poniedziałek, 22 stycznia 2018

Pośrodku piekła znalazłem dom cz.1 R8

Zapukałem, wszedłem i miałem pecha. Na jednym z foteli dlagości siedział mój przyszły kochanek. Wystraszyłem się, nie chciałem z nimteraz rozmawiać, nie chciałem by wiedział, że podjąłem już decyzję, chciałem topowiedzieć Markowi, ale nie jemu, a na pewno nie twarzą w twarz.
 – O Gabriel. – Mark zauważyłmoje wahania i odbierając mi ostatnią nadzieję wymigania się od spotkania z Alexempowiedział: – Nie krępuj się i wejdź.
 – Ja przyjdę później.– chciałem wiać.
 – Poczekaj. – zatrzymałmnie Alexander. – Podjąłeś już decyzję? – spojrzał na mnie wyczekująco.
 – Nie, ja jeszcze… raczejnie podjąłem, ja… ja przyjdę później… – wyjąkałem i zacząłem się cofać dodrzwi.
 – A to szkoda, alemamy czas. – uśmiechnął się do mnie. – Może chcesz mnie lepiej poznać? Byłbymuradowany gdybyś dotrzymał nam teraz towarzystwa. – rzuciłem okiem w stronęMarka i już wiedziałem, że nie mogę odmówić, mimo iż tak strasznie chciałem. – Podejdź,usiądź z nami. – poklepał fotel koło siebie. Usiadłem tam, gdzie wskazał. Byłemspięty i zupełnie nie potrafiłem się zrelaksować. – Nie denerwuj się, ja niegryzę. – powiedział to takim głosem… aż mnie ciarki przeszły. Przejechał dłoniąpo moim policzku, na którym wykwitł olbrzymi rumieniec po czym zwrócił się doMarka, który bardzo skupiony przeglądał jakieś papiery:
 – Czy on nie jestsłodziutki?
 – Uważaj, bodostaniesz od niego cukrzycy. – odpowiedział Mark kpiąco. Nie spodobało mi sięto, ale nie miałem jak zareagować.
 – Och, cóż ty takiniemiły? Zazdrosny jesteś? – nachylił się w stronę biurka kładąc dłoń na moimnagim kolanie. Teraz żałowałem, że się nie ubrałem wychodząc z pokoju, tylkoposzedłem w tej przeklętej piżamce.
 – Nie męcz chłopaka,daj mu iść spać, rano musi wstać. – Mark całkowicie zignorował zaczepkimężczyzny.
 – Oj tak… powinien sięwyspać, by jutro być równie śliczniutki co dziś. – rzekł z uśmiechem, następniedodał poważniejszym tonem: – Nie musisz się mnie obawiać. Wiem co trzeba zrobićby przy pierwszym razie za bardzo nie bolało. Będę przeszczęśliwy, jeśli przyjmieszmoją propozycję. Przemyśl to proszę, a teraz możesz już iść. – pokiwałem głowąwstając z fotela i nim otworzyłem drzwi powiedziałem:
 – Dobranoc panom i…zgadzam się.
Zanim Alexander zareagował na te słowa mnie już nie było.Biegłem do swojego pokoju jakby mnie sam diabeł gonił. Schowałem się pod kołdrę.Bardzo żałowałem, iż Raphael już sobie poszedł zostawiając mnie samego z tymwszystkim.
Tej nocy nie byłem w stanie zasnąć. Mark przyszedł do mniekoło północy. Usiadł na skraju łóżka i nie patrząc w moją stronę zaczął mówić:
 – Tak sądziłem, żenie będziesz spać. – i bez ogródek palnął: – Alexander ma czas w sobotę. Całąniedzielę będziesz miał wolną, możesz ją przeleżeć w wannie, w jacuzzi nabasenie lub w łóżku na brzuchu. – jego ton znów był profesjonalny, nie lubiłemgdy go używał, bo wiązało się to tylko z jednym… z moją pracą. Zacząłemnareszcie rozumieć, że to nie będzie łatwy kawałek chleba i będę musiał nauczyćsię poświęcać więcej niż mi się z początku wydawało.
 – Czy będzie aż takboleć? – zapytałem z przerażeniem.
 – Podczas stosunku jedyniez początku, potem będzie już tylko przyjemnie. Na drugi dzień bywa dużo gorzej.Jesteś bardzo drobny, więc przez samo to… Rozumiesz?
 – Tak. – spuściłemgłowę i nagle zdałem sobie sprawę z jeszcze jednej rzeczy, która sprawiła, żestrach omal mnie nie sparaliżował. – Chwila, to już w tę sobotę?
 – Tak, lepiej niezwlekać. – wytrzeszczyłem oczy.
 – Może i masz rację.– powiedziałem zrezygnowany.
 – Nie musisz sięniczego bać. Jutro pojedziemy na zakupy, poszukamy dla ciebie czegoś ślicznegona tę specjalną okazję.
Wyszedł, a ja zostałem sam z masą niepewności i strachu.Obracałem się z boku na bok, sen nie chciał przyjść. Przed oczami widziałemstraszne rzeczy. W moim umyśle zrodził się obraz Alexandra-potwora, który mnie gwałci.Wyobrażałem sobie ból, ale nie potrafiłem go sensownie zdefiniować. Niechciałem cierpieć, bałem się, tak strasznie się bałem.
Gdy rano po męczarniach nocy wstałem czułem się tak, jakby waleckilkakrotnie po mnie przejechał. W lustrze ujrzałem obraz nędzy i rozpaczy.Podpuchnięte, przekrwione oczy, cera jak u wampira na głodzie. Ręce trzęsły misię jak w delirce. Raphael jak zwykle wpadł do pokoju bez pukania, a gdy mnieujrzał, mało nie dostał zawału, ale nie skomentował mojego stanu, bo chybawiedział co wydarzyło się wczoraj w gabinecie i później. Przyniósł mi jakieśpastylki i kazał wypić litr okropnego, diabelnie słodkiego napoju. Potem wmusiłwe mnie śniadanie.
Kolejną torturą jaką mi zgotowali były zakupy. Objeździliśmychyba z milion sklepów. Kiedy oni biegali oglądając zawartość półek i wieszakówja starałem się nie usnąć. Do tego nie mieli zamiaru ułatwiać mi życia,przymierzałem ciuchy, a oni nie potrafili się dogadać w czym ładniej wyglądam.Jak coś podobało się Markowi, to nie podobało się Raphaelowi i tak w kółko. Wkońcu wybrali mi ciemnozielone, długie i bardzo obcisłe skórzane spodnie, któremiały zamek ciągnący się przez całą długość mojej pupy. Do tego czarny gorsetwiązany z tyłu, ale posiadający zamek na lewym boku, by nie trzeba było go rozwiązywaćpodczas ściągania. Najwięcej czasu zmitrężyliśmy w sklepie z bielizną. Raphaelupierał się przy dopasowanych bokserkach, a Mark koniecznie chciał stringi. Gdyoni się kłócili mnie udało się wypatrzeć coś, co spełniało wymagania ich obu, anajważniejsze, że mi się podobało. Ekspedientka nieco zdziwiona, iż chcęobejrzeć damskie majtki, podała mi je bez słowa sprzeciwu. Wydawały siędoskonałe… z przodu miały nadruk przedstawiający diabełka całującego w policzekzarumienionego aniołka. Z tyłu posiadały krój stringów, tylko że zazwyczajwolną przestrzeń tu wypełniała prześwitująca koronka. Te bokserki były jakby wsam raz dla mnie. Zawołałem ich do siebie i pokazałem im moją zdobycz, co Mark skwitowałkrótko:
 – Są damskie. – po czymobrócił wzrok biegając nim po kolejnych wieszakach.
 – Ale uszyte jakstringi… – obróciłem je. – i jak bokserki… – na te słowa mężczyźnipostanowili lepiej się im przyjrzeć.
 – Podoba mi sięnadruk. – rzekł mój sutener z uśmiechem.
 – Pasuje do niego. – dodałopiekun. – Ale musisz je ubrać, bo nie wiadomo jak będziesz w nich wyglądał. – Raphaelspojrzał na dziewczynę za ladą, która przysłuchiwała się nam z głupim wyrazemtwarzy.
 – Oczywiście może je przymierzyć.– zreflektowała się po chwili ciszy.
Wskazała nam pomieszczenie. Wszedłem, a oni rzecz jasna zamną.
 – No zakładaj młody.– opiekun rzucił we mnie bielizną.
Położyłem ją na taboreciku obok lustra i zacząłem sięrozbierać. Ściągnąłem bokserki wraz ze spodniami, a potem założyłem te nowe.
 – Z tyłu jest bosko,tylko z przodu trochę odstaje, ale to w końcu damski krój, więc nic się z tymnie zrobi. – głośno myślał Mark.
 – Teraz odstaje, a cobędzie jak dostanie wzwodu? Ptaszek wyjdzie górą?
 – Raphael, przecież możnato sprawdzić.
Nim się obejrzałem opiekun wstał ze swojej pufy i klęczałprzede mną, trzymając swoją rękę w moich majtkach. Potarł kilkakrotnie mójskarb i okazało się, że majteczki wszystko dobrze kryją.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz