poniedziałek, 22 stycznia 2018

Pośrodku piekła znalazłem dom cz.2 R7

-        Co? – spytał z niezbyt inteligentną miną.
-        Znaczy ja… to był żart! – wykrzyknąłem, bojącsię jego reakcji.
-        Nie. Nie, wytłumacz mi, co znaczy to słowo, bonie rozumiem.
Zarumieniłem się i nabierając głośno powietrza, wziąłem sięza tłumaczenie.
-        To z japońskiej mangi, tam aktyw nazywany jestseme, a pasyw uke. – uśmiechnąłem się do niego niewinnie.
-        Chcesz się zamienić miejscami?! -spytał z dziwnąminą. Nie mogłem rozgryźć czy jest na mnie zły, czy co…
-        To był żart, no bo… no bo siadłeś mi takśmiesznie na udach, że… – tłumaczyłem dalej zażenowany.
-        Ale wiesz, że to mogłoby być ciekawedoświadczenie. – na jego warz wpłynął lubieżny uśmiech, który zazwyczaj niewróżył nic dobrego.  -Znaczy już nierazbyłem stroną pasywną, ale moi partnerzy zazwyczaj byli ode mnie więksi lubsilniejsi.
Jego członek znów nabrał wigoru i teraz półleżał na moimbrzuchu. Amadeo przetoczył się ze mnie i położył wygodnie obok, po czympowiedział:
-        Bierz mnie, mój seme!
Niepewnie ułożyłem się pomiędzy jego rozsuniętymi nogami. Zacząłempieścić jego ciało, wielbiłem każdy fragment. Wziąłem do ust jego twardąmęskość, ssąc i liżąc ją na przemian, delikatnie podgryzałem napletek, bysprawić mu jak najwięcej przyjemności. Trwało to chyba wiek, aż mnie szczękarozbolała, jednak doprowadzić wampira do wrzenia to naprawdę ciężkie zadanie.Naśliniłem dwa palce, ale widząc moje poczynania kazał mi wejść bezprzygotowania. Nakierowałem swą męskość, po czym wbiłem się w niego delikatnie,acz stanowczo. Nie wywołało to u niego żadnej reakcji, jakby w ogóle niepoczuł, że się w nim znalazłem. Ścianki odbytu dokładnie mnie otoczyły. Och…jak tam było ciasno i ciepło, choć przecież skóra wampira jest taka chłodna,ale jego wnętrze… niemal parzyło! Powoli zacząłem się w nim poruszać, co chwilazwiększając szybkość pchnięć, poszukiwałem tego miejsca… miejsca największejrozkoszy. O jego znalezieniu zawiadomiło mnie głośniejsze sapniecie wampira.Wycelowałem w to miejsce i zacząłem rytmicznie w nie uderzać z coraz to większąsiłą. Cóż to było za doznanie – dominacja nad o wiele silniejszym,potężniejszym wampirem! Jęczałem równie rozpustnie co wampir, któregoposuwałem. W końcu wystrzelił, a ja w nim. Opadłem na niego, nie byłem nawet wstanie z niego wyjść. Sam mnie z siebie wyciągnął i ułożył obok, okrywającpościelą. Wystarczyło, że przyłożyłem głowę do poduszki i już mnie nie było.
Śniło mi się, że stoję na rozdrożu. Jedna droga wyłożona byłapłatkami róż, a jej pobocze porastały jabłonie z owocami tak dużymi isoczystymi, jakich jeszcze w życiu nie widziałem. Druga ścieżka byłakamienista, a między ostrymi skałami leżało potłuczone szkło i ciernie, poboczezaś porastały jakieś zniekształcone, powykręcane drzewa. Koło mnie stał anioł.Jedna połowa jego twarzy była prześliczna i z tej strony z pleców wyrastało mubiałe skrzydło, po drugiej miał czarne skrzydło, a ta część twarzy była mozaikąz głębokich blizn i bruzd. Znałem tego anioła, ale nie mogłem sobie przypomniećkto to. Usłyszałem jego głos pełen miłości, cierpliwość, zrozumienia i dobroci:
-        Gabrielu. Jedna z tych dróg prowadzi do nieba,ale to ty musisz zdecydować, którą podążysz i gdzie cię zaprowadzi.
Popatrzyłem na anioła, ale on stał obojętnie i wpatrywał sięw zachodzące słońce schowane już niemal do połowy za horyzontem. Moje bose stopykrzyczały, bym wybrał ścieżkę z róż, bo przecież tylko ta jest godna, byprowadzić do nieba… ale ja przecież nie zasłużyłem na niebo, jestemgrzesznikiem. Poszedłem drogą, która cięła me nogi, która napawała mnie lękiemi strachem, wybrałem ją, gdyż uważałem, że zasługuję na piekło. Idąc tą drogąco chwila upadłem, rozcinając ciało w coraz to nowych miejscach, kamienie za mnąprzybierały kolor świeżej czerwieni, krew z każdym krokiem coraz obficiejwylewała się z ran i nagle…
… zobaczyłem jasne, ciepłe światło…
… i się obudziłem.
Amadeo robił mi sztuczne oddychanie. Gdy otworzyłem oczy,właśnie wdmuchiwał kolejną partię powietrza do moich ust. Kiedy zobaczył, żeoddycham samodzielnie i jestem w miarę przytomny, uniósł mnie delikatnie i oparło łóżko.
-        Co się stało? -spytałem, gdy zebrałemwystarczająco dużo sił. Nagle okazało się, że jestem kosmicznie wyczerpany…
-        Nie wiem. -powiedział z przestrachem. -Twojeserce przestało bić, a ty przestałeś oddychać. Jedziemy do domu Bachusa.
-        Ale po co? – spojrzałem na niego ze zdumieniem.
-        Jakub się tobą zajmie, jest lekarzem! – wrzasnął,podnosząc się z ziemi.
-        Ale najpierw kąpiel.
Spojrzał na mnie bez rozumienia.
-        Co?
-        Lepię się od spermy i potu, zresztą ty też. – uśmiechnąłemsię do niego pobłażliwie.
-        Masz rację, najpierw kąpiel, a potem do lekarza.– powiedział, dotykając opuszkami palców swojej klatki piersiowej.
Mył mnie delikatnie i w tak ekspresowym tempie, że było toaż zadziwiające. Nie pozwolił mi się nawet ubrać, wszystkie czynności wykonywałza mnie, twierdząc, że zabiera mu to znacznie mniej czasu, niż mnie.
Jechał z taką prędkością, że auto podskakiwało na zakrętach.Wydawało mi się jednak, że nasza podróż trwa strasznie długo. W końcu dom Bachusawyłonił się z mroku, zapraszając nas światłami zapalonymi niemal we wszystkichpokojach. Ten dom chyba nigdy nie spał. Amadeo nie kłopotał się z pukaniem, poprostu wziął mnie na ręce i łokciem otworzył drzwi (dziwne, bo ja zazwyczaj niemiałem siły ich nawet uchylić, tak były ciężkie). Wydawało mi się, że płyniemynajpierw przez hol, a potem po schodach, zmierzając długim korytarzem dokolejnych,  niczym nie różniących się odpoprzednich drzwi. Wpadliśmy do pokoju, gdzie akurat jakaś para wampirówuprawiała seks. Amadeo nie przejmując się całą sytuacją zwrócił się do wampira,który zamarł w pół ruchu tuż nad udami znanego mi z inicjacji lekarza.
-        Xel, kończ, potrzebuję doktorka. – Amadeo nicsobie nie robił z nienawistnego spojrzenia, jakim został obrzucony. Zapewniam,że gdyby wzrok mógł zabijać, mój klient tworzyłby właśnie kupkę popiołu wmiejscu, w którym stał.
-        Czy nie widzisz, że nam przeszkadzasz?! – spytałretorycznie, uśmiechając się przy tym tak jadowicie i okrutnie, aż się goprzestraszyłem.
-        Widzę. -odparł spokojnie. – Ale dzieciak jakieśpółtorej godziny temu zerwał się z tego świata na małą wycieczkę.
Za „dzieciaka” chciałem go zdzielić, ale pewnie by nawettego nie poczuł, za to ja z pewnością bym ucierpiał.
-        Pięć minut i jestem. – uciął tą bezsensowną wymianęzdań doktor. Xel od razu wrócił do rytmicznego unoszenia się i opadania.
Amadeo zabrał mnie do kolejnego pokoju, który w gruncierzeczy był gabinetem lekarskim, „wyciągniętym” z jakieś drogiej kliniki.Posadził mnie na kozetce na tyle wysokiej, że swobodnie mogłem majtać nogami wpowietrzu. Od razu przypomniał mi się moment, kiedy to na samym początku mojejkariery Mark z Raphaelem zabrali mnie do podobnego gabinetu. Przypomniałemsobie strach, jaki mnie ogarnął, kiedy doktor kazał mi się obrócić i wypiąć wswoją stronę pośladki. Kiedy Amadeo krążył z kąta w kąt, zacząłem rozważać swójsen. Nigdy nie byłem bardzo religijny, a tu nagle coś takiego, do tego mojeserce się zatrzymało… Czy to był jakiś znak?
Po jakiś piętnastu minutach lekarz przyszedł. Przekraczającpróg pokoju, zapinał jeszcze ostatnie guziki burgundowej koszuli.
-        Jakubie, ile można na ciebie czekać? – spytał zwyrzutem Amadeo, stając nagle w miejscu. Nie lubiłem go w takiej postawie,wyglądał wtedy jak posąg, nie oddychał, nie mrugał, nawet placem nie kiwnął!
-        No wybacz, ale to ty wpadasz w środku… – zastanawiałsię przez chwilę, marszcząc przy tym śmiesznie brwi. – …nocy. – uśmiechnąłsię do siebie. – Do mojej sypialni, przerywając mi… -znów się zamyślił nadodpowiednim słowem.
-        Bzykanko -podpowiedziałem z lubieżnym uśmiechem.
-        Nie użyłbym takiego określenia, ale przyznaćmuszę, że jest trafne. -obdarzył mnie niemal czułym spojrzeniem.
-        Dobra, nieważne! Zbadaj go!!! – głos Amadea byłjakiś taki… przerażony. Teraz mi brakuje słów, by wyrazić strach, jaki w nimsłyszałem.
-        A co się właściwie stał? -spytał wampir,obwąchując mnie w śmieszny sposób.
-        Zasnął, a ja leżałem i po prostu obserwowałemjego twarz, bo był taki spokojny… W pewnym momencie przestał oddychać, serceprzestało bić, w pierwszej chwili nie domyśliłem się, co się zmieniło i czemunastała taka cisza, dopiero po chwili do mnie dotarło…! Zrobiłem mu sztuczneoddychanie i jak widzisz teraz mała wsza siedzi i twierdzi, że nic jej niejest. – mówiąc to wszytko cały czas kręcił się za moimi plecami, po czym podkoniec swojej przemowy delikatnie, jakby bojąc się mnie uszkodzić, roztargał miwłosy.
Lekarza osłuchał mnie, pobrał krew do badań, zrobił EKG, poczym stanął nade mną z zafrasowaną miną. Bałem się, że znalazł coś złego, aleon tylko powiedział:
-        Wszystko wygląda normalnie, nie widzę żadnychprzyczyn, od których twoje serce, Gabrielu, mogło stanąć. A co robiliście,zanim zasnął? – zwrócił się na powrót do Amadea.
-        Uprawialiśmy seks. – odparł spokojnie mójklient.
-        Piłeś jego krew? – drążył nadal lekarz, znówpodchodząc do mnie i mierząc mi puls.
-        Tak, trzy dni temu. – po czym ciszej dodał,jakby się obawiał, że ktoś usłyszy i zrobi mu awanturę z tego powodu. – Trochęwięcej niż powinienem.
-        Mch… – zamyślił się doktor. – Kazałeś mubiegać, przemęczałeś go?
-        Raczej nie.
-        Czy stosunek był wyczerpujący?
Zarumieniłem się, choć nie sądziłem, że to jeszcze możliwe.
-        Tak – Amadeo spojrzał ze złością to na mnie, tona Jakuba. – Tym razem ja byłem pasywem, ale jak komuś powiesz, to cięzamorduję  - dodał pośpiesznie.
-        Nie powiem nikomu, ale to wszystko wyjaśnia. –lekarz pokiwał głową. -Ma mało krwi w organizmie, przemęczył się, doszło doniedotlenienia mózgu i stracił przytomność.
-        I od tego serce przestało bić? – spytał zniedowierzaniem Amadeo.
-        Tak, z pewnością. – znowu pokiwał głową.-Podłączymy go do aparatury i zostawimy tu na dwa dni, żeby się upewnić. Idź doXela i poproś, żeby przygotował miejsce dla naszego maluszka -pogłaskał mnie popoliczku. – Pokój gościnny. Ja jeszcze zrobię kilka badań.
-        A ty nie możesz iść mu powiedzieć? Wiesz, że onmnie nie lubi, a do tego po dzisiejszym, to aż dziw że jeszcze chodzę owłasnych siłach.
-        Idź i nie marudź. – oczy wampira zabłyszczałyczerwienią, a kły wysunęły się spod górnej wargi.
Amadeo wyszedł i zostawił mnie z tym wysokim brunetem sam nasam. Spojrzałem na głęboką bliznę, przecinającą twarz lekarza. Musiała powstaćjeszcze zanim został wampirem, bo wtedy by jej nie było. Gdyby go spotkać wciemnej uliczce, można by się było nieźle przerazić, ale teraz gdy siedziałprzy mnie na wysokim stołku i uśmiechał się miło, delikatnie badając dłońmimoje ciało, nie mogłem powiedzieć o nim złego słowa.
-        Jakim cudem udało ci się namówić pana „zawszejestem dominą” na tak radykalną zmianę? –spytał, puszczając do mnie oczko.
-        Tajemnica zawodowa – odwzajemniłem sięzadziornym uśmiechem.
-        Nie ma czegoś takiego jak „tajemnica dziwkarska”- pokazał mi język.
-        Nie jestem dziwką. -oburzyłem się. -Jestemwykwalifikowaną, drogą, męską prostytutką. -dodałem ze sztuczną powagą,powstrzymując śmiech.
-        Dlaczego twoje serce stanęło? Wziąłeś coś?Niemożliwe, by stanęło z tego powodu, który podałem temu przedwiecznemutumanowi. – zmienił temat, natychmiast poważniejąc.
-        Nic nie wziąłem, nie wiem, czemu to się stało. -mimo iż nie kłamałem, czułem się tak jakbym mu nie mówił całej prawdy. Miałemdziwne przeczucia, że to, co się stało miało związek z dziwnym snem. Niechciałem jednak nikomu o nim opowiadać.
-        A może miałeś już coś podobnego, albo w rodziniebyły podobne przypadki, może masz arytmię wysiłkową, to czasem się zdarza wtakich wypadkach.
-        Nie przypominam sobie. Mogę się już położyć? Jestemdość zmęczony.
-        Domyślam się. – znów posłał mi lubieżnyuśmieszek, po czym wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju, gdzie Xel i Amadeoskakali sobie do oczu.
-        O co znowu poszło? – spytał z naganą Jakub.
-        Bo on chciał przenieść łóżko pod okno, ale jauważam, że pod tą ścianą jest znacznie lepiej. -Xel przywarł do ramienialekarza, szukając u niego poparcia dla swojego zdania. – No a potem zaczął mniewyzywać od dających dupy ciot. – Jakub pokręcił głową, jakby nie mógł uwierzyć,że dwa dorosłe, nawet można powiedzieć że „przerośnięte” wiekowo wampirypotrafią zachowywać się tak niedorzecznie. – No to mu odpowiedziałem, że japrzynajmniej mam chłopaka, a nie puszczam się z ludzkimi dziwkami. – nieprzestawał się skarżyć Xel.
-        Chciałbym się już położyć, jestem zmęczony. – odezwałemsię, przerywając ten bezsensowny monolog.
-        Przez to, że wciąż marudzisz, to jeszcze nieprzygotowaliśmy pokoju. -warknął Amadeo, szczerząc kły do Xela.
Jakub postawił mnie na ziemi. Podreptałem do łóżka stojącegoteraz pod dziwnym kątem na środku pokoju, odkryłem kapę i koc, którymi byłaprzykryta kołdra, po czym wyślizgnąłem się pod nią, przykrywając się po sameuszy. Wszyscy na mnie spojrzeli, ale nikt już się nie odezwał. Gdy już prawiezasnąłem, do pokoju została przyniesiona jakaś aparatura. Jakub ściągnął mibluzkę i do klatki piersiowej poprzyklejał takie śmieszne przylepce, a na paleczałożył klipsa, po czym wszystko połączył kabelkami z aparaturą. Potem wyszedłpozwalając mi zasnąć, co okazało się nie takie łatwe, bo to całe ustrojstwo tak głośno pikało, że ledwie mogłemzebrać myśli. Długo leżałem, starając się poukładać wszystko w głowie, w końcujednak Morfeusz porwał mnie w swe ramiona.
Dzięki bogom, tym razem żaden sen mnie nie nawiedził. Spałemspokojnie nie niepokojony żadnym koszmarem. Rano (a właściwie to krótko przedpołudniem) obudziłem się wypoczęty i zrelaksowany. Maszynka nie pokazałaniczego niepokojącego nawet wtedy, gdy Amadeo pił moją krew i uprawiał ze mnąseks. W końcu lekarz stwierdził, że był to jednorazowy epizod i nie umiestwierdzić jego dokładnej przyczyny, jednak puścił mnie z powrotem do domu,wymuszając jednak na mnie przyrzeczenie, że będę się oszczędzał. 
Amadeo uczył mnie przez kolejne dni, jak mam pilnować krwi.Powoli udawało mi się opanować to wszechogarniające podniecenie na czas, bymmógł przypomnieć wampirowi, że już wystarczy. Pod koniec tygodnia wróciłem zpowrotem do domu i od razu wziąłem się za przyjmowanie moich ludzkichklientów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz