poniedziałek, 22 stycznia 2018

Pośrodku piekła znalazłem dom cz.3 R1

Louis zdziwił się, gdy usłyszał mój głos w telefonie. Przyjechał po mnie osobiście w ciągu niecałych dwóch godzin. Na jego twarzy malowała się dziwna nadzieja i radość, ja jednak nie potrafiłem się cieszyć. Zabrał mnie do swojego domu, przepych tam panujący przekraczał nawet ten, jaki był w domu Maraka. Szybko przeprowadził mnie przez pokoje starając się by oczy służby mnie nie dostrzegły. Rozmowę rozpoczęliśmy w jego gabinecie, gdy tylko wygodnie usadowiłem się na szerokim fotelu:
- Czemu akurat do mnie zadzwoniłeś?- spytał z dziwną nadzieją w głosie wpatrując się we mnie  z niecierpliwością.
- Bo muszę zniknąć, a wszyscy inni są zbyt związani z Markiem. – Dziwił mnie mój spokój w moim głosie, w końcu porzucałem jedyną rodzinę, jaką miałem.
- Ale czemu chcesz zniknąć? Nie rozumie – spytał zdziwiony.
- Przyszedłem do ciebie po pomoc, a nie po kolejne głupie pytania. – Zdenerwowałem się
- Spokojnie Gabrielu, strasznie się zmieniłeś od kiedy się poznaliśmy – westchnął z żalu. – Czego potrzebujesz?
- Dokumentów i trochę pieniędzy. Zwrócę jak tylko zarobię. – Dodałem szybko, kiedy zdałem sobie sprawę, czego od niego żądam.
- Pieniędzy nie musisz mi oddawać, nie potrzebuje ich, a jestem ci coś winien za to, co cię spotkało. Dopóki nie załatwię wszystkiego to zostaniesz tu.
- Nie martw się, dostaniesz ode mnie wszystko, co chcesz, moje ciało przez ten czas należy  do  ciebie – powiedziałem to, choć wcale nie chciałem by mnie dotykał.
- Nie wiem, co ci zrobili, ale ty już nie jesteś moim Gabrielem –spojrzał na mnie z bólem, a jego twarz zmarszczyła się stając się jeszcze bardziej potworna -zewnętrznie go przypominasz, ale twoje serce jest bardziej poorane bliznami niż moje ciało. –Dotknął policzka w miejscu, gdzie przecinała go jedna z głębszych blizn. -Nie chce tej pustej powłoki, którą teraz jesteś, może kiedyś zrozumiesz, że cię kocham i ten prawdziwy Gabriel odwzajemni moje uczucia.- Wyszedł z gabinetu pozostawiając mnie samego. W mojej głowie panował istny chaos, jednocześnie chciałem płakać i błagać go by nie przytulił, a z drugiej nie mogłem się doczekać, kiedy zostawię ten cały świat za sobą.
Dokumenty i pieniądze dostałem po dwóch dobach. Odszedłem od niego bez słowa zaraz po tym. Bałem się lecieć, więc wybrałem autobus. Wlokłem się z miasta do miasta, co trochę zmieniając autobusy. W końcu dotarłem na miejsce, o którym obaj nie raz marzyliśmy. Nikt nie wiedział o tych planach, więc byłem tu bezpieczny. Doszedłem do niewielkiego rynku i stanąłem podziwiając zabudowę przynajmniej sprzed wieku. Budynki były z cegły, co nadawało im archaicznego wyglądu. Zatrzymałem się tam na dłużej, nie tylko ze względu na widoki, ale także z tego powodu, że nie miałem pomysłu, co dalej. Jednak w okolicy nie było żadnej wolnej ławki, wszystkie były zajęte przez ludzi wyglądających na turystów. Zacząłem się niespokojnie rozglądać, zastanawiając się gorączkowo, co dalej. W jednej z uliczek zauważyłem dwóch młodych chłopaków niosących pod pachą deski do surfingu, postanowiłem pójść za nimi, gdyż plaże uznałem za świetne miejsce do rozmyślań. Powoli ciągnąłem się za żartującymi i śmiejącymi się na głos surferami. Mieli bardzo ładny odcień skóry, coś pomiędzy złotem, a  kolorem miodu. Weszli do niewielkiego, drewnianego budynku, jak się później okazało był to bar, do którego bardzo rzadko zaglądali turyści, dlatego też moje wtargnięcie tam wzbudziło niemałe poruszenie. Rozejrzałem się niepewnie i po chwili siadłem przy jednym ze stolików. Pyzata dziewczyna podeszła do mnie i słodko się uśmiechając podała mi kartę. Zatopiłem się na chwilę w jej bursztynowych oczach, jednak po chwili z zadumy wyrwał mnie jej melodyjny głos:
- Coś podać? – i znów ten uśmiech niesięgający oczu. Spojrzałem w kartę, to, co zazwyczaj jadłem było mniej tuczące, już chciałem zamówić sobie tylko mrożoną herbatę, gdy przypomniałem sobie, że diety mnie już nie obowiązują.
- Poproszę rybę, frytki i surówkę. – Czułem się, jakbym zgrzeszył, ale jednocześnie czułem się szczęśliwy, że nareszcie mogę sam o sobie decydować.
- Coś do picia? – spytała lakonicznie przeczesując dłonią włosy.
- Cole – odpowiedziałem coraz bardziej szczęśliwy, nie sadziłem, że taka zwykła drobna rzecz może przynieść tyle przyjemności.
Kelnerka odeszła z zapisaną żółtą karteczką. A w mojej głowie zrodziło się dziwne pytanie. Nie rozumiem, jakim cudem podziałała na mnie ta dziewczyna, do tego o tak obłych kształtach. Zacząłem się zastanawiać czy mógłbym być z kobietą? Czy to, co zostało mi wmówione w domu Marka, to, co traktowałem jak rzecz normalną okazało się kłamstwem? Nie umiałem sobie odpowiedzieć na te pytania, nigdy nie sądziłem, że mógłbym zainteresować się jakąś kobietą, gdyż pragnący mnie mężczyźni otaczali mnie ze wszystkich stron. Ten świat był inny, nowy i dla mnie bardzo dziwny.
Mój obiad wylądował na moim stoliku. Wyglądał smakowicie i przerażająco kalorycznie. Wtranżoliłem  wszystko, było nieziemsko smaczne. Po opróżnieniu talerza podszedłem do baru by zapłacić rachunek, resztę, którą mi wydano wrzuciłem do słoiczka z napiwkami dla kelnerek. Wychodząc zauważyłem tablicę korkową, powieszoną na lewo od drzwi. Moją uwagę zwróciła niewielka, różowa karteczka. Ogłoszenie brzmiało:
          Przyjmę do pracy w sklepie młodego chłopaka. Praca  w niepełnym wymiarze godzin.
        Wymagania: dyspozycyjny, uczciwy. Doświadczenie mile widziane, ale niekoniecznie.
Zerwałem kartkę z tablicy i wyszedłem z lokalu rozglądając się za budką telefoniczną. Sam nie wiem jak zawędrowałem na plaże, ale dziwnym zrządzeniem losu znalazłem miejsce, którego dotyczyło ogłoszenia, a przynajmniej miało tą samą nazwę. Przekroczyłem próg, niewielki dzwoneczek nad drzwiami zadzwonił przyjemnie. Za ladą stał starszy mężczyzna i zachęcająco się uśmiechał.
- Dzień Dobry. – Przywitałem się szczerząc swoje bielutkie ząbki. – Ja w sprawie tego ogłoszenia- podałem mu kartkę, a on otaksował mnie wzrokiem od góry do dołu
- Nie jesteś stąd? – raczej stwierdził niż zapytał                                                                       
- Nie, sumie dopiero przyjechałem – spuściłem wzrok udając zakłopotanego, choć wcale się tak nie czułem, mój poprzedni zawód nauczył mnie pewności siebie, jak i pewnego wyrachowania. Nie raz grałem bardziej nieporadnego niż byłem, by wzbudzić w swych klientach większe emocje.
- Jesteś pełnoletni? – już był mój, byłem tego pewien
- Tak, tu jest moje prawo jazdy. – Wyciągnąłem dokument z portfela i położyłem go na ladzie. Była to świetna podróbka, nie było mowy, by ktoś odkrył, że to falsyfikat.
- Nazywasz się Alex Marks? – spytał trochę zdziwiony mężczyzna
 - Rodzice mojego ojca pochodzili z Niemiec – szybko powiedziałem
- Pewnie twoi dziadkowie przyjechali zaraz po wojnie? – spytał podejrzliwie i wiedziałem, że się wkopałem
- Nie, mój dziadek trafił do Stanów sam, jego rodzice zginęli w jednym z obozów pod koniec wojny. – Bajka była dobra i znów grała na uczuciach.
- Przepraszam- zmieszał się mężczyzna – Gdzie mieszkasz?- zrobiłem mało inteligentną minę i podrapałem się po karku.
- Na razie czegoś  szukam. Myślałem, że poleci mi pan jakiś motel. – Wybrnąłem ledwie, gdyż ta rozmowa stawała się dla mnie coraz bardziej kłopotliwa.
- Nie przyjmę cię póki nie zamieszkasz w miejscu, które opłacisz z góry przynajmniej na miesiąc. – Takiej odpowiedzi się nie spodziewałem. A już miałem nadzieję.
- Dobrze, dziękuję i przepraszam, że zmarnowałem pański czas.- Już chciałem wyjść.
- Poczekaj, gdzie ci tak śpieszno? Moja znajoma ma do wynajęcia kawalerkę, żadnych większych wygód, ale nie musiałbyś się zatrzymywać, w którymś z tych okropnych moteli – przystałem na jego propozycję z szerokim uśmiechem
- A co z pracą? – Spytałem dla upewnienia.
- A masz, czym opłacić czynsz za miesiąc z góry? – wiedziałem, że to kolejny test.
- Mam 2700 dolarów, tyle zostało mi po sprzedaży domu i urządzeniu pogrzebu. – Powiedziałem smutno, spuściłem głowę i dłonią przetarłem oczy, to było cudowne przedstawienie.
- Z pewnością wystarczy. – Znów się zmieszał, po czym zaczął pisać na małej karteczce. – Tu masz adres tej mojej przyjaciółki.- Podał mi papierek
- Ja niestety nie bardzo wiem, gdzie to jest, czy mógłby pan mi wyjaśnić? – poprosiłem robiąc maślane oczka.
- Jasne, przepraszam, sam powinienem o tym pomyśleć. Cofniesz się na rynek, skręcisz w uliczkę koło sklepu z ciuchami. Potem pójdziesz prosto, aż zobaczysz budynek pomalowany na jaskrawo różowo. Tam skręcisz na prawo, a ona mieszka na końcu tej uliczki, przed jej domem jest niewielki ogródek. To jedyny dom, który ma ogród z przodu, a nie z tyłu. Znajdziesz na pewno. – Ja osobiście nie byłem pewny czy znajdę to miejsce, ale postanowiłem, nie dręczyć tego mężczyzny, skoro był dla mnie taki dobry.
- Dziękuję, znajdę. – Poprawiłem sobie plecak na ramionach, wziąłem z lady prawo jazdy i wsunąłem je do kieszeni spodni.
- Przyjdź do mnie za dwa dni, jak się rozpakujesz, praca będzie na ciebie czekała. – Uśmiechnąłem się do niego.
- Na pewno pana nie zawiodę – nagle mężczyzna się zachmurzył
- Zapomniałem się spytać, ty masz jakieś doświadczenie w handlu? – aż mi się śmiać zachciało, bo przecież doświadczenie w handlu miałem tyle, że własnym ciałem, a tego nie mogłem mu powiedzieć.
- Raczej niewielkie proszę pana, sprzedawałem lemoniadę przed domem, gdy byłem dzieckiem, ale mam podstawy z biznesu ze szkoły. Potrafię wypełniać faktury. A do tego bardzo szybko się uczę. – Uśmiechnął się pobłażliwie, ale wiedziałem, że gorączkowo myśli, co ze mną zrobić.
- A obsługa kasy? – no i pojawił się spory problem
- Umiem obsługiwać komputer, to chyba nie jest trudniejsze? – wskazałem dłonią na urządzenie. Mężczyzna westchnął głęboko i podrapał się po czole.
- Najwyżej cię zwolnię. –zdecydował- Przyjdź za dwa dni wprowadzę cię.
- Dziękuję panu bardzo. – znów szeroko się uśmiechnąłem.
- Zmykaj już. – Gestem dłoni wygonił mnie, bo do sklepu wszedł klient.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz