- Gdzie ja do cholery jestem! –
Krzyknął ale w połowie głos mu się załamał. Ukrył twarz w dłoniach
mamrocząc do siebie coś, co wcale nie przypominało słów. Był przerażony i
lekko rozhisteryzowany. Sam, w nowym miejscu, jeszcze w takiej
scenerii. Zaczynał tracić panowanie nad sobą.
Po pewnym czasie do pokoju
weszła młoda kobieta. Niska, ubrana w jasnoszary uniform. Ze związanymi
ciasno włosami i zaciśniętymi w wąską linię ustami. Widać było, że miała
już wcześniej do czynienia z niewolnikami pracodawcy i bynajmniej za
nimi nie przepadała.
Chłopak uniósł oczy przyglądając
się jej uważnie. Nie wydawała mu się groźna. Podniósł się i wyprostował
patrząc na nią trochę z góry. Może i jego duma trochę ucierpiała w
starciu z wampirem, ale zwykłej służącej nie pozwoli sobą pomiatać i
patrzeć z wyższością. Usiadł przy stole czekając aż dziewczyna skończy
podawać posiłek. Siedział i jakby nigdy nic zaczął jeść.
Skończył i
przez jakiś czas oglądał pokój. Potem położył się na łóżku i
wypróbowywał je na wszystkie możliwe sposoby. Nudził się. Przewiesił
głowę przez oparcie łóżka i oglądał pokój do góry nogami. Nie wiedział,
co ma za sobą zrobić.
W końcu wstał. Otrzepał ubranie i
podszedł do drzwi. Nacisnął klamkę. Spodziewał się, że drzwi będą
zamknięte. Pomylił się jednak. Otworzyły się z piskiem, ukazując mu
fragment ciemnego korytarza. Podłogę pokrywały czarne, chyba marmurowe
płytki. Na nich leżała gruba wykładzina w kolorze czerwonego wina.
Ściany pomalowane na biało, ale żadnych okien w pobliżu. Tylko drzwi po
prawej i lewej stronie korytarza.
Wyjrzał na zewnątrz uważniej.
Nikogo nie było. Przejście było całkowicie puste. Chłopak od razu to
wykorzystał. Wybrał się na mały spacerek. Jak gdyby nigdy nic błąkał po
całym zamku. Wchodził prawie przez każde otwarte drzwi rozglądając się
zaciekawiony po pomieszczeniach znajdujących się za nimi. Trafił na
bibliotekę, jakieś składy, pokój zastawiony zakrytymi prześcieradłami
meblami. Jakieś antyczne archiwum z cała masą szafek, galeryjkę z
obrazami i nawet jedną, zabytkowa łazienkę z wykładana drewnem tekowym
wanną wielkości małego basenu.
W pewnym momencie stanął przed kolejnymi, wielkimi, tajemniczymi i okutymi brązem drzwiami. Po chwili wahania pchnął je lekko i zajrzał przez nie. To posuniecie było jednak jak najbardziej błędne.
W pewnym momencie stanął przed kolejnymi, wielkimi, tajemniczymi i okutymi brązem drzwiami. Po chwili wahania pchnął je lekko i zajrzał przez nie. To posuniecie było jednak jak najbardziej błędne.
0o0o0
Kiedy wampir wstał, było już około osiemnastej. Wyszedł na korytarz, mrużąc oczy, przed nieprzyjemnie ostrym blaskiem słońca. Jako wyższy wampir nie musiał się obawiać jego promieni, co nie znaczyło, że światło słoneczne było dla niego jakoś specjalnie przyjemne. Pstryknął na przechodzącego obok lokaja.
- Wstał już?
- Tak panie – padła krótka odpowiedź. Starszy mężczyzna od razu wiedział, o kogo chodzi.
- Dobrze. Na razie pozwólcie mu robić, co chce, zajmę się nim później.
W roztargnieniu potarł nasadę
nosa i skierował się do swojego biura. Miał trochę papierkowej roboty,
której szczerze nienawidził. Życzył chłopakowi, żeby nikt mu przypadkiem
nie przeszkadzał przy pracy, bo bez wątpienia jego gniew mógłby być dla
dzieciaka bardzo bolesny.
Wampir pracował jakieś dwie
godziny, a jego wytrzymałość psychiczna powoli się wyczerpywała. Bo ile
można siedzieć i przeglądać jakieś nudne papierzyska dotyczące zużycia
amunicji? Nagle wampir usłyszał delikatnie kroki za drzwiami.
Zaklął. Obiecał sobie, że zwolni
tego, kto ma czelność pakować się w okolice biura o tej porze. Przecież
wszyscy wiedzieli, że to strefa zakazana. Bardziej niż Trójkąt
Bermudzki i teren rosyjskiej bazy KGB razem wzięte. Kiedy usłyszał, jak
ktoś powoli otwiera drzwi nie wytrzymał.
- Czego do cholery tym razem? – Warknął wściekły.
Był wkurzony, to mało
powiedziane. Rosły stos papierów przed nim nie chciał maleć, a na
dodatek, co chwilę, któryś z jego kontrahentów miał do niego pilną
sprawę. Do tej pory byli jednak na tyle trzeźwi na umyśle, by tylko
dzwonić. Wampir był szczerze zainteresowany, komu znudziła się własna
skóra.
- No czego?
Warknął ponownie i obrócił się na stołku. Aż się uśmiechnął, ale ten uśmieszek, a raczej grymas był wyjątkowo złowrogi.
- Witam – zamruczał pod nosem kpiąco
i kątem oka spojrzał na papiery. Uznał, że w ostateczności może je
sobie darować i wolnym krokiem zaczął zbliżać się do coraz bardziej
wystraszonego chłopaka. Ten dopiero po chwili pojął cały ogrom swojego
błędu. Do tego pokoju nie powinien był wchodzić pod żadnym pozorem.
Kadaj potknął się o dywan i
przewrócił opadając ciężko na podłogę. Podniósł wzrok przerażony i
zaczął wpatrywać się w wampira rozszerzonymi ze strachu źrenicami. Nie
mógł się ruszyć, nie był w stanie uciekać. Tylko patrzył.
Shina zmrużył powoli oczy i zadowolony spojrzał na chłopaka z góry.
- Śliczny jesteś, jak się boisz, wiesz? – Powiedział cicho i podszedł do niego, opierając się bokiem o fotel.
- Naprawdę śliczny.
Schylił się i pomógł chłopakowi
wstać, a po chwili pchnął go na ścianę. Podszedł leniwie, patrząc na
niego z ogniem w chłodnych, na co dzień oczach. Przysunął swoją twarz do
jego. Nie pocałował go od razu. Najpierw powoli, zmysłowo przesunął
językiem, po ustach chłopaka, czekając, czy on je uchyli. Dłońmi zjechał
na jego uda, masując je przez spodnie i cały czas uważnie patrzył na
twarz chłopaka. Ten jednak nie miał najmniejszego zamiaru dać się znowu
całować. Zadrżał czując dotyk wampira. Skrzywił się lekko i zupełnie
chłodno, co było nadzwyczajne w tej sytuacji, wyszeptał.
- Przestań. Ja nie chce.
Zirytował się, a jego oczy
zapłonęły groźnie. To on się tu stara być delikatny, a gówniarz będzie
mu kręcił nosem? Z cichym warkotem przycisnął go do ściany, uśmiechając
się szeroko i prezentując w pełnej krasie wydłużone kły. Wysunięte
szpony zacisnęły się na pośladkach chłopaka, a czerwone teraz oczy
patrzyły na niego groźnie.
- Możesz nie chcieć – warknął – ważne, ze ja chcę.
Wpił się w jego usta, przemocą
wdzierając się do środka. Nie starał się być delikatny. Wiedział, ze
pazury ranią delikatna skórę pośladków, a kły tną wnętrze ust chłopaka. Nie
bardzo się tym przejmował. Smak krwi i zapach strachu dzieciaka
odurzały do. Przycisnął go mocniej, czując, jak po ręce zaczyna mu
spływać stróżka krwi.
Blondyn zesztywniał w dłoniach
wampira. Jego dotyk był brutalny i bolesny. Nie chciał tego, tak bardzo
nie chciał, ale nie miał w tej sprawie nic do powiedzenia. Odciął się od
tego wszystkiego. Nawet nie miał zamiaru tego pamiętać. Oklapł
całkowicie, rozluźniając mięśnie prawie zupełnie. Teraz mężczyzna czuł
się, jakby trzymał w ramionach bezduszną lalkę.
Wampir od razu poczuł, że coś jest nie tak. Chłopak się odcinał. Przerwał pocałunek, patrząc mu w oczy uważnie.
O nie, tak dobrze nie ma –
warknął w myślach. Uderzył go w policzek, przywracając do świadomości i
gwałtownie wszedł do jego umysłu, nie pozwalając odpłynąć mu ponownie.
- No kochasiu – wysyczał – teraz mi już nie uciekniesz.
Czuł, jak chłopak się wyrywa,
jak znowu próbuje odpłynąć, ale nie mógł. Schował pazury i poniósł go,
chwytając za poranione pośladki. Wziął go na ręce i ruszył, w kierunku
swojej sypialni. W między czasie patrzył na chłopaka uważnie i co jakiś
czas muskał jego twarz w czułym na pozór pocałunku. Kadaj zamknął oczy.
Nie chciał na niego patrzeć. Policzek nadal piekł od uderzenia. Po
policzkach zaczęły spływać mu tak bardzo niechciane łzy.
Widząc płacz chłopaka wampir
opamiętał się jednak nieco, ale tylko trochę. Pocałował go w usta. Tym
razem z dziwną czułością, zabarwioną nutą groźby. Skręcił w bok
korytarza i zatrzymał się przed wielkimi, czarnymi drzwiami. Poprawił
sobie chłopaka, trzymając go teraz tylko jedną ręką i otworzył drzwi.
Dzieciak praktycznie nic dla niego nie ważył.
Wewnątrz pomieszczenia było
ciemno. Żadnych okien, czy lamp. Mężczyzna wolną ręką objął chłopaka w
pasie, gładząc jego plecy uspokajająco. Machnął ręką i w pomieszczeniu
zapłonęła chyba ponad setka świec. Stały wszędzie, białe i czarne.
Dające różne światło, komponując się doskonale i tworząc w niesamowity
efekt. Wszystko wewnątrz pokoju było czarne. Wszystko za wyjątkiem
zdobiącego sufit witrażu. Ten był karminowo czerwony i przedstawiał
jakaś krwawą scenę. Dopiero po bliższym przyjrzeniu się dało się
stwierdzić, że przedstawia ona czarnowłosego mężczyznę, pochylającego
się nad zalanym krwią aniołem. Twarz mężczyzny była identyczna z twarzą
wampira, a twarz anioła zasłaniały włosy. Scena mogła b się zdawać
symboliczna, gdyby nie to, ze wampir jeszcze nigdy nie spotkał swego
anioła. Jedynej istoty, którą każdy wampir szanuje. Swojego towarzysza.
Podszedł do pokrytego bordowa
pościelą i okrytego czarnymi, brokatowymi firanami łoża. Było masywne,
zbudowane z mahoniu. Na jego widok chłopak w ramionach wampira zadrżał i
zaczął się wyrywać.
- Cicho – wyszeptał wampir niby uspokajająco – cicho, bo znowu się zdenerwuję.
Usta drżały blondynowi już wyraźnie. Nadal
nie mógł powstrzymać płynących po policzkach łez. Ponad ramieniem
mężczyzny dostrzegł ogromny witraż. Zadrżał widząc na nim tą samą twarz,
którą miał teraz przed sobą. Chciał się wyrwać gdy zaczęli zbliżać się
do wielkiego łoża. Wiedział, do czego tam dojdzie, ale nie miał siły
uciec. Słysząc słowa mężczyzny zadygotał tylko jeszcze raz i juz więcej
się nie wyrywał ani nie odzywał.
- Grzeczny chłopiec – wyszeptał
brunet, kładąc chłopaka powoli na łóżku. Widząc, że skamieniały ze
strachu dzieciak nie protestuje rozpiął jego koszulę. Zsunął ją
delikatnie z jego ramienia i pocałował odsłoniętą skórę. Przejechał
ustami po szyi chłopaka i zatrzymawszy się na wysokości tętnicy zaczął
lekko ssać.
To chyba otrzeźwiło chłopaka, bo
znowu zaczął się wyrywać. Wampir już nic nie powiedział. Jednym ruchem
ręki zasłonił kotary wokół łóżka i popchnął małego na pościel. Jego
jasna skóra idealnie kontrastowała z ciemnym karminem materiału.
- Jesteś naprawdę piękny –
wyszeptał, pochylając się nad niebieskookim, znowu ukazując kły. Zaśmiał
się na widok jego strachu i lekko wysuwając pazury zaczął sunąć dłonią
po torsie chłopaka. Nie ranił go. Sprawdzał reakcje. Chciał zobaczyć, z
jakiej gliny ulepiony jest blondyn. I jak długo przy nim przeżyje.
W odpowiedzi Kadaj tylko
westchnął głęboko i postawił wszystko na jedna kartę. Uspokoił się, na
tyle, na ile mógł i z grubsza przestał dygotać. I tak wiedział, co
nastąpi i że nie da się tego uniknąć. Wiedział to już chwili,
kiedy trafił w niewole. Zacisnął zęby starając się by z ust nie wydobył
mu się żaden zgubny jęk. Otworzył oczy i spojrzał na wampira hardo.
Postanowił, że postara się nie reagować na jego dotyk tak długo jak
tylko wytrzyma.
Wampir uśmiechnął się tylko
delikatnie. Ten chłopak zaczynał mu się podobać coraz bardziej. Przestał
się bawić i czubkiem paznokcia, delikatnie trącił jego sutek. Nie
zranił go, tylko spowodował, że stwardniał całkowicie. Chłopak zagryzł
wargi, starając się nie reagować. Mężczyzna uznał, ze skoro tak się chce
bawić, to on mu nie będzie przeszkadzał. Jedną dłonią zjechał niżej,
muskając nią delikatną skórę na podbrzuszu, a drugą dalej pieścił tors
chłopaka. Pochylił się w wziął stwardniałą brodawkę w usta. Przejechał
po niej językiem, po czym zaczął ssać.
Kadaj odchylił lekko głowę by wpatrywać
się w zawieszony nad łóżkiem baldachim. Nienawidził swojego ciała za to,
że zaczynało odczuwać przyjemność. Zagryzł mocniej wargę, gdy język
wampira znalazł się na jego ciele. Po brodzie ściekła mu cieniutka linia
krwi. Resztkami przytomności powstrzymał się przed wyginaniem ciała w
łuk i przysuwania się jeszcze bliżej mężczyzny.
Shina jedną dłonią zaczął
drażnić wolny sutek chłopaka, a drugą zjechał w okolice linii jego
spodni. Odpiął guzik, ale nie posunął się dalej. Puścił sutek chłopaka i
zjechał nieco niżej, znacząc językiem szlak od jego mostka, przez
brzuch, po pępek blondyna. Tam zatrzymał się, zakręcił wokół wrażliwego
miejsca klika kółeczek, a potem je pocałował, wsuwając język do środka.
Tym razem chłopak już nie zdołał
się powstrzymać. Jego ciało wygięło się w łuk i otarło o wampira.
Zakrył ręką oczy ledwo wytrzymując towarzyszące temu napięcie. Druga
dłoń histerycznie zaciskał na pościeli. W myślach błagał tylko, aby
mężczyzna był delikatny i żeby nie bolało… bardzo mocno.
Mężczyzna uśmiechnął się, widząc
reakcję i słysząc myśli chłopaka. Tę jedną prośbę mógł spełnić. Był
pewien, że tak, czy inaczej to będzie bolesne, ale zawsze można mu było
zaoszczędzić tego niepotrzebnego cierpienia. Albo, przytłumić je
przyjemnością. Uniósł się i pocałował chłopaka prosto w poranione usta.
Tym razem był delikatniejszy. Odsunął się od niego, pozwalając mu nabrać
powietrza i odetchnąć. Zjechał ustami na jego ucho. Pocałował je prawie
czule i wsunął język do środka, łaskocząc. Po chwili wysunął go i cicho
zapytał.
- Robiłeś to kiedyś? – Niby wiedział, ale wolał usłyszeć to od chłopaka.
- Robiłeś?
Kadaj nie mogąc się powstrzymać
wplótł dłoń w długie włosy wampira. Słysząc jego pytanie zażenowany
odwrócił wzrok, patrzył teraz na ciemną zasłonę.
- Nie, nigdy – szepnął cicho, rumieniąc się lekko.
- Cicho – wyszeptał uspokajająco
wampir, całując chłopca jeszcze raz w ucho, a po chwili wracając do
penetrowania jego ust. Ruchem ręki rozpuścił włosy, tak, ze przykryły
jego i chłopaka czarną kurtyną. Uśmiechnął się, odrywając się od warg
blondyna i zsunął się niżej, naznaczając cała drogę od szyi aż do linii
spodni szlaczkiem liźnięć, pocałunków, malinek i pieszczotliwych
ugryzień. Szybko pozbawił chłopaka spodni i musnął czubkiem pazura cała
długość jego erekcji.
- Piękny – wyszeptał – Leżąc tak sprawiasz na prawdę niesamowite wrażenie – wyszeptał nieco głośniej, oblizując się lubieżnie.
Pochylił się i najpierw drażnił
go oddechem, a potem wziął czubek jego męskości do ust i zaczął robić na
nim szlaczki i kółeczka językiem. Zamruczał, drażniąc go tym jeszcze
bardziej i jedną dłonią zaczął delikatnie muskać jego jadra, a drugą
zjechał jeszcze niżej i zatoczył niezdecydowane kółeczko, dookoła
wejścia chłopaka. W odpowiedzi ten westchnął głęboko, a po chwili
szeroko otworzył oczy czując dotyk w miejscach, których nie dotykał
jeszcze nikt prócz niego. Z ust wydostał mu się przeciągły jęk. Nie był
juz w stanie się hamować. Później przyjdzie czas na płacz i żale. Teraz
całkowicie poddał się działaniom wampira. W niekontrolowanym odruchu
poruszył lekko biodrami. Oddychał szybko i płytko patrząc na mężczyznę
pochylającego się nad jego męskością z lekkim strachem, ale i rosnącym
podnieceniem.
Shina tylko uśmiechnął się,
widząc reakcję chłopaka. Zamruczał trochę głośniej i przygryzł
delikatnie męskość chłopaka, uważając, by go nie zranić. Idealnie
balansował na granicy bólu i przyjemności, doprowadzając Kadaja do
utraty panowania nad sobą. Jedną ręką zaczął pieścić jego jądra bardziej
zdecydowanie, a drugą cofnął i gładził nią wewnętrzną stronę ud.
Spojrzał na niego i uwięził jego wzrok swoim własnym, hipnotyzującym
spojrzeniem. Wypuścił go z ust.
- Piękny widok – skomentował,
patrząc na prawie cierpiącego z przyjemności chłopaka i nie czekając na
jego reakcję wziął go w usta głębiej, zaczynając ssać.
Jasna cholera –
przeleciało blondynowi przez głowę. W życiu się tak nie czuł. Ból i
przyjemność idealnie łączyły się w jedno nowe odczucie. Jego wzrok był
juz zamglony rozkoszą i pożądaniem. Chciał się odwrócić, ale nie mógł.
Spojrzenie wampira trzymało go jak na uwięzi. Teraz juz na zmianę jęczał
albo oddychał ciężko wypuszczając powietrze z płuc. Było tak strasznie
gorąco jakby pokój płonął od tych wszystkich świec.
Mężczyzna poruszał szybko głową w
przód i w tył. Uznał, że najpierw doprowadzi chłopaka do spełnienia,
potem zajmie się sobą. Mały wydawał mu się zabawny i miał charakterek.
Wiedział, że zabawka, która ma silę pyskować i uciekać będzie ciekawsza
od tych wszystkich rozhisteryzowanych biedactw, którym dawał spokój przy
drugim razie. O tak, ten dzieciak był o wiele ciekawszy. Jeszcze
bardziej przyspieszył ruchy, czując na języku pojedyncze kropelki
spermy. Wiedział, ze chłopak długo już nie wytrzyma. Ścisnął jego jądra
prawie boleśnie i przygryzł główkę erekcji, ssąc coraz mocniej. W tym
samym momencie chłopak doszedł krzycząc głośno. Jego ciało wygięło się w
łuk by juz po chwili opaść z powrotem w miękkie posłanie. Zamknął oczy
oddychając ciężko, z trudem. Serce biło mu niesamowicie szybko, jakby
chciało wyskoczyć z piersi. Otworzył oczy i spojrzał na wampira
podejrzliwie. Wcale nie był mu jakoś szczególnie wdzięczny za tę małą
przyjemność. Prychnął cicho i odwrócił głowę w bok. Wiedział, co teraz
będzie. Wampir też wiedział. Z dziwnie pasującym mu uśmieszkiem
przysunął się do chłopaka. Nachylił nad nim, kładąc ręce po obu stronach
jego głowy i schylił się, oddechem muskając jego ucho.
- Będziesz grzeczny – wyszeptał – i
nie będziesz protestował, albo wezmę cię siłą. Mnie wielkiej różnicy to
nie zrobi, ale tobie olbrzymią. Więc jak? – Wszystko wyszeptał tym
specyficznym, jedwabistym głosem.
Pochylił się, całując go w ucho i
dając chwilę, by ochłonął. Odsunął się, siadając na czerwonej pościeli i
przeciągając się, zupełnie nie skrępowany swoją nagością. Po kilkuset
latach dawało się do własnego ciała przyzwyczaić.
- To jak? – Wyszeptał leniwie.
- Podchodzisz tu i siadasz mi na kolanach, czy mam się tobą zająć na siłę?
Tym razem chłopak przestraszył
się nie na żarty. Wyobrażał sobie, do czego ten szurnięty wampir może
być zdolny. Nie, żeby się krępował. Po tym, jakie rzeczy widział w
miejscu gdzie go przetrzymywano przestał cokolwiek uważać za
zawstydzające. Niektórzy byli gotowi posunąć się do wszystkiego by tylko
zdobyć odrobinę jedzenia i wody. Wciąż jeszcze miał niespokojny oddech,
ale nie chciał denerwować mężczyzny. Podniósł się i zbliżył do niego.
Powoli usiadł mu na kolanach nie wiedząc, co ten dalej planuje. W
dalszym ciągu przyglądał mu się podejrzliwie. Zadowolony z takiego
obrotu sprawy mężczyzna, objął go tylko w pasie i pocałował łagodnie,
jakby nie chcą, żeby chłopak się wystraszył. Pochylił się nad nim i
ułożył go na plecach na pościeli. W jego oczach widział niepewność i
strach. Uśmiechnął się tak jakoś dziwnie i znowu go pocałował,
przywołując ręką jakąś buteleczkę. Jeszcze jeden ruch ręką i flakonik
opadł na pościel. Wampir skończył z pocałunkiem i na nowo zaczął drażnić
członka chłopaka, jednocześnie, zataczając palcem kręgi dookoła jego
wejścia. Machnął ręka, a flakonik poderwał się znowu, kolejny ruch i
odkorkowany spoczął w palcach wampira. Wylał niewielką ilość olejku na
palce, zatkał go i z powrotem odłożył. Spojrzał chłopcu w oczy i całując
go namiętnie wsunął w niego pierwszy palec.
Kadaj otworzył szeroko oczy i
wciągnął ze świstem powietrze. Zmarszczył brwi i odetchnął. Po chwili
uczucie przestało być takie obce i niepokojące. Rozluźnił się na tyle,
na ile mógł. Na szczęście dla niego wampir się nie spieszył. Po chwili
dodał kolejny palec. Kiedy i do niego chłopak przywykł zaczął go powoli
rozciągać.
Przyglądał się jego twarzy z
satysfakcją, widząc, jak blondyn znowu zaczyna tracić kontakt z
otoczeniem. Dodał trzeci palec i zaczął ruszać nimi jeszcze bardziej
zdecydowanie. Kiedy chłopak zesztywniał i z sykiem wciągnął powietrze,
wampir wiedział, że trafił w prostatę. Uśmiechnął się delikatnie i
powtórzył ten ruch kilkakrotnie, z przyjemnością wsłuchując się w
symfonię jęków chłopaka. Ten jeszcze w życiu jeszcze nie odczuwał czegoś
takiego. Każdy ruch palców mężczyzny przyprawiał go o drżenie. Jęczał i
wił się pod wpływem dotyku wampira.
On, widząc, że blondyn już nie
oponuje wysunął z niego palce. Na swój członek wylał resztę oliwki.
Teraz już w całym pokoju unosiła się specyficzna, korzenna woń werbeny.
Uniósł nogi chłopaka do góry, opierając je na swoich barkach i przysunął
się do jego wejścia. Spojrzał na Kadaja i zaczął powoli w niego
wchodzić. Niechciał sprawiać mu niepotrzebnego bólu, więc robił to tak
powoli i płynnie jak tylko mógł.
Mały dobrze wiedział, że wampir
to zrobi. Odetchnął wiec tylko głęboko i starał się rozluźnić na tyle na
ile było to możliwe. Nie uniknął jednak krzywienia się z bólu. Ręce
samoistnie zacisnęły mu się na pościeli. Kiedy wampir wszedł w niego już
do końca, dłonią starł z policzków
niebieskookiego zdradzieckie łzy. Zaczekał, by chłopak mógł się
przyzwyczaić i dopiero po chwili zaczął się w nim delikatnie poruszać.
Jedną dłoń oparł na łóżku, obok jego głowy, a drugą zaczął ponownie
drażnić jego członka. Przyspieszył nieznacznie i spojrzał na niego
swoimi hipnotyzującymi oczami. Uśmiechnął się dziwnie i patrzył na
swojego niewolnika z nieskrywanym pożądaniem.
Chłopak także spoglądał na
wampira. To pragnienie widoczne w jego oczach trochę go zaskoczyło.
Wpatrywał się w niego tak pożądliwie, ze niektórych mogłoby to
przerazić. Kadaj pomyślał tylko, że to nie jego problem. Wtedy jeszcze
nie wiedział jak straszliwie się pomylił. Odchylił głowę do tyłu. Teraz
mężczyzna mógł oglądać jedynie jego smukłą, jasną szyje. Zapomniał się
całkowicie w tych wszystkich doznaniach. Tym razem też popełnił błąd.
Shina uśmiechnął się szerzej. Ta wyeksponowana szyja po prostu zbyt
kusiła, by z niej nie skorzystać. Wysunął się do przodu, wchodząc w
chłopaka jeszcze głębiej, mocniej ocierając się o jego prostatę. Polizał
jego szyję i już po chwili zaciskał na niej kły. Delikatnie, by nie
uszkodzić chłopaka, ale jednocześnie stanowczo. Pierwszy łyk krwi był
dla niego niesamowitym doznaniem. Chłopak był idealny w każdym calu.
Pozwolił, by do krwiobiegu nowego niewolnika dostało się trochę
znieczulającego jadu i zaczął ssać, jednocześnie przyśpieszając swoje
ruchy. Już nie zwracał uwagi na to, co czuje blondyn. Czuł rosnąca
ekstazę i poruszał się coraz szybciej. Kadajowi właściwie to już było
wszystko jedno. Nie przeszkadzało mu nawet, ze wampir pije jego krew. Ze
zdziwieniem zauważył ze złapał mężczyznę za kark i przyciągnął jeszcze
bliżej siebie. Jęknął, gdy przez jego ciało zaczęły przebiegać fale
rozkoszy. Czuł, że długo to już nie potrwa. Przynajmniej z jego strony.
W tym samym momencie mężczyzna
poczuł, jak mięśnie wokół wejścia chłopaka zaczynając drgać. Z sykiem
wciągnął powietrze, gdy zacisnęły się na jego erekcji. Chłopak krzyczał
coś, ale do wampira nie bardzo docierało co, przyciągnął go do siebie,
wchodząc jeszcze raz do samego końca i z głośnym jękiem wylał się w jego
wnętrzu. Tylko dzięki wieloletniemu doświadczeniu nie opadł na
chłopaka, ale zawisł nad nim, na wyciągniętych rękach, patrząc na niego
zadowolony.
Wykończony chłopak otworzył oczy i spojrzał prosto na wampira, który zawisł nad nim .
- Na co się gapisz ? – Zapytał wycieńczonym, dość nieprzyjemnym głosem.
- Na ciebie – odpowiedział w podobnym tonie.
- Zastanawiam się, czy skoro nadal jesteś bezczelny, to czy nie masz ochoty na powtórkę z rozrywki!
Uśmiechnął się chłodno i machnął
ręką. Nadgarstki chłopaka nagle uniosły się nad nim i zawisły
nieruchomo w powietrzu. Jego nogi, rozsunęły się bez udziału woli.
- To jak? – Zapytał, błyskając
zębami, jego mina mówiła, że tym razem nie byłby aż tak przyjemny. Kadaj
spojrzał na niego wystraszony. Był całkowicie wykończony, a wampir
chciał mu zrobić to jeszcze raz.
- Nie, nie chcę. Przepraszam – wydusił z siebie po chwili milczenia.
Widząc strach w oczach chłopaka
wampir złagodniał, ale kiedy zauważył spływającą z oka dzieciaka łzę,
poczuł się już całkowicie głupio. Po raz pierwszy od bardzo dawna.
Puścił go, a blondyn od razu zwinął się w kłębek. Musiał naprawdę mocno
się wystraszyć. Wampir pochylił się nad nim nieznacznie.
- Nie bój się, dzisiaj już nic ci
nie zrobię – wyszeptał wprost do jego ucha, trącając je językiem, a po
chwili pocałował go delikatnie i zlizał z szyi zaschniętą krew.
Zamruczał, po czym podniósł chłopaka. Położył się na poduszce, a
dzieciaka ułożył na sobie.
- Śpij jak chcesz – mruknął, ale tym
razem nie użył na nim zaklęcia. Chciał obserwować jego reakcje.
Przykrył ich obu kołdrą i patrzył na głowę blondynka. Zastanawiał się,
co teraz zrobi chłopak.
Kadaj nie miał pojęcia, jak
zareagować. Bał się nawet odetchnąć głębiej. Ale w sumie wampir
powiedział, że dzisiaj już mu nic nie zrobi. Odetchnął i rozluźnił się .
Mimo strachu wtulił się w mężczyznę. W końcu to do niego od dzisiaj
należał jego pierwszy raz. Nie zasnął, tylko patrzył jakby w pustkę,
przed siebie.
Zadowolony wampir przytulił chłopaka lekko. Pod kołdra zaczął gładzić jego plecy. Ruchy
były łagodne, uspokajające. Machnął ręką, w jego dłoni znalazł się
stojący do tej pory na szafce kieliszek. Uśmiechnął się do
niebieskookiego niewolnika kojąco, głaszcząc jego twarz. Poprawił go na
sobie i podał mu kieliszek.
- Ja już zaspokoiłem swoje pragnienie – szepnął, wymownie patrząc na szyję chłopaka – teraz twoja kolej.
Podał mu ciężki, kryształowy
kieliszek, z zadowoleniem patrząc na jego piękną twarz. Ten z
wdzięcznością przyjął naczynie. Czuł jakby wampir czytał mu w myślach.
Może rzeczywiście tak było. Upił trochę napoju z kieliszka. Ręka mu się
lekko zachwiała.
Słodki płyn spłynął mu po brodzie aż na klatkę piersiową.
Słodki płyn spłynął mu po brodzie aż na klatkę piersiową.
Wampir uśmiechnął się tylko
delikatnie i wyjął kieliszek z ręki chłopaka. Powoli i metodycznie
zlizał z niego słodkawy napój, po czym spojrzał mu w oczy.
- Tak smakuje o wiele lepiej – szepnął, całując go w ucho i przytknął kieliszek do ust blondyna.
- Pij wyszeptał.
Przełknął ślinę, widząc, jak
żyła na szyi chłopaka pulsuje. Ale potrafił się opanować, więc małemu
nic nie groziło. Kieliszek bardzo szybko został zupełnie opróżniony.
Blondyn zawahał się lekko.
- Przepraszam… czy możesz tak nie patrzeć na moją szyje? – Zapytał lekko niepewnie – mam wrażenie ze znowu mnie ugryziesz.
Zadrżał lekko bojąc się, że
wampira mogło to zdenerwować. Ale on zaśmiał się jedynie, przesuwając
wzrok z szyi na jego błękitne oczy. Uwięził go swoim głębokim
spojrzeniem.
- Nie martw się, już cię dzisiaj nie ugryzę – szepnął jedwabiście.
- Wtedy po prostu byłeś zbyt… kuszący.
Polizał jego wargi, czekając na
zaproszenie. Był odprężony, a chłopak go bawił, nie zamierzał więc być
zbyt nieprzyjemny. Dzisiaj uznał, że mały ma już dość wrażeń.
Oczywiście, był miły, póki chłopak w niczym mu się nie sprzeciwiał.
Zamruczał lekko, kiedy chłopak uchylił lekko wargi czekając na jego
dalsze ruchy. Nie miał juz siły się sprzeciwiać .Postanowił, że zacznie
dopiero od jutra.
Wampir zaraz wśliznął się do
wnętrza ust blondyna, delikatnie pieszcząc je językiem. Kosztował jego
usta, zachwycając się ich smakiem.
- Jesteś słodyczy od szampana – mruknął mu prosto między wargi, dalej powoli je penetrując.
Dłonie oparł na jego plecach, wbijając w nie delikatnie pazury, uważał jednak, żeby nic mu nie zrobić. Czuł, jak chłopak wzdycha mu prosto w usta. Pocałunki były namiętne, a nie brutalne jak te na samym początku, widać, to mu bardzo odpowiadało. Shina zjechał dłońmi niżej i zamarł, czując pod palcami krwawiące zranienia. Przypomniał sobie, jak zrobił je w chwili złości. Teraz trochę tego żałował. Zabawka była zbyt idealna, by ja krzywdzić.
Dłonie oparł na jego plecach, wbijając w nie delikatnie pazury, uważał jednak, żeby nic mu nie zrobić. Czuł, jak chłopak wzdycha mu prosto w usta. Pocałunki były namiętne, a nie brutalne jak te na samym początku, widać, to mu bardzo odpowiadało. Shina zjechał dłońmi niżej i zamarł, czując pod palcami krwawiące zranienia. Przypomniał sobie, jak zrobił je w chwili złości. Teraz trochę tego żałował. Zabawka była zbyt idealna, by ja krzywdzić.
- Bardzo boli? – Spytał prawie
czule, kontynuując pocałunek i ręką badając wielkość i głębokość ranek.
Kadaj tylko się skrzywił. Potem syknął cicho.
- Bardzo … ale co z tego. Dzisiaj boli. Jutro może boleć mniej.
Uśmiechnął się tylko na słowa chłopaka.
- Może też nie boleć wcale –
mruknął, całując go namiętniej niż przed chwilą, głęboko. Odcinając mu
całkowicie dostęp tlenu. Po chwili uwolnił jego usta i podciągnął go
trochę bardziej do przodu. Widział, jak krzywi się z bólu. I to nie
tego, spowodowanego stosunkiem. Zaciął pazurem swój palec i odrobiną
krwi pokrył każde ze zranień.
Przysunął chłopaka do siebie, wiedział, ze takie uzdrawianie boli, ale było skuteczne. Ponownie pocałował nowa maskotkę głęboko i czekał, aż proces uzdrawiania się skończy.
Przysunął chłopaka do siebie, wiedział, ze takie uzdrawianie boli, ale było skuteczne. Ponownie pocałował nowa maskotkę głęboko i czekał, aż proces uzdrawiania się skończy.
Tak naprawdę, to, to bolało
chyba ze sto razy bardziej niż przed chwilą. Z bólu Kadaj jęknął prosto w
usta wampira i wpił się w nie rozpaczliwie. Tak jakby mężczyzna za
chwile miał odejść i zabrać ze sobą całe ciepło. Rękoma objął jego kark
przysuwając się do niego jeszcze bliżej. Zranienia powoli przestawały
boleć. Czarnowłosy delikatnie pogłaskał zagojoną skórę i odsunął twarz
chłopaka od siebie.
- Niestety, zostaną delikatne blizny – wyszeptał – po wampirzych pazurach zawsze zostają.
Ponownie pocałował go głęboko, ale jednocześnie z wielka delikatnością. Odsunął się od chłopaka i scałował łzy bólu z jego policzków.
Ponownie pocałował go głęboko, ale jednocześnie z wielka delikatnością. Odsunął się od chłopaka i scałował łzy bólu z jego policzków.
- Już lepiej? – Zapytał łagodnie, przytulając chłopaka i szczelniej opatulając kołdrą.
- To ze zostaną blizny to nie jest
dla mnie kłopot, to nie sobie mam się podobać tylko tobie – westchnął
cicho lekko zasmucony. Wtulił się w wampira przytulając do jego piersi.
Westchnął jeszcze raz i zaczął zasypiać. Był wykończony.
Shina nadal delikatnie gładził go po głowie. Jego zmęczenie było widoczne.
- Idź spać, jak chcesz – szepnął – dzisiaj nikt cię nie będzie niepokoił.
Pocałował go jeszcze w czubek
głowy i odgarnął z czoła jasne włosy. W tym momencie chłopiec wyglądał
jak prawdziwy anioł. Zamyślony wampir spojrzał na witraż.
Rzeczywiście, anioł – pomyślał,
spoglądając na rozluźniające się oblicze siedemnastolatka. Pogładził go
delikatnie po plecach i także odczuł senność. Chłopak westchnął jeszcze
raz głęboko. Jego oddech powoli się uspokajał.
Wtulił
się jeszcze bardziej w wampira nie przejmując się zupełnie tym, że może
być niebezpieczny. Teraz liczyło się tylko to ze było dobrze i ciepło.
Widząc, że Kadaj zapadł w sen,
mężczyzna pozwolił sobie na jeszcze jeden, czuły pocałunek w głowę i sam
zaczął odpływać. Czuł się dziwnie z tym słodkim ciężarem na piersi, ale
nie przeszkadzało mu to zbytnio. To było nawet miłe uczucie.
Śliczny, pomyślał jeszcze nieprzytomnie i zasnął, obejmując chłopaka rękami, nie jak swoją własność. Ale tak, jakby chciał go chronić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz