poniedziałek, 22 stycznia 2018

Bloodlust R10: Polowanie

Słowa chłopaka ostudziły niecozapędy wampira. A jeszcze bardziej niż to, co powiedział podziałało jegozachowanie. Chłopak był przerażony. Shina znowu usiadł normalnie, przygarniającchłopaka do siebie i głaszcząc po włosach delikatnie.
- Spokojnie, nie chce cięskrzywdzić – pocałował lekko jego policzek – nie musimy się spieszyć. Dam cijeszcze trochę czasu. Ale tylko trochę – musnął ustami skroń blondyna.
Ten podniósł na wampira wystraszone oczy. Błyszczała w nich pełna niedowierzaniaulga.
- Naprawdę? Dziękuję… – Znów sięw niego wtulił.
Poczuł drżenie ciała chłopaka. Był zadowolony, z tego, żepodziękował. W końcu… nie musiał się wcale hamować. Masował ostrożnie plecy chłopaka,opuszkami palców muskając  kark. Oparłusta na czole Kadaja i głęboko wdychając zapach jego włosów, starał sięuspokoić. Był pewny, ze jeszcze jeden pocałunek, czy inna zachęcającapieszczota i nad sobą nie zapanuje. Był w końcu wampirem i nie nawykł dopowstrzymywania się od czegokolwiek.
Kadaj westchnąłi otworzył oczy. Spojrzał na czarnowłosego mężczyznę. Jego wzrok prawierozbierający go na miejscu nie wróżył nic dobrego. Właśnie przed tym ostrzegałago Nadia. Zerwał się z jego kolan wampira. Zrobił kilka niepewnych kroków,zasłaniając się rękami. To była największa głupota, jaką mógł zrobić. Shina sięzdenerwował. A jeśli czegoś robić nie wolno, to irytować podnieconych już niecowampirów. Mężczyzna również wstał. Podszedł do Kadaja.
Ten już na nic nie czekał. Spanikował. Nie oglądając się zasiebie pobiegł w las. Na jakiejś gałęzi rozerwał lekko materiał koszuli ale nieprzejmując się tym zbytnio, biegł dalej. Za sobą miał rozwścieczonego własnągłupotą wampira.
Shina stałprzez chwilę zdziwiony. Potem ruszył za chłopakiem. Widział, jak ucieka. Na krzakachznalazł skraj cienkiej koszuli. Kierując się zapachem ruszył za nim. Początkowobył rozbawiony, ale z minuty na minutę górę w nim zaczynał brać instynkt łowcy.I złość.
Chłopak był zmęczony. Odbiegł juz spory kawałek. Oparł sięplecami o drzewo i oddychał ciężko. Westchnął głęboko i wyjrzał zza drzewa czywampir za nim nie biegnie. Nie było go nigdzie widać. Zamknął oczy i próbowałuspokoić oddech. Choć trochę.
Mężczyzna z daleka przyglądał się chłopcu. Już nie myślałnormalnie. Działał instynktownie, jak na polowaniu, a chłopak był zwierzyną. Bardzopociągającą zwierzyną. A zwierzynę należało najpierw wymęczyć i zastraszyć,żeby nie miała siły walczyć. Podszedł do niego, całując w kark i drapiąc lekkow odsłonięty bok, po czym natychmiast skoczył w górę, chowając się na drzewie iuciekając tak, ze chłopak nawet nie mógł go zobaczyć. Przeraził go tylko.Blondyn czując dotyk zaczął rozglądać się dookoła z szeroko otwartymi oczami.Wszędzie było cicho i nikt nie czaił się w pobliżu. Ale to musiał być on. To napewno był wampir. Chłopak znów rzucił się do ucieczki. Juz ledwo oddychał był zmęczonyi przerażony. Wiedział, że to wszystko jego wina. Gdyby siedział tam grzecznie,wampir nawet palcem by nie kiwnął. A tak…Oparł się o kolejne drzewo i starłręką pot z twarzy.
Shina znowupodbiegł do chłopaka. Tym razem wsunął dłonie w jego włosy,unieruchamiając  głowę. Ukąsił dodelikatnie w kark, lekko przecinając skórę i od tyłu wsunął kolano między nogi.Po chwili zniknął tak cicho, jak się pojawił. Z chłodem zawodowego myśliwegoobserwował reakcje chłopaka.
Nie powinien dać się ugryźć. To było jasne. Wciąż odczuwał ubytki w krwi. Przedoczami robiło mu się ciemno i miał zawroty głowy. Wiedział, że wampir gdzieśtutaj jest, ale nie był w stanie juz dalej uciekać. Ledwo był w stanie ustać.Nogi się pod nim chwiały. Osunął się po drzewie opierając o nie ręką. Zamknąłoczy. Niech się dzieje co chce. On był już na to wszystko zbyt zmęczony.
Ofiara się poddała zadźwięczało w głowie krwiopijcy. Zeskoczyłzgrabnie na ziemię i nie robiąc zbyt wiele hałasu podszedł do chłopaka. Ukląkłprzed nim, podnosząc jego twarz za podbródek. Jego oczy były dziwne, dzikie inie było w nich krztyny żadnego uczucia. Nawet gniewu. Nachylił się i pocałowałchłopaka w usta. Brutalnie wdzierając się do środka.
- Wiesz, ze przed wampirem się nie ucieka? – Zapytał złowróżbniei podniósł go do góry, patrząc na niego, praktycznie liżąc go wzrokiem iuśmiechając się przy tym sugestywnie. Kadaj błagał w myślach, żeby wampir goznów nie krzywdził. Zaczął drżeć starając się odsunąć od niego. Z oczu znówpociekły mu łzy. Odwrócił głowę i wytarł je ręką. Nie chciał patrzeć nawampira. Zawiał zimny wiatr. Spowodował że chłopak zaczął trząść się jeszczebardziej.
Shina objął go, nie pozwalając uciec i pocałował mocno.
- Mój – wysyczał mu do ucha – jesteś mój. I niczyj inny!
Pogłaskał go po torsie, ponownie zagłębiając się w jegousta. Prawie wcale się nie kontrolował. Nie potrafił nad sobą zapanować. Iw  tej chwili niekoniecznie chciał.
Blondyn odetchnął spazmatycznie, z rezygnacją. Właśniepowtarzał się jego najgorszy koszmar.
- Tak jestem twój i będę – przyznał cicho. Nic innego mu niepozostało. Tylko pokorna zgoda – jeśli juz koniecznie musisz to zrobić to bądźdelikatny. Proszę… Błagam!
Głos mu się załamał na ostatnich słowach. Ledwo je z siebiewydusił. Po jego policzkach spłynęły długo powstrzymywane łzy. Jednak wampir całowałgo coraz namiętniej, momentami brutalnie, gwałtownie masując jego obolałeciało. Niewiele do niego docierało. Ukąsił jego wargę, by po chwili zacząć jąssać.
- Mój niczyj inny – powtórzył agresywnie, prosto w ustachłopaka, zjeżdżając ręką w dół jego pleców i wsuwając ja pod spodnie chłopaka.
To było zbyt szybko i zbyt napastliwie. Prawie tak jak wtedy, w bibliotece. Zoczu Kadaja znów zaczęły płynąc coraz obfitsze łzy. Załkał cicho starając sięodwrócić głowę. To tez bardzo bolało.

Wampir czuł, jak chłopak w jego ramionach trzęsie się coraz bardziej. Spojrzałna niego i w osłupieniu zauważył, że ta drobna istotka jest krańcowo przerażona.Chłopak drżał od tłumionego płaczu. Zalane łzami oczy wpatrywały się w niego zmieszaniną lęku i bólu. Mimo wszystko chłopak wtulał się w niego rozpaczliwie,jakby mając nadzieję, że w ten sposób będzie mniej bolało. Shina zamarł. Przecieżcoś mu obiecał! A wampiry są honorowe. I słowa dotrzymują. Wysunął słoń z jegospodni. Ze zgrozą zdał sobie sprawę z tego, że o mało nie zgwałcił go po razdrugi. Taka utrata kontroli… raczej nie zdarzała mu się do tej pory.Szczególnie z taką częstotliwością. Wyszeptał coś uspokajająco i przytuliłchłopaka do siebie mocno. Blondyn przylgnął do niego jak skrzywdzone małedziecko. W końcu,  pewnym sensie, jeszczenim był. Bo czym było jego siedemnaście lat, przy ponad czterystu wampira?Shina ruszył w kierunku polany, głaszcząc chłopaka uspokajająco po plecach icały czas szepcząc mu coś do ucha. Chłopak po prostu teraz tego potrzebował. Przylgnął do wampira mocno i starał sięuspokoić. Nie było to łatwe. Czując że Shina przestał się do niego dobieraćnaprawdę mu ulżyło. Jeszcze przez jakiś czas trząsł się ale mijało mu topowoli. Spojrzał na twarz mężczyzny. Na szczęście nie było w niej juz widać tejdzikiej żądzy. Tylko uspokajający uśmiech. Mężczyzna pogłaskał go po plecach iotarł się głową o jego policzek.
- Już dobrze – szepnął wchodząc na polankę.
Wbrew oczekiwaniom chłopaka poszedł do słońca i położył sięna plecach, sadzając sobie chłopaka na biodrach.
- Rób co chcesz – szepnął – tylko nie uciekaj, bo to sięmoże źle skończyć. Nie zawsze potrafię się opanować – wyszeptał. Potem pogłaskałgo delikatnie po policzku, czekając na jakąś reakcję.
Dzieciak ścisnął w dłoniach jegokoszule i pochylił się lekko do przodu. Potem rozpłakał się na dobre. Tym razemz ulgi. Wampir przygarnął go do siebie głaszcząc uspokajająco.
- No już, cicho – wyszeptał. Otarłpłynące mu z oczu łzy i patrzył na niego dziwnie. Bardzo dziwnie. Jednocześniechciał go wziąć tu i teraz i nie bardzo miał ochotę robić to wbrew jego woli.Bardzo niepokojące symptomy, u wampira.
Kadaj pociągnął nosem i zacząłuspokajać się powoli. Podniósł wzrok patrząc na mężczyznę nadal lekkowystraszony.
- Dlaczego się tak na mniepatrzysz? – Spytał trochę nie wyraźnym od płaczu głosem i wytarł łzy zpoliczków.
- Bo jestem dziwny – odpowiedział, głaszcząc go w policzek – no już, nie bójsię – dodał uspokajająco. Usiadł, obejmując go rękami i wpatrywał się w jegozapłakane oczka.
- Nie martw się – chłopak wymruczał cicho – już się nie boję. Nie bardzo… Aleczasami, naprawdę mnie przerażasz. Mam nadzieje, że do tego przywyknę –wszystko wyszeptał bardzo cichym głosem. Potem wtulił się w niego jeszczebardziej. Jak opuszczony kociak.
- Masz może na coś ochotę? –Zapytał dziwnie miękkim głosem wampir. Chciał mu jakoś wynagrodzić to całe…zajście. Pogłaskał chłopca po plecach – jak chcesz możemy wracać. Pewnie jesteśgłodny.
Zdziwiony chłopak przyglądał się mężczyźnie uważnie.
- Chciałbym już wrócić. Wykąpaćsię. To bieganie po lesie trochę mnie zmęczyło – uśmiechnął się blado. Bardzoblado. Prawie niezauważalnie.
- Dobrze –wampir wstał, podnoszącchłopaka i zagwizdał przeciągle. Po chwili na polanę wbiegła Bestia. Najpierwpodsadził chłopaka, a później sam na nią wsiadł.
- Do posiadłości – nakazał tylkoi objął chłopaka od tyłu.
Kadaj z wahaniem oparł się o tors wampira. Ziewnął krótko i przymknąłoczy. Miarowe kołysanie na grzbiecie Bestii go uspokajało. Niezamierzenie położyłdłoń na dłoni mężczyzny. Kiedy ten poczuł drobną dłoń na swojej nie zareagował.Tylko uśmiechnął się niedostrzegalnie.
- Czemu mi zasypiasz? – Szepnąłwprost do ucha chłopaka, muskając je w delikatnym pocałunku. Chłopak mimowolniedrgnął. Miał prawo, zwłaszcza po tym, co spotkało go przed chwilą – zarazbędziemy na miejscu.
Blondyn przetarł oczy ręka.
- Wybacz, jestem trochę zmęczony– ziewnął szeroko. Poprawił się i usiadł wygodniej, wyprostowany. Patrzył przedsiebie głaszcząc czasami grzywę Bestii.
- Nie dziwię się – mruknął mu doucha wampir, powodując kolejne dreszcze na plecach chłopaka – trochę krwi przezemnie straciłeś – objął małego w pasie, a potem ponownie pocałował w ucho – jakcoś zjesz, to poczujesz się lepiej.
Dojechali do rezydencji. Wampirzsiadł pierwszy i ściągnął chłopaka na ziemię.
- Po południu zaczniemy lekcje zjazdy konnej! – Zadecydował, obejmując chłopaka ramieniem i kierując się wstronę zamku.
- Taaak – ziewnął rozdzierająco – jasne!
 Chciał wsadzić ręce do kieszeni, ale wąskiejasne spodnie ich nie miały. Jakże tęsknił za szerokimi jeansami i bluza zkapturem. Teraz musiał się ubierać praktycznie jak dziewczyna. Żałował ze i taknie będzie miał w tej sprawie nic do powiedzenia. Dał się poprowadzić dobudynku i w ogóle przestał protestować o cokolwiek. Jego zdanie nie miało tutajprzecież żadnego większego znaczenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz