poniedziałek, 22 stycznia 2018

Pośrodku piekła znalazłem dom cz.2 R12

Gdy się obudziłem, znów byłem w domu Bachusa. Jakub zdziwną, nieprzeniknioną miną siedział we fotelu. Chris spał po drugiej stroniewtulony w moje okryte kołdrą stopy.
– Nie udało mi się? – wychrypiałem, spoglądając na zaciśnięte w wąską linieusta wampira.
– Nie, nie udało ci się – głos Jakuba był zimny jak lód. –Czemu to zrobiłeś?
– Bo nie chciałem, żeby oni wszyscy zaczęli mnie nienawidzić. –Ujrzałemzdziwienie na jego twarzy.
– Czemu mieliby zacząć? –Pogłaskał z czułością moją dłoń.
– Bo zawadzałem. Mark chyba czuł się winny. –Obróciłem twarz w drugą stronę,chciałem ukryć łzy.
– Ale to twoje życie, nie ich.
–  Ja umarłem, gdy on zepchnął mnie ze schodów –wydukałem z trudem.
– Ktoś cię zepchnął? –Obrócił moją twarz w swoim kierunku, jak gdyby w moichoczach chciał znaleźć potwierdzenie.
– Chciałem powiedzieć, że spadłem, przejęzyczenie. –Szybko się poprawiłem, ale Bachusnajwyraźniej mi nie uwierzył.
– Kto cię zepchnął ze schodów? To nie był wypadek? –Zauważywszy, że Chris sięobudził, nie odpowiedziałem.
Jakub wyleciał z pokoju jak z procy. Po chwili wrócił z Bachusem. Tenkazał wyjść Chrisowi, a mnie zaczął zadawać pytania. Gdy zacząłem goignorować, uderzył mnie w twarz. Mimo tortur zarówno fizycznych jak ipsychicznych, jakie mi zafundował, nie powiedziałem mu, kto mi to zrobił.Czemu tego nie uczyniłem? Nie, nie bałem się Kamila, ale w pewnymsensie  czułem  się odpowiedzialny za to, co się stało. GdybyBachus nie zabronił Kamilowi kontaktów ze mną, nic by się nie stało. Zresztąnie chciałem, aby ktokolwiek umierał z mojego  powodu.
Bachus głodził mnie, delikatnie torturował, bylebym tylko wyjawił mu prawdę. Trwałoto kilka dni, podczas których nikogo do nie mnie dopuszczano, nawet Chrisa,który kilkakrotnie próbował się do mnie dostać.
Siedziałem cicho aż do momentu, w którym usłyszałem:
–  Znalazłem wiedźmę, która może cię wyleczyć! –Bachus uśmiechnął się domnie szeroko.
– Naprawdę? – Byłem sceptyczny, ale miałem nadzieję.
– Tak. Ale… –Tu jego uśmiech zrobił się bardziej nieludzki.
– Ale co? –Chciałem, żeby wezwali ją jak najszybciej, żebym znów mógł stanąć nanogach, na moich własnych nogach.
– Ale musisz mi wyjawić, kto sprzeciwił się moim rozkazom i skrzywdził jedną zprostytutek Marka. – Zawahałem się. Byłem przerażony, ale w końcu nadziejawzięła górę nad strachem.
– Powiem, jeśli obiecasz mi, panie, że nie spotka go śmierć. –Dotknął mojegoramienia.
– Czemu ci na tym tak zależy? Skrzywdził cię, a ty gobronisz. Czy to Amadeo zrobił przez przypadek? –Spojrzałem na niego zniedowierzaniem. Jak mógł pomyśleć, że to Amadeo? Przecież mój wampir nigdy bymnie nie skrzywdził.
– Nie, to nie Amadeo. Po prostu nie jestem tyle wart, co wampir. –Zacząłemchlipać próbując powstrzymać cisnące się do oczu łzy.
– Niech będzie… Przyrzekam ci. –Wampir przyłożył dłoń na piersi.
–To…To…To… –Zacząłem się jąkać, nie mogąc wydusić z siebie imienia megooprawcy.
– Kto to zrobił?! –Zniecierpliwił się Bachus.
– Kamil –wyszeptałem z rezygnacją tak cicho, że nie byłem pewny, czy mnieusłyszał.
– Kamil zepchnął cię ze schodów?– spytał zaskoczony.
Nie odpowiedziałem, tylko obróciłem głowę w drugą stronę.
Wiedźma przyjechała po tygodniu. Wyglądała nie starzej niżja. Mogła być nawet młodsza. Niczym nie przypominała wiedźm, które możnabyło znaleźć na kartach książek czy w filmach.
Miała na sobie powycierane bojówki i podkoszulek z moja ulubioną kapelą rockową,a na to zarzuconą spraną, za dużą, męską, brązową bluzę. Siadła sobie wefotelu, który zazwyczaj zajmował Jakub.
Kiedy ona bacznie mi się przyglądała, Amadeo z Bachusem mnie rozbierali.Leżałem nagi na brzuchu, a ona jeździła dłońmi po moim kręgosłupie. Gdzieś wdole moich pleców zatrzymała rękę:
– Tu jest.
– Dasz rade to wyleczyć? –spytał Bachus.
– Nie wiem. –Zawahała się na dłuższą chwilę. –Wiesz, że normalnie niezajmuję się takimi przypadkami, ale spróbuję, – po czym zwróciła się domnie. – Jest sposób, ale będzie to dla ciebie strasznie bolesne.
– Zniosę wszystko byleby wyzdrowieć –szepnąłem, obracając twarz w jej stronę.
– Zatem dobrze. Jak wiesz, wszystkie wampirze rany goją się natychmiast. Jauzdrowię cię dzięki wampirzej mocy. –Pogładziła wierzchem dłoni mój policzek.–Przepraszam.
Zostałem bardzo mocno przywiązany do łóżka. Unieruchomiono mnie. Dziewczynazaczęła coś melodeklamować. Gdy  złapała dłoń Bachusa, aż się skrzywiła.
Powietrze w pokoju zrobiło się jakieś dziwne, aż szczypała mnie od niego skóra.Ładny głos dziewczyny wyśpiewywał dziwne słowa.
Z początku nawet nie poczułem jej dłoni na swoich plecach, uświadomił mi todopiero przerażający ból. Wrzeszczałem wniebogłosy, chciałem się szarpać, alepasy skutecznie mi to uniemożliwiały. Tak okropnie bolało. To było gorsze niżto wszystko, co do tej pory przeżyłem. W końcu przestała melodeklamować i wjednym momencie odsunęła dłoń od mich pleców i puściła rękę Bachusa.
Gdyby nie Amadeo, z pewnością dziewczyna upadłaby na ziemie, ale wampir złapałją i od razu ułożył we fotelu. Była nieprzytomna. Bachus szybko wybiegł zpokoju, zanim jednak  to zrobił, zauważyłem, ze jego tęczówki mają błyszczący,czerwony kolor.
Mimo, że dziewczyna leżała od dłuższego czasu, moim ciałem nadal targały falebólu.
– Jak się czujesz, Gabrielu?– zapytał z troską Amadeo.
– Jeszcze nie wiem! –wypłakałem.
Pokiwał głową i zaczął rozpinać pasy. W tym samym momencie do pokoju wpadł Jakubz  Xelem.
– Ponoć się udało? – spytał z podnieceniem lekarz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz