-
Rób co chcesz…. panie – ostatnie słowo prawie ze wypluł – nie mam
szacunku dla krwiopijców – specjalnie użył tego, obraźliwego przydomku –
i nie zależy mi na tym co ze mną zrobisz. Cały czas patrzył mu hardo w
oczy. Rozszerzył nogi na stole i odchylił głowę lekko do tyłu.
- Weź mnie tutaj i teraz jeśli masz ochotę – Zaczął się śmiać jak opętany patrząc w zaskoczone oczy wampira.
Shina zareagował
impulsywnie. Uderzył go w twarz. Tak mocno, ze aż głowa chłopaka
odskoczyła na bok. Odwrócił się. Nawet nie spojrzał na dzieciaka. Nic
nie powiedział. Miał gówniarza po prostu dosyć. Zero szacunku i
wdzięczności. Wyszedł trzaskając drzwiami. Tak wściekły jeszcze nigdy
nie był. Gdyby teraz chciał wyładować się na chłopaku najprawdopodobniej
by go zabił. Szedł szybko, a jego kroki echem odbijały się na
marmurowych posadzkach w holu. Wyszedł z rezydencji. Prawie wbiegł do
podziemi, wsiadł do jednego ze sportowych samochodów i z piskiem opon
wyjechał z garażu. Musiał się jakoś wyładować. I wiedział, że
przebywanie teraz z kimkolwiek żywym zakończyłoby się jego szybkim i
bolesnym zejściem. Przyspieszył najbardziej jak się tylko dało i
odjechał. Sam nie wiedział, kiedy wróci, i co wtedy zrobi z tym
niewdzięcznym szczylem. Jedno wiedział na pewno. Już nie będzie miał do
niego słabości. Na pewno nie będzie miał poczucia winy. I z pewnością
nie będzie delikatny.
0o0o0
Chłopak
śmiał się jeszcze przez długi czas po tym jak wampir wyjechał. Nadal
siedział na stole trzęsąc się z lekka. Śmiech powoli stawał się
histeryczny, przejmujący. Przerażający. Nie ucichł nawet po ciosie w
twarz. No może na krótką chwileczkę. Służące bały się do niego podejść.
Nie przejmował się tym ze krew kapie mu z rozciętej wargi znacząc białe
ubranie. Podniósł się i zataczając skierował do sypialni. W połowie
drogi złapała do Nadia. Patrzyła na niego ze strachem. Czyżby chłopak
był aż tak słaby? Żeby załamać się po niespełna półtora miesiąca? Nawet
jej nie zauważył. Nadal chichotał. Jednak po policzkach z wolna
zaczynały mu skapywać łzy.
Dziewczyna
wprowadziła go do sypialni. Usiadł na łóżku i umilkł. Ona w tym czasie
pozasłaniała okna. Odwróciła się i spojrzała na niego ze smutkiem.
Chłopak całkowicie pustym wzrokiem wpatrywał się w ścianę. Przypominał
marionetkę, której podcięto sznurki. Zszarzały na twarzy i całkowicie
pozbawiony życia. Usta miał lekko uchylone. To było do przewidzenia.
Kolejne pozbawienie go woli przez wampira doprowadziło do swojego
rodzaju obłędu. A może po prostu chłopak nie wytrzymał tego wszystkiego?
Co takiego Shina mógł mu zrobić? Dziewczyna nie miała bladego pojęcia.
Kadaj siedział tak patrząc całą noc. Nawet się nie poruszył, kiedy
promienie zaczęły przeświecać przez zasłony. Nadia siedziała przy nim
cały czas. Okryła go kocem, jakiś czas trzymała za rękę. Potem usnęła w
niewygodnej, na wpół siedzącej pozycji. Nadal nie puszczała jego dłoni. A
on nadal siedział.
Tylko rano służba wnosząca śniadanie dziwnie na nich patrzyła.
0o0o0
Wampir
zniknął na dobre. Wrócił dopiero trzy dni później. Tak samo zły i
zgorzkniały. Nie poszedł do chłopaka. Czuł, ze nadal mógłby go
przypadkiem zabić. A tego, nadal, ku własnemu zdumieniu, nie chciał.
Jednak gniew wampira trudno jest ułaskawić. Poszedł do siebie do biura i
zaczął grzebać w papierach. Jak zawsze, kiedy był wzburzony i już nie
wiedział, co ze sobą zrobić. Nie miał ochoty nikogo oglądać. Służba
doskonale to wiedziała, dlatego nawet nie próbowała zbliżać się do jego
gabinetu. Jednak nagle na korytarzu rozległ się cichy odgłos bosych
kroków. Wampir odwrócił się do drzwi zirytowany. Zmarszczył brwi, kiedy
zobaczył, ze zaczynają się uchylać i czekał.
W wejściu
pojawiła się blada twarz chłopaka. Jego błękitne tęczówki były puste i
matowe. I prawie tak jasne, jak u ślepca. Nie ukazywały nawet cienia
emocji. Nadia zostawiła go kilka godzin wcześniej samego, jak spał.
Kiedy wstał, prawie instynktownie zaczął jej szukać. Jak osamotniony
kociak. Widząc jednak, kto znajdował się w pokoju zamknął drzwi szybko.
Podreptał dalej korytarzem. Ja znaleźć. Ona dawała mu chociaż złudne
poczucie bezpieczeństwa.
Zimny marmur mroził bose stopy Kadaja,
ale on jakby tego nie zauważał. Właściwie nie widać było po nim żadnych
dużych zmian. Jedynie twarz miał jakby bardziej smutną i pustą niż
radosną jak wcześniej. Lekkie cienie pod oczami i włosy trochę za bardzo
potargane. Ale, kiedy tylko spojrzało mu się w oczy, można było
wyczytać z nich wszystko. Chłopak się załamał.
Zdziwiony
wampir wyszedł na korytarz. Dzieciak nie zachowywał się normalnie.
Podszedł do niego od tyłu i zacisnął palce na jego ramieniu. Szarpnął go
i już po chwili przycisnął do ściany, patrząc złowrogo w oczy.
- Czego tu szukasz? Mam cię przerżnąć, żebyś zrozumiał że masz mi się na oczy nie pokazywać?
Chłopak
przekrzywił głowę na bok i podniósł na niego puste, lalkowate oczy.
Trochę słabo do niego docierało co on mówi. Ramie mocno ściskane zaczęło
emanować tępym bólem. Nie zwracał na to uwagi. Na nic nie zwracał. Nie
zwrócił by tez gdyby mężczyzna wziął go teraz siłą.
Shinie coś
nie pasowało. Ten brak reakcji. Apatia. To nie było normalne. I nikt nie
potrafiłby tego tak idealnie zagrać. Wdarł się do umysłu chłopaka. Ten
zakwilił, jakby nagle czując przeszywający ból, chciał się odsunąć, ale
nie mógł. Wampir zastał w jego umyśle całkowity chaos. Nic nie było na
swoim miejscu i nie zapowiadało się, by szybko miało tam wrócić. Zaklął i
spojrzał na chłopaka jeszcze raz. Uważniej. Czy to możliwe, ze tamta
ingerencją… zrobił mu coś takiego? Gwałt mentalny… to jedna z
najgorszych rzeczy, jakie można uczynić drugiej istocie.
Kadaj
zachowywał się jak żywa lalka. Teraz płakał cicho. Zaciśniętymi w pięści
dłońmi uderzał o klatkę piersiową wampira. Żeby tylko mężczyzna wyszedł
z jego umysłu. Wtedy ponownie będzie mógł opaść w ten błogi stan
otępienia. I nie będzie czuł tego przerażającego bólu. Jednak jego
spojrzenie nie zmieniło się ani odrobinę tylko łzy zaczęły spływać
obficiej. Oczy nadal były puste. I szklane. Załkał cicho, ale był
całkowicie bezradny.
Wampir za
to znalazł się w kropce. Po raz pierwszy od trzystu lat nie miał
pojęcia, co zrobić. Złość już gdzieś mu przeszła, zostawiając za sobą
jakieś dziwne uczucie. Bo to w końcu on był odpowiedzialny za stan
chłopaka. Reakcja obronna organizmu na zbyt silną i zbyt nagłą
ingerencję mentalną. A raczej gwałt, zadany na duszy. To była jedyna
rzecz, którą wiedział na pewno. W końcu się poddał. Przyklęknął obok
dzieciaka i objął go. Delikatnie, jakby był ze szkła. Teraz czekał. Czy
to pomoże, czy dzieciak rozryczy się na dobre.
Chłopak
uspokoił się po tym trochę. Wampir opuścił jego umysł. Już nie bolało.
Ostatnie łzy spływały mu jeszcze po twarzy. Objął wampira lekko za szyje
i przyciągnął do siebie. Potrzebował teraz ciepła drugiej osoby. A
skoro nie było Nadii, każdy inny był równie dobry. Przymknął oczy
wtulony w jego szyje.
No to kurwa pięknie przeszło wampirowi dość nie elegancko przez myśl. Zostałem niańką!
Przytulił drżące ciałko chłopaka i wziął go na ręce. W takim stanie nie
powinien wychodzić poza swój pokój. Wszedł do sypialni chłopaka. Ciągle
trzymał go na rękach. Wskazał na drzwi. Całe je pokrył szklany szron.
Teraz nie dało się ich otworzyć. Wyciągnął rękę w kierunku gładkiej na
razie ściany. Po chwili pojawiły się tam delikatne, jakby utkane ze
szklanej pajęczyny drzwi. Machnął ręką ponownie. Drzwi się otworzyły. Za
nimi był urządzony w jasnych kolorach i bukowym drewnie salon. W
kominku wesoło płonął ogień. Już po chwili kominek odgradzała od reszty
pokoju szyba. A szybę zasłaniał żeliwny parawan. Wszedł do środka i
posadził chłopaka na jasnozielonej kanapie.
- Jak się czujesz ? – zapytał chwytając
go pod brodą i patrząc mu w oczy. Stan dzieciaka znacznie wszystko mu
skomplikował. I wyprał z całej, buzującej od kilku dni złości.
Kadaj przetarł oczy ręką. Smutnym wzrokiem spojrzał na wampira.
- Juz
trochę lepiej – odpowiedział cicho, matowym tonem. Warga mu zadrgała –
przepraszam… – schował twarz w jego koszuli mocno zaciskając na niej
palce. Bał się, że teraz czeka go kara. I do bólu myśli, dołączy jeszcze
ból fizyczny – ja nie chciałem wtedy tak zrobić… tego powiedzieć – głos
miał przytłumiony, bo nadal nie oderwał twarzy od jego torsu. Drżał. Z
każdą chwilą bardziej.
Mężczyzna
westchnął i usiadł obok dzieciaka, biorąc go na kolana. Mały od razu się
do niego przytulił, jakby miało go to uchronić przed karą. To wcale nie
ułatwiało konwersacji.
- Rozumiem –
wyszeptał wampir z wahaniem. Może nie tak chciałby to rozegrać, ale nie
było sensu straszyć dzieciaka jeszcze bardziej – już dobrze – pogłaskał
go po plecach – w złości mówimy różne rzeczy – szepnął. Albo robimy dodał w myślach, spoglądając na niego smutno.
Delikatnym ruchem zmierzwił mu włosy. Potem pocałował go w policzek – jak się czujesz? Tak naprawdę? Boli cię coś? Męczy?
Delikatnym ruchem zmierzwił mu włosy. Potem pocałował go w policzek – jak się czujesz? Tak naprawdę? Boli cię coś? Męczy?
Kadaj osunął się troszeczkę nadal nie podnosząc głowy.
- Tak mi jakoś dziwnie smutno – wyszeptał tylko.
Nie
spojrzał na wampira, nadal odczuwał dziwne poczucie winy. To on go
sprowokował. To była jego wina. A teraz pokutował. Powinien znać możliwe
konsekwencje własnych czynów. Poprawił się lekko na jego kolanach i
oparł głowę o jego ramie. Przyciągnął do siebie na kanapę zmarznięte
stopy. Westchnął ciężko przymykając oczy. Po raz pierwszy od trzech dni
jakoś tak mu trosze ulżyło. I jakby pojaśniało w głowie. Już nie miał
tam takiego mętliku. Chyba po prostu przestał chować się w chaosie.
Wampir
uniósł jego głowę do góry i pocałował w czoło. Gestem ręki przywołał
koc i grzebień. Kocem okręcił chłopaka, a grzebieniem delikatnie zaczął
rozpłatywać jego rozczochrane włosy. Esteta w nim nie mógł znieść tego
bałaganu. Po chwili przeczesywał je juz tylko leniwie, uspokajająco.
- Nie martw się, przejdzie ci – szepnął, głaszcząc go delikatnie, nie zaprzestając łagodnego czesania.
-
Jesteś pewny? – Podniósł na niego skołowane, ale już trochę bardziej
żywe oczy – gniewasz się na mnie? – To nie było pytanie. Chłopak spuścił
głowę. Słowa wypowiadał cicho, bardzo niepewnie chwytając wampira za
dłoń. Spuścił wzrok. Nie chciał widzieć gniewu albo, co gorsze, odrazy w
jego spojrzeniu.
- Nie gniewam się – odparł zgodnie z prawdą, sam się sobie dziwiąc – byłem zły, ale już mi przeszło.
Nachylił
się nad chłopakiem, zamarł, ale po chwili jednak go pocałował.
Delikatnie. Z wyczuciem. Nie wdzierał się do środka. Jedynie delikatnie
muskał jego wagi. Chłopak w odpowiedzi uniósł odrobinę głowę. Nie
protestował. Zamknął oczy. Z kącika oka stoczyła mu się łza. Tym razem
raczej ulgi, bo naprawdę mu ulżyło, skoro wampir nie jest już zły.
Przysunął się do niego jeszcze bardziej o ile to było możliwe.
- Dziękuje –
wyszeptał cicho. Szczerze. Dziękował, ze mu to darował. I wyskok i
zachowanie i to załamanie. Bo, gdyby wampir zechciał, ukarałby go
dokładnie. I chłopak pewnie by tego nie przeżył. Wampir tylko pogłaskał
go po głowie.
- Nie masz
za co – wyszeptał. Dopiero teraz zaczęła do niego docierać jedna rzecz.
Chłopak miał na sobie jakieś dziwne ubrania. Był prawie nagi i mimo koca
trząsł się z zimna. Zbyt duża koszula zsunęła mu się z ramienia. A
spodnie od piżamy były bardzo cienkie.
- Długo
błądziłeś w tym korytarzu? – Zapytał niby od niechcenia, zastanawiając
się, czy przypadkiem niedługo nie będzie, nie tylko niańka, ale i
pielęgniarką. Ten niewolnik nastręczał strasznie wielu problemów.
- Nie wiem – odpowiedział cicho – nikt tamtędy nie chodził i nie miałem kogo się zapytać jak wyjść i wrócić do pokoju.
Zatrząsł
się znowu. Nadia pewnie już się niepokoiła. Ale… i tak pewnie nic mu
nie powie. Tylko przytuli. Zrobiło mu się jakoś cieplej na sercu.
Powinien jej podziękować. Powoli robiło mu się lepiej. W końcu teraz
przynajmniej był okryty i blisko drugiego, ciepłego ciała. Westchnął i
kichnął lekko. Potem zrobił przepraszająca minę.
- O matko –
jęknął wampir – chyba trzeba cię bardziej rozgrzać – zadecydował.
Zadzwonił dzwonkiem i po chwili z bocznych drzwi wyszła służąca. Nadia. Z
ulgą w oczach patrzył na całego i najwyraźniej nieco uspokojonego
chłopaka.
- Grzane wino, do pokoju, za pół godziny i lekarza gdzieś na dwudziestą. Migiem.
Skinęła
głową. Wyszła, uśmiechając się delikatnie. Shina wstał. Podniósł
chłopaka, dalej okrytego kocem. Zaniósł do łazienki i do wanny zaczął
napuszczać ciepłej wody. Wyszedł na chwilę i zaraz wrócił niosąc
jasnoniebieska piżamę. Ułożył ja razem ze świeżą bielizną na półce i
sprawdził wodę. Była odpowiednia. Odwinął blondyna z koca i pozwolił mu
się rozebrać. Mimo wszystko, patrzył na jego wychudzone teraz ciałko
pożądliwym wzrokiem. Ale jeszcze było zbyt wczesanie. Westchnął cicho.
Nie powinien był naciskać. Od tamtego gwałtu minęło dopiero niewiele
ponad dwa tygodnie.
Po chwili
sam tez się rozebrał i razem z blondynem wszedł do ciepłej wody. Dolał
imbirowo-miodowego, rozgrzewającego olejku i czekał, aż mały się
rozluźni.
- I jak – zapytał, wciąż go obejmując – lepiej?
Kadaj kichnął jeszcze dwukrotnie. W tym momencie przypominał małego kociaka.
- Lepiej – mruknął cichutko – cieplej.
Oparł się o wampira. Ciepła woda sprawiała ze całe zdenerwowanie zaczęło z niego opadać.
Zrobił się odrobinkę senny.
Zrobił się odrobinkę senny.
Shina pocałował
zaspanego chłopca w usta i go umył szybko, nie chciał, by się jeszcze
bardziej przeziębił od zbyt długiego przebywania w wodzie. Poza tym, sam
nie wiedział, ile da radę się kontrolować, mając to delikatne ciałko w
swoich objęciach.
- Gotowe –
mruknął, spłukując z niego resztki piany i przytuliwszy go do siebie
wyszedł z wanny. Zaczął go szybko wycierać. Potem pośpiesznie ubrał i
zaniósł do pokoju, do łóżka.
Chłopiec
zakaszlał krótko, ale starał się to ukryć. Nie chciał sprawiać wampirowi
jeszcze więcej kłopotów. I tak spowodował ich już sporo. Poza tym,
mężczyzna mógł się zdenerwować.
Shina Przykrył go kołdrą, pocałował w czoło i podał kubek z grzanym winem. Pomógł chłopcu usiąść i przytknął ciepły płyn do jego ust.
- Pij powoli – szepnął – gorące.
Powoli poił
go słodkim napojem i czekał na lekarza. Nie chciał się do tego
przyznawać, ale czuł się winny i martwił się o dzieciaka. Najzwyczajniej
się o niego martwił. Co, po prawdzie nie było dla wampira normalne. Ani
odpowiednie.
Kadaj
sączył napój powoli. Od czasu do czasu zerkając znad kubka na wampira.
Wypił prawie wszystko i odsunął puste naczynie od siebie. Wino zaczęło
rozgrzewać go od środka przyjemnie. Koc grzał od zewnątrz. Przymknął na
chwile oczy. Wiedział ze później przyszedł do sypialni ktoś jeszcze. Ale
on juz nie bardzo kontaktował kto. Czuł się bezpieczny. Spokojny.
Zasypiał, ukołysany odległym dźwiękiem rozmowy. I delikatnym szumieniem
alkoholu w głowie.
Lekarz
przyszedł bardzo szybko. Zbadał chłopaka, zdiagnozował ostre
przeziębienie i kazał leżeć w łóżku, po czym przepisał co najmniej tonę
leków.
- I żadnego
gryzienia – zastrzegł, wychodząc. Wampir poprawił kołdrę chłopaka a po
chwili położył się obok niego – Co ja z tobą mam – westchnął.
- Kłopoty –
odpowiedział właściwie już śpiący blondyn. Przybliżył się do wampira i
wtulił twarz w jego tors. Było mu ciepło, dobrze. Był wykąpany i
zadowolony. I mężczyzna był przy nim przez co nie czuł się tak okropnie
samotny w tej wielkiej, nie zawsze przyjemnej rezydencji.
Shina pogłaskał go po włosach. Potem pocałował w czoło.
- Jak tylko
wrócisz do normy, to sobie pogadamy – zamruczał, ale bez specjalnej
złości. Obecna bezradność chłopaka go rozbrajała. Była słodka, bo
niewymuszona i raczej nieświadoma. Wsunął się pod kołdrę, obejmując
chłopaka i przejechał ręka po jego włosach.
- Masz na coś ochotę? Co chciałbyś robić jutro? – Zapytał wampir łagodnym głosem.
- Nie wiem.
Chciałbym wstać. Zjeść coś. Wykąpać się. Odwiedzić Bestie. Ale nie mogę
wychodzić, bo jestem chory i sprawiam ci kłopoty – chłopak paplał
sennie. Niekoniecznie docierało do niego co mówił – chciałbym posiedzieć
z tobą przed kominkiem. Tak po porostu posiedzieć i nic nie robić –
mruczał dalej, trochę mało zrozumiale nie otwierając oczu. Wtulił się w
niego jeszcze bardziej. Biło od wampira takie niesamowite ciepło i
bezpieczeństwo. Zasnął mrucząc cicho.
-
Dobrze, posiedzimy jutro przed kominkiem – wyszeptał wampir, głaszcząc
blondynka po miękkich włosach. Potem pocałował go i patrzył na niego
cicho. Chłopak był teraz taki spokojny. Sam zasnął niedługo po chłopaku.
Zupełnie niespodziewanie dla samego siebie.
- Dobranoc – wymruczał jeszcze i odpłynął.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz