Raphael
był bardzo przystojny, dobrze zbudowany i miałnaprawdę dużego penisa.
To był chyba pierwszy raz jak widziałem go nago. Nagleprzypomniała mi
się lekcja biologii i do głowy przyszła głupia myśl.Wiedziałem, że
rozmiar członka zwiększa się, gdy mężczyzna jest podniecony.Ciekawiło
mnie jak duży jest, gdy Raphael ma wzwód. Nawet nie wiem, kiedy
zacząłemsię bezczelnie wpatrywać w jego męskość. Mój opiekun jednak to
zauważył, bousłyszałem:
– Dotknij.
– Co? – spytałemzawstydzony i przerażony zarazem.
–
No dotknij go.Albo lepiej… lekcja druga. – od razu przypomniała mi się
„lekcja pierwsza” inie byłem pewny, czy jestem gotów na „drugą lekcję”,
ale co ja mogłem…
–
Uklęknij. –rzekł stanowczo. Bałem się nie na żarty, więc nawet nie
próbowałem oponować. – Weźgo w rękę. – powoli wykonałem polecenie. –
Dobrze, a teraz zacznij nią poruszaćw przód i w tył. – zadanie nie
okazało się tak straszne, jak sądziłem. – Wdrugą rękę weź jądra. Zacznij
je ugniatać i masować. – coraz trudniej było muwydawać polecenia, gdyż
podniecenie robiło swoje. – Teraz przyspiesz, zarazbędę… och… koń… ach…
kończyć… – zrobiłem coś, co go zaskoczyło, bo na chwilęprzestał jęczeć i
z niedowierzaniem spojrzał na mnie. Kiedy odsunąłem dłoń dotyłu,
wykonałem to co on rano, a mianowicie na wstępie polizałem czubek
jegoerekcji, poczym się do niej przyssałem niezwalniając ruchów ręką. Po
jakieśchwili Raphaelowi zaczęły drgać mięśnie. Opierał się jeszcze
moment, aż w końcumnie odepchnął i obrócił się bokiem. Zobaczyłem jak
przez niewielki otworekwylewa się morze białej cieczy. Był to szokujący
widok, wszak pierwszy raz widziałemjak szczytuje inny mężczyzna. Raphael
oparł się o wykafelkowaną ścianę i odkręciłwodę, która spłukała resztki
jego namiętności. Przywarłem do niego i spytałem:
– Dobrze sięspisałem?
– Yhm. Świetniemaleńki, szybko się uczysz. – głos miał dziwnie drżący, a między każdym słowemrobił głęboki wdech.
– Było ci dobrze?– popatrzył na mnie z dziwnym zaskoczeniem.
–
Ciekawe pytanie.– jego głos wracał już do normy. – Tak było mi dobrze,
ale nie wolno ci zadaćtego pytania klientowi. Nigdy! Przenigdy.
Rozumiesz? – przestraszyłem się.
– Tak.Przepraszam.
–
Mnie nie musisz,bo dopiero się uczysz i dobrze że pytasz. – jego głos
znów stał się przyjemniemiły. – Chodź pójdziemy jeszcze popływać, a
potem odwiedzimy salon piękności.
Poszedłem
za nim, ale nie zabrał mnie już do szatni. Zpoczątku sądziłem, że
idziemy do innej. Zatrzymałem go przed szklanymi drzwiamiprowadzącymi na
basen.
– Ja nie mam spodenek.
– A czy ja mam? – uśmiechnąłsię do mnie pobłażliwie.
– No, ale tak bez kąpielówek?
–
Tu wszyscyjesteśmy tacy sami, nie musisz się nikogo wstydzić. – łatwiej
powiedzieć niżzrobić. Postanowiłem wyciągnąć ostrzejsze argumenty.
– Ale…
– Ale, co?
– Ktoś możezobaczyć sińce.
– Zapomniałem onich. – spojrzał na mnie z troską i przejechał ręką po boku. – Żebro wciąż boli?
– Nie. Przecieżrano dałeś mi tabletkę przeciwbólową.
– To zrobimy tak…ja popływam, a ty się pomoczysz.
– A sińce?
– Co sińce? Wszyscyi tak już o nich wiedzą, tu nic się nie ukryje.
Spojrzałem
na niego przerażony, a on uśmiechnął się ipoczochrał mi mokre włosy.
Basen był pusty tylko jakichś dwóch chłopakówmoczyło się w jacuzzi.
Przycupnąłem w połowie półokrągłych schodków prowadzącychdo basenu. Wody
miałem po ramiona, więc usiadłem niżej, nie chciałem by ktoświdział
sińce. Raphael pływał w tę i z powrotem, co chwilę zmieniając styl.
Kiedy
tak siedziałem to po raz pierwszy ujrzałem nagądziewczynę. Weszła jak
gdyby nigdy nic na basen. Miała długie, rude, kręconewłosy. Skórę jasną
jak mleko, piersi duże, kształtne i sterczące, a sutkiciemnoczerwone.
Spojrzałem niżej i ujrzałem nagie łono, nie było na nim anijednego
włoska. Na ten widok członek zrobił mi psikusa stając na
baczność.Chciałem to jakoś ukryć, ale się nie udało. Dziewczyna szybko
do mniepodpłynęła.
– Rita. – Wyciągnęładłoń nie odrywając wzroku od mojej niewielkiej, acz dumnie sterczącej męskości.
– Gabriel. – wydukałem starając się ukryćzmieszanie.
– Gabrielu masz problem.Pomóc ci z nim? – spytała wymownie zerkając na moje krocze.
– Rita odsuń sięod niego! – krzyk Raphaela zmazał uśmiech dziewczyny, który automatyczniepowrócił na jej twarz po sekundzie.
Zakryłem skarb ręką i spuściłem głowę. Czułem jak mojepoliczki purpurowieją.
– Ale czemu? Onjest taki słodziutki, aż chce się go schrupać. – spojrzała na mnie pożądliwie.
– Dała byś sobiespokój. – w głosie Raphaela słychać było pogardę i zniesmaczenie.
Raphael
specjalnie potrącając Ritę złapał mnie za ramię isiłą wyciągnął z
basenu. Zatrzymaliśmy się odrobinę dalej. Opiekun nachylił sięnade mną i
zaczął wykład:
– Uważaj na nią.Ona ma słabość do prawiczków. Nie minie chwila, a będziesz jej.
Pozwoliłem
mu ciągnąć się za ramię do szatni, nierozumiejącjednak skąd u niego ten
gniew i święte oburzenie. Wolałem nie pytać, gdyż miałemobawy, że się
na mnie wyżyje.
Jedyne,
czego pragnąłem to gdzieś się schować. Gdyprzechodziliśmy koło jacuzzi
przywarłem do uda Raphaela próbując ukryć erekcję,ale obaj jego
użytkownicy i tak zauważyli mój mały problem. Jeden z chłopcówspojrzał
na mnie współczująco, a drugi zaczął chichotać. Nim zostałem niemalsiłą
wyciągnięty z basenowej sali zobaczyłem jak ten, który mi współczuł
trzepnąłostrzegawczo po głowie tego, śmiejącego się. Mój stojący i
niechcący opaść „przyjaciel”utrudniał mi chodzenie, więc nadążenie za
Raphaelem sprawiało spore trudności. Opiekunpuścił mnie dopiero, gdy
doszliśmy do szatni. Podchodząc do szafki wziął moje rzeczy,rzucił nimi
we mnie i kazał się natychmiast ubierać. Nie było możliwości bym wtakim
stanie zdołał wciągnąć na siebie spodnie, czy bokserki. Chciałem wyjść
dołazienki i sobie ulżyć.
– A ty dokąd? – Raphaelobrócił się w moją stronę jednocześnie wciągając na siebie koszulkę.
– Do ubikacji. – zarumieniłemsię, a on dopiero wtedy dojrzał mój wzwód.
– O nie! – powiedziałuśmiechając się zawadiacko. – Uznajmy to za lekcję numer trzy.
– Na czym ta lekcjama polegać? – spytałem po dłuższej chwili milczenia.
– Pokaż mi jak sobierobisz dobrze. Będę cię obserwował i instruował. Nie raz klient poprosi ciężebyś się podotykał.
– Ale muszę tutaj?Tu ktoś może w każdej chwili wejść. – oczywiście moja wymówka nie zadziałała.
– Tutaj. – sięgnąłpo bokserki. – No dalej nie grzeb się.
Usiadłem
na ławce. Zacząłem masować i ugniatać sobiejedną ręką uda, a drugą zaś
złapałem swój członek. Dwa szybsze ruchy i zrobiłomi się błogo.
–
Jęcz! – usłyszałem,w tym samym momencie drzwi skrzypnęły i do szatni
weszło tych dwóch chłopaków.Chciałem się schować, albo chociaż przerwać,
ale Opiekun kategorycznie mi tego zabroniłi kontynuował wydawanie
rozkazów:
–
Rozsuń szerzejnogi. Dotknij drugą ręką jąder. – ogarnięty narastającym
podnieceniem z wielką chęciąwykonywałem te polecenia. Było mi tak
dobrze, że nie przeszkadzała nawetpublika. – Zostaw jądra przechyl się
trochę do tyłu i zjedź palcem niżej.Pomasuj otworek. Spokojnie, bez
nerwów. – pohamował mnie trochę i po jakieśchwili dodał:
– Wsuń tam palec,a potem zacznij nim poruszać.
Było
mi cudownie, w życiu nie czułem takiej błogości. Wkońcu nie wytrzymałem
i wystrzeliłem. Kropelkami spermy ochlapałem sobiebrzuch, klatkę
piersiową i uda.
– Świetnie! – powiedziałi podał mi ręcznik bym się wytarł.
– Wyglądałprzesłodko z tą euforyczną miną. – zachwycił się ten, co wcześniej miwspółczuł.
– Bo będęzazdrosny. – dodał z oburzoną miną tamten drugi.
– A bądź. – spojrzałna mnie z czułością i pożądaniem. – Wyglądał jak aniołek w ekstazie.
– Szybko się uczy.– skwitował dumny Raphael.
Ubrałem
się i żegnając z nowymi kolegami podreptałem za Opiekunem.Mieliśmy się
teraz udać do salonu piękności. Nie powiem ciekawiło mnie jak tambędzie,
ale nie przewidziałem tego, co wydarzyło się naprawdę.
W
kolejnym pokoju, do którego zabrał mnie Raphael byłprawdziwy salon
kosmetyczny. Na kanapie siedziały trzy osoby. Fryzjer Jane-Philipew
skrócie JP (czyt.: ŻiPę), kosmetyczka Paula i wizażystka Victoria. Mieli
pogóra trzydzieści lat i byli równie piękni, co ekstrawaganccy. Raphael
posadziłmnie na fotelu przed lustrem i usłyszałem jak rozmawia z tym
chłopakiem, którymiał fajny francuski akcent.
– Trzeba mu zmienićkolor włosów. Wydepilować to i owo. Zadbać o paznokcie i oczyścić cerę.
– Coś jeszcze? – głoschłopaka nagle wydał mi się jakiś sztuczny, przesłodzony.
– Chyba nic.
–
To sobie siądnij(błąd zamierzony) na kanapie, a my się wszystkim
zajmiemy. – obrócił siębezceremonialnie plecami do Raphaela i zwrócił
się do jednej z dziewcząt:
– Paulo jak sądziszjaki kolorek najbardziej będzie mu pasował?
–
Sama nie wiem. –zamyśliła się na chwilkę, drapiąc paznokciem po
brodzie. – Teraz wygląda jakascetyczny aniołek, z jakiegoś
średniowiecznego gobelinu. To musi być kolor, którygo ożywi, który zrobi
z niego aniołka z różkami.
Oboje
bacznie przyglądali mi się przez chwilę, w tymczasie Raphael dyskutował
o czymś zaciekle, lecz szeptem z drugą dziewczyną. Wkońcu Francuz się
odezwał:
– Może zieleń?Ładnie mu będzie w ciemnej zieleni?
Mężczyzna
zrobił mi zdjęcie i wrzucił je do komputera.Przebierali w
najróżniejszych kolorach, zatrzymali się na chwilę przy różowym,ale
dzięki bogom szybko zrezygnowali z tego pomysłu. W końcu i nawet mi
jedenprzypadł do gustu, a oni mnie poprali. Została mi nałożona na włosy
ciemno-fioletowafarba. Gdy fryzjer skończył kosmetyczka zabrała mnie do
wanny z błotem. Leżałemtam pół godziny. Potem prysznic, tylko tak by
nie zmoczyć jeszcze farbującychsię włosów. Potem za pomocą jakiegoś
kremu wydepilowała mnie całego, próczmiejsc intymnych. Cały spąsowiałem,
gdy uniosła mojego penisa i zaczęła przypomocy golarki obgalać go w
koło. Najgorsze jednak zaczęło się potem.
–
Obróć się iwypnij. – znów te dwa słowa. Normalnie na sam ich dźwięk
zaczęło mi się robićsłabo. – Tu użyjemy wosku, bo boje się, że mogłabym
cię uszkodzić. Masz tu takądelikatną skórę. – przejechała dłonią po moim
pośladku. Wzdrygnąłem się, alepozwoliłem na dalsze zabiegi. Z początku
było przyjemnie. Posmarowała miciepłym woskiem pośladki i przykleiła na
nie takie dziwne plastry. – Musimytrochę poczekać, a ja tym czasem zajmę
się środkiem. – chciałem spytać o co jejchodzi, ale już nie zdążyłem,
gdyż poczułem jak rozchyla moje pośladki, a potemmówi:
–
E… tu nie maszjeszcze żadnych włosków… – przejechała palcem w okolicy
mojej dziurki. – …tylkotaki mały meszek. Zostawimy go, nie będzie
przeszkadzał. Właściwie nie ma nawetspecjalnie co u ciebie depilować,
masz jeszcze tak mało włosków. – po tychsłowach pociągnęła za jeden z
plastrów. W jednej chwili pomyślałem, że umrę. Bólbył piekący, straszny.
Wtedy przypomniało mi się, że mam na sobie jeszcze trzytakie plastry.
Darłem się tak, że słychać mnie było zapewne w całym domu i jegookolicy.
Potem ta okrutna baba dała mi kremy, którymi miałem smarować całeciało
bez wyjątku, jeden na noc, drugi na dzień. Ubrała mnie w ciepły
szlafroki posadziła z powrotem w fotelu. Tyłek bolał niemiłosiernie, a
JP ze mnieżartował:
– Boli jak przypierwszym razie, co nie mały?
– Ja jeszcze… – zarumieniłemsię.
– A takzapomniałem, jesteś prawiczkiem. – w jego głosie słychać było rozbawienie.
– Czy to takbędzie boleć? – spytałem poważnie.
– Za pierwszymrazem?
–
Podobnie. – wtrąciłsię Raphael, uciszając w ten sposób durne żarty
mężczyzny. – Choć nie do końcata część tyłeczka będzie cię boleć. –
zadrżałem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz