Wampir
całował chłopaka mocno, przyciskając go do siebie zaborczo. W jego
ustach rozprowadzał gorzkawy posmak kawy. Zmusił blondyna, żeby sam się
do niego przysunął i przytrzymał jego ręce mocno. Tak, by nie mógł go
odepchnąć. Po chwili pocałunek złagodniał, teraz już tylko muskał
delikatnie jego usta.
Spojrzał mu w oczy i uśmiechnął się lekko. Pogłaskał po
policzku. Potem odsunął się i pomógł mu wstać. Wziął chłopaka na ręce i
wyszedł z nim z pokoju. Nawet nie pytał go o zdanie. Robił to, co sam
uważał za właściwe, nie zwracając uwagi na lekkie drżenie blondyna w jego ramionach. Niefortunnie, pierwszym, co zrobił, było skierowanie się do biblioteki. Nieopatrznie, do tej biblioteki. Czyli jego prywatnego gabinetu. Tam, gdzie mu to zrobił.
Zrozpaczony
chłopak złapał za futrynę drzwi nie chcąc pozwolić się tam wnieść. Za
bardzo się bał. Z żalem w oczach spojrzał na wampira.
- Dlaczego tutaj wchodzimy? Ja nie chcę tutaj wchodzić. Chcę iść gdziekolwiek, byle nie tam… proszę…. panie..
Zamknął
oczy nie chcąc nawet patrzeć na to pomieszczenie. Wampir szybko
zorientował się, jaki nietakt popełnił. Pogładził chłopaka uspokajająco.
Ten jednak tylko wzdrygnął się nerwowo.
- Nie pomyślałem – szepnął, przytulając go do siebie delikatnie.
W
sumie chciał zabrać kilka książek z tej biblioteki, ale widząc minę
dzieciaka zrezygnował. W końcu coś był mu winny za tamta pomyłkę.
Pocałował go uspokajająco w czoło i ruszył dalej. Chłopak zdecydowanie
odprężył się kiedy minęli drzwi prowadzące do tamtego strasznego
miejsca. Weszli w korytarz obok i wsunęli się do dużo większego,
ciemniejszego pomieszczenia. Drugiej, głównej biblioteki. Nie
wypuszczając blondyna z rąk wampir stanął na środku pokoju.
- Zabieram cię do ogrodu, może chciałbyś coś tam poczytać? Jakieś tytuły przychodzą ci do głowy?
Chłopak
zastanowił się krótko, nieświadomie kładąc palec na ustach i robiąc
zamyśloną minę. Nawet nie podejrzewał, jak niewinnie wtedy wyglądał.
-
Fantastykę – zadecydował w końcu – ale nie wiem co dokładnie. Możemy
wziąć kilka książek i któraś na pewno mi się spodoba… – przypomniał
sobie o ostrzeżeniu od Nadii – oczywiście, o ile ci to nie przeszkadza…
panie.
Ostatnie
słowo dodał po chwili wahania, ale jednak dodał. Wampir uśmiechnął się
drapieżnie. Ten uśmiech poszerzył się jeszcze, kiedy spostrzegł proszący
wzrok blondyna. Gdyby tylko prosił o coś innego. Wampir westchnął
głęboko.
- Koteczku, fantastyka dużo mi nie mówi. To cały tamten dział. Masz jakieś dokładniejsze sugestie? Lub specjalne życzenia?
Pocałował
go delikatnie, sprawiając, że chłopak spiął się jeszcze bardziej. Nie
przejął się tym jednak i przeszedł do części z literaturą piękną.
- No malutki? Cokolwiek?
W
pierwszej chwili niebieskooki rozszerzonymi oczami patrzył w półki z
książkami. W życiu nie widział ich tyle w jednym miejscu.
- Puścisz mnie na chwilę… panie? – Zapytał lekko wystraszony. Już nie mógł znieść jego dotyku.
-
Dobrze, ale nie musisz być taki formalny – wymruczał mu do ucha. A
potem go puścił. Kadaj szybko wysunął się z jego ramion. Wyciągnął ręce i
wybrał cztery książki z półki na wysokości swoich oczu.
- Te chyba mogą być – powiedział cicho – Idziemy ? – Dodał po chwili.
-
Dobrze – odpowiedział wampir. Machnął ręką, a książki wyrwały się z
dłoni chłopaka i zaczęły unosić w powietrzu. Podszedł do niego i jego
również podniósł. Wziął go na ręce. A dzieciak znowu zaczął drżeć.
Korzystając z licznych korytarzy i niezliczonych klatek schodowych
zeszli na dół. Shina wyszedł z blondynem na dwór i stanął przed połacią
pięknie przystrzyżonej trawy.
-
Gdzie chcesz iść? – Dopytywał się łagodnie – Do parku, do lasku, nad
jezioro? Do ogrodu różanego? Trochę tego jest. Masz w czym wybierać.
Cały
czas uśmiechał się tak łagodnie. I był taki delikatny. Jak podczas ich
pierwszego razu. Właśnie to przerażało Kadaja najbardziej.
- Może… może do ogrodów różanych…
Wymruczał
po chwili milczenia wystraszony. Szarooki wampir tylko się uśmiechnął.
Ponownie. Pogłaskał go po włosach i pocałował w czoło. Ciągle tuląc do
siebie ruszył w kierunku różanych ogrodów.
Chłopak
wiercił się w jego ramionach i rozglądał na boki nerwowo. Shina aż
mruczał w duchu z uciechy. Tak pociesznej, delikatnej zabawki jeszcze
nie miał. A najlepsze było to, jak chłopak reagował na jego dotyk.
Dosłownie sama niewinność. Aż oblizał wargi. Na szczęście blondyn tego
nie widział. Wystraszyłby się jeszcze bardziej.
W
końcu weszli do ogrodu różanego. Minęli upleciony z krzewów pełnych
grubego, czerwonego kwiecia łuk i weszli dalej. To był praktyczny
labirynt. Zapachów, barw i dźwięków.
Wszędzie
dookoła widać było różnokolorowe kwiaty, pojedyncze łodyżki i całe
drzewka. W powietrzu unosił się ciężki aromat. Zdawało się, ze od
dłuższego wdychania da się nim upoić. Świergot ptaków i szum wiatru
pomiędzy liśćmi. Miejsce to było istną ostoją.
Wampir
szedł spokojnie. Co prawda, kierując się wzrokiem nawet on mógłby się
tu zgubić. Ale on szedł za zapachem. Wprost do centralnej polany, z
krzakiem białej róży po środku.
Po
kilkunastominutowym spacerze pomiędzy ukwieconymi alejami trafili w
końcu na miejsce. Placyk ten był pusta przestrzenią. Położony był mniej
więcej po środku ogrodu. W centralnej jego części stała figura.
Przedstawiała klęczącego, bądź modlącego się anioła. Oplatała ją siatka z
przepięknych białych róż. Efekt był wprost nie do opisania. Twarz
anioła była smutna, zamyślona. Wzrok wbity w ziemię. Po uważniejszym
przyjrzeniu się można było nawet wyłowić z rzeźby idealnie oddane
delikatne łzy.
Kadajowi
aż dech zaparło na ten widok. W tej jednej figurze zawarte było tyle
emocji, że aż trudno było uwierzyć, ze stworzyła ją ludzka ręka.
- Masz rację.
Odezwał się wampir z za jego pleców, przełamując tę magiczną chwilę.
- W… czym?
Zapytał chłopak cicho, jakby nie chcą zburzyć spokoju sanktuarium.
- Tej rzeźby nie stworzył człowiek. To dzieło wampira. Ma bardzo smutną historię.
Postawił chłopaka na ziemi i podszedł do figury. Z jakąś dziwną czułością dotknął białego marmuru.
- Wykonał ja wampir. Jego towarzysz okazał się być łowcą. Biedak, zabił go w szale…
Westchnął
i podniósł jakiś zeschnięty listek. Niby mówił to obojętnie. Całą
tragedię ujmując w kilku słowach, ale widać było, ze na niego tez ma to
jakiś wpływ. Każdy wampir obawiał się właśnie tego. Ze jego towarzysz
okaże się nieodpowiednią osoba. Ale na razie Shina nie dzielił się
jeszcze z Kadajem swoimi lękami. Zbyt krotko go znał.
Spojrzał
na chłopaka uważniej. Zauważył błagalny wyraz na jego twarzy. Westchnął
i podszedł bliżej. Kciukiem musnął jego usta. Chłopak zadrżał, więc
odsunął się o krok.
Lewitowane
do tej pory książki opuścił na trawnik. Okazały się nie potrzebne.
Przywołał chłopaka gestem ręki i usiadł na trawie. Kadaj postąpił
podobnie, ale widać ta pozycja niezbyt mu odpowiadała, bo skrzywił się
lekko.
- Połóż się – nakazał mu szarooki – tak będzie ci wygodniej.
Tym
razem chłopak posłuchał bez szemrania. Wampir przez chwile patrzył w
niebo. Potem zwrócił swój wzrok na blondyna. Nie miał pojęcia, dlaczego
spełnia jego prośbę, ale zaczął opowiadać.
- To nie jedyna taka historia, nie jest nawet zbyt oryginalna, ale tylko po niej został tak doskonały ślad – wskazał na figurę.
-
Łowca nazywał się Figari, był południowcem. Znasz ich. Czekoladowe
oczy, czarne, ale z brązowym połyskiem włosy, oliwkowa skóra. Wampir był
tutejszy. Na imię mu było bodajże Terro. Ale nie jestem pewien, tę
historię znam z trzeciej ręki. W każdym razie, wampir zobaczył młodego
łowcę, kiedy ten dokonywał obchodu swojej dzielnicy. Wtedy wampirów i
łowców w naszym regionie nie dzieliła jeszcze taka wielka nienawiść. Ale
na południu już tak.
Westchnął cicho i zastanowił się, co tam było dalej.
-
Aha, wampir, jak to było w zwyczaju w tych stronach poszedł do
chłopaka. Chciał wszystko załatwić grzecznie, dogadać się z nim. Jednak
chłopak nie słuchał. Od razu chwycił za miecz, o mało nie zbijając
wampira. Może nawet lepiej by się stało, gdyby to zrobił. Jednakże,
odrzucony wampir nie mógł już pić krwi innych dawców. Powoli popadał w
obłęd, ale Figari nadal nic nie zauważał. Nie trafiały mu do przekonania
argumenty tutejszych łowców, ani błagalne listy Terra. W końcu w
mieście zaczęło dochodzić do rzezi. Nawet inne wampiry nie mogły sobie
poradzić z oszalałym pobratymcem. W końcu, pewnej ciemnej, sierpniowej
nocy wampir dopadł łowcę. Rozszalały zabił go niechcący, rozszarpując mu
gardło i wypijając cała krew. Rano dotarło do niego, co zrobił. Uciekł.
Wszyscy rozpoczęli poszukiwania. Ja sam byłem wtedy wampirem dopiero od
trzech lat, wiec do całej sprawy nie pozwolono mi się nawet zbliżyć,
ale wszystko słyszałem z opowieści. Takich od naocznych świadków.
Spojrzał na chłopaka uważnie. Widać było, ze historia robi na nim wrażenie.
-
Terro ukrył się w swojej posiadłości w górach. Tam wyrzeźbił tę figurę.
Ponoć to idealna podobizna łowcy. Nie wiadomo. Ledwie ją skończył,
obława w końcu go dopadła. Nim jednak go znaleźli popełnił samobójstwo.
Przebił się sztyletem i wykrwawił do ostatka. Rzeźbę dostałem dopiero
wiele lat później. Kosztowała wiele, ale była warta każdej ceny.
Zwłaszcza, ze sam mogę poświadczyć o autentyczności całej historii.
Westchnął
i po raz kolejny zerknął na chłopaka. Zasłuchany nawet nie zauważył,
jak wampir przytulił go do siebie. Teraz polizał go po szyi, skutecznie
budząc z transu. Chłopak zatrząsł się lekko, a wampir zachichotał.
- Módl się, żeby ciebie coś takiego nie spotkało – zamruczał – ciężki jest los wampirzego towarzysza…
Na swoje nieszczęście, Shina nawet nie miał pojęcia, jakie te słowa były prorocze…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz