- Co? – spytał z niezbyt inteligentną miną.
- Znaczy ja… to był żart! – wykrzyknąłem, bojącsię jego reakcji.
- Nie. Nie, wytłumacz mi, co znaczy to słowo, bonie rozumiem.
Zarumieniłem się i nabierając głośno powietrza, wziąłem sięza tłumaczenie.
- To z japońskiej mangi, tam aktyw nazywany jestseme, a pasyw uke. – uśmiechnąłem się do niego niewinnie.
- Chcesz się zamienić miejscami?! -spytał z dziwnąminą. Nie mogłem rozgryźć czy jest na mnie zły, czy co…
- To był żart, no bo… no bo siadłeś mi takśmiesznie na udach, że… – tłumaczyłem dalej zażenowany.
- Ale
wiesz, że to mogłoby być ciekawedoświadczenie. – na jego warz wpłynął
lubieżny uśmiech, który zazwyczaj niewróżył nic dobrego. -Znaczy już nierazbyłem stroną pasywną, ale moi partnerzy zazwyczaj byli ode mnie więksi lubsilniejsi.
Jego członek znów nabrał wigoru i teraz półleżał na
moimbrzuchu. Amadeo przetoczył się ze mnie i położył wygodnie obok, po
czympowiedział:
- Bierz mnie, mój seme!
Niepewnie ułożyłem się pomiędzy jego rozsuniętymi
nogami. Zacząłempieścić jego ciało, wielbiłem każdy fragment. Wziąłem do
ust jego twardąmęskość, ssąc i liżąc ją na przemian, delikatnie
podgryzałem napletek, bysprawić mu jak najwięcej przyjemności. Trwało to
chyba wiek, aż mnie szczękarozbolała, jednak doprowadzić wampira do
wrzenia to naprawdę ciężkie zadanie.Naśliniłem dwa palce, ale widząc
moje poczynania kazał mi wejść bezprzygotowania. Nakierowałem swą
męskość, po czym wbiłem się w niego delikatnie,acz stanowczo. Nie
wywołało to u niego żadnej reakcji, jakby w ogóle niepoczuł, że się w
nim znalazłem. Ścianki odbytu dokładnie mnie otoczyły. Och…jak tam było
ciasno i ciepło, choć przecież skóra wampira jest taka chłodna,ale jego
wnętrze… niemal parzyło! Powoli zacząłem się w nim poruszać, co
chwilazwiększając szybkość pchnięć, poszukiwałem tego miejsca… miejsca
największejrozkoszy. O jego znalezieniu zawiadomiło mnie głośniejsze
sapniecie wampira.Wycelowałem w to miejsce i zacząłem rytmicznie w nie
uderzać z coraz to większąsiłą. Cóż to było za doznanie – dominacja nad o
wiele silniejszym,potężniejszym wampirem! Jęczałem równie rozpustnie co
wampir, któregoposuwałem. W końcu wystrzelił, a ja w nim. Opadłem na
niego, nie byłem nawet wstanie z niego wyjść. Sam mnie z siebie
wyciągnął i ułożył obok, okrywającpościelą. Wystarczyło, że przyłożyłem
głowę do poduszki i już mnie nie było.
Śniło mi się, że stoję na rozdrożu. Jedna droga
wyłożona byłapłatkami róż, a jej pobocze porastały jabłonie z owocami
tak dużymi isoczystymi, jakich jeszcze w życiu nie widziałem. Druga
ścieżka byłakamienista, a między ostrymi skałami leżało potłuczone szkło
i ciernie, poboczezaś porastały jakieś zniekształcone, powykręcane
drzewa. Koło mnie stał anioł.Jedna połowa jego twarzy była prześliczna i
z tej strony z pleców wyrastało mubiałe skrzydło, po drugiej miał
czarne skrzydło, a ta część twarzy była mozaikąz głębokich blizn i
bruzd. Znałem tego anioła, ale nie mogłem sobie przypomniećkto to.
Usłyszałem jego głos pełen miłości, cierpliwość, zrozumienia i dobroci:
- Gabrielu. Jedna z tych dróg prowadzi do nieba,ale to ty musisz zdecydować, którą podążysz i gdzie cię zaprowadzi.
Popatrzyłem na anioła, ale on stał obojętnie i
wpatrywał sięw zachodzące słońce schowane już niemal do połowy za
horyzontem. Moje bose stopykrzyczały, bym wybrał ścieżkę z róż, bo
przecież tylko ta jest godna, byprowadzić do nieba… ale ja przecież nie
zasłużyłem na niebo, jestemgrzesznikiem. Poszedłem drogą, która cięła me
nogi, która napawała mnie lękiemi strachem, wybrałem ją, gdyż uważałem,
że zasługuję na piekło. Idąc tą drogąco chwila upadłem, rozcinając
ciało w coraz to nowych miejscach, kamienie za mnąprzybierały kolor
świeżej czerwieni, krew z każdym krokiem coraz obficiejwylewała się z
ran i nagle…
… zobaczyłem jasne, ciepłe światło…
… i się obudziłem.
Amadeo robił mi sztuczne oddychanie. Gdy otworzyłem
oczy,właśnie wdmuchiwał kolejną partię powietrza do moich ust. Kiedy
zobaczył, żeoddycham samodzielnie i jestem w miarę przytomny, uniósł
mnie delikatnie i oparło łóżko.
- Co się stało? -spytałem, gdy zebrałemwystarczająco dużo sił. Nagle okazało się, że jestem kosmicznie wyczerpany…
- Nie wiem. -powiedział z przestrachem. -Twojeserce przestało bić, a ty przestałeś oddychać. Jedziemy do domu Bachusa.
- Ale po co? – spojrzałem na niego ze zdumieniem.
- Jakub się tobą zajmie, jest lekarzem! – wrzasnął,podnosząc się z ziemi.
- Ale najpierw kąpiel.
Spojrzał na mnie bez rozumienia.
- Co?
- Lepię się od spermy i potu, zresztą ty też. – uśmiechnąłemsię do niego pobłażliwie.
- Masz rację, najpierw kąpiel, a potem do lekarza.– powiedział, dotykając opuszkami palców swojej klatki piersiowej.
Mył mnie delikatnie i w tak ekspresowym tempie, że
było toaż zadziwiające. Nie pozwolił mi się nawet ubrać, wszystkie
czynności wykonywałza mnie, twierdząc, że zabiera mu to znacznie mniej
czasu, niż mnie.
Jechał z taką prędkością, że auto podskakiwało na
zakrętach.Wydawało mi się jednak, że nasza podróż trwa strasznie długo. W
końcu dom Bachusawyłonił się z mroku, zapraszając nas światłami
zapalonymi niemal we wszystkichpokojach. Ten dom chyba nigdy nie spał.
Amadeo nie kłopotał się z pukaniem, poprostu wziął mnie na ręce i
łokciem otworzył drzwi (dziwne, bo ja zazwyczaj niemiałem siły ich nawet
uchylić, tak były ciężkie). Wydawało mi się, że płyniemynajpierw przez
hol, a potem po schodach, zmierzając długim korytarzem dokolejnych, niczym
nie różniących się odpoprzednich drzwi. Wpadliśmy do pokoju, gdzie
akurat jakaś para wampirówuprawiała seks. Amadeo nie przejmując się całą
sytuacją zwrócił się do wampira,który zamarł w pół ruchu tuż nad udami
znanego mi z inicjacji lekarza.
- Xel,
kończ, potrzebuję doktorka. – Amadeo nicsobie nie robił z nienawistnego
spojrzenia, jakim został obrzucony. Zapewniam,że gdyby wzrok mógł
zabijać, mój klient tworzyłby właśnie kupkę popiołu wmiejscu, w którym
stał.
- Czy
nie widzisz, że nam przeszkadzasz?! – spytałretorycznie, uśmiechając
się przy tym tak jadowicie i okrutnie, aż się goprzestraszyłem.
- Widzę. -odparł spokojnie. – Ale dzieciak jakieśpółtorej godziny temu zerwał się z tego świata na małą wycieczkę.
Za „dzieciaka” chciałem go zdzielić, ale pewnie by nawettego nie poczuł, za to ja z pewnością bym ucierpiał.
- Pięć minut i jestem. – uciął tą bezsensowną wymianęzdań doktor. Xel od razu wrócił do rytmicznego unoszenia się i opadania.
Amadeo zabrał mnie do kolejnego pokoju, który w
gruncierzeczy był gabinetem lekarskim, „wyciągniętym” z jakieś drogiej
kliniki.Posadził mnie na kozetce na tyle wysokiej, że swobodnie mogłem
majtać nogami wpowietrzu. Od razu przypomniał mi się moment, kiedy to na
samym początku mojejkariery Mark z Raphaelem zabrali mnie do podobnego
gabinetu. Przypomniałemsobie strach, jaki mnie ogarnął, kiedy doktor
kazał mi się obrócić i wypiąć wswoją stronę pośladki. Kiedy Amadeo
krążył z kąta w kąt, zacząłem rozważać swójsen. Nigdy nie byłem bardzo
religijny, a tu nagle coś takiego, do tego mojeserce się zatrzymało… Czy
to był jakiś znak?
Po jakiś piętnastu minutach lekarz przyszedł. Przekraczającpróg pokoju, zapinał jeszcze ostatnie guziki burgundowej koszuli.
- Jakubie,
ile można na ciebie czekać? – spytał zwyrzutem Amadeo, stając nagle w
miejscu. Nie lubiłem go w takiej postawie,wyglądał wtedy jak posąg, nie
oddychał, nie mrugał, nawet placem nie kiwnął!
- No
wybacz, ale to ty wpadasz w środku… – zastanawiałsię przez chwilę,
marszcząc przy tym śmiesznie brwi. – …nocy. – uśmiechnąłsię do siebie. –
Do mojej sypialni, przerywając mi… -znów się zamyślił nadodpowiednim
słowem.
- Bzykanko -podpowiedziałem z lubieżnym uśmiechem.
- Nie użyłbym takiego określenia, ale przyznaćmuszę, że jest trafne. -obdarzył mnie niemal czułym spojrzeniem.
- Dobra,
nieważne! Zbadaj go!!! – głos Amadea byłjakiś taki… przerażony. Teraz
mi brakuje słów, by wyrazić strach, jaki w nimsłyszałem.
- A co się właściwie stał? -spytał wampir,obwąchując mnie w śmieszny sposób.
- Zasnął,
a ja leżałem i po prostu obserwowałemjego twarz, bo był taki spokojny… W
pewnym momencie przestał oddychać, serceprzestało bić, w pierwszej
chwili nie domyśliłem się, co się zmieniło i czemunastała taka cisza,
dopiero po chwili do mnie dotarło…! Zrobiłem mu sztuczneoddychanie i jak
widzisz teraz mała wsza siedzi i twierdzi, że nic jej niejest. – mówiąc
to wszytko cały czas kręcił się za moimi plecami, po czym podkoniec
swojej przemowy delikatnie, jakby bojąc się mnie uszkodzić, roztargał
miwłosy.
Lekarza osłuchał mnie, pobrał krew do badań, zrobił
EKG, poczym stanął nade mną z zafrasowaną miną. Bałem się, że znalazł
coś złego, aleon tylko powiedział:
- Wszystko
wygląda normalnie, nie widzę żadnychprzyczyn, od których twoje serce,
Gabrielu, mogło stanąć. A co robiliście,zanim zasnął? – zwrócił się na
powrót do Amadea.
- Uprawialiśmy seks. – odparł spokojnie mójklient.
- Piłeś jego krew? – drążył nadal lekarz, znówpodchodząc do mnie i mierząc mi puls.
- Tak,
trzy dni temu. – po czym ciszej dodał,jakby się obawiał, że ktoś
usłyszy i zrobi mu awanturę z tego powodu. – Trochęwięcej niż
powinienem.
- Mch… – zamyślił się doktor. – Kazałeś mubiegać, przemęczałeś go?
- Raczej nie.
- Czy stosunek był wyczerpujący?
Zarumieniłem się, choć nie sądziłem, że to jeszcze możliwe.
- Tak – Amadeo spojrzał ze złością to na mnie, tona Jakuba. – Tym razem ja byłem pasywem, ale jak komuś powiesz, to cięzamorduję - dodał pośpiesznie.
- Nie
powiem nikomu, ale to wszystko wyjaśnia. –lekarz pokiwał głową. -Ma
mało krwi w organizmie, przemęczył się, doszło doniedotlenienia mózgu i
stracił przytomność.
- I od tego serce przestało bić? – spytał zniedowierzaniem Amadeo.
- Tak,
z pewnością. – znowu pokiwał głową.-Podłączymy go do aparatury i
zostawimy tu na dwa dni, żeby się upewnić. Idź doXela i poproś, żeby
przygotował miejsce dla naszego maluszka -pogłaskał mnie popoliczku. –
Pokój gościnny. Ja jeszcze zrobię kilka badań.
- A
ty nie możesz iść mu powiedzieć? Wiesz, że onmnie nie lubi, a do tego
po dzisiejszym, to aż dziw że jeszcze chodzę owłasnych siłach.
- Idź i nie marudź. – oczy wampira zabłyszczałyczerwienią, a kły wysunęły się spod górnej wargi.
Amadeo wyszedł i zostawił mnie z tym wysokim
brunetem sam nasam. Spojrzałem na głęboką bliznę, przecinającą twarz
lekarza. Musiała powstaćjeszcze zanim został wampirem, bo wtedy by jej
nie było. Gdyby go spotkać wciemnej uliczce, można by się było nieźle
przerazić, ale teraz gdy siedziałprzy mnie na wysokim stołku i uśmiechał
się miło, delikatnie badając dłońmimoje ciało, nie mogłem powiedzieć o
nim złego słowa.
- Jakim cudem udało ci się namówić pana „zawszejestem dominą” na tak radykalną zmianę? –spytał, puszczając do mnie oczko.
- Tajemnica zawodowa – odwzajemniłem sięzadziornym uśmiechem.
- Nie ma czegoś takiego jak „tajemnica dziwkarska”- pokazał mi język.
- Nie
jestem dziwką. -oburzyłem się. -Jestemwykwalifikowaną, drogą, męską
prostytutką. -dodałem ze sztuczną powagą,powstrzymując śmiech.
- Dlaczego
twoje serce stanęło? Wziąłeś coś?Niemożliwe, by stanęło z tego powodu,
który podałem temu przedwiecznemutumanowi. – zmienił temat, natychmiast
poważniejąc.
- Nic
nie wziąłem, nie wiem, czemu to się stało. -mimo iż nie kłamałem,
czułem się tak jakbym mu nie mówił całej prawdy. Miałemdziwne
przeczucia, że to, co się stało miało związek z dziwnym snem.
Niechciałem jednak nikomu o nim opowiadać.
- A
może miałeś już coś podobnego, albo w rodziniebyły podobne przypadki,
może masz arytmię wysiłkową, to czasem się zdarza wtakich wypadkach.
- Nie przypominam sobie. Mogę się już położyć? Jestemdość zmęczony.
- Domyślam
się. – znów posłał mi lubieżnyuśmieszek, po czym wziął mnie na ręce i
zaniósł do pokoju, gdzie Xel i Amadeoskakali sobie do oczu.
- O co znowu poszło? – spytał z naganą Jakub.
- Bo
on chciał przenieść łóżko pod okno, ale jauważam, że pod tą ścianą jest
znacznie lepiej. -Xel przywarł do ramienialekarza, szukając u niego
poparcia dla swojego zdania. – No a potem zaczął mniewyzywać od dających
dupy ciot. – Jakub pokręcił głową, jakby nie mógł uwierzyć,że dwa
dorosłe, nawet można powiedzieć że „przerośnięte” wiekowo
wampirypotrafią zachowywać się tak niedorzecznie. – No to mu
odpowiedziałem, że japrzynajmniej mam chłopaka, a nie puszczam się z
ludzkimi dziwkami. – nieprzestawał się skarżyć Xel.
- Chciałbym się już położyć, jestem zmęczony. – odezwałemsię, przerywając ten bezsensowny monolog.
- Przez to, że wciąż marudzisz, to jeszcze nieprzygotowaliśmy pokoju. -warknął Amadeo, szczerząc kły do Xela.
Jakub postawił mnie na ziemi. Podreptałem do łóżka
stojącegoteraz pod dziwnym kątem na środku pokoju, odkryłem kapę i koc,
którymi byłaprzykryta kołdra, po czym wyślizgnąłem się pod nią,
przykrywając się po sameuszy. Wszyscy na mnie spojrzeli, ale nikt już
się nie odezwał. Gdy już prawiezasnąłem, do pokoju została przyniesiona
jakaś aparatura. Jakub ściągnął mibluzkę i do klatki piersiowej
poprzyklejał takie śmieszne przylepce, a na paleczałożył klipsa, po czym
wszystko połączył kabelkami z aparaturą. Potem wyszedłpozwalając mi
zasnąć, co okazało się nie takie łatwe, bo to całe
ustrojstwo tak głośno pikało, że ledwie mogłemzebrać myśli. Długo
leżałem, starając się poukładać wszystko w głowie, w końcujednak
Morfeusz porwał mnie w swe ramiona.
Dzięki bogom, tym razem żaden sen mnie nie
nawiedził. Spałemspokojnie nie niepokojony żadnym koszmarem. Rano (a
właściwie to krótko przedpołudniem) obudziłem się wypoczęty i
zrelaksowany. Maszynka nie pokazałaniczego niepokojącego nawet wtedy,
gdy Amadeo pił moją krew i uprawiał ze mnąseks. W końcu lekarz
stwierdził, że był to jednorazowy epizod i nie umiestwierdzić jego
dokładnej przyczyny, jednak puścił mnie z powrotem do domu,wymuszając
jednak na mnie przyrzeczenie, że będę się oszczędzał.
Amadeo uczył mnie przez kolejne dni, jak mam
pilnować krwi.Powoli udawało mi się opanować to wszechogarniające
podniecenie na czas, bymmógł przypomnieć wampirowi, że już wystarczy.
Pod koniec tygodnia wróciłem zpowrotem do domu i od razu wziąłem się za
przyjmowanie moich ludzkichklientów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz