poniedziałek, 22 stycznia 2018

Bloodlust R1: Aukcja

Było ciemno. Na niebie właśnie pojawiał się księżyc. Gwiazdy świeciły jasno, lecz w centrum miasta były dość słabo widoczne. Za to niebo rozświetlały światła śmigłowców i blask wydobywający się z ulicznych latarni, czy ten, uciekający przez okna niezliczonych mieszkań.
    Pod dość dobrze utrzymany, wielopiętrowy budynek, stojący w mniej praworządnej dzielnicy, podjechała czarna limuzyna. Nie był to pierwszy tego typu samochód dzisiaj, w tym miejscu. A już na pewno nie ostatni, ale tylko dobrze poinformowani wiedzieli, co to znaczy. Oczywiście, odbywał się tu targ. Targ z żywym towarem.
    Z limuzyny wysiadł elegancki młody mężczyzna. Ruchem głowy poprawił opadającą mu na oczy czarną grzywkę. Spojrzał w niebo, lecz co dziwne, dla niego księżyc nie roztaczał delikatnej, mlecznej poświaty. Dla niego świat skąpany był w krwawym, dość mocnym blasku. Oczywiście, młody mężczyzna nie był człowiekiem. Włosy zebrane miał z tyłu w elegancki, ale dosyć luźny kucyk. Ubrany w ciemno bordowy garnitur, z czarnymi dodatkami. Wyglądał jak jeden z wielu młodych biznesmenów, czy jak początkujących mafiosów. Był jednak o wiele ważniejszą osobistością i w mieście darzono go o wiele większą estymą.
    Wszedł do budynku, powitany skinieniem głowy strażników i dużym zainteresowaniem organizatora aukcji. Razem z siwiejącym już, gustownie ubranym mężczyzną skierował się w kierunku sali bankietowej. Kiedy wszedł, wszystkie głosy na chwilę przycichły, by za moment znowu wybuchnąć ze zdwojoną siłą – burzą szeptów.
    Przez chwile dryfował wśród szeptów. Zadowolony wsłuchując się w szum sali. Było tam mnóstwo ludzi. Większość znał i owa większość znała również jego. Nikt nie podejrzewał, ze wampir na prawdę przyszedł tu kupić zabaweczkę. Najczęściej pojawiał się na tego typu imprezach, tylko po to, by załatwić zupełnie inne interesy.
    Na scenie pojawiali się coraz to nowi chłopcy. Shina patrzył na nich znudzonym wzrokiem. Każdemu czegoś brakowało. A to byli za młodzi, a to za niscy, za wysocy, nie ten odcień włosów.
Wampir ziewnął dyskretnie. Może jednak nie powinien był puszczać tamtych ptaszków wolno? Ale cóż miał poradzić. I tak już mu się znudzili. Owszem, rok, to maksymalny czas, po którym trzeba zmienić niewolnika. Inaczej życie zaczyna się robić monotonne, a człowiek, czy też wampir, gnuśnieje. W końcu licytator wykrzyknął kolejną ofertę.
- Kadaj Naruse. Proszę państwa, przyjrzyjcie się temu ślicznemu siedemnastolatkowi. Wszystko na miejscu i nie tylko – zaśmiał się znacząco – Jasne włoski, błękitne oczy, wszyscy wiemy, do czego będzie idealny…

0o0o0


    W kącie zaplecza, stłoczony miedzy innymi przyszłymi niewolnikami siedział młody, na oko siedemnastoletni chłopak. Miał jasnobłękitne oczy i dość długie, blond włosy. W przeciwieństwie do niektórych niewolników, był sporo wart, wiec prowadzący licytację nie pozwolił go nawet dotknąć.
    Na początku chłopak nie miał pojęcia co się dzieje. Masa ludzi, wszyscy coś do siebie wrzeszczeli, krzyczeli, biegali w tę i z powrotem, a on, ze skrępowanymi rękami musiał siedzieć jak trusia, jeżeli nie chciał dostać ciosu w głowę od jednego z potężnych ochroniarzy. Dwa dni temu wyciągnęli go z tej okropnej speluny w której go trzymali. Kazali mu się umyć i przebrali w nowe ubrania. Teraz juz doskonale wiedział, dlaczego.
    Chcieli go wystawić na aukcji. Wątpił, by było na świecie większe upokorzenie. Wielcy umięśnieni faceci wyprowadzali każdego z chłopców lub dziewczyn na scenę. Większości z nich była w jego wieku. Kilkoro tylko młodszych.
    Wielki łysy facet który trzymał jego związane ręce pociągnął go i pchnął w kierunku sceny. Nadeszła kolej Kadaja. Blondyn chcąc nie chcąc musiał wyjść. W pierwszej chwili oślepiły go światła reflektorów. Zamrugał i ze zgrozą spojrzał na prawie pełną salę. Przez moment, nie wiedział, co ze sobą zrobić. Potem usłyszał słowa licytatora.
- Kadaj Naruse. Proszę państwa, przyjrzyjcie się temu ślicznemu siedemnastolatkowi. Wszystko na miejscu i nie tylko… Jasne włoski, błękitne oczy, wszyscy wiemy, do czego będzie idealny…
    Szarpnął głową patrząc na mężczyznę z nieukrywaną wściekłością.
- Jebany zboczeniec – syknął pod nosem. Na jego nieszczęście, stojący za nim ochroniarz usłyszał tę kwestię. Chłopak dostał silnym ciosem pod żebra. Chciał się zwinąć z bólu, ale nie mógł. Tamten jak na złość, trzymał go w niesamowicie mocnym uścisku. Tak wiec ciągle musiał stać pionowo aż do końca swojej własnej licytacji. Błagał żeby nikt go nie wziął lub aby była to jakaś stara i potulna babcia. Płonne nadzieje, prawda? Ale nic innego mu nie pozostało.
0o0o0

– Jebany zboczeniec!
    Stojący przy stole z przystawkami wampir z zaintrygowaniem spojrzał w kierunku sceny. Zabaweczka z charakterkiem? Tak, właśnie tego szukał. Przyjrzał się chłopcu uważnie.
Wyglądał na siedemnaście lat, chociaż delikatne rysy wskazywały na mniej. Ogień i strach mieszały się w oczach, tworząc spojrzenie zapędzonego w pułapkę dzikiego zwierzątka. To bardzo się mężczyźnie spodobało. Uznał, ze warto byłoby chłopaka trochę oswoić.
    Zaczepił przechodzącego kelnera.
- Kto to?
- Kadaj Naruse, siedemnastolatek. Nie ruszany – dodał jeszcze konspiracyjnym szeptem, za co został obrzucony zimnym spojrzeniem wampira i odesłany.
    Czarnowłosy mężczyzna wziął kieliszek z szampanem i przyjrzał się chłopcu uważnie, bo dla niego siedemnastolatek był chłopcem. Zmrużył szare oczy.
- Kadaj, tak?
    Uśmiechnął się zimno i dołączył do licytacji. Tak, ten mały mu się podobał, był idealny i w jego guście. Taki aniołek, którego powinno się doprowadzić do upadku. Miał nadzieję, że dzieciak będzie przejawiał podobny temperament w łóżku.
- Dwadzieścia tysięcy euro! – Krzyknął jakiś mężczyzna z tyłu sali.
- Trzydzieści tysięcy – przebił go wampir.
    Na chwile na sali zapadła cisza, a po chwili więcej osób rzuciło się do licytacji. Wiadomo, że towar, na który on zwrócił uwagę, musi być wyjątkowy. Mężczyzna uśmiechał się cynicznie i posyłał chłopcu zimne spojrzenia, z przyjemnością czytając z jego umysłu coraz większy lęk.
Co jakiś czas, podbijał tylko stawę i czekał.
    Czasem chłopak spoglądał  na niego podejrzliwie. W końcu, co chwila podbijał stawkę. I to znacznie. Blondyn odwrócił głowę do mięśniaka który go trzymał.
- Co to za skurwiel ? – Zapytał nieco za głośno i wampir usłyszał go bez większych problemów. Jego złośliwy uśmieszek tylko się powiększył. Facet za chłopakiem tylko wyszczerzył się złowieszczo i nachylił do jego ucha.
- Wolałbyś nie wiedzieć. – Wyszeptał z satysfakcją. Kadaj spojrzał na niego trochę wystraszony.  Licytacja zbliżała się ku końcowi, a ten facet chyba wygrywał.
Nadal uśmiechał się wrednie, zapowiadała się wyśmienita zabawa.
- Sto tysięcy! – Krzyknął, patrząc chłopakowi prosto w oczy. Na placu boju zostało tylko kilka osób. On, szef jednej z większych mafii, jakiś biznesmen i kilku mniej znanych konkurentów.
    Przyjrzał się chłopcu uważnie. Podobał mu się coraz bardziej. Sondował jego umysł i poza strachem znajdował wściekłość. Uśmiechnął się chłodno. – Sto dwadzieścia tysięcy! – Licytacja posuwała się dalej.
- No nie to juz jest przegięcie! – Warknął blondyn i próbował się wyrwać. Kiedy nie wyszło zaczął się szarpać. Nie był to najlepszy pomysł, bo już po chwili dostał od ochroniarza w kark. Zakręciło mu się w głowie. Gdyby dostał, chociaż trochę mocniej to prawdopodobnie stracił by przytomność. A tak utracił tylko równowagę i jak długi wylądował na deskach podium.
- Niech cię szlag.
    Cały czas uśmiechnął się do blondyna paskudnie. Kwotą sto pięćdziesiąt tysięcy zakończył aukcję.
-  Sto pięćdziesiąt po raz pierwszy, sto pięćdziesiąt po raz drugi, sto pięćdziesiąt po raz trzeci! – Wykrzyczał licytator – sprzedany dla szanownego pana Aranye. Gratulujemy zakupu…
    Mężczyzna ciągnął swoja kwestię, a wampir z zainteresowaniem przyglądał się rosnącemu gniewowi w oczach chłopaka. Wyszedł na scenę do licytatora.
- Nie znakujcie go, znacie moje wymagania – ruchem ręki powstrzymał ich od wysyłania chłopaka na zaplecze.
- Tak proszę pana.
- Zaprowadźcie go do mojego samochodu i pilnujcie. Nie zabawię tu już długo. Znalazłem to, czego szukałem.
    Zbliżył się do chłopaka i niby pieszczotliwym gestem pogłaskał go po głowie. W zamian, ten spróbował go ugryźć. Wampir tylko roześmiał się cynicznie.
- Lubię, jak zabaweczka ma ząbki – wyszeptał delikatnie. Jego głos był jak sztylet owinięty w jedwab – przyjemnie jest je wyrywać. Uśmiechnął się wrednie.
- Zabrać go!
    Razem z licytatorem przeszedł do drugiego pokoju, uiścić należność, a szarpiącego się chłopaka zaczęła wyprowadzać grupa drabów.
- Pieprz się ! – Krzyknął jeszcze blondyn za odchodzącym mężczyzną. Shina nie zwrócił na to uwagi. Chłopak próbował jeszcze raz się wyrwać, ale przy tylu mięśniakach nie miał szans. Zawiązali mu oczy i wrzucili na jakieś siedzenie. Czując na policzku chłodną skórę i specyficzny zapach unoszący się w powietrzu Kadaj doszedł do wniosku, że wrzucili go do samochodu.

0o0o0

    Kiedy wampir skończył z formalnościami wyszedł na parking. Z uśmiechem podszedł do obszernej, czarnej limuzyny. Szofer otworzył przed nim drzwi. Mężczyzna wsiadł do środka i usiadł naprzeciwko leżącego chłopaka. Wyciągnął rękę i wziął stojącego na stoliku szampana. Mimo, że jako wampir odżywiał się krwią, nigdy nie potrafił pozbyć się fascynacji dobrymi winami.
    Z zachwytem przyglądał się wyrażającej różne emocje twarzy chłopaka. Ruchem ręki sprawił, że opaska opadła mu z oczu.
- Witam – uśmiechnął się chłodno i upił łyk szampana. Z zainteresowaniem obserwował, jak chłopak przełyka ślinę. Był pewien, ze od kilku dni nic nie jadł, ani nie pił. Spojrzał na niego z rozbawieniem. Ludzkie słabości go bawiły.
- Jeśli będziesz grzeczny, dam ci się napić. To – przesłał mu cyniczny uśmiech – jak będziesz traktowany, zależy tylko od ciebie. Chce, żeby to było jasne już na początku.
    Chłopak spojrzał na siedzącego naprzeciw mężczyznę podejrzliwie. Juz chciał cos powiedzieć, ale zmienił zdanie. Uwierzył w jego słowa. Cały dzień nic nie pił, a wcześniej dostał tylko nieświeżą, ciepłą wodę. Szampan w rękach bruneta zdawał mu się czymś niesamowicie kuszącym. Teraz siedział tylko i wpatrywał się w niego zirytowanym wzrokiem.
    Wampir wyczytał myśli z umysłu chłopaka i uśmiechnął się zadowolony.
- Podejdź tu – poinstruował – i usiądź mi na kolanach. Przesłał blondynowi wredny uśmieszek i czekał. Miał czas. Nakazał, by do rezydencji jechano okrężną drogą, więc miał całe mnóstwo czasu.
    Pamiętaj zrób wszystko żeby osiągnąć swój cel- powtarzał sobie w myślach Kadaj.  Jego twarz straciła wszelki wyraz i beznamiętnym teraz spojrzeniem patrzył na mężczyznę. Podniósł się i usiadł mu na kolanach.
- Dobra zabaweczka – wyszeptał tym swoim hipnotyzującym głosem. Chłodnym, spokojnym, ale jednocześnie dziwnie ostrym. Objął chłopaka ręką i odchylił jego głowę tyłu. Nabrał w usta łyk szampana i pocałował go, w ten sposób pozwalając mu się napić. Chcąc, nie chcąc, chłopak był zmuszony przyjąć pocałunek. Wampir uśmiechnął się z satysfakcją i patrzył na zmiany zachodzące na jego twarzy. Chłopak na początku prawie się udławił. Ale juz po chwili chciwie spijał błogosławiony napój z ust bruneta. Czuł jak powoli jego wysuszone gardło wraca do normalności. Mimo wszystko nadal myślał, że mężczyzna, który go kupił, nie jest do końca normalny. Nie mylił się. Mało kto nazwałby prawie pięćset letniego wampira normalnym.
    Cieszył go jedynie fakt ze Shina był całkiem przystojny, nie jakiś tam zasuszony stary zboczeniec, jaki trafił się niektórym dziś na licytacji. Ale mężczyzna, mogący uchodzić za modela, albo hosta.
    Sam wampir był zadowolony, że chłopak uchylił usta i zaczął go delikatnie całować. Oderwał się od niego na chwilę, nabrał kolejny łyk szampana i znowu go pocałował. Tym razem nie poprzestał jednak na delikatnym muskaniu wnętrza jego ust. Pocałunek stawał się coraz mocniejszy, bardziej namiętny i coraz bardziej brutalny. Przejechał językiem po zębach chłopaka i nie mogąc się powstrzymać, kłem rozdarł jego wargę. Zaczął zlizywać i ssać spływającą krew.
    Widząc i czując, ze jego nowy pan staje się coraz bardziej brutalny chłopak odwrócił głowę na bok uniemożliwiając mu kontynuowanie pocałunku. Próbował się wyrwać, ale nie bardzo mu to wychodziło. Wampir trzymał go mocno, a on był osłabiony wielodniowym postem.
- Puszczaj mnie do cholery ! – Wrzasnął całkowicie przerażony.
    Uśmiechnął się wrednie, i pogładził go delikatnie po policzku. Nawet nie odczuł wyrywania się chłopaka. Był wampirem. Normalny, zdrowy mężczyzna nie miałby z nim szans, a co dopiero osłabiony nastolatek.
 - Nie martw się – wyszeptał mu do ucha. – Swojej własności krzywdzić nie zamierzam. Za bardzo.-  Znowu użył tego jedwabistego głosu. Z zadowoleniem wyczuł, ze chłopak zadrżał. Wpatrywał się w niego rozszerzonymi ze strachu oczyma. Był coraz bardziej przerażony, a wampir dodatkowo wpatrywał się w niego tak nachalnie. Siedemnastolatek mimowolnie zadrżał.
- Czy możesz mnie puścić – zapytał słabo.
- Nie puszczę – szepnął w odpowiedzi czarnowłosy, nadal uśmiechając się w ten sposób.
- Nie po to tyle za ciebie zapłaciłem, żeby cię teraz puszczać. Pocałował go w policzek, w parodii czułego gestu i objął go mocniej.
- Śpij – wyszeptał mu do ucha – musisz odpocząć. Poczuł, jak chłopak zaczyna się rozluźniać, z jego oczu zaczęła wyzierać ślepa panika – Śpij.
    Chłopak nie miał pojęcia co się z nim dzieje. Wampir tylko mówił a on jak na zawołanie zasypiał. Nie mógł nic na to poradzić. Głowa opadła mu na pierś.
    Kiedy chłopak zasnął uśmiechnął się zadowolony. Niedługo później podjechali pod rezydencję, choć lepiej było by powiedzieć pałac. Dom wampira mieścił się w starym, stylowym zamczysku.
    Wampir sam wyniósł nieprzytomnego chłopaka na górę. Miał już przygotowany dla niego pokój. Wszedł do środka i położył chłopaka na jasnej narzucie leżącej na łóżku. Był to jedyny, element rozświetlający ponure wnętrze pokoju. Co prawda, wampir mógł go umieścić w sypialni obok. Urządzonej w o wiele przyjemniejszej, niebieskiej tonacji. Ale po co. Wampirowi do chłopaka o wiele bardziej pasowało właśnie to ponure, przypominające wystrój z gotyckiego horroru wnętrze.
    Zamknięte okno zasłaniała ciemnofioletowa kotara. Podłogę pokrywał mahoniowy parkiet, a zrobione z tego samego drzewa, ciężkie stylowe meble też nie nadawały pokojowi przytulności. Na podłodze leżał gruby, ciepły, ale także ciemny dywan. Ściany osłaniała fioletowa tkanina, wyszywana w srebrne wzory. W szafie naszykowane były ubrania dla chłopaka. Wampir był pewny, że raczej nie przypadną mu one do gustu.
    Znajdujące się w kącie, półotwarte drzwi prowadziły do kontrastowo jasnej, beżowej łazienki. Marmurowa posadzka zdawała się być tam prawie biała. Wpuszczona w podłogę wanna zapraszała do kąpieli, a ogromne lustro odbijało mroczne wnętrze pokoju.
    Wampir był zadowolony. Mimo, że nie zamierzał być dla swojej zabawki łagodny, zapewnił jej pełen komfort. W końcu, nie chciał, by chłopak załamał się tak od razu.
    Wyszedł z pokoju. Wiedział, ze na razie nie ma, co tu siedzieć. Uśpiony alkoholem i wampirycznym nakazem organizm zaczął się regenerować i nie było szans, by chłopak obudził się przed wieczorem kolejnego dnia. Wyszedł na łowy, na odchodnym każąc tylko, by któraś z ludzkich służących przyniosła chłopakowi śniadanie, gdy tylko ten się ocknie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz