poniedziałek, 22 stycznia 2018

Pośrodku piekła znalazłem dom cz.1 R5

Wdrodze powrotnej zasnąłem przytulony do Raphaela, który obudził mnie dopiero oósmej rano następnego dnia. Przyszedł mnie nasmarować i zabrać na śniadanie.Czułem jak delikatnie wciera maść w moje obolałe ciało, było to nawetprzyjemne. Potem wyszedł umyć ręce, a mi nie bardzo chciało się wstawać. Mimoże przespałem tyle godzin nadal byłem wyczerpany wczorajszymi wydarzeniami.Raphael wrócił i usiadł na łóżku, a ja nadal nie otwierałem oczu. Usłyszałem,że jego wesoły głos wypowiada jakieś zdanie, coś w stylu:
 – Lekcja pierwsza… – ‘Jaka lekcja skoro jajeszcze śpię?’ – pomyślałem.
Poczułemjak rozsuwa mi nogi i siada między nimi. Zdałem sobie sprawę, że nie czujęgumki na brzuchu, jednak gdy zrozumiałem, o czym to świadczy moja uwaga skupiłasię na słodkim zapachu truskawek, który wziął się niewiadomo skąd. Naglepoczułem, że Raphael złapał mojego penisa w dłoń i ruchami w górę i w dółpróbuje go rozbudzić. Natychmiast uniosłem się na łokciach i spojrzałem naswojego opiekuna, który jakby mi na złość właśnie przyśpieszył ruchów.
 – Co… och… co ty robisz… och… do diabła?
 – Na razie stawiam ci laskę, a za chwilę będęci robił loda.
 – Że co? – już mi niestety nie odpowiedział,bo wziął moją sterczącą dumnie męskość do ust. Zaczął jedną ręką pieścić mojejądra. Z powrotem ułożyłem się na płasko i zakryłem twarz dłońmi, by niewidział jaki jestem czerwony. Po chwili świat zawirował, już nie mogłem logiczniemyśleć, było cudownie, bajecznie, w życiu czegoś takiego nie czułem. Znów mójnos wychwycił truskawki. Raphael zgiął moje kolana i ustawił mi nogi w sobietylko znanym celu. Potem wsunął mi dłoń pod pośladki i je uniósł. Dopiero pochwili zdałem sobie sprawę, że coś jest w moim wnętrzu, coś, co swoimi silnymiruchami powoduje niemal spazmatyczną przyjemność. W końcu nie wytrzymałem iwystrzeliłem w usta Raphaela. Mój opiekun podniósł głowę i się do mnieuśmiechnął, poczułem jak to narzędzie, co dało mi tyle przyjemności wysuwa sięze mnie. Nagle zadałem sobie sprawę, że ten tajemniczy przedmiot to dwa palceRaphaela.
 – Ubieraj się młody, idziemy na śniadanko. –mówiąc te słowa pogłaskał mnie po brzuchu.
Założyłemna siebie długą do pół uda, lecz dopasowaną zieloną tunikę i czarne dżinsy,które moim zdaniem były zbyt ciasne. Przejrzałem się w lustrze, wyglądnąłemnaprawdę ładnie. Raphael stanął za moimi plecami i przepuścił przez palce mojewłosy.
 – Trzeba będzie ci je przefarbować, ten mysikolor ci nie pasuje.
 – Ale ja zawsze miałem takie. – uśmiechnął sięna moje słowa pobłażliwie.
 – To teraz będziesz miał inne. Trzeba cijeszcze wydepilować brwi i innie części ciała. – zarumieniłem się w odpowiedzi.
Zeszliśmydo jadalni w sali kręciło się ze czterdzieści osób. Wszyscy młodzi, piękni,wyzywająco ubrani, ze ślicznymi uśmiechami na przepięknych twarzach. Ich włosy,paznokcie, skóra były starannie wypielęgnowane. Siadłem tam gdzie wskazał miRaphael. Zacząłem podziwiać wykwintność dań na stole, wszystko wyglądało nasmaczne, ale jednocześnie mało tuczące, bogate w witaminy, a nie w szkodliwetłuszcze jakie pochłaniałem do tej pory. Chciałem zacząć jeść, bo żołądekgłośno domagał się tego, ale dostałem po łapach, gdy sięgnąłem.
 – Lekcja pierwsza etykiety. – mój opiekunpowiedział tonem godnym wykładowcy na jakieś prestiżowej uczelni. – Nigdy niezaczynaj jeść póki wszyscy nie siądą do stołu.
Wybiładziewiąta i zebrani zaczęli zajmować swoje miejsca. Mark przyszedł ostatni iusiadł na szczycie stołu i dopiero on rozpoczął śniadanie. Choć dla mnie byłoto raczej piekło na ziemi. Non stop dostawałem po łapach. Raphael karcił mnietak delikatnie, jak gdyby bał się, że może mnie uszkodzić. Mnie było jednakwstyd i to była gorsza kara niż te jego kuksańce. Mimo długich tłumaczeń, którywidelec jest, do czego, jak jemy to, czy owo, ja nadal popełniałem masę błędów.Oni patrząc na mnie chichotali, a dla mnie to wcale nie było śmieszne. W końcuudało mi się zjeść dwie kanapki i wypić filiżankę herbaty. Powiem wam jedno… dotej pory nie mogę zapomnieć jak nienawidziłem lekcji etykiety.
Potembył wykład, jak się później okazało codziennie z innej dziedziny, tego dniatrafiłem na lekcję historii sztuki malarskiej. Raphael przyprowadził mnie nanią, a sam znikł twierdząc, że musi iść na swoje zajęcia. Wykład był o jakimśXVI-wiecznym malarzu florenckim, starałem się jak najwięcej zapamiętać, ale nieszło mi zbyt dobrze. Byłem zmęczony i zdenerwowany nową sytuacją. Po dwóchnajnudniejszych godzinach w moim życiu wykład się skończył. Wyszedłem z Saliprawie ostatni, chciałem mieć pewność, że niczego nie zrobię źle. Raphaelczekał na mnie przy drzwiach.
 – Teraz pójdziemy do siłowni się troszkęporuszać. Dobrze ci to zrobi.
Zabrałmnie na drugi koniec posiadłości. Pomieszczenie, do którego weszliśmy byłoniewielkie, a wszystkie jego ściany zajmowały szafy. Raphael otworzył jedną znich i zaczął przeglądać zawartość. W końcu wyjął z niej biały podkoszulek iczarne dresowe krótkie spodenki.
 – Będzie trochę za duże, ale nie powinnoprzeszkadzać podczas ćwiczeń.
Zmusiłmnie jeszcze do zdjęcia bokserek twierdząc, że są za ciasne do ćwiczeń.Najgorsze okazało się to, że ciuchy, które mi dał były przeznaczone dladziewczyny. Spodenki wycięte były prawie do połowy pośladków, a bluzka miałauwypuklenie i szef na klatce piersiowej. Popatrzyłem na niego karcąco, na co onz uśmiechem odpowiedział:
 – Nie ma męskich ciuchów na ciebie. Jesteśbardzo mały i albo nosisz to, co ci dałem, albo ćwiczysz nago. Westchnąłem iwszedłem za nim do kolejnej sali. Przy ścianach stał najróżniejszy sprzętsportowy, jednakże my się tam tylko porozciągaliśmy. Naszym celem byłasiłownia, gdzie znajdowały się różnorakie sprzęty, tak profesjonalne, że niepowstydziłaby się ich najlepsza siłownia w mieście. Podeszliśmy do ostatniegourządzenia, przypominało trochę fotel ginekologiczny.
 – No wskakuj mały. – rzucił beztrosko Raphael.
 – Na to? – wskazałem ręką urządzenie. Niepodobało mi się ono, miałem jakieś dziwne i na pewno niedobre skojarzenia.
 – Nie wygłupiaj się, to cię nie ugryzie. –uśmiechał się, ale gdzieś pod tym rozbawieniem wyczułem nutkę rozkazu.
Wykonałempolecenie. Żeby na tym usiąść musiałem szeroko rozłożyć nogi i ułożyć je wspecjalnych rynienkach. Raphael ustawił obciążenie.
 – Teraz posłuchaj wyjaśnię ci jak to działa. –mówił patrząc mi prosto w oczy.
 – Dobrze. – odpowiedziałem.
 – To bardzo dobre urządzenie, wyćwiczysz nimuda, w taki sposób, jaki potrzebny ci będzie do pracy. Wyprostuj się! –docisnął moje barki do oparcia i ułożył dłonie na uchwytach. – A teraz złączuda.
Niebyło tak źle, szło nawet łatwo, kazał mi powtórzyć pięćdziesiąt razy, a samposzedł ćwiczyć klatkę piersiową na innej maszynie. Gdzieś koło trzydziestegopowtórzenia w udach pojawił się ból, potem niemal już piekło. Ledwo zrobiłem topięćdziesiąt, myślałem, że umrę przy końcu. Delikatnie zsunąłem się z fotela,ale nadal jakoś nie mogłem zsunąć nóg razem, więc stałem w głębokim rozkroku.Gdy Raphael to zobaczył zaczął się śmiać. Posadził mnie na urządzeniu, na którymjeszcze przed chwilą sam się znajdował, zmniejszył balast i kazał ćwiczyćramiona. Potem trochę biegaliśmy na bieżni i jeździliśmy na rowerku. Ja robiłemwszystkiego mniej i na lżejszym obciążeniu, mój opiekun zaś ćwiczył jakopętany. Potem zabrał mnie pod prysznic.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz