i położyłje sobie na torsie.
- Nie mecz się, i tak jej nie
zdejmiesz – wyszeptał mu naucho i ponownie zaczął go całować,
przyciągając bliżej siebie i posyłając wściekłejkocicy ostre spojrzenie.
Kot odstąpił, ale nadal jeżył sierść. Wampir za nicnie mógł zrozumieć,
dlaczego ta czarna potwora zaczęła chronić dzieciaka jakswoje młode.
Kadaj
nadalsłyszał jak kot syczy cicho gdzieś za jego plecami. Jakoś mu się
cieplej nasercu zrobiło ze pantera chce go bronić. Ale przecież wampir
nie krzywdził go,przynajmniej na razie. Oparł delikatnie dłonie na jego
karku i dał się całować.
Mężczyzna uśmiechnął się zadowolony,
a że chłopak przestałsię opierać, pogłębił nieco pocałunek. Językiem
muskał jego usta od wewnątrz ismakował je zapamiętale. Przytulił go do
siebie wstając. Chwycił go zapośladki, by nie spadł i okręcił sobie
srebrny łańcuszek dookoła nadgarstka.
- Idziemy do mnie – szepnął miękko i skierował się do drzwi.
Kadaj wtulił
sięw jego szyje i nic nie mówił. Wiedział ze teraz lepiej jest się mu
nie opierać.Zerknął jeszcze do tyłu i z radością zobaczył ze kot idzie
za nimi. Wyciągnął rękęw jego stronę chociaż z wysokości na jakiej się
znajdował dosięgnąć go byłoniemożliwe.
Shina wbrewmniemaniom chłopaka
nie zamierzał się do niego dobierać. Jeszcze nie.Zaniósł go do siebie i
szybko zmienił ubranie, z zadowoleniem zauważając, zeoczy chłopaka
śledzą jego każdy ruch. Po chwili podszedł do siedzącego na
łóżkublondyna i nachylił się nad nim tak, ze dzieciak musiał się
położyć. Pocałowałgo, po czym oderwał się od niego i pogłaskał go
delikatnie po policzku.
- Nie martw się – szepnął – dzisiaj dam ci odetchnąć.
Kadaj westchnąłz ulga.
- Mam nadzieje szczególnie po tym
ostatnim. A chyba niechcesz bawić się z kaleką – usiadł na łóżku
podciągając nogi pod siebie – niedotrzymasz swojej obietnicy? – Był
pewien ze wampir zapomniał o jego prośbie.
- Obietnica, jaka obietnica? – Przez
chwilę nie miał pojęcia,o co chłopakowi chodzi. Dopiero po chwili do
niego dotarło – a racja. Więc,jeśli chcesz, możemy iść do ciebie zjeść
kolację, przy kominku. Co ty na to?
Nachylił się i objął chłopaka.
Uniósł go i posadził sobie nakolanach. Pogłaskał go, dzwoniąc
łańcuszkiem i pocałował w kącik ust.
- To jak? U ciebie?
- W porządku ale kot idzie z nami.
Spojrzał na podłogę gdzie leżała
pantera. Jakby wiedząc, zeto o niej jest mowa uniosła głowę i zamruczała
gardłowo. Chłopak uśmiechnął sięlekko. Potem przekręcił głowę. Obroża
znowu zaczęła go uwierać. I wciążwkurzała go niemiłosiernie. Poprzysiągł
sobie że przy najbliższej okazji sięjej pozbędzie.
- Dobrze, dobrze, idzie, ale niech
zobaczę ślady pazurów nakanapie dostanie wielką eksmisję – zaśmiał się,
wstając, znowu z chłopakiem narękach i skierował się do jego pokoju –
wiesz, coś mi się wydaje, ze to tu jestdla ciebie najlepsze miejsce –
zaśmiał się wampir, wskazując na swoje ramiona -idealnie tu pasujesz.
Kadaj burknąłcoś oburzony w odpowiedzi.
- Nieprawda. Po to mam nogi żeby na nich chodzić. Nie jestemdzieckiem żeby mnie nosić.
Ale mimo wszystko pozwolił się nieść aż do pokoju. Zuśmiechem patrzył na wielką kocice idąca kilka kroków za wampirem.
Shina wszedłdo
pokoju, wpuścił kota i przyłożył rękę do drzwi. Znowu pokryła je ta
dziwnablokada. Skierował się do salonu i posadził chłopaka na kanapie.
Zniknął nachwilę za bocznymi drzwiami, których blondyn nie zdążył
zauważyć i już pochwili wrócił.
- Zaraz będzie obiad – oświadczył, całując go w policzek isycząc na warczącą kocicę.
Kadaj ześlizgnął się z
kanapy i klęknąłobok kota. Zaraz jednak usiadł wygodnie na dywanie pod
kominkiem. Grzało tu takprzyjemnie. Ujął głowę Miętówki i przyciągnął ją
do swojej twarzy gładząc niąswój policzek. Wtulił się w grube futro na
jej karku . Pantera mruczałazadowolona.
Shina przezchwile
przypatrywał się ich zabawie z uśmiechem, ale potem uznał, ze
niezamierza być ignorowany. Podszedł do chłopaka, zwinął go z dywanu jak
pakunek iuderzając w kocicę lekkim oszałamiaczem z powrotem usiadł na
kanapie. Kocicaprychała zdezorientowana, a on objął chłopaka w pasie,
zaciekając ręce mocno.Patrzył mu w oczy i nic nie mówił. Mały powinien
sam zrozumieć, o co mu chodzi.
Kadajzmarszczył brwi i spojrzał gniewnie na wampira.
- Nie rób jej krzywdy. Nic ci nie zrobiła.
Bronił kocicy jak tylko mógł. Była
teraz dla niego najbliższai najcenniejsza. Poza Nadią była jedyną
istotą, która jako tako wykazała nimzainteresowanie nie ograniczające
się do łóżka. Wciąż wpatrywał się tak samonie przejmując się, ze wampir
coraz mocniej go ściska.
Aranyepstryknął go w nos, grożąc palcem.
- Ja ci ja dałem, ja mogę odebrać,
wiec nie szarżuj – syknął- poza tym, nic jej nie jest. Już warczy na
mnie z powrotem, czyli wróciła donormy.
Prychnął na Miętówkę i pocałował
chłopaka mocno. Byłzadowolony, czując, ze tym razem tez się nie opiera.
Chłopak pozwalał całowaćsię tak, jak tylko wampir chciał. Gdyby się
opierał kotka zaczęła by go bronići wampir mógłby mu ja zabrać, a bez
niej czułby się samotny. Nawet Nadia jużdawno go nie odwiedzała. Chłopak
był niemal pewny, czyja to zasługa.
Wielki kot leżał tylko i przyglądał im się od czasu do czasupowarkując.
Shina zniezadowoleniem
powitał przybycie służącej i kolacji. Kadaj za to, aż sięuśmiechnął.
Jednak Nadia przesłała mu tylko przepraszające spojrzenie. Wampirmiał z
nią małą pogadankę na temat spoufalania się z chłopakiem.
Zostaławyproszona lekceważącym ruchem ręki, wiec tylko położyła tacę na
stole,spojrzała na Kadaja jeszcze raz i wyszła posłusznie. Blondyn jakby
oklapł potym zajściu. Miał kolejny powód, by czuć do wampira niechęć.
Mężczyzna niezwrócił na to uwagi. Cmoknął chłopaka w policzek i nie
pozwalając zejść ze swoichkolan podał mu widelec.
- Smacznego – szepnął miękko, jakby nie pamiętając, co zaszłoprzed chwilą i objął chłopaka w pasie opiekuńczym gestem.
Kadaj
pochyliłsię lekko nad stołem. Wampir trzymał go w pasie wiec się nie
obawiał zespadnie. Zabrał się za jedzenie. Smutnym wzrokiem wpatrywał
się w lakierowanyblat. Wprawdzie bardzo głodny nie był ale zjeść coś
zawsze było warto. Skończyłi popił jedzenie sokiem z porzeczek. Odrobina
ściekła mu po brodzie. Chciałwytrzeć to ręka gdyby wampir nie złapał go
za nadgarstek. Uśmiechnął się izlizał ten sok.
- Jesteś słodziutki – zamruczał –
dlatego dziś cię już niebędę męczył – Kadaj odetchnął z ulgą –
powinieneś iść spać dość wcześnie, bojutro od rana zaczynamy lekcje z
konnej jazdy. Miętówka też może iść – dodał z niechęcią – o ile nie będzie miałaochoty na zawartość moich stajni.
- I Bestia tez będzie?- Zapytał Kadaj nieco osowiały, aleteż trochę zadowolony. Delikatnie pocałował wampira w policzek.
- Fantastycznie. – Obejrzał się na panterę która spokojnie leżałaz głową na łapach – i Miętówka nikogo nie zje, na pewno.
Humor nieco mu się poprawił i prawie, ze zapomniał o obrożyna swojej szyi. Tylko ta sprawa z Nadią, wciąż wyglądała kiepsko. Shina pogłaskał chłopaka powłosach, a potem szybko wziął go na ręce.
- My tu gadu gadu, a ty powinieneś iść spać.
Pocałował go w zdziwioną buźkę i
zaniósł do sypialni.Nieodłączna pantera podążyła za nimi, ale do
łazienki wstępu nie dostała. Poszybkiej kąpieli z blondynem w roli
głównej obaj leżeli w łóżku, a wampirgłaskał chłopaka po włosach.
- Piękny – zamruczał, widząc, jak
chłopak odpływa ipocałował go w zamkniętą powiekę. Nie wywołało to
żadnej reakcji, dlatego samrównież się położył i zasnął. Jutro miał być
ciekawy dzień. Nawet bardzociekawy, o ile uda mu się pozbyć kota.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz