Pod dość dobrze utrzymany, wielopiętrowy budynek, stojący w mniej
praworządnej dzielnicy, podjechała czarna limuzyna. Nie był to pierwszy
tego typu samochód dzisiaj, w tym miejscu. A już na pewno nie ostatni,
ale tylko dobrze poinformowani wiedzieli, co to znaczy. Oczywiście,
odbywał się tu targ. Targ z żywym towarem.
Z limuzyny wysiadł elegancki młody mężczyzna. Ruchem głowy poprawił
opadającą mu na oczy czarną grzywkę. Spojrzał w niebo, lecz co dziwne,
dla niego księżyc nie roztaczał delikatnej, mlecznej poświaty. Dla niego
świat skąpany był w krwawym, dość mocnym blasku. Oczywiście, młody
mężczyzna nie był człowiekiem. Włosy zebrane miał z tyłu w elegancki,
ale dosyć luźny kucyk. Ubrany w ciemno bordowy garnitur, z czarnymi
dodatkami. Wyglądał jak jeden z wielu młodych biznesmenów, czy jak
początkujących mafiosów. Był jednak o wiele ważniejszą osobistością i w
mieście darzono go o wiele większą estymą.
Wszedł do budynku, powitany skinieniem głowy strażników i dużym
zainteresowaniem organizatora aukcji. Razem z siwiejącym już, gustownie
ubranym mężczyzną skierował się w kierunku sali bankietowej. Kiedy
wszedł, wszystkie głosy na chwilę przycichły, by za moment znowu
wybuchnąć ze zdwojoną siłą – burzą szeptów.
Przez chwile dryfował wśród szeptów. Zadowolony wsłuchując się w szum
sali. Było tam mnóstwo ludzi. Większość znał i owa większość znała
również jego. Nikt nie podejrzewał, ze wampir na prawdę przyszedł tu
kupić zabaweczkę. Najczęściej pojawiał się na tego typu imprezach, tylko
po to, by załatwić zupełnie inne interesy.
Na scenie pojawiali się coraz to nowi chłopcy. Shina patrzył na nich
znudzonym wzrokiem. Każdemu czegoś brakowało. A to byli za młodzi, a to
za niscy, za wysocy, nie ten odcień włosów.
Wampir
ziewnął dyskretnie. Może jednak nie powinien był puszczać tamtych
ptaszków wolno? Ale cóż miał poradzić. I tak już mu się znudzili.
Owszem, rok, to maksymalny czas, po którym trzeba zmienić niewolnika.
Inaczej życie zaczyna się robić monotonne, a człowiek, czy też wampir,
gnuśnieje. W końcu licytator wykrzyknął kolejną ofertę.
-
Kadaj Naruse. Proszę państwa, przyjrzyjcie się temu ślicznemu
siedemnastolatkowi. Wszystko na miejscu i nie tylko – zaśmiał się
znacząco – Jasne włoski, błękitne oczy, wszyscy wiemy, do czego będzie
idealny…
0o0o0
W kącie zaplecza, stłoczony miedzy innymi przyszłymi niewolnikami siedział młody, na oko siedemnastoletni chłopak. Miał jasnobłękitne oczy i dość długie, blond włosy. W przeciwieństwie do niektórych niewolników, był sporo wart, wiec prowadzący licytację nie pozwolił go nawet dotknąć.
Na początku chłopak nie miał pojęcia co się dzieje. Masa ludzi, wszyscy
coś do siebie wrzeszczeli, krzyczeli, biegali w tę i z powrotem, a on,
ze skrępowanymi rękami musiał siedzieć jak trusia, jeżeli nie chciał
dostać ciosu w głowę od jednego z potężnych ochroniarzy. Dwa dni temu
wyciągnęli go z tej okropnej speluny w której go trzymali. Kazali mu się
umyć i przebrali w nowe ubrania. Teraz juz doskonale wiedział,
dlaczego.
Chcieli go wystawić na aukcji. Wątpił, by było na świecie większe
upokorzenie. Wielcy umięśnieni faceci wyprowadzali każdego z chłopców
lub dziewczyn na scenę. Większości z nich była w jego wieku. Kilkoro
tylko młodszych.
Wielki łysy facet który trzymał jego związane ręce pociągnął go i
pchnął w kierunku sceny. Nadeszła kolej Kadaja. Blondyn chcąc nie chcąc
musiał wyjść. W pierwszej chwili oślepiły go światła reflektorów.
Zamrugał i ze zgrozą spojrzał na prawie pełną salę. Przez moment, nie
wiedział, co ze sobą zrobić. Potem usłyszał słowa licytatora.
-
Kadaj Naruse. Proszę państwa, przyjrzyjcie się temu ślicznemu
siedemnastolatkowi. Wszystko na miejscu i nie tylko… Jasne włoski,
błękitne oczy, wszyscy wiemy, do czego będzie idealny…
Szarpnął głową patrząc na mężczyznę z nieukrywaną wściekłością.
-
Jebany zboczeniec – syknął pod nosem. Na jego nieszczęście, stojący za
nim ochroniarz usłyszał tę kwestię. Chłopak dostał silnym ciosem pod
żebra. Chciał się zwinąć z bólu, ale nie mógł. Tamten jak na złość,
trzymał go w niesamowicie mocnym uścisku. Tak wiec ciągle musiał stać
pionowo aż do końca swojej własnej licytacji. Błagał żeby nikt go nie
wziął lub aby była to jakaś stara i potulna babcia. Płonne nadzieje,
prawda? Ale nic innego mu nie pozostało.
0o0o0
– Jebany zboczeniec!
Stojący przy stole z przystawkami wampir z zaintrygowaniem spojrzał w
kierunku sceny. Zabaweczka z charakterkiem? Tak, właśnie tego szukał.
Przyjrzał się chłopcu uważnie.
Wyglądał na siedemnaście lat, chociaż delikatne rysy wskazywały na mniej. Ogień i strach mieszały się w oczach, tworząc spojrzenie zapędzonego w pułapkę dzikiego zwierzątka. To bardzo się mężczyźnie spodobało. Uznał, ze warto byłoby chłopaka trochę oswoić.
Wyglądał na siedemnaście lat, chociaż delikatne rysy wskazywały na mniej. Ogień i strach mieszały się w oczach, tworząc spojrzenie zapędzonego w pułapkę dzikiego zwierzątka. To bardzo się mężczyźnie spodobało. Uznał, ze warto byłoby chłopaka trochę oswoić.
Zaczepił przechodzącego kelnera.
- Kto to?
-
Kadaj Naruse, siedemnastolatek. Nie ruszany – dodał jeszcze
konspiracyjnym szeptem, za co został obrzucony zimnym spojrzeniem
wampira i odesłany.
Czarnowłosy mężczyzna wziął kieliszek z szampanem i przyjrzał się
chłopcu uważnie, bo dla niego siedemnastolatek był chłopcem. Zmrużył
szare oczy.
- Kadaj, tak?
Uśmiechnął się zimno i dołączył do licytacji. Tak, ten mały mu się
podobał, był idealny i w jego guście. Taki aniołek, którego powinno się
doprowadzić do upadku. Miał nadzieję, że dzieciak będzie przejawiał
podobny temperament w łóżku.
- Dwadzieścia tysięcy euro! – Krzyknął jakiś mężczyzna z tyłu sali.
- Trzydzieści tysięcy – przebił go wampir.
Na chwile na sali zapadła cisza, a po chwili więcej osób rzuciło się do
licytacji. Wiadomo, że towar, na który on zwrócił uwagę, musi być
wyjątkowy. Mężczyzna uśmiechał się cynicznie i posyłał chłopcu zimne
spojrzenia, z przyjemnością czytając z jego umysłu coraz większy lęk.
Co jakiś czas, podbijał tylko stawę i czekał.
Co jakiś czas, podbijał tylko stawę i czekał.
Czasem chłopak spoglądał na niego podejrzliwie. W końcu, co chwila podbijał stawkę. I to znacznie. Blondyn odwrócił głowę do mięśniaka który go trzymał.
-
Co to za skurwiel ? – Zapytał nieco za głośno i wampir usłyszał go bez
większych problemów. Jego złośliwy uśmieszek tylko się powiększył. Facet
za chłopakiem tylko wyszczerzył się złowieszczo i nachylił do jego
ucha.
- Wolałbyś nie wiedzieć. – Wyszeptał z satysfakcją. Kadaj spojrzał na niego trochę wystraszony. Licytacja zbliżała się ku końcowi, a ten facet chyba wygrywał.
Nadal uśmiechał się wrednie, zapowiadała się wyśmienita zabawa.
-
Sto tysięcy! – Krzyknął, patrząc chłopakowi prosto w oczy. Na placu
boju zostało tylko kilka osób. On, szef jednej z większych mafii, jakiś
biznesmen i kilku mniej znanych konkurentów.
Przyjrzał się chłopcu uważnie. Podobał mu się coraz bardziej. Sondował
jego umysł i poza strachem znajdował wściekłość. Uśmiechnął się chłodno.
– Sto dwadzieścia tysięcy! – Licytacja posuwała się dalej.
-
No nie to juz jest przegięcie! – Warknął blondyn i próbował się wyrwać.
Kiedy nie wyszło zaczął się szarpać. Nie był to najlepszy pomysł, bo
już po chwili dostał od ochroniarza w kark. Zakręciło mu się w głowie.
Gdyby dostał, chociaż trochę mocniej to prawdopodobnie stracił by
przytomność. A tak utracił tylko równowagę i jak długi wylądował na
deskach podium.
- Niech cię szlag.
Cały czas uśmiechnął się do blondyna paskudnie. Kwotą sto pięćdziesiąt tysięcy zakończył aukcję.
- Sto
pięćdziesiąt po raz pierwszy, sto pięćdziesiąt po raz drugi, sto
pięćdziesiąt po raz trzeci! – Wykrzyczał licytator – sprzedany dla
szanownego pana Aranye. Gratulujemy zakupu…
Mężczyzna ciągnął swoja kwestię, a wampir z zainteresowaniem przyglądał
się rosnącemu gniewowi w oczach chłopaka. Wyszedł na scenę do
licytatora.
- Nie znakujcie go, znacie moje wymagania – ruchem ręki powstrzymał ich od wysyłania chłopaka na zaplecze.
- Tak proszę pana.
- Zaprowadźcie go do mojego samochodu i pilnujcie. Nie zabawię tu już długo. Znalazłem to, czego szukałem.
Zbliżył się do chłopaka i niby pieszczotliwym gestem pogłaskał go po
głowie. W zamian, ten spróbował go ugryźć. Wampir tylko roześmiał się
cynicznie.
-
Lubię, jak zabaweczka ma ząbki – wyszeptał delikatnie. Jego głos był
jak sztylet owinięty w jedwab – przyjemnie jest je wyrywać. Uśmiechnął
się wrednie.
- Zabrać go!
Razem z licytatorem przeszedł do drugiego pokoju, uiścić należność, a
szarpiącego się chłopaka zaczęła wyprowadzać grupa drabów.
-
Pieprz się ! – Krzyknął jeszcze blondyn za odchodzącym mężczyzną. Shina
nie zwrócił na to uwagi. Chłopak próbował jeszcze raz się wyrwać, ale
przy tylu mięśniakach nie miał szans. Zawiązali mu oczy i wrzucili na
jakieś siedzenie. Czując na policzku chłodną skórę i specyficzny zapach
unoszący się w powietrzu Kadaj doszedł do wniosku, że wrzucili go do
samochodu.
0o0o0
Kiedy wampir skończył z formalnościami wyszedł na parking. Z uśmiechem podszedł do obszernej, czarnej limuzyny. Szofer otworzył przed nim drzwi. Mężczyzna wsiadł do środka i usiadł naprzeciwko leżącego chłopaka. Wyciągnął rękę i wziął stojącego na stoliku szampana. Mimo, że jako wampir odżywiał się krwią, nigdy nie potrafił pozbyć się fascynacji dobrymi winami.
Z zachwytem przyglądał się wyrażającej różne emocje twarzy chłopaka. Ruchem ręki sprawił, że opaska opadła mu z oczu.
-
Witam – uśmiechnął się chłodno i upił łyk szampana. Z zainteresowaniem
obserwował, jak chłopak przełyka ślinę. Był pewien, ze od kilku dni nic
nie jadł, ani nie pił. Spojrzał na niego z rozbawieniem. Ludzkie
słabości go bawiły.
-
Jeśli będziesz grzeczny, dam ci się napić. To – przesłał mu cyniczny
uśmiech – jak będziesz traktowany, zależy tylko od ciebie. Chce, żeby to
było jasne już na początku.
Chłopak spojrzał na siedzącego naprzeciw mężczyznę podejrzliwie. Juz
chciał cos powiedzieć, ale zmienił zdanie. Uwierzył w jego słowa. Cały
dzień nic nie pił, a wcześniej dostał tylko nieświeżą, ciepłą wodę.
Szampan w rękach bruneta zdawał mu się czymś niesamowicie kuszącym.
Teraz siedział tylko i wpatrywał się w niego zirytowanym wzrokiem.
Wampir wyczytał myśli z umysłu chłopaka i uśmiechnął się zadowolony.
-
Podejdź tu – poinstruował – i usiądź mi na kolanach. Przesłał
blondynowi wredny uśmieszek i czekał. Miał czas. Nakazał, by do
rezydencji jechano okrężną drogą, więc miał całe mnóstwo czasu.
Pamiętaj zrób wszystko żeby osiągnąć swój cel- powtarzał sobie w myślach Kadaj. Jego twarz straciła wszelki wyraz i beznamiętnym teraz spojrzeniem patrzył na mężczyznę. Podniósł się i usiadł mu na kolanach.
-
Dobra zabaweczka – wyszeptał tym swoim hipnotyzującym głosem. Chłodnym,
spokojnym, ale jednocześnie dziwnie ostrym. Objął chłopaka ręką i
odchylił jego głowę tyłu. Nabrał w usta łyk szampana i pocałował go, w
ten sposób pozwalając mu się napić. Chcąc, nie chcąc, chłopak był
zmuszony przyjąć pocałunek. Wampir uśmiechnął się z satysfakcją i
patrzył na zmiany zachodzące na jego twarzy. Chłopak na początku prawie
się udławił. Ale juz po chwili chciwie spijał błogosławiony napój z ust
bruneta. Czuł jak powoli jego wysuszone gardło wraca do normalności.
Mimo wszystko nadal myślał, że mężczyzna, który go kupił, nie jest do
końca normalny. Nie mylił się. Mało kto nazwałby prawie pięćset letniego
wampira normalnym.
Cieszył go jedynie fakt ze Shina był całkiem przystojny, nie jakiś tam
zasuszony stary zboczeniec, jaki trafił się niektórym dziś na licytacji.
Ale mężczyzna, mogący uchodzić za modela, albo hosta.
Sam wampir był zadowolony, że chłopak uchylił usta i zaczął go
delikatnie całować. Oderwał się od niego na chwilę, nabrał kolejny łyk
szampana i znowu go pocałował. Tym razem nie poprzestał jednak na
delikatnym muskaniu wnętrza jego ust. Pocałunek stawał się coraz
mocniejszy, bardziej namiętny i coraz bardziej brutalny. Przejechał
językiem po zębach chłopaka i nie mogąc się powstrzymać, kłem rozdarł
jego wargę. Zaczął zlizywać i ssać spływającą krew.
Widząc i czując, ze jego nowy pan staje się coraz bardziej brutalny
chłopak odwrócił głowę na bok uniemożliwiając mu kontynuowanie
pocałunku. Próbował się wyrwać, ale nie bardzo mu to wychodziło. Wampir
trzymał go mocno, a on był osłabiony wielodniowym postem.
- Puszczaj mnie do cholery ! – Wrzasnął całkowicie przerażony.
Uśmiechnął się wrednie, i pogładził go delikatnie po policzku. Nawet
nie odczuł wyrywania się chłopaka. Był wampirem. Normalny, zdrowy
mężczyzna nie miałby z nim szans, a co dopiero osłabiony nastolatek.
- Nie martw się – wyszeptał mu do ucha. – Swojej własności krzywdzić nie zamierzam. Za bardzo.- Znowu
użył tego jedwabistego głosu. Z zadowoleniem wyczuł, ze chłopak
zadrżał. Wpatrywał się w niego rozszerzonymi ze strachu oczyma. Był
coraz bardziej przerażony, a wampir dodatkowo wpatrywał się w niego tak
nachalnie. Siedemnastolatek mimowolnie zadrżał.
- Czy możesz mnie puścić – zapytał słabo.
- Nie puszczę – szepnął w odpowiedzi czarnowłosy, nadal uśmiechając się w ten sposób.
-
Nie po to tyle za ciebie zapłaciłem, żeby cię teraz puszczać. Pocałował
go w policzek, w parodii czułego gestu i objął go mocniej.
-
Śpij – wyszeptał mu do ucha – musisz odpocząć. Poczuł, jak chłopak
zaczyna się rozluźniać, z jego oczu zaczęła wyzierać ślepa panika –
Śpij.
Chłopak nie miał pojęcia co się z nim dzieje. Wampir tylko mówił a on
jak na zawołanie zasypiał. Nie mógł nic na to poradzić. Głowa opadła mu
na pierś.
Kiedy chłopak zasnął uśmiechnął się zadowolony. Niedługo później
podjechali pod rezydencję, choć lepiej było by powiedzieć pałac. Dom
wampira mieścił się w starym, stylowym zamczysku.
Wampir sam wyniósł nieprzytomnego chłopaka na górę. Miał już
przygotowany dla niego pokój. Wszedł do środka i położył chłopaka na
jasnej narzucie leżącej na łóżku. Był to jedyny, element rozświetlający
ponure wnętrze pokoju. Co prawda, wampir mógł go umieścić w sypialni
obok. Urządzonej w o wiele przyjemniejszej, niebieskiej tonacji. Ale po
co. Wampirowi do chłopaka o wiele bardziej pasowało właśnie to ponure,
przypominające wystrój z gotyckiego horroru wnętrze.
Zamknięte okno zasłaniała ciemnofioletowa kotara. Podłogę pokrywał
mahoniowy parkiet, a zrobione z tego samego drzewa, ciężkie stylowe
meble też nie nadawały pokojowi przytulności. Na podłodze leżał gruby,
ciepły, ale także ciemny dywan. Ściany osłaniała fioletowa tkanina,
wyszywana w srebrne wzory. W szafie naszykowane były ubrania dla
chłopaka. Wampir był pewny, że raczej nie przypadną mu one do gustu.
Znajdujące się w kącie, półotwarte drzwi prowadziły do kontrastowo jasnej, beżowej łazienki. Marmurowa posadzka zdawała się być tam prawie biała. Wpuszczona w podłogę wanna zapraszała do kąpieli, a ogromne lustro odbijało mroczne wnętrze pokoju.
Wampir był zadowolony. Mimo, że nie zamierzał być dla swojej zabawki łagodny, zapewnił jej pełen komfort. W końcu, nie chciał, by chłopak załamał się tak od razu.
Znajdujące się w kącie, półotwarte drzwi prowadziły do kontrastowo jasnej, beżowej łazienki. Marmurowa posadzka zdawała się być tam prawie biała. Wpuszczona w podłogę wanna zapraszała do kąpieli, a ogromne lustro odbijało mroczne wnętrze pokoju.
Wampir był zadowolony. Mimo, że nie zamierzał być dla swojej zabawki łagodny, zapewnił jej pełen komfort. W końcu, nie chciał, by chłopak załamał się tak od razu.
Wyszedł z pokoju. Wiedział, ze na razie nie ma, co tu siedzieć. Uśpiony
alkoholem i wampirycznym nakazem organizm zaczął się regenerować i nie
było szans, by chłopak obudził się przed wieczorem kolejnego dnia.
Wyszedł na łowy, na odchodnym każąc tylko, by któraś z ludzkich
służących przyniosła chłopakowi śniadanie, gdy tylko ten się ocknie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz