Zapukałem, wszedłem i miałem pecha. Na jednym z
foteli dlagości siedział mój przyszły kochanek. Wystraszyłem się, nie
chciałem z nimteraz rozmawiać, nie chciałem by wiedział, że podjąłem już
decyzję, chciałem topowiedzieć Markowi, ale nie jemu, a na pewno nie
twarzą w twarz.
– O Gabriel. – Mark
zauważyłmoje wahania i odbierając mi ostatnią nadzieję wymigania się od
spotkania z Alexempowiedział: – Nie krępuj się i wejdź.
– Ja przyjdę później.– chciałem wiać.
– Poczekaj. – zatrzymałmnie Alexander. – Podjąłeś już decyzję? – spojrzał na mnie wyczekująco.
– Nie, ja jeszcze… raczejnie podjąłem, ja… ja przyjdę później… – wyjąkałem i zacząłem się cofać dodrzwi.
– A to szkoda, alemamy czas.
– uśmiechnął się do mnie. – Może chcesz mnie lepiej poznać?
Byłbymuradowany gdybyś dotrzymał nam teraz towarzystwa. – rzuciłem okiem
w stronęMarka i już wiedziałem, że nie mogę odmówić, mimo iż tak
strasznie chciałem. – Podejdź,usiądź z nami. – poklepał fotel koło
siebie. Usiadłem tam, gdzie wskazał. Byłemspięty i zupełnie nie
potrafiłem się zrelaksować. – Nie denerwuj się, ja niegryzę. –
powiedział to takim głosem… aż mnie ciarki przeszły. Przejechał dłoniąpo
moim policzku, na którym wykwitł olbrzymi rumieniec po czym zwrócił się
doMarka, który bardzo skupiony przeglądał jakieś papiery:
– Czy on nie jestsłodziutki?
– Uważaj, bodostaniesz od niego cukrzycy. – odpowiedział Mark kpiąco. Nie spodobało mi sięto, ale nie miałem jak zareagować.
– Och, cóż ty takiniemiły?
Zazdrosny jesteś? – nachylił się w stronę biurka kładąc dłoń na
moimnagim kolanie. Teraz żałowałem, że się nie ubrałem wychodząc z
pokoju, tylkoposzedłem w tej przeklętej piżamce.
– Nie męcz chłopaka,daj mu iść spać, rano musi wstać. – Mark całkowicie zignorował zaczepkimężczyzny.
– Oj tak… powinien
sięwyspać, by jutro być równie śliczniutki co dziś. – rzekł z uśmiechem,
następniedodał poważniejszym tonem: – Nie musisz się mnie obawiać. Wiem
co trzeba zrobićby przy pierwszym razie za bardzo nie bolało. Będę
przeszczęśliwy, jeśli przyjmieszmoją propozycję. Przemyśl to proszę, a
teraz możesz już iść. – pokiwałem głowąwstając z fotela i nim otworzyłem
drzwi powiedziałem:
– Dobranoc panom i…zgadzam się.
Zanim Alexander zareagował na te słowa mnie już nie
było.Biegłem do swojego pokoju jakby mnie sam diabeł gonił. Schowałem
się pod kołdrę.Bardzo żałowałem, iż Raphael już sobie poszedł
zostawiając mnie samego z tymwszystkim.
Tej nocy nie byłem w stanie zasnąć. Mark przyszedł
do mniekoło północy. Usiadł na skraju łóżka i nie patrząc w moją stronę
zaczął mówić:
– Tak sądziłem, żenie
będziesz spać. – i bez ogródek palnął: – Alexander ma czas w sobotę.
Całąniedzielę będziesz miał wolną, możesz ją przeleżeć w wannie, w
jacuzzi nabasenie lub w łóżku na brzuchu. – jego ton znów był
profesjonalny, nie lubiłemgdy go używał, bo wiązało się to tylko z
jednym… z moją pracą. Zacząłemnareszcie rozumieć, że to nie będzie łatwy
kawałek chleba i będę musiał nauczyćsię poświęcać więcej niż mi się z
początku wydawało.
– Czy będzie aż takboleć? – zapytałem z przerażeniem.
– Podczas stosunku jedyniez
początku, potem będzie już tylko przyjemnie. Na drugi dzień bywa dużo
gorzej.Jesteś bardzo drobny, więc przez samo to… Rozumiesz?
– Tak. – spuściłemgłowę i
nagle zdałem sobie sprawę z jeszcze jednej rzeczy, która sprawiła,
żestrach omal mnie nie sparaliżował. – Chwila, to już w tę sobotę?
– Tak, lepiej niezwlekać. – wytrzeszczyłem oczy.
– Może i masz rację.– powiedziałem zrezygnowany.
– Nie musisz sięniczego bać. Jutro pojedziemy na zakupy, poszukamy dla ciebie czegoś ślicznegona tę specjalną okazję.
Wyszedł, a ja zostałem sam z masą niepewności i
strachu.Obracałem się z boku na bok, sen nie chciał przyjść. Przed
oczami widziałemstraszne rzeczy. W moim umyśle zrodził się obraz
Alexandra-potwora, który mnie gwałci.Wyobrażałem sobie ból, ale nie
potrafiłem go sensownie zdefiniować. Niechciałem cierpieć, bałem się,
tak strasznie się bałem.
Gdy rano po męczarniach nocy wstałem czułem się
tak, jakby waleckilkakrotnie po mnie przejechał. W lustrze ujrzałem
obraz nędzy i rozpaczy.Podpuchnięte, przekrwione oczy, cera jak u
wampira na głodzie. Ręce trzęsły misię jak w delirce. Raphael jak zwykle
wpadł do pokoju bez pukania, a gdy mnieujrzał, mało nie dostał zawału,
ale nie skomentował mojego stanu, bo chybawiedział co wydarzyło się
wczoraj w gabinecie i później. Przyniósł mi jakieśpastylki i kazał wypić
litr okropnego, diabelnie słodkiego napoju. Potem wmusiłwe mnie
śniadanie.
Kolejną torturą jaką mi zgotowali były zakupy.
Objeździliśmychyba z milion sklepów. Kiedy oni biegali oglądając
zawartość półek i wieszakówja starałem się nie usnąć. Do tego nie mieli
zamiaru ułatwiać mi życia,przymierzałem ciuchy, a oni nie potrafili się
dogadać w czym ładniej wyglądam.Jak coś podobało się Markowi, to nie
podobało się Raphaelowi i tak w kółko. Wkońcu wybrali mi ciemnozielone,
długie i bardzo obcisłe skórzane spodnie, któremiały zamek ciągnący się
przez całą długość mojej pupy. Do tego czarny gorsetwiązany z tyłu, ale
posiadający zamek na lewym boku, by nie trzeba było go
rozwiązywaćpodczas ściągania. Najwięcej czasu zmitrężyliśmy w sklepie z
bielizną. Raphaelupierał się przy dopasowanych bokserkach, a Mark
koniecznie chciał stringi. Gdyoni się kłócili mnie udało się wypatrzeć
coś, co spełniało wymagania ich obu, anajważniejsze, że mi się podobało.
Ekspedientka nieco zdziwiona, iż chcęobejrzeć damskie majtki, podała mi
je bez słowa sprzeciwu. Wydawały siędoskonałe… z przodu miały nadruk
przedstawiający diabełka całującego w policzekzarumienionego aniołka. Z
tyłu posiadały krój stringów, tylko że zazwyczajwolną przestrzeń tu
wypełniała prześwitująca koronka. Te bokserki były jakby wsam raz dla
mnie. Zawołałem ich do siebie i pokazałem im moją zdobycz, co Mark
skwitowałkrótko:
– Są damskie. – po czymobrócił wzrok biegając nim po kolejnych wieszakach.
– Ale uszyte jakstringi… – obróciłem je. – i jak bokserki… – na te słowa mężczyźnipostanowili lepiej się im przyjrzeć.
– Podoba mi sięnadruk. – rzekł mój sutener z uśmiechem.
– Pasuje do niego. –
dodałopiekun. – Ale musisz je ubrać, bo nie wiadomo jak będziesz w nich
wyglądał. – Raphaelspojrzał na dziewczynę za ladą, która przysłuchiwała
się nam z głupim wyrazemtwarzy.
– Oczywiście może je przymierzyć.– zreflektowała się po chwili ciszy.
Wskazała nam pomieszczenie. Wszedłem, a oni rzecz jasna zamną.
– No zakładaj młody.– opiekun rzucił we mnie bielizną.
Położyłem ją na taboreciku obok lustra i zacząłem
sięrozbierać. Ściągnąłem bokserki wraz ze spodniami, a potem założyłem
te nowe.
– Z tyłu jest bosko,tylko z
przodu trochę odstaje, ale to w końcu damski krój, więc nic się z tymnie
zrobi. – głośno myślał Mark.
– Teraz odstaje, a cobędzie jak dostanie wzwodu? Ptaszek wyjdzie górą?
– Raphael, przecież możnato sprawdzić.
Nim się obejrzałem opiekun wstał ze swojej pufy i
klęczałprzede mną, trzymając swoją rękę w moich majtkach. Potarł
kilkakrotnie mójskarb i okazało się, że majteczki wszystko dobrze kryją.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz