Oosiemnastej znów zostałem dogłębnie wymyty,
zaś o 19:30 zostałem sprowadzony dosali przygotowawczej. Natarto tam
moje ciało wonną oliwą, od której skórabłyszczała i cudnie pachniała. Po
wszelkich zabiegach upiększających, przyszedłczas na tę okropna część.
Jeden z wampirów posadził mnie na wysokim stole.Prawdę mówiąc, wykonał
ten ruch tak szybko, że jedyne, co zdołał zarejestrowaćmój mózg, to to,
że stoję na podłodze, a w drugiej sekundzie siedzę już natwardym, zimnym
blacie. Bałem się, że to, co mi zrobią, będzie bolało. Wampir,widząc
jednak moje przerażenie, spróbował mi dodać otuchy:
- Nie denerwuj
się tak – posłał mi bardzo miły uśmiech. – Mam wykształceniemedyczne. I,
choć tytuł zdobyłem dwa wieki temu, to stale się dokształcam, niezrobię
ci krzywdy.
Uśmiechnąłem się do niego, a właściwie –spróbowałem. Raczej słabo mi to wyszło.
Spojrzałem
na niewielki przedmiot przez niego trzymany i musiałem mocno
siępowstrzymać, żeby nie zemdleć. Przedmiot kształtem przypominał
przepiłowaną,rozgiętą obrączkę. Wampir kilkoma zwinnymi ruchami dłoni
(co jest troszkędziwne, gdyż byłem strasznie przerażony) postawił mojego
penisa nabaczność.
- Gotuj się – powiedział w końcu i poczułem
chłód wokół nasady mojego członka.Nawet nie poczułem, kiedy dość mocno
zacisnął obręcz.
Nie było to uczucie możne najprzyjemniejsze, ale też
nie bardzo przeszkadzało,nie mówiąc już o tym, żeby bolało. Poczułem
się dziwnie wypełniony, a toodczucie miał jeszcze spotęgować przedmiot w
moim tyłku.
- Nie możemy go na żelować, bo mógłby ci uciec, więc
przygotuj się na trochębólu – powiedział chłodno drugi, ściągając mnie
jednym ruchem ze stołu izginając tak, że się o niego opierałem.
Tego
bólu, prawdę mówiąc, nie było trochę. Ten drugi chyba nigdy nie słyszał
oczymś takim, jak delikatność. Dotknąłem główki mojego penisa. Aż
pulsował odwypełniającej go krwi. Przedmiot w moim odbycie był na tyle
duży, żesprawienie, by został między moimi pośladkami na dłużej, nie
było tak ciężkimzadaniem, jak się tego spodziewałem. Chodzenie z tym
było trochę trudniejsze,ale nie niemożliwe. Sądziłem, że dam radę.
Gdy
wprowadzono mnie do głównej sali, wszyscy byli już na swoich
miejscach.Sofy ułożone były w coś na kształt prostokąta. Leżeli na nich
główniemężczyźni. U ich stóp, na miękkich poduchach, siedzieli
podopieczni o różnymwieku, płci i wyglądzie. Na środku pomieszczenia,
gdzie mnie postawiono, stałstół, a na nim pełno złotych, ciężkich
dzbanów. Gdy do sali wszedł Bachus,padłem przed jego tronem na kolana,
mocno zaciskając pośladki. Mistrz zacząłswą przemowę, która trwała
niemal wieki. W sumie, cieszyłem się, że jest takdługa, gdyż dzięki temu
moja „służba” miała trwać krócej. W końcu dano mi znak,bym wstał.
Uczyniłem to natychmiast i, biorąc olbrzymi dzban z czerwonątasiemką
obwiązaną wokół ucha, podszedłem do Bachusa. Napełniłem jego
kielichpodejrzanie wyglądającą, czerwoną substancją. Wolałem nie myśleć,
co to, choćmój umysł od razu podesłał mi właściwą odpowiedź.
Starałem
się jak najszybciej napełniać kielichy wampirów, nie rozlewając przytym
ani kropelki. Biegałem między sofami, choć moje jądra zrobiły się
naglebardzo ciężkie, a penis bolał podobnie jak mięśnie odbytu, które
kurczowozaciskałem.
Byłem karany bolesnymi klapsami choćby za chwilę
zwolnienia. Gdy zacząłem wypełniaćkielichy podopiecznych winem, pot lał
się już ze mnie strumieniami. Chciało misię pić i wszystko mnie
uwierało. Najbardziej przeraziłem się, gdy spojrzałemna zegar tuż nad
głową Bachusa. Od rozpoczęcia tego piekła minęła dopierogodzina, a ja
już nie miałem siły. I wszyscy, jak na złość, bardzo szybkoopróżniali te
kielichy, a jeden człowiek, choćby latał, nie jest w stanieobsłużyć
około 60 osób. Wstyd dawno zszedł na drugi plan. Dotykano mnie
iszczypano po różnych częściach ciała. Ktoś dotknął moich frędzelków,
które byłydoczepione do korka analnego przypominając kolorowy ogonek,
gdy uzupełniałemkielich. W końcu zdarzyła się rzecz straszna… Ktoś
podstawił mi nogę. Upadłemwylewając wino, na podłogę. Nie wiedziałem, co
nastąpi. Od razu zachciało misię płakać. Spojrzałem na Bachusa, który
jednak już na mnie nie patrzył tylkodawał znak dłonią strażnikom. Dwa
potężnie zbudowane wampiry podniosły mnie, atrzeci przesunął wazy na
stole.
Położono mnie na nim. Te klapsy były tak poniżajcie, że
miałem ochotę uciec ischować się w najgłębszą dziurę. Do tego bolały jak
jasna cholera. Bili tak,żebym poczuł, ale żeby mnie nie uszkodzić,
jednocześnie robiąc z tego jaknajwiększe show. Wymierzając mi kolejne
klapsy, trzymali się z dala odzagłębionego we mnie korka, a biodra
unosili mi tak, żeby mój skarb nieprzylegał do stołu. Czas leciał
zadziwiająco wolno, a ja starałem się jaknajciszej znosić ból i
upokorzenie, co z każdym klapsem stawało się coraztrudniejsze. W końcu
zacząłem płakać i jęczeć. Dopiero wtedy mnie puszczono.Pośladki piekły
żywym ogniem, co jeszcze bardziej utrudniło mi chodzenie, niemówiąc już o
bieganiu.
W końcu udało mi się sprawić, że wszystkie kieliszki były
pełne. Nareszciemogłem chwilę odpocząć. Klęknąłem przy stole i skłoniłem
się Bachusowi, jakwcześniej mnie poinstruowano. Miałem być w takiej
pozycji, aż ktoś nie zażąda,by napełnić mu kieliszek. W pewnej chwili
poczułem, ze mięśnie mojego odbytubez mojej woli rozluźniają się,
wypychając na zewnątrz moje wypełnienie. Niemogłem na to pozwolić, ale
też nie wolno mi było tego poprawić. Dzięki bogom,zauważył to Raphael i
zażądał wina. Wstając, usiadłem na nogach i piętądopchałem przeklęte
ustrojstwo. Dobrze, że gdy wstałem mięśnie na powrótzaczęły mnie
słuchać. Gdy podszedłem do Raphaela, Vladimir niby pod
pretekstemzwykłego dotyku poprawił mi nieposłuszne urządzenie. Byłem mu
za to diabelniewdzięczny, ale podziękować mogłem dopiero później.
W
końcu nadszedł upragniony czas. Jeszcze pięć minut i mieli wyjąć ze mnie
toobrzydlistwo. Za radą Raphaela, zacząłem sobie przypominać
najbardziejpodniecające chwile ze swojego życia. Do głowy nie
przychodziło mi jednak nicinnego, jak noc z Amadeem i pierwszy raz z
Alexandrem. Zacząłem sobieprzypominać, co wtedy czułem, jednak nie byłem
pewien jak zareaguje mój penispo ściągnięciu obręczy. W końcu Bachus
podniósł się ze swojego tronu i gestemrozkazał strażnikom, by pozbawili
mnie „wypełniania” i „zacisku”. Wampir, którytwierdził, że ma
wykształcenie medyczne, delikatnie rozgiął obręcz, a potemkilkoma bardzo
szybkim ruchami dłoni, niewidocznymi dla reszty pomógł mojemupenisowi
pozostać w pionie. Drugi wampir, gdy pierwszy skończył, przyciskającmoje
plecy, sprawił, że wypiąłem się w jego stronę, po czym bez
większychceregieli wyciągnął ze mnie korek.
Dzięki pomocy wampira
mój penis stał, a nawet zachęcająco się „ślinił”. Bachusuradowany moją
„postawą” ogłosił cześć trzecią inicjacji. Była to, dzięki
bogom,przedostatnia próba. Koło nie wydawało się straszne. Miałem być
tylko przezpiętnaście minut do niego przywiązany, a wampiry miały mnie
kąsać. Przecież,gdy Amadeo mnie ugryzł, było tak cudownie. W sumie
pikuś. Po tym, co przeżyłemdo tej pory… Niestety, choć bardziej pasuje
jak zwykle się pomyliłem. Dopomieszczenia wniesiono dziwne, trochę
przypominające jakieś średniowieczneurządzenie do tortur, ustrojstwo.
Ramy grubymi pasami zostały umocowane mojeręce i stopy. Przypominałem
teraz wielkie „X”. Bachus podszedł do mnie, awłaściwie podpłynął w
powietrzu, po czym zatopił swoje zęby w mojej klatcepiersiowej. Nie upił
krwi, ale zabolało, jak jasna cholera. Kilkakrotnieprzeciągnął językiem
po rankach i te natychmiast zniknęły. Pomiędzy kolejnymiukąszeniami tej
całej zgrai usłyszałem słowa Mistrza:
- To po to, byś pamiętał, jaki ból możemy ci zadać, gdy nas zdradzisz.
Doświadczenie
to było dosyć bolesne, ale też dziwne, gdyż ból znikał w tymsamym
momencie, w którym się pojawiał. Było to jakby krótkie rażenie
prądem.Elektryzujący bodziec, który, nim wieść o nim dojdzie do mózgu,
sam znika.Wcześniej wydawało mi się, że ukąszenia wampira są przyjemne, a
tu cośtakiego… Ech, niczego człowiek nie może być pewny na sto procent.
W końcuzobaczyłem Vladimira. Wgryzł mi się w ramię przed tym szepcząc
mi smutno doucha:
- Przepraszam.
Amadeo popatrzył na mnie z
wielkim bólem, ale i tak nagryzł mój bok. To samozrobił „Doktor”.
Wszyscy moi znajomi, wszyscy ci, którzy choćby mieli ze mnąstyczność,
starali się być delikatni. Gdzieś pod koniec ujrzałem przed sobąKamila i
usłyszałem jego przepełniony nienawiścią syk:
- Szykuj się na ból aniołku!
Przeraziłem się nie na żarty.
Padł
na kolana i zaczął kąsać mnie po najwrażliwszym miejscu. Skóra
wokółmojego członka piekła ogniem piekielnym. Już myślałem, że tego nie
wytrzymam izacznę wrzeszczeć, ale Bachus przerwał to, kładąc swoją dłoń
na ramieniuKamila. W ten sposób wyperswadował mu dalszą, okrutną zabawę.
Wszyscy, jak nazawołanie, odsunęli się ode mnie. Mistrz obrócił koło
tak, że wisiałem terazgłową w dół. Pod moje nadgarstki zostały
podstawione dwa kielichy. Kolejnypiekący ból rozszedł się po moim ciele.
Napełniono kielichy moją krwią, po czymnatychmiast kroplą własnej krwi
wampir zaleczył moje nadgarstki. Zostałemodczepiony i postawiony przed
Bachusem. Ledwie stałem przed nim, gdyż nogirozjeżdżały mi się ze
zmęczenia. Jeden ze strażników podtrzymywał mnie.Patrzyłem, jak Bachus
do jednego z kielichów wpuszcza kilka kropel własnejkrwi. Podszedł do
mnie, po czym wsadził mi naczynie w dłonie. Usłyszałem:
- Pij!
Nie
bardzo miałem ochotę próbować własnej krwi, ale byłem tak spragniony,
żeosuszyłem kielich do ostatniej kropli. Czułem jak po moim ciele
rozchodzi sięwampirza posoka. Zrobiło mi się strasznie gorąco, dostałem
drgawek, a raczejspazmów. Nagle poczułem się lepiej, zmęczenie gdzieś
znikło, zabierając ze sobąból. Pojawiła się za to dziwna namiętność,
która odbierała mi dech w piersiach.Położono mnie na jakieś kozetce.
Usłyszałem jak zegar wybija północ i poczułemgo w sobie. Dopiero po
chwili domojego
skołatanego umysłu doszło, że Mistrz wampirów pieprzy mnie na
oczachwszystkich. Nie umiałem się jednak tym martwić w tej chwili, gdyż
przez mojeciało przechodziły fale wszechogarniającej rozkoszy. Zwykła
erotycznaprzyjemność, jeśli tak nazwać można seks z nigdy niemęczącym
się wampirem,spotęgowana była jeszcze krwią, która krążyła w moich
żyłach, rozpalając mniedo granic możliwości. Nie byłem świadom nawet
tego, że na sali rozpoczęła sięregularna orgia, że, prócz mnie, z
przyjemności krzyczy jeszcze ze dwadzieścia,trzydzieści gardeł. Świat
zamknął się dla mnie na tym zniewalającym doznaniu.Nie wiem ile to
trwało. Może wieki, a może pięć minut, gdy Bachus opuścił mnie,przedtem
zostawiając we mnie wyraz swojej namiętności.
Zostałem ubrany w szarą
szatę i usadzony na miękkich poduszkach u stóp Bachusa.Nie byłem jednak
w stanie sam siedzieć. Gdyby nie jego kolana, które zręcznie mnie
podtrzymywały, już dawno leżałbym plackiem przed tym tronem. Zabawa
trwałado rana, niestety połowy nie pamiętam, bo chyba zasnąłem. Albo
raczej straciłem świadomość na ten czas.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz