Słowa chłopaka ostudziły
niecozapędy wampira. A jeszcze bardziej niż to, co powiedział podziałało
jegozachowanie. Chłopak był przerażony. Shina znowu usiadł normalnie,
przygarniającchłopaka do siebie i głaszcząc po włosach delikatnie.
- Spokojnie, nie chce
cięskrzywdzić – pocałował lekko jego policzek – nie musimy się spieszyć.
Dam cijeszcze trochę czasu. Ale tylko trochę – musnął ustami skroń
blondyna.
Ten podniósł na wampira wystraszone oczy. Błyszczała w nich pełna niedowierzaniaulga.
- Naprawdę? Dziękuję… – Znów sięw niego wtulił.
Poczuł drżenie ciała chłopaka. Był
zadowolony, z tego, żepodziękował. W końcu… nie musiał się wcale
hamować. Masował ostrożnie plecy chłopaka,opuszkami palców muskając kark.
Oparłusta na czole Kadaja i głęboko wdychając zapach jego włosów,
starał sięuspokoić. Był pewny, ze jeszcze jeden pocałunek, czy inna
zachęcającapieszczota i nad sobą nie zapanuje. Był w końcu wampirem i
nie nawykł dopowstrzymywania się od czegokolwiek.
Kadaj westchnąłi
otworzył oczy. Spojrzał na czarnowłosego mężczyznę. Jego wzrok
prawierozbierający go na miejscu nie wróżył nic dobrego. Właśnie przed
tym ostrzegałago Nadia. Zerwał się z jego kolan wampira. Zrobił kilka
niepewnych kroków,zasłaniając się rękami. To była największa głupota,
jaką mógł zrobić. Shina sięzdenerwował. A jeśli czegoś robić nie wolno,
to irytować podnieconych już niecowampirów. Mężczyzna również wstał.
Podszedł do Kadaja.
Ten już na nic nie czekał.
Spanikował. Nie oglądając się zasiebie pobiegł w las. Na jakiejś gałęzi
rozerwał lekko materiał koszuli ale nieprzejmując się tym zbytnio, biegł
dalej. Za sobą miał rozwścieczonego własnągłupotą wampira.
Shina
stałprzez chwilę zdziwiony. Potem ruszył za chłopakiem. Widział, jak
ucieka. Na krzakachznalazł skraj cienkiej koszuli. Kierując się zapachem
ruszył za nim. Początkowobył rozbawiony, ale z minuty na minutę górę w
nim zaczynał brać instynkt łowcy.I złość.
Chłopak był zmęczony. Odbiegł juz
spory kawałek. Oparł sięplecami o drzewo i oddychał ciężko. Westchnął
głęboko i wyjrzał zza drzewa czywampir za nim nie biegnie. Nie było go
nigdzie widać. Zamknął oczy i próbowałuspokoić oddech. Choć trochę.
Mężczyzna z daleka przyglądał się
chłopcu. Już nie myślałnormalnie. Działał instynktownie, jak na
polowaniu, a chłopak był zwierzyną. Bardzopociągającą zwierzyną. A
zwierzynę należało najpierw wymęczyć i zastraszyć,żeby nie miała siły
walczyć. Podszedł do niego, całując w kark i drapiąc lekkow odsłonięty
bok, po czym natychmiast skoczył w górę, chowając się na drzewie
iuciekając tak, ze chłopak nawet nie mógł go zobaczyć. Przeraził go
tylko.Blondyn czując dotyk zaczął rozglądać się dookoła z szeroko
otwartymi oczami.Wszędzie było cicho i nikt nie czaił się w pobliżu. Ale
to musiał być on. To napewno był wampir. Chłopak znów rzucił się do
ucieczki. Juz ledwo oddychał był zmęczonyi przerażony. Wiedział, że to
wszystko jego wina. Gdyby siedział tam grzecznie,wampir nawet palcem by
nie kiwnął. A tak…Oparł się o kolejne drzewo i starłręką pot z twarzy.
Shina znowupodbiegł do chłopaka. Tym razem wsunął dłonie w jego włosy,unieruchamiając głowę.
Ukąsił dodelikatnie w kark, lekko przecinając skórę i od tyłu wsunął
kolano między nogi.Po chwili zniknął tak cicho, jak się pojawił. Z
chłodem zawodowego myśliwegoobserwował reakcje chłopaka.
Nie powinien dać się ugryźć. To było jasne.
Wciąż odczuwał ubytki w krwi. Przedoczami robiło mu się ciemno i miał
zawroty głowy. Wiedział, że wampir gdzieśtutaj jest, ale nie był w
stanie juz dalej uciekać. Ledwo był w stanie ustać.Nogi się pod nim
chwiały. Osunął się po drzewie opierając o nie ręką. Zamknąłoczy. Niech
się dzieje co chce. On był już na to wszystko zbyt zmęczony.
Ofiara się poddała
zadźwięczało w głowie krwiopijcy. Zeskoczyłzgrabnie na ziemię i nie
robiąc zbyt wiele hałasu podszedł do chłopaka. Ukląkłprzed nim,
podnosząc jego twarz za podbródek. Jego oczy były dziwne, dzikie inie
było w nich krztyny żadnego uczucia. Nawet gniewu. Nachylił się i
pocałowałchłopaka w usta. Brutalnie wdzierając się do środka.
- Wiesz, ze przed wampirem się nie
ucieka? – Zapytał złowróżbniei podniósł go do góry, patrząc na niego,
praktycznie liżąc go wzrokiem iuśmiechając się przy tym sugestywnie.
Kadaj błagał w myślach, żeby wampir goznów nie krzywdził. Zaczął drżeć
starając się odsunąć od niego. Z oczu znówpociekły mu łzy. Odwrócił
głowę i wytarł je ręką. Nie chciał patrzeć nawampira. Zawiał zimny
wiatr. Spowodował że chłopak zaczął trząść się jeszczebardziej.
Shina objął go, nie pozwalając uciec i pocałował mocno.
- Mój – wysyczał mu do ucha – jesteś mój. I niczyj inny!
Pogłaskał go po torsie, ponownie
zagłębiając się w jegousta. Prawie wcale się nie kontrolował. Nie
potrafił nad sobą zapanować. Iw tej chwili niekoniecznie chciał.
Blondyn odetchnął spazmatycznie, z rezygnacją. Właśniepowtarzał się jego najgorszy koszmar.
- Tak jestem twój i będę – przyznał
cicho. Nic innego mu niepozostało. Tylko pokorna zgoda – jeśli juz
koniecznie musisz to zrobić to bądźdelikatny. Proszę… Błagam!
Głos mu się załamał na ostatnich
słowach. Ledwo je z siebiewydusił. Po jego policzkach spłynęły długo
powstrzymywane łzy. Jednak wampir całowałgo coraz namiętniej, momentami
brutalnie, gwałtownie masując jego obolałeciało. Niewiele do niego
docierało. Ukąsił jego wargę, by po chwili zacząć jąssać.
- Mój niczyj inny – powtórzył
agresywnie, prosto w ustachłopaka, zjeżdżając ręką w dół jego pleców i
wsuwając ja pod spodnie chłopaka.
To było zbyt szybko i zbyt napastliwie. Prawie
tak jak wtedy, w bibliotece. Zoczu Kadaja znów zaczęły płynąc coraz
obfitsze łzy. Załkał cicho starając sięodwrócić głowę. To tez bardzo
bolało.Wampir czuł, jak chłopak w jego ramionach trzęsie się coraz bardziej. Spojrzałna niego i w osłupieniu zauważył, że ta drobna istotka jest krańcowo przerażona.Chłopak drżał od tłumionego płaczu. Zalane łzami oczy wpatrywały się w niego zmieszaniną lęku i bólu. Mimo wszystko chłopak wtulał się w niego rozpaczliwie,jakby mając nadzieję, że w ten sposób będzie mniej bolało. Shina zamarł. Przecieżcoś mu obiecał! A wampiry są honorowe. I słowa dotrzymują. Wysunął słoń z jegospodni. Ze zgrozą zdał sobie sprawę z tego, że o mało nie zgwałcił go po razdrugi. Taka utrata kontroli… raczej nie zdarzała mu się do tej pory.Szczególnie z taką częstotliwością. Wyszeptał coś uspokajająco i przytuliłchłopaka do siebie mocno. Blondyn przylgnął do niego jak skrzywdzone małedziecko. W końcu, pewnym sensie, jeszczenim był. Bo czym było jego siedemnaście lat, przy ponad czterystu wampira?Shina ruszył w kierunku polany, głaszcząc chłopaka uspokajająco po plecach icały czas szepcząc mu coś do ucha. Chłopak po prostu teraz tego potrzebował. Przylgnął do wampira mocno i starał sięuspokoić. Nie było to łatwe. Czując że Shina przestał się do niego dobieraćnaprawdę mu ulżyło. Jeszcze przez jakiś czas trząsł się ale mijało mu topowoli. Spojrzał na twarz mężczyzny. Na szczęście nie było w niej juz widać tejdzikiej żądzy. Tylko uspokajający uśmiech. Mężczyzna pogłaskał go po plecach iotarł się głową o jego policzek.
- Już dobrze – szepnął wchodząc na polankę.
Wbrew oczekiwaniom chłopaka poszedł do słońca i położył sięna plecach, sadzając sobie chłopaka na biodrach.
- Rób co chcesz – szepnął – tylko
nie uciekaj, bo to sięmoże źle skończyć. Nie zawsze potrafię się
opanować – wyszeptał. Potem pogłaskałgo delikatnie po policzku, czekając
na jakąś reakcję.
Dzieciak ścisnął w dłoniach
jegokoszule i pochylił się lekko do przodu. Potem rozpłakał się na
dobre. Tym razemz ulgi. Wampir przygarnął go do siebie głaszcząc
uspokajająco.
- No już, cicho –
wyszeptał. Otarłpłynące mu z oczu łzy i patrzył na niego dziwnie. Bardzo
dziwnie. Jednocześniechciał go wziąć tu i teraz i nie bardzo miał
ochotę robić to wbrew jego woli.Bardzo niepokojące symptomy, u wampira.
Kadaj pociągnął nosem i zacząłuspokajać się powoli. Podniósł wzrok patrząc na mężczyznę nadal lekkowystraszony.
- Dlaczego się tak na mniepatrzysz? – Spytał trochę nie wyraźnym od płaczu głosem i wytarł łzy zpoliczków.
- Bo jestem dziwny – odpowiedział, głaszcząc go w policzek – no już,
nie bójsię – dodał uspokajająco. Usiadł, obejmując go rękami i wpatrywał
się w jegozapłakane oczka. - Nie martw się – chłopak wymruczał cicho – już się nie boję. Nie bardzo… Aleczasami, naprawdę mnie przerażasz. Mam nadzieje, że do tego przywyknę –wszystko wyszeptał bardzo cichym głosem. Potem wtulił się w niego jeszczebardziej. Jak opuszczony kociak.
- Masz może na coś ochotę?
–Zapytał dziwnie miękkim głosem wampir. Chciał mu jakoś wynagrodzić to
całe…zajście. Pogłaskał chłopca po plecach – jak chcesz możemy wracać.
Pewnie jesteśgłodny.
Zdziwiony chłopak przyglądał się mężczyźnie uważnie.
- Chciałbym już wrócić.
Wykąpaćsię. To bieganie po lesie trochę mnie zmęczyło – uśmiechnął się
blado. Bardzoblado. Prawie niezauważalnie.
- Dobrze –wampir wstał,
podnoszącchłopaka i zagwizdał przeciągle. Po chwili na polanę wbiegła
Bestia. Najpierwpodsadził chłopaka, a później sam na nią wsiadł.
- Do posiadłości – nakazał tylkoi objął chłopaka od tyłu.
Kadaj
z wahaniem oparł się o tors wampira. Ziewnął krótko i przymknąłoczy.
Miarowe kołysanie na grzbiecie Bestii go uspokajało. Niezamierzenie
położyłdłoń na dłoni mężczyzny. Kiedy ten poczuł drobną dłoń na swojej
nie zareagował.Tylko uśmiechnął się niedostrzegalnie.
- Czemu mi zasypiasz? –
Szepnąłwprost do ucha chłopaka, muskając je w delikatnym pocałunku.
Chłopak mimowolniedrgnął. Miał prawo, zwłaszcza po tym, co spotkało go
przed chwilą – zarazbędziemy na miejscu.
Blondyn przetarł oczy ręka.
- Wybacz, jestem trochę
zmęczony– ziewnął szeroko. Poprawił się i usiadł wygodniej,
wyprostowany. Patrzył przedsiebie głaszcząc czasami grzywę Bestii.
- Nie dziwię się – mruknął
mu doucha wampir, powodując kolejne dreszcze na plecach chłopaka –
trochę krwi przezemnie straciłeś – objął małego w pasie, a potem
ponownie pocałował w ucho – jakcoś zjesz, to poczujesz się lepiej.
Dojechali do rezydencji. Wampirzsiadł pierwszy i ściągnął chłopaka na ziemię.
- Po południu zaczniemy lekcje zjazdy konnej! – Zadecydował, obejmując chłopaka ramieniem i kierując się wstronę zamku.
- Taaak – ziewnął rozdzierająco – jasne!
Chciał
wsadzić ręce do kieszeni, ale wąskiejasne spodnie ich nie miały. Jakże
tęsknił za szerokimi jeansami i bluza zkapturem. Teraz musiał się
ubierać praktycznie jak dziewczyna. Żałował ze i taknie będzie miał w
tej sprawie nic do powiedzenia. Dał się poprowadzić dobudynku i w ogóle
przestał protestować o cokolwiek. Jego zdanie nie miało tutajprzecież
żadnego większego znaczenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz