poniedziałek, 22 stycznia 2018

Bloodlust R2: Ten pierwszy raz

Było już późne popołudnie, kiedy w końcu chłopak powoli zaczął wybudzać się ze snu. Najpierw poczuł coś szorstkiego pod swoim policzkiem. Otworzył oczy i z przerażeniem rozejrzał się dookoła. Pokój był ciemny i nieprzyjemny.
- Gdzie ja do cholery jestem! – Krzyknął ale w połowie głos mu się załamał. Ukrył twarz w dłoniach mamrocząc do siebie coś, co wcale nie przypominało słów. Był przerażony i lekko rozhisteryzowany. Sam, w nowym miejscu, jeszcze w takiej scenerii. Zaczynał tracić panowanie nad sobą.
    Po pewnym czasie do pokoju weszła młoda kobieta. Niska, ubrana w jasnoszary uniform. Ze związanymi ciasno włosami i zaciśniętymi w wąską linię ustami. Widać było, że miała już wcześniej do czynienia z niewolnikami pracodawcy i bynajmniej za nimi nie przepadała.
    Chłopak uniósł oczy przyglądając się jej uważnie. Nie wydawała mu się groźna. Podniósł się i wyprostował patrząc na nią trochę z góry. Może i jego duma trochę ucierpiała w starciu z wampirem, ale zwykłej służącej nie pozwoli sobą pomiatać i patrzeć z wyższością. Usiadł przy stole czekając aż dziewczyna skończy podawać posiłek. Siedział i jakby nigdy nic zaczął jeść.
    Skończył  i przez jakiś czas oglądał pokój. Potem położył się na łóżku i wypróbowywał je na wszystkie możliwe sposoby. Nudził się. Przewiesił głowę przez oparcie łóżka i oglądał pokój do góry nogami. Nie wiedział, co ma za sobą zrobić.
    W końcu wstał. Otrzepał ubranie i podszedł do drzwi. Nacisnął klamkę. Spodziewał się, że drzwi będą zamknięte. Pomylił się jednak. Otworzyły się z piskiem, ukazując mu fragment ciemnego korytarza. Podłogę pokrywały czarne, chyba marmurowe płytki. Na nich leżała gruba wykładzina w kolorze czerwonego wina. Ściany pomalowane na biało, ale żadnych okien w pobliżu. Tylko drzwi po prawej i lewej stronie korytarza.
    Wyjrzał na zewnątrz uważniej. Nikogo nie było. Przejście było całkowicie puste. Chłopak od razu to wykorzystał. Wybrał się na mały spacerek. Jak gdyby nigdy nic błąkał po całym zamku. Wchodził prawie przez każde otwarte drzwi rozglądając się zaciekawiony po pomieszczeniach znajdujących się za nimi. Trafił na bibliotekę, jakieś składy, pokój zastawiony zakrytymi prześcieradłami meblami. Jakieś antyczne archiwum z cała masą szafek, galeryjkę z obrazami i nawet jedną, zabytkowa łazienkę z wykładana drewnem tekowym wanną wielkości małego basenu.
    W pewnym momencie stanął przed kolejnymi, wielkimi, tajemniczymi i okutymi brązem drzwiami. Po chwili wahania pchnął je lekko i zajrzał przez nie. To posuniecie było jednak jak najbardziej błędne.
0o0o0


    Kiedy wampir wstał, było już około osiemnastej. Wyszedł na korytarz, mrużąc oczy, przed nieprzyjemnie ostrym blaskiem słońca. Jako wyższy wampir nie musiał się obawiać jego promieni, co nie znaczyło, że światło słoneczne było dla niego jakoś specjalnie przyjemne. Pstryknął na przechodzącego obok lokaja.
- Wstał już?
- Tak panie – padła krótka odpowiedź. Starszy mężczyzna od razu wiedział, o kogo chodzi.
- Dobrze. Na razie pozwólcie mu robić, co chce, zajmę się nim później.
    W roztargnieniu potarł nasadę nosa i skierował się do swojego biura. Miał trochę papierkowej roboty, której szczerze nienawidził. Życzył chłopakowi, żeby nikt mu przypadkiem nie przeszkadzał przy pracy, bo bez wątpienia jego gniew mógłby być dla dzieciaka bardzo bolesny.
    Wampir pracował jakieś dwie godziny, a jego wytrzymałość psychiczna powoli się wyczerpywała. Bo ile można siedzieć i przeglądać jakieś nudne papierzyska dotyczące zużycia amunicji? Nagle wampir usłyszał delikatnie kroki za drzwiami.
    Zaklął. Obiecał sobie, że zwolni tego, kto ma czelność pakować się w okolice biura o tej porze. Przecież wszyscy wiedzieli, że to strefa zakazana. Bardziej niż Trójkąt Bermudzki i teren rosyjskiej bazy KGB razem wzięte. Kiedy usłyszał, jak ktoś powoli otwiera drzwi nie wytrzymał.
- Czego do cholery tym razem? – Warknął wściekły.
    Był wkurzony, to mało powiedziane. Rosły stos papierów przed nim nie chciał maleć, a na dodatek, co chwilę, któryś z jego kontrahentów miał do niego pilną sprawę. Do tej pory byli jednak na tyle trzeźwi na umyśle, by tylko dzwonić. Wampir był szczerze zainteresowany, komu znudziła się własna skóra.
- No czego?
    Warknął ponownie i obrócił się na stołku. Aż się uśmiechnął, ale ten uśmieszek, a raczej grymas był wyjątkowo złowrogi.
- Witam – zamruczał pod nosem kpiąco i kątem oka spojrzał na papiery. Uznał, że w ostateczności może je sobie darować i wolnym krokiem zaczął zbliżać się do coraz bardziej wystraszonego chłopaka. Ten dopiero po chwili pojął cały ogrom swojego błędu. Do tego pokoju nie powinien był wchodzić pod żadnym pozorem.
    Kadaj potknął się o dywan i przewrócił opadając ciężko na podłogę. Podniósł wzrok przerażony i zaczął wpatrywać się w wampira rozszerzonymi ze strachu źrenicami. Nie mógł się ruszyć, nie był w stanie uciekać. Tylko patrzył.
    Shina zmrużył powoli oczy i zadowolony spojrzał na chłopaka z góry.
- Śliczny jesteś, jak się boisz, wiesz? – Powiedział cicho i podszedł do niego, opierając się bokiem o fotel.
- Naprawdę śliczny.
    Schylił się i pomógł chłopakowi wstać, a po chwili pchnął go na ścianę. Podszedł leniwie, patrząc na niego z ogniem w chłodnych, na co dzień oczach. Przysunął swoją twarz do jego. Nie pocałował go od razu. Najpierw powoli, zmysłowo przesunął językiem, po ustach chłopaka, czekając, czy on je uchyli. Dłońmi zjechał na jego uda, masując je przez spodnie i cały czas uważnie patrzył na twarz chłopaka. Ten jednak nie miał najmniejszego zamiaru dać się znowu całować. Zadrżał czując dotyk wampira. Skrzywił się lekko i zupełnie chłodno, co było nadzwyczajne w tej sytuacji, wyszeptał.
- Przestań. Ja nie chce.
    Zirytował się, a jego oczy zapłonęły groźnie. To on się tu stara być delikatny, a gówniarz będzie mu kręcił nosem? Z cichym warkotem przycisnął go do ściany, uśmiechając się szeroko i prezentując w pełnej krasie wydłużone kły. Wysunięte szpony zacisnęły się na pośladkach chłopaka, a czerwone teraz oczy patrzyły na niego groźnie.
- Możesz nie chcieć – warknął – ważne, ze ja chcę.
    Wpił się w jego usta, przemocą wdzierając się do środka. Nie starał się być delikatny. Wiedział, ze pazury ranią delikatna skórę pośladków, a kły tną wnętrze ust chłopaka.  Nie bardzo się tym przejmował. Smak krwi i zapach strachu dzieciaka odurzały do. Przycisnął go mocniej, czując, jak po ręce zaczyna mu spływać stróżka krwi.
    Blondyn zesztywniał w dłoniach wampira. Jego dotyk był brutalny i bolesny. Nie chciał tego, tak bardzo nie chciał, ale nie miał w tej sprawie nic do powiedzenia. Odciął się od tego wszystkiego. Nawet nie miał zamiaru tego pamiętać. Oklapł całkowicie, rozluźniając mięśnie prawie zupełnie. Teraz mężczyzna czuł się, jakby trzymał w ramionach bezduszną lalkę.
    Wampir od razu poczuł, że coś jest nie tak. Chłopak się odcinał. Przerwał pocałunek, patrząc mu w oczy uważnie.
    O nie, tak dobrze nie ma – warknął w myślach. Uderzył go w policzek, przywracając do świadomości i gwałtownie wszedł do jego umysłu, nie pozwalając odpłynąć mu ponownie.
- No kochasiu – wysyczał – teraz mi już nie uciekniesz.
    Czuł, jak chłopak się wyrywa, jak znowu próbuje odpłynąć, ale nie mógł. Schował pazury i poniósł go, chwytając za poranione pośladki. Wziął go na ręce i ruszył, w kierunku swojej sypialni. W między czasie patrzył na chłopaka uważnie i co jakiś czas muskał jego twarz w czułym na pozór pocałunku. Kadaj zamknął oczy. Nie chciał na niego patrzeć. Policzek nadal piekł od uderzenia. Po policzkach zaczęły spływać mu tak bardzo niechciane łzy.
    Widząc płacz chłopaka wampir opamiętał się jednak nieco, ale tylko trochę. Pocałował go w usta. Tym razem z dziwną czułością, zabarwioną nutą groźby. Skręcił w bok korytarza i zatrzymał się przed wielkimi, czarnymi drzwiami. Poprawił sobie chłopaka, trzymając go teraz tylko jedną ręką i otworzył drzwi. Dzieciak praktycznie nic dla niego nie ważył.
    Wewnątrz pomieszczenia było ciemno. Żadnych okien, czy lamp. Mężczyzna wolną ręką objął chłopaka w pasie, gładząc jego plecy uspokajająco. Machnął ręką i w pomieszczeniu zapłonęła chyba ponad setka świec. Stały wszędzie, białe i czarne. Dające różne światło, komponując się doskonale i tworząc w niesamowity efekt. Wszystko wewnątrz pokoju było czarne. Wszystko za wyjątkiem zdobiącego sufit witrażu. Ten był karminowo czerwony i  przedstawiał jakaś krwawą scenę. Dopiero po bliższym przyjrzeniu się dało się stwierdzić, że przedstawia ona czarnowłosego mężczyznę, pochylającego się nad zalanym krwią aniołem. Twarz mężczyzny była identyczna z twarzą wampira, a twarz anioła zasłaniały włosy. Scena mogła b się zdawać symboliczna, gdyby nie to, ze wampir jeszcze nigdy nie spotkał swego anioła. Jedynej istoty, którą każdy wampir szanuje. Swojego towarzysza.
    Podszedł do pokrytego bordowa pościelą i okrytego czarnymi, brokatowymi firanami łoża. Było masywne, zbudowane z mahoniu. Na jego widok chłopak w ramionach wampira zadrżał i zaczął się wyrywać.
- Cicho – wyszeptał wampir niby uspokajająco – cicho, bo znowu się zdenerwuję.
    Usta drżały blondynowi już wyraźnie. Nadal nie mógł powstrzymać płynących po policzkach łez. Ponad ramieniem mężczyzny dostrzegł ogromny witraż. Zadrżał widząc na nim tą samą twarz, którą miał teraz przed sobą. Chciał się wyrwać gdy zaczęli zbliżać się do wielkiego łoża. Wiedział, do czego tam dojdzie, ale nie miał siły uciec. Słysząc słowa mężczyzny zadygotał tylko jeszcze raz i juz więcej się nie wyrywał ani nie odzywał.
- Grzeczny chłopiec – wyszeptał brunet, kładąc chłopaka powoli na łóżku. Widząc, że skamieniały ze strachu dzieciak nie protestuje rozpiął jego koszulę. Zsunął ją delikatnie z jego ramienia i pocałował odsłoniętą skórę. Przejechał ustami po szyi chłopaka i zatrzymawszy się na wysokości tętnicy zaczął lekko ssać.
    To chyba otrzeźwiło chłopaka, bo znowu zaczął się wyrywać. Wampir już nic nie powiedział. Jednym ruchem ręki zasłonił kotary wokół łóżka i popchnął małego na pościel. Jego jasna skóra idealnie kontrastowała z ciemnym karminem materiału.
- Jesteś naprawdę piękny – wyszeptał, pochylając się nad niebieskookim, znowu ukazując kły. Zaśmiał się na widok jego strachu i lekko wysuwając pazury zaczął sunąć dłonią po torsie chłopaka. Nie ranił go. Sprawdzał reakcje. Chciał zobaczyć, z jakiej gliny ulepiony jest blondyn. I jak długo przy nim przeżyje.
    W odpowiedzi Kadaj tylko westchnął głęboko i postawił wszystko na jedna kartę. Uspokoił się, na tyle, na ile mógł i z grubsza przestał dygotać. I tak wiedział, co nastąpi i że nie da się tego uniknąć. Wiedział to już  chwili, kiedy trafił w niewole. Zacisnął zęby starając się by z ust nie wydobył mu się żaden zgubny jęk. Otworzył oczy i spojrzał na wampira hardo. Postanowił, że postara się nie reagować na jego dotyk tak długo jak tylko wytrzyma.
    Wampir uśmiechnął się tylko delikatnie. Ten chłopak zaczynał mu się podobać coraz bardziej. Przestał się bawić i czubkiem paznokcia, delikatnie trącił jego sutek. Nie zranił go, tylko spowodował, że stwardniał całkowicie. Chłopak zagryzł wargi, starając się nie reagować. Mężczyzna uznał, ze skoro tak się chce bawić, to on mu nie będzie przeszkadzał. Jedną dłonią zjechał niżej, muskając nią delikatną skórę na podbrzuszu, a drugą dalej pieścił tors chłopaka. Pochylił się w wziął stwardniałą brodawkę w usta. Przejechał po niej językiem, po czym zaczął ssać.
    Kadaj odchylił lekko głowę by wpatrywać się w zawieszony nad łóżkiem baldachim. Nienawidził swojego ciała za to, że zaczynało odczuwać przyjemność. Zagryzł mocniej wargę, gdy język wampira znalazł się na jego ciele. Po brodzie ściekła mu cieniutka linia krwi. Resztkami przytomności powstrzymał się przed wyginaniem ciała w łuk i przysuwania się jeszcze bliżej mężczyzny.
    Shina jedną dłonią zaczął drażnić wolny sutek chłopaka, a drugą zjechał w okolice linii jego spodni. Odpiął guzik, ale nie posunął się dalej. Puścił sutek chłopaka i zjechał nieco niżej, znacząc językiem szlak od jego mostka, przez brzuch, po pępek blondyna. Tam zatrzymał się, zakręcił wokół wrażliwego miejsca klika kółeczek, a potem je pocałował, wsuwając język do środka.
    Tym razem chłopak już nie zdołał się powstrzymać. Jego ciało wygięło się w łuk i otarło o wampira. Zakrył ręką oczy ledwo wytrzymując towarzyszące temu napięcie. Druga dłoń histerycznie zaciskał na pościeli. W myślach błagał tylko, aby mężczyzna był delikatny i żeby nie bolało… bardzo mocno.
    Mężczyzna uśmiechnął się, widząc reakcję i słysząc myśli chłopaka. Tę jedną prośbę mógł spełnić. Był pewien, że tak, czy inaczej to będzie bolesne, ale zawsze można mu było zaoszczędzić tego niepotrzebnego cierpienia. Albo, przytłumić je przyjemnością. Uniósł się i pocałował chłopaka prosto w poranione usta. Tym razem był delikatniejszy. Odsunął się od niego, pozwalając mu nabrać powietrza i odetchnąć. Zjechał ustami na jego ucho. Pocałował je prawie czule i wsunął język do środka, łaskocząc. Po chwili wysunął go i cicho zapytał.
- Robiłeś to kiedyś? – Niby wiedział, ale wolał usłyszeć to od chłopaka.
- Robiłeś?
    Kadaj nie mogąc się powstrzymać wplótł dłoń w długie włosy wampira. Słysząc jego pytanie zażenowany odwrócił wzrok, patrzył teraz na ciemną zasłonę.
- Nie, nigdy – szepnął cicho, rumieniąc się lekko.
- Cicho – wyszeptał uspokajająco wampir, całując chłopca jeszcze raz w ucho, a po chwili wracając do penetrowania jego ust. Ruchem ręki rozpuścił włosy, tak, ze przykryły jego i chłopaka czarną kurtyną. Uśmiechnął się, odrywając się od warg blondyna i zsunął się niżej, naznaczając cała drogę od szyi aż do linii spodni szlaczkiem liźnięć, pocałunków, malinek i pieszczotliwych ugryzień. Szybko pozbawił chłopaka spodni i musnął czubkiem pazura cała długość jego erekcji.
- Piękny – wyszeptał – Leżąc tak sprawiasz na prawdę niesamowite wrażenie – wyszeptał nieco głośniej, oblizując się lubieżnie.
    Pochylił się i najpierw drażnił go oddechem, a potem wziął czubek jego męskości do ust i zaczął robić na nim szlaczki i kółeczka językiem. Zamruczał, drażniąc go tym jeszcze bardziej i jedną dłonią zaczął delikatnie muskać jego jadra, a drugą zjechał jeszcze niżej i zatoczył niezdecydowane kółeczko, dookoła wejścia chłopaka. W odpowiedzi ten westchnął głęboko, a po chwili szeroko otworzył oczy czując dotyk w miejscach, których nie dotykał jeszcze nikt prócz niego. Z ust wydostał mu się przeciągły jęk. Nie był juz w stanie się hamować. Później przyjdzie czas na płacz i żale. Teraz całkowicie poddał się działaniom wampira. W niekontrolowanym odruchu poruszył lekko biodrami. Oddychał szybko i płytko patrząc na mężczyznę pochylającego się nad jego męskością z lekkim strachem, ale i rosnącym podnieceniem.
    Shina tylko uśmiechnął się, widząc reakcję chłopaka. Zamruczał trochę głośniej i przygryzł delikatnie męskość chłopaka, uważając, by go nie zranić. Idealnie balansował na granicy bólu i przyjemności, doprowadzając Kadaja do utraty panowania nad sobą. Jedną ręką zaczął pieścić jego jądra bardziej zdecydowanie, a drugą cofnął i gładził nią wewnętrzną stronę ud. Spojrzał na niego i uwięził jego wzrok swoim własnym, hipnotyzującym spojrzeniem. Wypuścił go z ust.
- Piękny widok – skomentował, patrząc na prawie cierpiącego z przyjemności chłopaka i nie czekając na jego reakcję wziął go w usta głębiej, zaczynając ssać.
    Jasna cholera – przeleciało blondynowi przez głowę. W życiu się tak nie czuł. Ból i przyjemność idealnie łączyły się w jedno nowe odczucie. Jego wzrok był juz zamglony rozkoszą i pożądaniem. Chciał się odwrócić, ale nie mógł. Spojrzenie wampira trzymało go jak na uwięzi. Teraz juz na zmianę jęczał albo oddychał ciężko wypuszczając powietrze z płuc. Było tak strasznie gorąco jakby pokój płonął od tych wszystkich świec.
    Mężczyzna poruszał szybko głową w przód i w tył. Uznał, że najpierw doprowadzi chłopaka do spełnienia, potem zajmie się sobą. Mały wydawał mu się zabawny i miał charakterek. Wiedział, że zabawka, która ma silę pyskować i uciekać będzie ciekawsza od tych wszystkich rozhisteryzowanych biedactw, którym dawał spokój przy drugim razie. O tak, ten dzieciak był o wiele ciekawszy. Jeszcze bardziej przyspieszył ruchy, czując na języku pojedyncze kropelki spermy. Wiedział, ze chłopak długo już nie wytrzyma. Ścisnął jego jądra prawie boleśnie i przygryzł główkę erekcji, ssąc coraz mocniej. W tym samym momencie chłopak doszedł krzycząc głośno. Jego ciało wygięło się w łuk by juz po chwili opaść z powrotem w miękkie posłanie. Zamknął oczy oddychając ciężko, z trudem. Serce biło mu niesamowicie szybko, jakby chciało wyskoczyć z piersi. Otworzył oczy i spojrzał na wampira podejrzliwie. Wcale nie był mu jakoś szczególnie wdzięczny za tę małą przyjemność. Prychnął cicho i odwrócił głowę w bok. Wiedział, co teraz będzie. Wampir też wiedział. Z dziwnie pasującym mu uśmieszkiem przysunął się do chłopaka. Nachylił nad nim, kładąc ręce po obu stronach jego głowy i schylił się, oddechem muskając jego ucho.
- Będziesz grzeczny – wyszeptał – i nie będziesz protestował, albo wezmę cię siłą. Mnie wielkiej różnicy to nie zrobi, ale tobie olbrzymią. Więc jak? – Wszystko wyszeptał tym specyficznym, jedwabistym głosem.
Pochylił się, całując go w ucho i dając chwilę, by ochłonął. Odsunął się, siadając na czerwonej pościeli i przeciągając się, zupełnie nie skrępowany swoją nagością. Po kilkuset latach dawało się do własnego ciała przyzwyczaić.
- To jak? – Wyszeptał leniwie.
- Podchodzisz tu i siadasz mi na kolanach, czy mam się tobą zająć na siłę?
    Tym razem chłopak przestraszył się nie na żarty. Wyobrażał sobie, do czego ten szurnięty wampir może być zdolny. Nie, żeby się krępował. Po tym, jakie rzeczy widział w miejscu gdzie go przetrzymywano przestał cokolwiek uważać za zawstydzające. Niektórzy byli gotowi posunąć się do wszystkiego by tylko zdobyć odrobinę jedzenia i wody. Wciąż jeszcze miał niespokojny oddech, ale nie chciał denerwować mężczyzny. Podniósł się i zbliżył do niego. Powoli usiadł mu na kolanach nie wiedząc, co ten dalej planuje. W dalszym ciągu przyglądał mu się podejrzliwie. Zadowolony z takiego obrotu sprawy mężczyzna, objął go tylko w pasie i pocałował łagodnie, jakby nie chcą, żeby chłopak się wystraszył. Pochylił się nad nim i ułożył go na plecach na pościeli. W jego oczach widział niepewność i strach. Uśmiechnął się tak jakoś dziwnie i znowu go pocałował, przywołując ręką jakąś buteleczkę. Jeszcze jeden ruch ręką i flakonik opadł na pościel. Wampir skończył z pocałunkiem i na nowo zaczął drażnić członka chłopaka, jednocześnie, zataczając palcem kręgi dookoła jego wejścia. Machnął ręka, a flakonik poderwał się znowu, kolejny ruch i odkorkowany spoczął w palcach wampira. Wylał niewielką ilość olejku na palce, zatkał go i z powrotem odłożył. Spojrzał chłopcu w oczy i całując go namiętnie wsunął w niego pierwszy palec.
    Kadaj otworzył szeroko oczy i wciągnął ze świstem powietrze. Zmarszczył brwi i odetchnął. Po chwili uczucie przestało być takie obce i niepokojące. Rozluźnił się na tyle, na ile mógł. Na szczęście dla niego wampir się nie spieszył. Po chwili dodał kolejny palec. Kiedy i do niego chłopak przywykł zaczął go powoli rozciągać.
    Przyglądał się jego twarzy z satysfakcją, widząc, jak blondyn znowu zaczyna tracić kontakt z otoczeniem. Dodał trzeci palec i zaczął ruszać nimi jeszcze bardziej zdecydowanie. Kiedy chłopak zesztywniał i z sykiem wciągnął powietrze, wampir wiedział, że trafił w prostatę. Uśmiechnął się delikatnie i powtórzył ten ruch kilkakrotnie, z przyjemnością wsłuchując się w symfonię jęków chłopaka. Ten jeszcze w życiu jeszcze nie odczuwał czegoś takiego. Każdy ruch palców mężczyzny przyprawiał go o drżenie. Jęczał i wił się pod  wpływem dotyku wampira.
    On, widząc, że blondyn już nie oponuje wysunął z niego palce. Na swój członek wylał resztę oliwki. Teraz już w całym pokoju unosiła się specyficzna, korzenna woń werbeny. Uniósł nogi chłopaka do góry, opierając je na swoich barkach i przysunął się do jego wejścia. Spojrzał na Kadaja i zaczął powoli w niego wchodzić. Niechciał sprawiać mu niepotrzebnego bólu, więc robił to tak powoli i płynnie jak tylko mógł.
    Mały dobrze wiedział, że wampir to zrobi. Odetchnął wiec tylko głęboko i starał się rozluźnić na tyle na ile było to możliwe. Nie uniknął jednak krzywienia się z bólu. Ręce samoistnie zacisnęły mu się na pościeli. Kiedy wampir wszedł w niego już do końca, dłonią starł z  policzków niebieskookiego zdradzieckie łzy. Zaczekał, by chłopak mógł się przyzwyczaić i dopiero po chwili zaczął się w nim delikatnie poruszać. Jedną dłoń oparł na łóżku, obok jego głowy, a drugą zaczął ponownie drażnić jego członka. Przyspieszył nieznacznie i spojrzał na niego swoimi hipnotyzującymi oczami. Uśmiechnął się dziwnie i patrzył na swojego niewolnika z nieskrywanym pożądaniem.
    Chłopak także spoglądał na wampira. To pragnienie widoczne w jego oczach trochę go zaskoczyło. Wpatrywał się w niego tak pożądliwie, ze niektórych mogłoby to przerazić. Kadaj pomyślał tylko, że to nie jego problem. Wtedy jeszcze nie wiedział jak straszliwie się pomylił. Odchylił głowę do tyłu. Teraz mężczyzna mógł oglądać jedynie jego smukłą, jasną szyje. Zapomniał się całkowicie w tych wszystkich doznaniach. Tym razem też popełnił błąd. Shina uśmiechnął się szerzej. Ta wyeksponowana szyja po prostu zbyt kusiła, by z niej nie skorzystać. Wysunął się do przodu, wchodząc w chłopaka jeszcze głębiej, mocniej ocierając się o jego prostatę. Polizał jego szyję i już po chwili zaciskał na niej kły. Delikatnie, by nie uszkodzić chłopaka, ale jednocześnie stanowczo. Pierwszy łyk krwi był dla niego niesamowitym doznaniem. Chłopak był idealny w każdym calu. Pozwolił, by do krwiobiegu nowego niewolnika dostało się trochę znieczulającego jadu i zaczął ssać, jednocześnie przyśpieszając swoje ruchy. Już nie zwracał uwagi na to, co czuje blondyn. Czuł rosnąca ekstazę i poruszał się coraz szybciej. Kadajowi właściwie to już było wszystko jedno. Nie przeszkadzało mu nawet, ze wampir pije jego krew. Ze zdziwieniem zauważył ze złapał mężczyznę za kark i przyciągnął jeszcze bliżej siebie. Jęknął, gdy przez jego ciało zaczęły przebiegać fale rozkoszy. Czuł, że długo to już nie potrwa. Przynajmniej z jego strony.
    W tym samym momencie mężczyzna poczuł, jak mięśnie wokół wejścia chłopaka zaczynając drgać. Z sykiem wciągnął powietrze, gdy zacisnęły się na jego erekcji. Chłopak krzyczał coś, ale do wampira nie bardzo docierało co, przyciągnął go do siebie, wchodząc jeszcze raz do samego końca i z głośnym jękiem wylał się w jego wnętrzu. Tylko dzięki wieloletniemu doświadczeniu nie opadł na chłopaka, ale zawisł nad nim, na wyciągniętych rękach, patrząc na niego zadowolony.
    Wykończony chłopak otworzył oczy i spojrzał prosto na wampira, który zawisł nad nim .
- Na co się gapisz ? – Zapytał wycieńczonym, dość nieprzyjemnym głosem.
- Na ciebie – odpowiedział w podobnym tonie.
 - Zastanawiam się, czy skoro nadal jesteś bezczelny, to czy nie masz ochoty na powtórkę z rozrywki!
    Uśmiechnął się chłodno i machnął ręką. Nadgarstki chłopaka nagle uniosły się nad nim i zawisły nieruchomo w powietrzu. Jego nogi, rozsunęły się bez udziału woli.
- To jak? – Zapytał, błyskając zębami, jego mina mówiła, że tym razem nie byłby aż tak przyjemny. Kadaj spojrzał na niego wystraszony. Był całkowicie wykończony, a wampir chciał mu zrobić to jeszcze raz.
- Nie, nie chcę. Przepraszam – wydusił z siebie po chwili milczenia.
    Widząc strach w oczach chłopaka wampir złagodniał, ale kiedy zauważył spływającą z oka dzieciaka łzę, poczuł się już całkowicie głupio. Po raz pierwszy od bardzo dawna. Puścił go, a blondyn od razu zwinął się w kłębek. Musiał naprawdę mocno się wystraszyć. Wampir pochylił się nad nim nieznacznie.
- Nie bój się, dzisiaj już nic ci nie zrobię – wyszeptał wprost do jego ucha, trącając je językiem, a po chwili pocałował go delikatnie i zlizał z szyi zaschniętą krew. Zamruczał, po czym podniósł chłopaka. Położył się na poduszce, a dzieciaka ułożył na sobie.
- Śpij jak chcesz – mruknął, ale tym razem nie użył na nim zaklęcia. Chciał obserwować jego reakcje. Przykrył ich obu kołdrą i patrzył na głowę blondynka. Zastanawiał się, co teraz zrobi chłopak.
    Kadaj nie miał pojęcia, jak zareagować. Bał się nawet odetchnąć głębiej. Ale w sumie wampir powiedział, że dzisiaj już mu nic nie zrobi. Odetchnął i rozluźnił się . Mimo strachu wtulił się w mężczyznę. W końcu to do niego od dzisiaj należał jego pierwszy raz. Nie zasnął, tylko patrzył jakby w pustkę, przed siebie.
    Zadowolony wampir przytulił chłopaka lekko. Pod kołdra zaczął gładzić jego plecy.  Ruchy były łagodne, uspokajające. Machnął ręką, w jego dłoni znalazł się stojący do tej pory na szafce kieliszek. Uśmiechnął się do niebieskookiego niewolnika kojąco, głaszcząc jego twarz. Poprawił go na sobie i podał mu kieliszek.
- Ja już zaspokoiłem swoje pragnienie – szepnął, wymownie patrząc na szyję chłopaka – teraz twoja kolej.
    Podał mu ciężki, kryształowy kieliszek, z zadowoleniem patrząc na jego piękną twarz. Ten z wdzięcznością przyjął naczynie. Czuł jakby wampir czytał mu w myślach. Może rzeczywiście tak było. Upił trochę napoju z kieliszka. Ręka mu się lekko zachwiała.
Słodki płyn spłynął mu po brodzie aż na klatkę piersiową.
    Wampir uśmiechnął się tylko delikatnie i wyjął kieliszek z ręki chłopaka. Powoli i metodycznie zlizał z niego słodkawy napój, po czym spojrzał mu w oczy.
- Tak smakuje o wiele lepiej – szepnął, całując go w ucho i przytknął kieliszek do ust blondyna.
- Pij wyszeptał.
    Przełknął ślinę, widząc, jak żyła na szyi chłopaka pulsuje. Ale potrafił się opanować, więc małemu nic nie groziło. Kieliszek bardzo szybko został zupełnie opróżniony. Blondyn zawahał się lekko.
- Przepraszam… czy możesz tak nie patrzeć na moją szyje? – Zapytał lekko niepewnie – mam wrażenie ze znowu mnie ugryziesz.
    Zadrżał lekko bojąc się, że wampira mogło to zdenerwować. Ale on zaśmiał się jedynie, przesuwając wzrok z szyi na jego błękitne oczy. Uwięził go swoim głębokim spojrzeniem.
- Nie martw się, już cię dzisiaj nie ugryzę – szepnął jedwabiście.
- Wtedy po prostu byłeś zbyt… kuszący.
    Polizał jego wargi, czekając na zaproszenie. Był odprężony, a chłopak go bawił, nie zamierzał więc być zbyt nieprzyjemny. Dzisiaj uznał, że mały ma już dość wrażeń. Oczywiście, był miły, póki chłopak w niczym mu się nie sprzeciwiał. Zamruczał lekko, kiedy chłopak uchylił lekko wargi czekając na jego dalsze ruchy. Nie miał juz siły się sprzeciwiać .Postanowił, że zacznie dopiero od jutra.
    Wampir zaraz wśliznął się do wnętrza ust blondyna, delikatnie pieszcząc je językiem. Kosztował jego usta, zachwycając się ich smakiem.
- Jesteś słodyczy od szampana – mruknął mu prosto między wargi, dalej powoli je penetrując.
    Dłonie oparł na jego plecach, wbijając w nie delikatnie pazury, uważał jednak, żeby nic mu nie zrobić. Czuł, jak chłopak wzdycha mu prosto w usta. Pocałunki były namiętne, a nie brutalne jak te na samym początku, widać, to mu bardzo odpowiadało. Shina zjechał dłońmi niżej i zamarł, czując pod palcami krwawiące zranienia. Przypomniał sobie, jak zrobił je w chwili złości. Teraz trochę tego żałował. Zabawka była zbyt idealna, by ja krzywdzić.
- Bardzo boli? – Spytał prawie czule, kontynuując pocałunek i ręką badając wielkość i głębokość ranek. Kadaj tylko się skrzywił. Potem syknął cicho.
- Bardzo … ale co z tego. Dzisiaj boli. Jutro może boleć mniej.
    Uśmiechnął się tylko na słowa chłopaka.
- Może też nie boleć wcale – mruknął, całując go namiętniej niż przed chwilą, głęboko. Odcinając mu całkowicie dostęp tlenu. Po chwili uwolnił jego usta i podciągnął go trochę bardziej do przodu. Widział, jak krzywi się z bólu. I to nie tego, spowodowanego stosunkiem. Zaciął pazurem swój palec i odrobiną krwi pokrył każde ze zranień.
Przysunął chłopaka do siebie, wiedział, ze takie uzdrawianie boli, ale było skuteczne. Ponownie pocałował nowa maskotkę głęboko i czekał, aż proces uzdrawiania się skończy.
    Tak naprawdę, to, to bolało chyba ze sto razy bardziej niż przed chwilą. Z bólu Kadaj jęknął prosto w usta wampira i wpił się w nie rozpaczliwie. Tak jakby mężczyzna za chwile miał odejść i zabrać ze sobą całe ciepło. Rękoma objął jego kark przysuwając się do niego jeszcze bliżej. Zranienia powoli przestawały boleć. Czarnowłosy delikatnie pogłaskał zagojoną skórę i odsunął twarz chłopaka od siebie.
- Niestety, zostaną delikatne blizny – wyszeptał – po wampirzych pazurach zawsze zostają.
    Ponownie pocałował go głęboko, ale jednocześnie z wielka delikatnością. Odsunął się od chłopaka i scałował łzy bólu z jego policzków.
- Już lepiej? – Zapytał łagodnie, przytulając chłopaka i szczelniej opatulając kołdrą.
- To ze zostaną blizny to nie jest dla mnie kłopot, to nie sobie mam się podobać tylko tobie – westchnął cicho lekko zasmucony. Wtulił się w wampira przytulając do jego piersi. Westchnął jeszcze raz i zaczął zasypiać. Był wykończony.
    Shina nadal delikatnie gładził go po głowie. Jego zmęczenie było widoczne.
 - Idź spać, jak chcesz – szepnął – dzisiaj nikt cię nie będzie niepokoił.
    Pocałował go jeszcze w czubek głowy i odgarnął z czoła jasne włosy. W tym momencie chłopiec wyglądał jak prawdziwy anioł. Zamyślony wampir spojrzał na witraż.
    Rzeczywiście, anioł –  pomyślał, spoglądając na rozluźniające się oblicze siedemnastolatka. Pogładził go delikatnie po plecach i także odczuł senność. Chłopak westchnął jeszcze raz głęboko. Jego oddech powoli się uspokajał.
     Wtulił się jeszcze bardziej w wampira nie przejmując się zupełnie tym, że może być niebezpieczny. Teraz liczyło się tylko to ze było dobrze i ciepło.
    Widząc, że Kadaj zapadł w sen, mężczyzna pozwolił sobie na jeszcze jeden, czuły pocałunek w głowę i sam zaczął odpływać. Czuł się dziwnie z tym słodkim ciężarem na piersi, ale nie przeszkadzało mu to zbytnio. To było nawet miłe uczucie.
    Śliczny,  pomyślał jeszcze nieprzytomnie i zasnął, obejmując chłopaka rękami, nie jak swoją własność. Ale tak, jakby chciał go chronić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz