Od incydentu w lasku minęło
kilka kolejnych dni. Wampir znowu wybrał się z chłopakiem do ogrodów,
ale tym razem obyło się bez takich nieprzyjemności. Dodatkowo, Kadaj
zdawał się ufać mu teraz nieco bardziej. Tylko trochę, ale to zawsze
coś.
Przed pójściem do jadalni
zajrzeli jeszcze do sypialni chłopaka. Nie wypadało przecież, żeby po
całym zamku paradował w przybrudzonych od trawy ubraniach. Wampir
usadził go na łóżku i kolejno wrzucał na nie wyciągnięte z szafy
ubrania. Najpierw znalazły się wśród nich kolejne białe spodnie, z
wyszytym z tyłu, czerwoną nicią, poszarpanym motylem. Następnie biała
koszulka, zakładana na szyję, z tysiącem guziczków do zapięcia z tylu. Z
przodu miała wzór z ciemnoczerwonych plam,wyglądających trochę jak
rozlana krew, trochę jak wino. Do tego cieniutka, biała narzutka z
obszerną kapuzą. Kiedy skończył, obrócił się w kierunku chłopaka z
dziwnym błyskiem w oku.
- Ubierasz się, czy może ci pomóc? – Zamruczał.
- Musze się w to ubierać?
–Zaprotestował chłopak. Oznaczało to, ze staje się coraz śmielszy.
Wampirowi nawet się to podobało. Do pewnego momentu.
- To jest strasznie skomplikowane – marudził dalej dzieciak. Niezadowolony patrzył na masę guzików z tyłu.
- Czy tu nie ma jakiś
prostszych ubrań? – Westchnął cicho, ale nie przesadzał nie chcąc
denerwować wampira. Nie chciał by ten znów go skrzywdził.
Shina podszedł do Kadaja uśmiechając się specyficznie. Jednocześnie groźnie, figlarnie i z dozą niebezpiecznej czułości.
- Nie martw się, pomogę ci
–wyszeptał, patrząc mu w oczy z uśmieszkiem. W następnej chwili
przewrócił go na łóżko i całując po brzuchu ściągnął poprzednie spodnie.
Nie zwracał uwagi na lekkie wzdrygnięcia chłopaka. Przez ten czas
powinien już był przywyknąć do jego dotyku.
- Wiesz – wyszeptał –
jesteś cholernie kuszący, gdy się boisz – założył mu nowe spodnie i
pociągnął go dostania, całując namiętnie.
- Teraz koszulka – oświadczył z dziwnym uśmieszkiem, nieświadomie oblizując kły.
Chłopak owszem, zaczynał się juz do tego powoli
przyzwyczajać. Ale nieco zbyt wolno. Całowanie, ubieranie, kąpanie,
trzymanie w pasie. Nie było to wcale takie przerażające jakie się mogło
zdawać na początku. Pozwalał teraz wampirowi na wszystko, bojąc się już
znacznie mniej. Przynajmniej, kiedy go nie drażnił,wampir był
delikatniejszy.
Shina pocałował
blondyna w szyję, kąsając delikatnie, po czym ściągnął z niego lekko
przybrudzoną ziemią kremową bluzkę. Rzucił ja w kat i sięgnął po nową.
Obrócił chłopaka tak, że teraz stał za nim. Polizał go po karku i zapiął
podtrzymującą cała bluzkę białą wstążkę, nieprzyjemnie przypominającą
obróżkę. Mężczyzna nie zakładał mu prawdziwej obroży od spaceru do
różanego ogrodu, ale nadal wisiała w szafie i straszyła go. Wybijając z
głowy pomysły o niesubordynacji. Następnie pocałował go między łopatkami
i zaczął zapinać znajdujące się poniżej guziczki.
- Śliczny – szepnął,
obracając chłopaka z powrotem do siebie i gładząc go po odsłoniętym dole
pleców i brzuchu. Koszulka była krótka i poszarpana. Więcej odsłaniała,
niż zasłaniała i właśnie o to chodziło wampirowi.
- Dziękuje – wyszeptał chłopak pokornie.
Podciągnął się lekko na
palcach i musnął usta wampira. Drżał przy tym. Ale wiedział, ze właśnie
tego jego pan oczekuje. Zaraz potem wciągnął na siebie cieniutką
narzutkę.
- Idziemy? – Zapytał cicho, spoglądając na wampira uważnie.
- Tak – mruknął, zjeżdżając
ręką z pleców na pośladki chłopaka. Ten drgnął teraz trochę mocniej –
tylko buty załóż. Tam stoją – wskazał kąt pokoju. Stały tam, równie
białe co reszta stroju,wysokie oficerki na niskim obcasie.
Kadaj
podszedł do wskazanego przez Shine miejsca. Bez słowa wyciągnął buty
sznurując je do samej góry. Tupnął kilka razy na próbę. Były całkiem
dobre. Nie narzekał. Obejrzał się w wielkim lustrze. Gdyby nie to że
wyglądał w tym wszystkim jak dziewczyna to by było super. Poluzował
lekko palcami wstążkę na szyi.
- Juz . Idziemy? – Spojrzał pytająco na mężczyznę.
- Tak.
Podszedł do chłopaka,
obejmując go w pasie i ciągnąc do wyjścia. Zeszli piętro niżej, minęli
kilka korytarzy i stanęli przed wielkimi, wypełnionymi witrażowym szkłem
drzwi. Wampir pchnął je lekko, otwierając. Nie robiło na nim wrażenia
to, ze zazwyczaj jedno ich skrzydło otwierały dwie osoby. Pociągnął
chłopaka za sobą i wszedł do środka. Wbrew oczekiwaniom blondyna wnętrze
nie było ciemne jak sypialnie. Podłogę tworzył zawiły wzór ułożony z
sosnowego i różanego drewna. Ściany zdobiły jasno kremowe draperie.
Takie same firany wisiały w dużych, lekko gotyckich oknach. Sama sala
nie była duża. Raczej kameralna. Na środku stał duży, przykryty jasnym
obrusem stół.
Właśnie tam skierował swoje
kroki wampir. Usiadł na krześle u szczytu stołu, ciągnąc Kadaja na
swoje kolana. Pstryknął,a do pomieszczenia wsypał się mały tłumek
służących niosących najprzeróżniejsze dania i stawiając je na stole.
Wokół stało jeszcze kilka krzeseł, ale wampir jak zwykle nie pozwolił blondynowi usiąść samemu. Chłopak westchnął cicho i pokręcił mu się na kolanach. Wciąż rozglądał się zafascynowany po sali. Był przyjemna, wręcz przytulna. Shina zaśmiał się,widząc minę chłopaka na widok jedzenia.
- Spokojnie – szepnął mu do ucha– nic ci nie ucieknie.
Kiedy służący wyszli nie
pozwolił chłopakowi zabrać się do jedzenia, najpierw nalał do
kryształowego kielicha nieco półsłodkiego, czerwonego wina. Potem sam
zaczął kroić i podawać mu potrawy do ust. Z zainteresowaniem patrzył na
rosnącą irytację blondyna.
Tego było po prawdzie już
trochę za wiele. W końcu Kadaj nie był dzieckiem żeby go karmić. Mógł
znieść to całe noszenie i tak dalej, ale żeby karmić? Prychnął
zirytowany w myślach. Przecież z tym sam by sobie poradzi; . Podniósł
rękę i bezskutecznie spróbował wyjąc widelec z rąk mężczyzny. A ten
zamiast mu to umożliwić śmiał się tylko.
- Złość piękności szkodzi, kotku– zamruczał.
Wpakował mu do ust kolejną
porcje ziemniaków z marchewką i zaśmiał się na widok jego rozzłoszczonej
do ostatecznych granic miny.
- Śliczny – pocałował go w czubek nosa.
- A teraz otwórz buzię –
zaśmiał się ponownie, nabijając na widelec kawałek polędwicy i zbliżając
go do ust chłopaka – no powiedz aaa… – wyraźnie kpił sobie z blondyna. I
świetnie się przy tym bawił.
Kadaj
był już prawie ze czerwony ze złości. Wampir był co najmniej
nieprzyjemny. Odwrócił głowę robiąc obrażoną minę. Już wiele razy był tu
poniżany, ale to już trochę przegięcie. Dlaczego on mówi do niego jak
do małego dziecka. Nie otworzył buzi i nadal siedział z zamkniętymi
oczami.
Mężczyzna wiedział, że
chłopak się obraził. Nie przejął się tym zbytnio. Odłożył widelec i upił
troszeczkę wina. Uśmiechnął się samymi kącikami ust i przysunął swoją
twarz do chłopaka. Złapał go za kark i pocałował, prawie przemocą
wdzierając się do jego ust. Biedak zapomniał, ze swojego pana lepiej nie
drażnić. I co teraz? Przesłał mu myślowa wiadomość, jednocześnie penetrując jego smakujące teraz winem usta.
Kadaj
złapał mężczyznę za włosy. Otworzył szerzej usta pozwalając mu na to na
co tylko będzie miał ochotę. Zsunął się lekko z jego kolan zmieniając
pozycje. Zmuszał się do tego wszystkiego, ale nie miał wyjścia. Siedział
na wprost niego i wplatał obie dłonie w jego włosy od czasu do czasu
przesuwając długie pasma pomiędzy palcami. Był wystraszony. Teraz nic… odpowiedział w myślach z wahaniem, bawiąc wampira jeszcze bardziej.
Shina zachichotał w duchu, zaciskając dłonie na pośladkach chłopaka i całując go bardzo głęboko. Teraz, to ja ci obiecuję, ze jeszcze jeden wyskok i się zajmiemy twoim tyłkiem. Nachylił się nad chłopakiem, opierając go o stół. Jeśli nie masz dzisiaj ochoty, to radze być grzecznym.
Blondyn spiął się wystraszony, a wampir zaczął całować go po szyi. Miał na chłopaka straszną ochotę. A zresztą… kto powiedział, że mam czekać?Zaśmiał
się, w tym śmiechu pobrzmiewało zimne samozadowolenie. W końcu,odrobina
zabawy to jeszcze nie gwałt. W dodatku, w pełni się teraz
kontrolował.Oderwał się od ust chłopaka.
- Niby dlaczego nie zrobić
tego tu? Zdawało mi się, ze ta jadalnia przypadła ci go gustu – ukąsił
go łagodnie wszyję, a po chwili polizał delikatne zranienie – jak nie
tu, to gdzie byś chciał?
Odsunął się od niego i uciekł.usiadł na krześle obok.
- Nigdzie – odpowiedział z
wahaniem, ale patrzył mu hardo w oczy. W końcu wampir obiecał, ze mu nie
zrobi krzywdy – tylko mnie nie gwałć z tego powodu jakbyś mógł. To za
bardzo boli kiedy mi to robisz.
Podniósł się trochę w chwycił w palce jakiś owoc w bitej śmietanie. Musiał sobie jakoś radzić skoro czarnowłosy nie
dał mu sztućców. Oblizał łakomie palce i sięgnął po więcej. Nie
przejmował się wampirem. I to był jego błąd.Tydzień spokoju uśpił jego
czujność. Zapomniał, ze mężczyzna przecież cały czas się hamował.
Shina złapał go za rękę i sam zlizał śmietanę z jego palców.
- Mówiłem coś na temat
wyskoków,prawda? – Zapytał z niebezpiecznym błyskiem w oku – teraz nie
pytam, czy chcesz, ale gdzie chcesz – przysunął swoja twarz do jego,
uśmiechając się nieprzyjemnie. Nabrał na palec nieco bitej śmietany i
rozsmarował ją na ustach chłopaka – no więc?
Kadaj
nadal patrzył mu hardo w oczy. Jak zwykle nie miał nic dopowiedzenia
jeżeli chodziło o te sprawy. Wampir wciąż trzymał go za rękę.
- W porządku – mruknął
jakby lekceważąco – wolę sypialnie niż jadalnie jeżeli juz musze –
odwrócił od niego głowę nie patrząc mu w twarz.
Wampir się wściekł.
Odetchnął ciężko. Wstał i jednym ruchem ręki zwalił połowę rzeczy
stojących na stole na podłogę. Złapał chłopaka pod pachami i posadził na
stole. Zbliżył się do niego i chwytając go za ręce spojrzał mu prosto w
oczy.
- Czy ty uważasz, że mi
łaskę robisz? – Wysyczał – to ja ci łaskę robię, że cię o cokolwiek
pytam. I okazałbyś mi trochę szacunku szczeniaku. Bo gdybym chciał, to w
chwili obecnej już nawet nie myślałbyś samodzielnie! – Momentalnie
wdarł się do umysłu chłopaka, blokując mu możliwość poruszania się – nie
martw się – szepnął,patrząc w jego przerażone oczy – z myślami można
zrobić podobnie – zabrał blokadę i chłopak z powrotem mógł sam się
poruszać. Wyszedł z jego umysłu i czekał na reakcje dzieciaka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz