poniedziałek, 22 stycznia 2018

Pośrodku piekła znalazłem dom cz.2 R3

Oosiemnastej znów zostałem dogłębnie wymyty, zaś o 19:30 zostałem sprowadzony dosali przygotowawczej. Natarto tam moje ciało wonną oliwą, od której skórabłyszczała i cudnie pachniała. Po wszelkich zabiegach upiększających, przyszedłczas na tę okropna część. Jeden z wampirów posadził mnie na wysokim stole.Prawdę mówiąc, wykonał ten ruch tak szybko, że jedyne, co zdołał zarejestrowaćmój mózg, to to, że stoję na podłodze, a w drugiej sekundzie siedzę już natwardym, zimnym blacie. Bałem się, że to, co mi zrobią, będzie bolało. Wampir,widząc jednak moje przerażenie, spróbował mi dodać otuchy:
- Nie denerwuj się tak – posłał mi bardzo miły uśmiech. – Mam wykształceniemedyczne. I, choć tytuł zdobyłem dwa wieki temu, to stale się dokształcam, niezrobię ci krzywdy.
Uśmiechnąłem się do niego, a właściwie –spróbowałem. Raczej słabo mi to wyszło.
Spojrzałem na niewielki przedmiot przez niego trzymany i musiałem mocno siępowstrzymać, żeby nie zemdleć. Przedmiot kształtem przypominał przepiłowaną,rozgiętą obrączkę. Wampir kilkoma zwinnymi ruchami dłoni (co jest troszkędziwne, gdyż byłem strasznie przerażony) postawił mojego penisa nabaczność.
- Gotuj się – powiedział w końcu i poczułem chłód wokół nasady mojego członka.Nawet nie poczułem, kiedy dość mocno zacisnął obręcz.
Nie było to uczucie możne najprzyjemniejsze, ale też nie bardzo przeszkadzało,nie mówiąc już o tym, żeby bolało. Poczułem się dziwnie wypełniony, a toodczucie miał jeszcze spotęgować przedmiot w moim tyłku.
- Nie możemy go na żelować, bo mógłby ci uciec, więc przygotuj się na trochębólu – powiedział chłodno drugi, ściągając mnie jednym ruchem ze stołu izginając tak, że się o niego opierałem.
Tego bólu, prawdę mówiąc, nie było trochę. Ten drugi chyba nigdy nie słyszał oczymś takim, jak delikatność. Dotknąłem główki mojego penisa. Aż pulsował odwypełniającej go krwi. Przedmiot w moim odbycie był na tyle duży, żesprawienie, by został między moimi pośladkami na dłużej, nie było tak ciężkimzadaniem, jak się tego spodziewałem. Chodzenie z tym było trochę trudniejsze,ale nie niemożliwe. Sądziłem, że dam radę.
Gdy wprowadzono mnie do głównej sali, wszyscy byli już na swoich miejscach.Sofy ułożone były w coś na kształt prostokąta. Leżeli na nich główniemężczyźni. U ich stóp, na miękkich poduchach, siedzieli podopieczni o różnymwieku, płci i wyglądzie. Na środku pomieszczenia, gdzie mnie postawiono, stałstół, a na nim pełno złotych, ciężkich dzbanów. Gdy do sali wszedł Bachus,padłem przed jego tronem na kolana, mocno zaciskając pośladki. Mistrz zacząłswą przemowę, która trwała niemal wieki. W sumie, cieszyłem się, że jest takdługa, gdyż dzięki temu moja „służba” miała trwać krócej. W końcu dano mi znak,bym wstał. Uczyniłem to natychmiast i, biorąc olbrzymi dzban z czerwonątasiemką obwiązaną wokół ucha, podszedłem do Bachusa. Napełniłem jego kielichpodejrzanie wyglądającą, czerwoną substancją. Wolałem nie myśleć, co to, choćmój umysł od razu podesłał mi właściwą odpowiedź.
Starałem się jak najszybciej napełniać kielichy wampirów, nie rozlewając przytym ani kropelki. Biegałem między sofami, choć moje jądra zrobiły się naglebardzo ciężkie, a penis bolał podobnie jak mięśnie odbytu, które kurczowozaciskałem.
Byłem karany bolesnymi klapsami choćby za chwilę zwolnienia. Gdy zacząłem wypełniaćkielichy podopiecznych winem, pot lał się już ze mnie strumieniami. Chciało misię pić i wszystko mnie uwierało. Najbardziej przeraziłem się, gdy spojrzałemna zegar tuż nad głową Bachusa. Od rozpoczęcia tego piekła minęła dopierogodzina, a ja już nie miałem siły. I wszyscy, jak na złość, bardzo szybkoopróżniali te kielichy, a jeden człowiek, choćby latał, nie jest w stanieobsłużyć około 60 osób. Wstyd dawno zszedł na drugi plan. Dotykano mnie iszczypano po różnych częściach ciała. Ktoś dotknął moich frędzelków, które byłydoczepione do korka analnego przypominając kolorowy ogonek, gdy uzupełniałemkielich. W końcu zdarzyła się rzecz straszna… Ktoś podstawił mi nogę. Upadłemwylewając wino, na podłogę. Nie wiedziałem, co nastąpi. Od razu zachciało misię płakać. Spojrzałem na Bachusa, który jednak już na mnie nie patrzył tylkodawał znak dłonią strażnikom. Dwa potężnie zbudowane wampiry podniosły mnie, atrzeci przesunął wazy na stole.
Położono mnie na nim. Te klapsy były tak poniżajcie, że miałem ochotę uciec ischować się w najgłębszą dziurę. Do tego bolały jak jasna cholera. Bili tak,żebym poczuł, ale żeby mnie nie uszkodzić, jednocześnie robiąc z tego jaknajwiększe show. Wymierzając mi kolejne klapsy, trzymali się z dala odzagłębionego we mnie korka, a biodra unosili mi tak, żeby mój skarb nieprzylegał do stołu. Czas leciał zadziwiająco wolno, a ja starałem się jaknajciszej znosić ból i upokorzenie, co z każdym klapsem stawało się coraztrudniejsze. W końcu zacząłem płakać i jęczeć. Dopiero wtedy mnie puszczono.Pośladki piekły żywym ogniem, co jeszcze bardziej utrudniło mi chodzenie, niemówiąc już o bieganiu.
W końcu udało mi się sprawić, że wszystkie kieliszki były pełne. Nareszciemogłem chwilę odpocząć. Klęknąłem przy stole i skłoniłem się Bachusowi, jakwcześniej mnie poinstruowano. Miałem być w takiej pozycji, aż ktoś nie zażąda,by napełnić mu kieliszek. W pewnej chwili poczułem, ze mięśnie mojego odbytubez mojej woli rozluźniają się, wypychając na zewnątrz moje wypełnienie. Niemogłem na to pozwolić, ale też nie wolno mi było tego poprawić. Dzięki bogom,zauważył to Raphael i zażądał wina. Wstając, usiadłem na nogach i piętądopchałem przeklęte ustrojstwo. Dobrze, że gdy wstałem mięśnie na powrótzaczęły mnie słuchać. Gdy podszedłem do Raphaela, Vladimir niby pod pretekstemzwykłego dotyku poprawił mi nieposłuszne urządzenie. Byłem mu za to diabelniewdzięczny, ale podziękować mogłem dopiero później.
W końcu nadszedł upragniony czas. Jeszcze pięć minut i mieli wyjąć ze mnie toobrzydlistwo. Za radą Raphaela, zacząłem sobie przypominać najbardziejpodniecające chwile ze swojego życia. Do głowy nie przychodziło mi jednak nicinnego, jak noc z Amadeem i pierwszy raz z Alexandrem. Zacząłem sobieprzypominać, co wtedy czułem, jednak nie byłem pewien jak zareaguje mój penispo ściągnięciu obręczy. W końcu Bachus podniósł się ze swojego tronu i gestemrozkazał strażnikom, by pozbawili mnie „wypełniania” i „zacisku”. Wampir, którytwierdził, że ma wykształcenie medyczne, delikatnie rozgiął obręcz, a potemkilkoma bardzo szybkim ruchami dłoni, niewidocznymi dla reszty pomógł mojemupenisowi pozostać w pionie. Drugi wampir, gdy pierwszy skończył, przyciskającmoje plecy, sprawił, że wypiąłem się w jego stronę, po czym bez większychceregieli wyciągnął ze mnie korek.
Dzięki pomocy wampira mój penis stał, a nawet zachęcająco się „ślinił”. Bachusuradowany moją „postawą” ogłosił cześć trzecią inicjacji. Była to, dzięki bogom,przedostatnia próba. Koło nie wydawało się straszne. Miałem być tylko przezpiętnaście minut do niego przywiązany, a wampiry miały mnie kąsać. Przecież,gdy Amadeo mnie ugryzł, było tak cudownie. W sumie pikuś. Po tym, co przeżyłemdo tej pory… Niestety, choć bardziej pasuje jak zwykle się pomyliłem. Dopomieszczenia wniesiono dziwne, trochę przypominające jakieś średniowieczneurządzenie do tortur, ustrojstwo. Ramy grubymi pasami zostały umocowane mojeręce i stopy. Przypominałem teraz wielkie „X”. Bachus podszedł do mnie, awłaściwie podpłynął w powietrzu, po czym zatopił swoje zęby w mojej klatcepiersiowej. Nie upił krwi, ale zabolało, jak jasna cholera. Kilkakrotnieprzeciągnął językiem po rankach i te natychmiast zniknęły. Pomiędzy kolejnymiukąszeniami tej całej zgrai usłyszałem słowa Mistrza:
- To po to, byś pamiętał, jaki ból możemy ci zadać, gdy nas zdradzisz.
Doświadczenie to było dosyć bolesne, ale też dziwne, gdyż ból znikał w tymsamym momencie, w którym się pojawiał. Było to jakby krótkie rażenie prądem.Elektryzujący bodziec, który, nim wieść o nim dojdzie do mózgu, sam znika.Wcześniej wydawało mi się, że ukąszenia wampira są przyjemne, a tu cośtakiego… Ech, niczego człowiek nie może być pewny na sto procent. W końcuzobaczyłem Vladimira. Wgryzł mi się w ramię przed tym szepcząc mi smutno doucha:
- Przepraszam.
Amadeo popatrzył na mnie z wielkim bólem, ale i tak nagryzł mój bok. To samozrobił „Doktor”. Wszyscy moi znajomi, wszyscy ci, którzy choćby mieli ze mnąstyczność, starali się być delikatni. Gdzieś pod koniec ujrzałem przed sobąKamila i usłyszałem jego przepełniony nienawiścią syk:
- Szykuj się na ból aniołku!
Przeraziłem się nie na żarty.
Padł na kolana i zaczął kąsać mnie po najwrażliwszym miejscu. Skóra wokółmojego członka piekła ogniem piekielnym. Już myślałem, że tego nie wytrzymam izacznę wrzeszczeć, ale Bachus przerwał to, kładąc swoją dłoń na ramieniuKamila. W ten sposób wyperswadował mu dalszą, okrutną zabawę. Wszyscy, jak nazawołanie, odsunęli się ode mnie. Mistrz obrócił koło tak, że wisiałem terazgłową w dół. Pod moje nadgarstki zostały podstawione dwa kielichy. Kolejnypiekący ból rozszedł się po moim ciele. Napełniono kielichy moją krwią, po czymnatychmiast kroplą własnej krwi wampir zaleczył moje nadgarstki. Zostałemodczepiony i postawiony przed Bachusem. Ledwie stałem przed nim, gdyż nogirozjeżdżały mi się ze zmęczenia. Jeden ze strażników podtrzymywał mnie.Patrzyłem, jak Bachus do jednego z kielichów wpuszcza kilka kropel własnejkrwi. Podszedł do mnie, po czym wsadził mi naczynie w dłonie. Usłyszałem:
- Pij!
Nie bardzo miałem ochotę próbować własnej krwi, ale byłem tak spragniony, żeosuszyłem kielich do ostatniej kropli. Czułem jak po moim ciele rozchodzi sięwampirza posoka. Zrobiło mi się strasznie gorąco, dostałem drgawek, a raczejspazmów. Nagle poczułem się lepiej, zmęczenie gdzieś znikło, zabierając ze sobąból. Pojawiła się za to dziwna namiętność, która odbierała mi dech w piersiach.Położono mnie na jakieś kozetce. Usłyszałem jak zegar wybija północ i poczułemgo w sobie. Dopiero po chwili
domojego skołatanego umysłu doszło, że Mistrz wampirów pieprzy mnie na oczachwszystkich. Nie umiałem się jednak tym martwić w tej chwili, gdyż przez mojeciało przechodziły fale wszechogarniającej rozkoszy. Zwykła erotycznaprzyjemność, jeśli tak nazwać można seks z nigdy niemęczącym się wampirem,spotęgowana była jeszcze krwią, która krążyła w moich żyłach, rozpalając mniedo granic możliwości. Nie byłem świadom nawet tego, że na sali rozpoczęła sięregularna orgia, że, prócz mnie, z przyjemności krzyczy jeszcze ze dwadzieścia,trzydzieści gardeł. Świat zamknął się dla mnie na tym zniewalającym doznaniu.Nie wiem ile to trwało. Może wieki, a może pięć minut, gdy Bachus opuścił mnie,przedtem zostawiając we mnie wyraz swojej namiętności.
Zostałem ubrany w szarą szatę i usadzony na miękkich poduszkach u stóp Bachusa.Nie byłem jednak w stanie sam siedzieć. Gdyby nie jego kolana, które zręcznie mnie podtrzymywały, już dawno leżałbym plackiem przed tym tronem. Zabawa trwałado rana, niestety połowy nie pamiętam, bo chyba zasnąłem. Albo raczej straciłem świadomość na ten czas.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz