poniedziałek, 22 stycznia 2018

Bloodlust R11: Dobre złego początki

Od incydentu w lasku minęło kilka kolejnych dni. Wampir znowu wybrał się z chłopakiem do ogrodów, ale tym razem obyło się bez takich nieprzyjemności. Dodatkowo, Kadaj zdawał się ufać mu teraz nieco bardziej. Tylko trochę, ale to zawsze coś.
Przed pójściem do jadalni zajrzeli jeszcze do sypialni chłopaka. Nie wypadało przecież, żeby po całym zamku paradował w przybrudzonych od trawy ubraniach. Wampir usadził go na łóżku i kolejno wrzucał na nie wyciągnięte z szafy ubrania. Najpierw znalazły się wśród nich kolejne białe spodnie, z wyszytym z tyłu, czerwoną nicią, poszarpanym motylem. Następnie biała koszulka, zakładana na szyję, z tysiącem guziczków do zapięcia z tylu. Z przodu miała wzór z ciemnoczerwonych plam,wyglądających trochę jak rozlana krew, trochę jak wino. Do tego cieniutka, biała narzutka z obszerną kapuzą. Kiedy skończył, obrócił się w kierunku chłopaka z dziwnym błyskiem w oku.
- Ubierasz się, czy może ci pomóc? – Zamruczał.
- Musze się w to ubierać? –Zaprotestował chłopak. Oznaczało to, ze staje się coraz śmielszy. Wampirowi nawet się to podobało. Do pewnego momentu.
 - To jest strasznie skomplikowane – marudził dalej dzieciak. Niezadowolony patrzył na masę guzików z tyłu.
- Czy tu nie ma jakiś prostszych ubrań? – Westchnął cicho, ale nie przesadzał nie chcąc denerwować wampira. Nie chciał by ten znów go skrzywdził.
Shina podszedł do Kadaja  uśmiechając się specyficznie. Jednocześnie groźnie, figlarnie i z dozą niebezpiecznej czułości.
- Nie martw się, pomogę ci –wyszeptał, patrząc mu w oczy z uśmieszkiem. W następnej chwili przewrócił go na łóżko i całując po brzuchu ściągnął poprzednie spodnie. Nie zwracał uwagi na lekkie wzdrygnięcia chłopaka. Przez ten czas powinien już był przywyknąć do jego  dotyku.
- Wiesz – wyszeptał – jesteś cholernie kuszący, gdy się boisz – założył mu nowe spodnie i pociągnął go dostania, całując namiętnie.
- Teraz koszulka – oświadczył z dziwnym uśmieszkiem, nieświadomie oblizując kły.
Chłopak owszem, zaczynał się juz do tego powoli przyzwyczajać. Ale nieco zbyt wolno. Całowanie, ubieranie, kąpanie, trzymanie w pasie. Nie było to wcale takie przerażające jakie się mogło zdawać na początku. Pozwalał teraz wampirowi na wszystko, bojąc się już znacznie mniej. Przynajmniej, kiedy go nie drażnił,wampir był delikatniejszy.
Shina pocałował blondyna w szyję, kąsając delikatnie, po czym ściągnął z niego lekko przybrudzoną ziemią kremową bluzkę. Rzucił ja w kat i sięgnął po nową. Obrócił chłopaka tak, że teraz stał za nim. Polizał go po karku i zapiął podtrzymującą cała bluzkę białą wstążkę, nieprzyjemnie przypominającą obróżkę. Mężczyzna nie zakładał mu prawdziwej obroży od spaceru do różanego ogrodu, ale nadal wisiała w szafie i straszyła go. Wybijając z głowy pomysły o niesubordynacji. Następnie pocałował go między łopatkami i zaczął zapinać znajdujące się poniżej guziczki.
- Śliczny – szepnął, obracając chłopaka z powrotem do siebie i gładząc go po odsłoniętym dole pleców i brzuchu. Koszulka była krótka i poszarpana. Więcej odsłaniała, niż zasłaniała i właśnie o to chodziło wampirowi.
- Dziękuje – wyszeptał chłopak pokornie.
Podciągnął się lekko na palcach i musnął usta wampira. Drżał przy tym. Ale wiedział, ze właśnie tego jego pan oczekuje. Zaraz potem wciągnął na siebie cieniutką narzutkę.
- Idziemy? – Zapytał cicho, spoglądając na wampira uważnie.
- Tak – mruknął, zjeżdżając ręką z pleców na pośladki chłopaka. Ten drgnął teraz trochę mocniej – tylko buty załóż. Tam stoją – wskazał kąt pokoju. Stały tam, równie białe co reszta stroju,wysokie oficerki na niskim obcasie.
Kadaj podszedł do wskazanego przez Shine miejsca. Bez słowa wyciągnął buty sznurując je do samej góry. Tupnął kilka razy na próbę. Były całkiem dobre. Nie narzekał. Obejrzał się w wielkim lustrze. Gdyby nie to że wyglądał w tym wszystkim jak dziewczyna to by było super. Poluzował lekko palcami wstążkę na szyi.
- Juz . Idziemy? – Spojrzał pytająco na mężczyznę.
- Tak.
Podszedł do chłopaka, obejmując go w pasie i ciągnąc do wyjścia. Zeszli piętro niżej, minęli kilka korytarzy i stanęli przed wielkimi, wypełnionymi witrażowym szkłem drzwi. Wampir pchnął je lekko, otwierając. Nie robiło na nim wrażenia to, ze zazwyczaj jedno ich skrzydło otwierały dwie osoby. Pociągnął chłopaka za sobą i wszedł do środka. Wbrew oczekiwaniom blondyna wnętrze nie było ciemne jak sypialnie. Podłogę tworzył zawiły wzór ułożony z sosnowego i różanego drewna. Ściany zdobiły jasno kremowe draperie. Takie same firany wisiały w dużych, lekko gotyckich oknach. Sama sala nie była duża. Raczej kameralna. Na środku stał duży, przykryty jasnym obrusem stół.
Właśnie tam skierował swoje kroki wampir. Usiadł na krześle u szczytu stołu, ciągnąc Kadaja na swoje kolana. Pstryknął,a do pomieszczenia wsypał się mały tłumek służących niosących najprzeróżniejsze dania i stawiając je na stole.

Wokół stało jeszcze kilka krzeseł, ale wampir jak zwykle nie pozwolił blondynowi usiąść samemu. Chłopak westchnął cicho i pokręcił mu się na kolanach. Wciąż rozglądał się zafascynowany po sali. Był przyjemna, wręcz przytulna. Shina zaśmiał się,widząc minę chłopaka na widok jedzenia.
- Spokojnie – szepnął mu do ucha– nic ci nie ucieknie.
Kiedy służący wyszli nie pozwolił chłopakowi zabrać się do jedzenia, najpierw nalał do kryształowego kielicha nieco półsłodkiego, czerwonego wina. Potem sam zaczął kroić i podawać mu potrawy do ust. Z zainteresowaniem patrzył na rosnącą irytację blondyna.
Tego było po prawdzie już trochę za wiele. W końcu Kadaj nie był dzieckiem żeby go karmić. Mógł znieść to całe noszenie i tak dalej, ale żeby karmić? Prychnął zirytowany w myślach. Przecież z tym sam by sobie poradzi; . Podniósł rękę i bezskutecznie spróbował wyjąc widelec z rąk mężczyzny. A ten zamiast mu to umożliwić śmiał się tylko.
- Złość piękności szkodzi, kotku– zamruczał.
Wpakował mu do ust kolejną porcje ziemniaków z marchewką i zaśmiał się na widok jego rozzłoszczonej do ostatecznych granic miny.
- Śliczny – pocałował go w czubek nosa.
- A teraz otwórz buzię – zaśmiał się ponownie, nabijając na widelec kawałek polędwicy i zbliżając go do ust chłopaka – no powiedz aaa… – wyraźnie kpił sobie z blondyna. I świetnie się przy tym bawił.
Kadaj był już prawie ze czerwony ze złości. Wampir był co najmniej nieprzyjemny. Odwrócił głowę robiąc obrażoną minę. Już wiele razy był tu poniżany, ale to już trochę przegięcie. Dlaczego on mówi do niego jak do małego dziecka. Nie otworzył buzi i nadal siedział z zamkniętymi oczami.
Mężczyzna wiedział, że chłopak się obraził. Nie przejął się tym zbytnio. Odłożył widelec i upił troszeczkę wina. Uśmiechnął się samymi kącikami ust i przysunął swoją twarz do chłopaka. Złapał go za kark i pocałował, prawie przemocą wdzierając się do jego ust. Biedak zapomniał, ze swojego pana lepiej nie drażnić. I co teraz? Przesłał mu myślowa wiadomość, jednocześnie penetrując jego smakujące teraz winem usta.
Kadaj złapał mężczyznę za włosy. Otworzył szerzej usta pozwalając mu na to na co tylko będzie miał ochotę. Zsunął się lekko z jego kolan zmieniając pozycje. Zmuszał się do tego wszystkiego, ale nie miał wyjścia. Siedział na wprost niego i wplatał obie dłonie w jego włosy od czasu do czasu przesuwając długie pasma pomiędzy palcami. Był wystraszony. Teraz nic… odpowiedział w myślach z wahaniem, bawiąc wampira jeszcze bardziej.
Shina zachichotał w duchu, zaciskając dłonie na pośladkach chłopaka i całując go bardzo głęboko. Teraz, to ja ci obiecuję, ze jeszcze jeden wyskok i się zajmiemy twoim tyłkiem. Nachylił się nad chłopakiem, opierając go o stół. Jeśli nie masz dzisiaj ochoty, to radze być grzecznym.
Blondyn spiął się wystraszony, a wampir zaczął całować go po szyi. Miał na chłopaka straszną ochotę. A zresztą… kto powiedział, że  mam czekać?Zaśmiał się, w tym śmiechu pobrzmiewało zimne samozadowolenie. W końcu,odrobina zabawy to jeszcze nie gwałt. W dodatku, w pełni się teraz kontrolował.Oderwał się od ust chłopaka.
- Niby dlaczego nie zrobić tego tu? Zdawało mi się, ze ta jadalnia przypadła ci go gustu – ukąsił go łagodnie wszyję, a po chwili polizał delikatne zranienie – jak nie tu, to gdzie byś chciał?
Odsunął się od niego i uciekł.usiadł na krześle obok.
- Nigdzie – odpowiedział z wahaniem, ale patrzył mu hardo w oczy. W końcu wampir obiecał, ze mu nie zrobi krzywdy – tylko mnie nie gwałć z tego powodu jakbyś mógł. To za bardzo boli kiedy mi to robisz.
Podniósł się trochę w chwycił w palce jakiś owoc w bitej śmietanie. Musiał sobie jakoś radzić skoro czarnowłosy nie dał mu sztućców. Oblizał łakomie palce i sięgnął po więcej. Nie przejmował się wampirem. I to był jego błąd.Tydzień spokoju uśpił jego czujność. Zapomniał, ze mężczyzna  przecież cały czas się hamował.
Shina złapał go za rękę i sam zlizał śmietanę z jego palców.
- Mówiłem coś na temat wyskoków,prawda? – Zapytał z niebezpiecznym błyskiem w oku – teraz nie pytam, czy chcesz, ale gdzie chcesz – przysunął swoja twarz do jego, uśmiechając się nieprzyjemnie. Nabrał na palec nieco bitej śmietany i rozsmarował ją na ustach chłopaka – no więc?
Kadaj nadal patrzył mu hardo w oczy. Jak zwykle nie miał nic dopowiedzenia jeżeli chodziło o te sprawy. Wampir wciąż trzymał go za rękę.
- W porządku – mruknął jakby lekceważąco – wolę sypialnie niż jadalnie jeżeli juz musze – odwrócił od niego głowę nie patrząc mu w twarz.
Wampir się wściekł. Odetchnął ciężko. Wstał i jednym ruchem ręki zwalił połowę rzeczy stojących na stole na podłogę. Złapał chłopaka pod pachami i posadził na stole. Zbliżył się do niego i chwytając go za ręce spojrzał mu prosto w oczy.
- Czy ty uważasz, że mi łaskę robisz? – Wysyczał – to ja ci łaskę robię, że cię o cokolwiek pytam. I okazałbyś mi trochę szacunku szczeniaku. Bo gdybym chciał, to w chwili obecnej już nawet nie myślałbyś samodzielnie! – Momentalnie wdarł się do umysłu chłopaka, blokując mu możliwość poruszania się – nie martw się – szepnął,patrząc w jego przerażone oczy – z myślami można zrobić podobnie – zabrał blokadę i chłopak z powrotem mógł sam się poruszać. Wyszedł z jego umysłu i czekał na reakcje dzieciaka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz