poniedziałek, 22 stycznia 2018

Pośrodku piekła znalazłem dom cz.1 R4

Płakałem nie zdającsobie z tego sprawy.

Mark powiedział mipóźniej, że się przeraził, gdy wszedł do pokoju. Sądził, że coś mi się stało,bo siedziałem z kolanami podciągniętymi pod brodę miarowo kołysząc się przy tymw przód i w tył, do tego bezmyślnie patrzyłem się w ścianę, a po moichpoliczkach nieprzerwanie płynęły łzy.
 – Zaraz się ubiorę i pójdę sobie. –powiedziałem o dziwo beznamiętnie. – tylko Raphael musi mi oddać moje ciuchy. –dodałem ciszej.
 – Co? – spytał zaskoczony Mark.
 – Teraz przecież mnie wyrzucisz. Widzisz je,to oznaka, że byłem niegrzeczny. A ty wymagasz posłuszeństwa.
W odpowiedzi przejechałpalcem po jednym z sińców na udzie, po czym mnie przytulił. Byłem w głębokimszoku, nie mogłem się odezwać, ruszyć, nie wiedziałem jak mam rozumieć jegozachowanie. W końcu się ode mnie odkleił, sądziłem, że teraz każe mi sięwynosić, a może jeszcze mnie ukaże za kłamstwo. Przypomniałem sobie, jakbolało, gdy włożyłem tam palce. Znów się rozpłakałem, ale on przytulił mnie jeszczemocniej i zaczął uspokajająco szeptać mi do ucha:
 – Nie bój się nikt cię już nie skrzywdzi,wszystko będzie dobrze. Zaopiekujemy się tobą. Obiecuję, że nikt cię już nieuderzy.
Spojrzałem na niegoniepewnie.
 – Mogę zostać? – mój głos drżał.
 – Oczywiście.
 – Ale sińce, one są…
 – Pojedziemy do lekarza, obejrzy je.
 – Nie! – zaoponowałem z przestrachem. – Lekarzzadzwoni na policję! – spróbowałem wyrwać się z jego objęć.
 – Spokojnie, nie bój się, to nasz lekarz.Nikomu nic nie powie. – jego głos był taki spokojny, tak opiekuńczy, taktroskliwy, nie potrafiłem się mu sprzeciwić.
Tak naprawdę nie bałemsię, że doktor zawiadomi władzę, a tego, że zobaczy bliznę na udzie. Niechciałem by uznał mnie za szaleńca, który sam doprowadził się do takiego stanu,nie chciałem żeby pomyślał, że sam sobie to zrobiłem.
Raphael wpadł do pokojutrzymając w ręku jakieś ciuchy, spojrzał na nas, ale nic nie powiedział. Markwypuścił mnie ze swoich ramion. Obróciłem się do nich tyłem i założyłem nasiebie tunikę z długim rękawem i luźne spodnie. Schyliłem się, żeby założyćbuty i aż zasyczałem. Znów zabolało, nie potrzebnie to ruszył, wcześniej niebolało, aż tak bardzo. Raphael dostrzegł wyraz bólu na mojej twarzy i padł nakolana wyręczając mnie w wiązaniu butów.
Znów znalazłem się natylnim siedzeniu czarnego mercedesa Marka. Przez całą drogę, jak się późniejokazało do prywatnej kliniki, Raphael przytulał mnie do swojego boku i czuległaskał po jeszcze wilgotnych włosach. Traktował mnie jak małe dziecko, zjednej strony mi się to nie podobało, bo niedługo miałem stać się dorosłymmężczyzną, a z drugiej nikt nie zajmował się mną tak czule od śmierci rodziców.
Weszliśmy do sporegobudynku. Gabinet lekarski, do którego mnie zaprowadzono znajdował się wskrzydle C. Gdy tam doszliśmy lekarz czekał już na nas pod drzwiami. Niepodobało mi się, że obaj moi opiekunowie weszli ze mną do gabinetu, aleprzecież nie mogłem się sprzeciwić. Doktor kazał mi się rozebrać za parawanem iubrać w szpitalną koszulę. Przez całe plecy było rozcięcie, co mnie nieucieszyło. Wyszedłem zza parawanu starając się zakryć swoje nagie pośladkinadmiarem materiału. Efekt był taki, że obaj moi opiekunowie zaczęli się śmiać.Posadzono mnie na wysokiej kozetce. Nogami majtałem spory kawałek nad ziemią.Lekarz w średnim wieku, był nawet przystojny, choć miał raczej urodę molaksiążkowego. Błękitne oczy ukrywał za grubymi szkłami, spod kitla wystawała mubiała koszula w zielono-żółto-fioletowe misie, do tego czerwony krawat z jakąśniewielką plamką na środku.
Kazał mi się położyć,po czym ściągnął mi z ramion koszulę i odsłonił cały tułów. Obadał wszystkiesińce. Dotykając żebra stwierdził:
 – Raczej stłuczone, ale dla pewności trzebazrobić prześwietlenie.
Potem pomógł mi założyćgórę, a podwinął dół prawie pokazując światu moje klejnoty. Obejrzał pobieżniewszystkie stłuczenia, następnie robiąc to, czego bałem się najbardziej – kazałmi rozsunąć nogi. Moje myśli wrzeszczały: „Nie rób tego! Zobaczy bliznę!”, alewykonałem polecenie. I owszem zobaczył bliznę, ale nawet się nią niezainteresował. Za to Mark dokładnie się przyjrzał. Widziałem, że cisną mu sięna usta pytania, ale się powstrzymał. Mark zwrócił się do lekarza:
 – Może skoro już tu jesteśmy, to wykonasz tebadania?
 – Znaczy TE badania? – spytał z głupimuśmiechem lekarz, kładąc nacisk na „te”.
 – Chcę wiedzieć czy dzieciak jest zdrowy. –zarówno mina, jak i ton Marka nie wyrażały żadnych uczuć. Wiedziałem, że w tymmomencie on z mojego opiekuna zmienił się w pracodawcę.
 – W sumie nic nie stoi na przeszkodzie. –lekarz obrócił się w moją stronę. – Gabrielu teraz obejrzę twoje narządyintymne, mówię ci to, żebyś się nie przestraszył.
Pokiwałem głową wodpowiedzi. A doktor podwinął jeszcze wyżej moją koszulę. Zrobiłem się purpurowyna twarzy i w tym samym momencie zachciało mi się płakać ze wstydu, ale siępowstrzymałem. Obejrzał dolne partie brzucha i obadał jądra, ponoć sprawdzającczy nie mam przepukliny. Potem delikatnie odwinął skórkę z mojego penisa,obrócił się do Marka jednocześnie mnie przykrywając.
 – Nie ma stulejki, przepukliny, nie jestobrzezany i nie jest raczej nosicielem żadnej z chorób wenerycznych widocznychgołym okiem. Żadnych krost, ropni, przebarwień. – potem znów wrócił do mnie –Obróć się teraz i wypnij.
 – Co?
 – To tylko badanie. Nic ci nie zrobię.
Obróciłem się na brzuchi uniosłem pośladki do góry. Teraz nie obyło się bez kilku łez. Zobaczyłem jakmężczyzna zmienia lateksowe rękawiczki na nowe i smaruje palce jakimś żelem ztubki. Przestraszyłem się nie na żarty, przecież tam wszedł ledwo mój jedendrobny paluszek, a on chciał wsadzić dwa swoje.
 – Rozluźnij się. – usłyszałem, ale te słowamiały teraz dla mnie wydźwięk żartu. Jak ja to niby miałem zrobić?
Poczułem jak coś się wemnie wślizguje, o dziwo nie bolało. Badanie nie było zbyt przyjemne, ale napewno niebolesne. W końcu je ze mnie wyjął, a ja z ulgą opadłem na kozetkę,usłyszałem tylko za swoimi plecami:
 – Jest czysty, żadnych zgrubień, guzków. – apotem znów słowa zostały skierowane do mnie – Nie uprawiałeś jeszcze seksuanalnego?
Słowo „jeszcze”uświadomiło mi, że lekarz o wszystkim wie.
 – Nie, jeszcze nie. – odpowiedziałem chłodno.
Pobrano mi krew,zrobiono prześwietlenie, na którym nie było nic niepokojącego, prócz kilku jużzrośniętych, starych złamań. Kazano mi jeszcze nasikać do pojemnika. A potemlekarz dał tabletki przeciwbólowe i maść, by siniaki szybciej zeszły.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz