Wdrodze powrotnej zasnąłem przytulony do
Raphaela, który obudził mnie dopiero oósmej rano następnego dnia.
Przyszedł mnie nasmarować i zabrać na śniadanie.Czułem jak delikatnie
wciera maść w moje obolałe ciało, było to nawetprzyjemne. Potem wyszedł
umyć ręce, a mi nie bardzo chciało się wstawać. Mimoże przespałem tyle
godzin nadal byłem wyczerpany wczorajszymi wydarzeniami.Raphael wrócił i
usiadł na łóżku, a ja nadal nie otwierałem oczu. Usłyszałem,że jego
wesoły głos wypowiada jakieś zdanie, coś w stylu:
– Lekcja pierwsza… – ‘Jaka lekcja skoro jajeszcze śpię?’ – pomyślałem.
Poczułemjak rozsuwa mi nogi i siada między
nimi. Zdałem sobie sprawę, że nie czujęgumki na brzuchu, jednak gdy
zrozumiałem, o czym to świadczy moja uwaga skupiłasię na słodkim zapachu
truskawek, który wziął się niewiadomo skąd. Naglepoczułem, że Raphael
złapał mojego penisa w dłoń i ruchami w górę i w dółpróbuje go
rozbudzić. Natychmiast uniosłem się na łokciach i spojrzałem naswojego
opiekuna, który jakby mi na złość właśnie przyśpieszył ruchów.
– Co… och… co ty robisz… och… do diabła?
– Na razie stawiam ci laskę, a za chwilę będęci robił loda.
– Że co? – już mi
niestety nie odpowiedział,bo wziął moją sterczącą dumnie męskość do ust.
Zaczął jedną ręką pieścić mojejądra. Z powrotem ułożyłem się na płasko i
zakryłem twarz dłońmi, by niewidział jaki jestem czerwony. Po chwili
świat zawirował, już nie mogłem logiczniemyśleć, było cudownie,
bajecznie, w życiu czegoś takiego nie czułem. Znów mójnos wychwycił
truskawki. Raphael zgiął moje kolana i ustawił mi nogi w sobietylko
znanym celu. Potem wsunął mi dłoń pod pośladki i je uniósł. Dopiero
pochwili zdałem sobie sprawę, że coś jest w moim wnętrzu, coś, co swoimi
silnymiruchami powoduje niemal spazmatyczną przyjemność. W końcu nie
wytrzymałem iwystrzeliłem w usta Raphaela. Mój opiekun podniósł głowę i
się do mnieuśmiechnął, poczułem jak to narzędzie, co dało mi tyle
przyjemności wysuwa sięze mnie. Nagle zadałem sobie sprawę, że ten
tajemniczy przedmiot to dwa palceRaphaela.
– Ubieraj się młody, idziemy na śniadanko. –mówiąc te słowa pogłaskał mnie po brzuchu.
Założyłemna siebie długą do pół uda, lecz
dopasowaną zieloną tunikę i czarne dżinsy,które moim zdaniem były zbyt
ciasne. Przejrzałem się w lustrze, wyglądnąłemnaprawdę ładnie. Raphael
stanął za moimi plecami i przepuścił przez palce mojewłosy.
– Trzeba będzie ci je przefarbować, ten mysikolor ci nie pasuje.
– Ale ja zawsze miałem takie. – uśmiechnął sięna moje słowa pobłażliwie.
– To teraz będziesz miał inne. Trzeba cijeszcze wydepilować brwi i innie części ciała. – zarumieniłem się w odpowiedzi.
Zeszliśmydo jadalni w sali kręciło się ze
czterdzieści osób. Wszyscy młodzi, piękni,wyzywająco ubrani, ze
ślicznymi uśmiechami na przepięknych twarzach. Ich włosy,paznokcie,
skóra były starannie wypielęgnowane. Siadłem tam gdzie wskazał
miRaphael. Zacząłem podziwiać wykwintność dań na stole, wszystko
wyglądało nasmaczne, ale jednocześnie mało tuczące, bogate w witaminy, a
nie w szkodliwetłuszcze jakie pochłaniałem do tej pory. Chciałem zacząć
jeść, bo żołądekgłośno domagał się tego, ale dostałem po łapach, gdy
sięgnąłem.
– Lekcja pierwsza
etykiety. – mój opiekunpowiedział tonem godnym wykładowcy na jakieś
prestiżowej uczelni. – Nigdy niezaczynaj jeść póki wszyscy nie siądą do
stołu.
Wybiładziewiąta i zebrani zaczęli zajmować
swoje miejsca. Mark przyszedł ostatni iusiadł na szczycie stołu i
dopiero on rozpoczął śniadanie. Choć dla mnie byłoto raczej piekło na
ziemi. Non stop dostawałem po łapach. Raphael karcił mnietak delikatnie,
jak gdyby bał się, że może mnie uszkodzić. Mnie było jednakwstyd i to
była gorsza kara niż te jego kuksańce. Mimo długich tłumaczeń,
którywidelec jest, do czego, jak jemy to, czy owo, ja nadal popełniałem
masę błędów.Oni patrząc na mnie chichotali, a dla mnie to wcale nie było
śmieszne. W końcuudało mi się zjeść dwie kanapki i wypić filiżankę
herbaty. Powiem wam jedno… dotej pory nie mogę zapomnieć jak
nienawidziłem lekcji etykiety.
Potembył wykład, jak się później okazało
codziennie z innej dziedziny, tego dniatrafiłem na lekcję historii
sztuki malarskiej. Raphael przyprowadził mnie nanią, a sam znikł
twierdząc, że musi iść na swoje zajęcia. Wykład był o jakimśXVI-wiecznym
malarzu florenckim, starałem się jak najwięcej zapamiętać, ale nieszło
mi zbyt dobrze. Byłem zmęczony i zdenerwowany nową sytuacją. Po
dwóchnajnudniejszych godzinach w moim życiu wykład się skończył.
Wyszedłem z Saliprawie ostatni, chciałem mieć pewność, że niczego nie
zrobię źle. Raphaelczekał na mnie przy drzwiach.
– Teraz pójdziemy do siłowni się troszkęporuszać. Dobrze ci to zrobi.
Zabrałmnie na drugi koniec posiadłości.
Pomieszczenie, do którego weszliśmy byłoniewielkie, a wszystkie jego
ściany zajmowały szafy. Raphael otworzył jedną znich i zaczął przeglądać
zawartość. W końcu wyjął z niej biały podkoszulek iczarne dresowe
krótkie spodenki.
– Będzie trochę za duże, ale nie powinnoprzeszkadzać podczas ćwiczeń.
Zmusiłmnie jeszcze do zdjęcia bokserek
twierdząc, że są za ciasne do ćwiczeń.Najgorsze okazało się to, że
ciuchy, które mi dał były przeznaczone dladziewczyny. Spodenki wycięte
były prawie do połowy pośladków, a bluzka miałauwypuklenie i szef na
klatce piersiowej. Popatrzyłem na niego karcąco, na co onz uśmiechem
odpowiedział:
– Nie ma męskich
ciuchów na ciebie. Jesteśbardzo mały i albo nosisz to, co ci dałem, albo
ćwiczysz nago. Westchnąłem iwszedłem za nim do kolejnej sali. Przy
ścianach stał najróżniejszy sprzętsportowy, jednakże my się tam tylko
porozciągaliśmy. Naszym celem byłasiłownia, gdzie znajdowały się
różnorakie sprzęty, tak profesjonalne, że niepowstydziłaby się ich
najlepsza siłownia w mieście. Podeszliśmy do ostatniegourządzenia,
przypominało trochę fotel ginekologiczny.
– No wskakuj mały. – rzucił beztrosko Raphael.
– Na to? – wskazałem ręką urządzenie. Niepodobało mi się ono, miałem jakieś dziwne i na pewno niedobre skojarzenia.
– Nie wygłupiaj się, to cię nie ugryzie. –uśmiechał się, ale gdzieś pod tym rozbawieniem wyczułem nutkę rozkazu.
Wykonałempolecenie. Żeby na tym usiąść
musiałem szeroko rozłożyć nogi i ułożyć je wspecjalnych rynienkach.
Raphael ustawił obciążenie.
– Teraz posłuchaj wyjaśnię ci jak to działa. –mówił patrząc mi prosto w oczy.
– Dobrze. – odpowiedziałem.
– To bardzo dobre
urządzenie, wyćwiczysz nimuda, w taki sposób, jaki potrzebny ci będzie
do pracy. Wyprostuj się! –docisnął moje barki do oparcia i ułożył dłonie
na uchwytach. – A teraz złączuda.
Niebyło tak źle, szło nawet łatwo, kazał
mi powtórzyć pięćdziesiąt razy, a samposzedł ćwiczyć klatkę piersiową na
innej maszynie. Gdzieś koło trzydziestegopowtórzenia w udach pojawił
się ból, potem niemal już piekło. Ledwo zrobiłem topięćdziesiąt,
myślałem, że umrę przy końcu. Delikatnie zsunąłem się z fotela,ale nadal
jakoś nie mogłem zsunąć nóg razem, więc stałem w głębokim rozkroku.Gdy
Raphael to zobaczył zaczął się śmiać. Posadził mnie na urządzeniu, na
którymjeszcze przed chwilą sam się znajdował, zmniejszył balast i kazał
ćwiczyćramiona. Potem trochę biegaliśmy na bieżni i jeździliśmy na
rowerku. Ja robiłemwszystkiego mniej i na lżejszym obciążeniu, mój
opiekun zaś ćwiczył jakopętany. Potem zabrał mnie pod prysznic.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz