Louis zdziwił się, gdy usłyszał mój głos w telefonie. Przyjechał po mnie
osobiście w ciągu niecałych dwóch godzin. Na jego twarzy malowała się
dziwna nadzieja i radość, ja jednak nie potrafiłem się cieszyć. Zabrał
mnie do swojego domu, przepych tam panujący przekraczał nawet ten, jaki
był w domu Maraka. Szybko przeprowadził mnie przez pokoje starając się
by oczy służby mnie nie dostrzegły. Rozmowę rozpoczęliśmy w jego
gabinecie, gdy tylko wygodnie usadowiłem się na szerokim fotelu:
- Czemu akurat do mnie zadzwoniłeś?- spytał z dziwną nadzieją w głosie wpatrując się we mnie z niecierpliwością.
-
Bo muszę zniknąć, a wszyscy inni są zbyt związani z Markiem. – Dziwił
mnie mój spokój w moim głosie, w końcu porzucałem jedyną rodzinę, jaką
miałem.
- Ale czemu chcesz zniknąć? Nie rozumie – spytał zdziwiony.
- Przyszedłem do ciebie po pomoc, a nie po kolejne głupie pytania. – Zdenerwowałem się
- Spokojnie Gabrielu, strasznie się zmieniłeś od kiedy się poznaliśmy – westchnął z żalu. – Czego potrzebujesz?
- Dokumentów i trochę pieniędzy. Zwrócę jak tylko zarobię. – Dodałem szybko, kiedy zdałem sobie sprawę, czego od niego żądam.
-
Pieniędzy nie musisz mi oddawać, nie potrzebuje ich, a jestem ci coś
winien za to, co cię spotkało. Dopóki nie załatwię wszystkiego to
zostaniesz tu.
- Nie martw się, dostaniesz ode mnie wszystko, co
chcesz, moje ciało przez ten czas należy do ciebie – powiedziałem to,
choć wcale nie chciałem by mnie dotykał.
- Nie wiem, co ci zrobili,
ale ty już nie jesteś moim Gabrielem –spojrzał na mnie z bólem, a jego
twarz zmarszczyła się stając się jeszcze bardziej potworna -zewnętrznie
go przypominasz, ale twoje serce jest bardziej poorane bliznami niż moje
ciało. –Dotknął policzka w miejscu, gdzie przecinała go jedna z
głębszych blizn. -Nie chce tej pustej powłoki, którą teraz jesteś, może
kiedyś zrozumiesz, że cię kocham i ten prawdziwy Gabriel odwzajemni moje
uczucia.- Wyszedł z gabinetu pozostawiając mnie samego. W mojej głowie
panował istny chaos, jednocześnie chciałem płakać i błagać go by nie
przytulił, a z drugiej nie mogłem się doczekać, kiedy zostawię ten cały
świat za sobą.
Dokumenty i pieniądze dostałem po dwóch dobach.
Odszedłem od niego bez słowa zaraz po tym. Bałem się lecieć, więc
wybrałem autobus. Wlokłem się z miasta do miasta, co trochę zmieniając
autobusy. W końcu dotarłem na miejsce, o którym obaj nie raz marzyliśmy.
Nikt nie wiedział o tych planach, więc byłem tu bezpieczny. Doszedłem
do niewielkiego rynku i stanąłem podziwiając zabudowę przynajmniej
sprzed wieku. Budynki były z cegły, co nadawało im archaicznego wyglądu.
Zatrzymałem się tam na dłużej, nie tylko ze względu na widoki, ale
także z tego powodu, że nie miałem pomysłu, co dalej. Jednak w okolicy
nie było żadnej wolnej ławki, wszystkie były zajęte przez ludzi
wyglądających na turystów. Zacząłem się niespokojnie rozglądać,
zastanawiając się gorączkowo, co dalej. W jednej z uliczek zauważyłem
dwóch młodych chłopaków niosących pod pachą deski do surfingu,
postanowiłem pójść za nimi, gdyż plaże uznałem za świetne miejsce do
rozmyślań. Powoli ciągnąłem się za żartującymi i śmiejącymi się na głos
surferami. Mieli bardzo ładny odcień skóry, coś pomiędzy złotem, a
kolorem miodu. Weszli do niewielkiego, drewnianego budynku, jak się
później okazało był to bar, do którego bardzo rzadko zaglądali turyści,
dlatego też moje wtargnięcie tam wzbudziło niemałe poruszenie.
Rozejrzałem się niepewnie i po chwili siadłem przy jednym ze stolików.
Pyzata dziewczyna podeszła do mnie i słodko się uśmiechając podała mi
kartę. Zatopiłem się na chwilę w jej bursztynowych oczach, jednak po
chwili z zadumy wyrwał mnie jej melodyjny głos:
- Coś podać? – i znów
ten uśmiech niesięgający oczu. Spojrzałem w kartę, to, co zazwyczaj
jadłem było mniej tuczące, już chciałem zamówić sobie tylko mrożoną
herbatę, gdy przypomniałem sobie, że diety mnie już nie obowiązują.
-
Poproszę rybę, frytki i surówkę. – Czułem się, jakbym zgrzeszył, ale
jednocześnie czułem się szczęśliwy, że nareszcie mogę sam o sobie
decydować.
- Coś do picia? – spytała lakonicznie przeczesując dłonią włosy.
- Cole – odpowiedziałem coraz bardziej szczęśliwy, nie sadziłem, że taka zwykła drobna rzecz może przynieść tyle przyjemności.
Kelnerka
odeszła z zapisaną żółtą karteczką. A w mojej głowie zrodziło się
dziwne pytanie. Nie rozumiem, jakim cudem podziałała na mnie ta
dziewczyna, do tego o tak obłych kształtach. Zacząłem się zastanawiać
czy mógłbym być z kobietą? Czy to, co zostało mi wmówione w domu Marka,
to, co traktowałem jak rzecz normalną okazało się kłamstwem? Nie umiałem
sobie odpowiedzieć na te pytania, nigdy nie sądziłem, że mógłbym
zainteresować się jakąś kobietą, gdyż pragnący mnie mężczyźni otaczali
mnie ze wszystkich stron. Ten świat był inny, nowy i dla mnie bardzo
dziwny.
Mój obiad wylądował na moim stoliku. Wyglądał smakowicie i
przerażająco kalorycznie. Wtranżoliłem wszystko, było nieziemsko
smaczne. Po opróżnieniu talerza podszedłem do baru by zapłacić rachunek,
resztę, którą mi wydano wrzuciłem do słoiczka z napiwkami dla kelnerek.
Wychodząc zauważyłem tablicę korkową, powieszoną na lewo od drzwi. Moją
uwagę zwróciła niewielka, różowa karteczka. Ogłoszenie brzmiało:
Przyjmę do pracy w sklepie młodego chłopaka. Praca w niepełnym wymiarze godzin.
Wymagania: dyspozycyjny, uczciwy. Doświadczenie mile widziane, ale niekoniecznie.
Zerwałem
kartkę z tablicy i wyszedłem z lokalu rozglądając się za budką
telefoniczną. Sam nie wiem jak zawędrowałem na plaże, ale dziwnym
zrządzeniem losu znalazłem miejsce, którego dotyczyło ogłoszenia, a
przynajmniej miało tą samą nazwę. Przekroczyłem próg, niewielki
dzwoneczek nad drzwiami zadzwonił przyjemnie. Za ladą stał starszy
mężczyzna i zachęcająco się uśmiechał.
- Dzień Dobry. – Przywitałem
się szczerząc swoje bielutkie ząbki. – Ja w sprawie tego ogłoszenia-
podałem mu kartkę, a on otaksował mnie wzrokiem od góry do dołu
- Nie jesteś stąd? – raczej stwierdził niż zapytał
-
Nie, sumie dopiero przyjechałem – spuściłem wzrok udając zakłopotanego,
choć wcale się tak nie czułem, mój poprzedni zawód nauczył mnie
pewności siebie, jak i pewnego wyrachowania. Nie raz grałem bardziej
nieporadnego niż byłem, by wzbudzić w swych klientach większe emocje.
- Jesteś pełnoletni? – już był mój, byłem tego pewien
-
Tak, tu jest moje prawo jazdy. – Wyciągnąłem dokument z portfela i
położyłem go na ladzie. Była to świetna podróbka, nie było mowy, by ktoś
odkrył, że to falsyfikat.
- Nazywasz się Alex Marks? – spytał trochę zdziwiony mężczyzna
- Rodzice mojego ojca pochodzili z Niemiec – szybko powiedziałem
- Pewnie twoi dziadkowie przyjechali zaraz po wojnie? – spytał podejrzliwie i wiedziałem, że się wkopałem
-
Nie, mój dziadek trafił do Stanów sam, jego rodzice zginęli w jednym z
obozów pod koniec wojny. – Bajka była dobra i znów grała na uczuciach.
- Przepraszam- zmieszał się mężczyzna – Gdzie mieszkasz?- zrobiłem mało inteligentną minę i podrapałem się po karku.
-
Na razie czegoś szukam. Myślałem, że poleci mi pan jakiś motel. –
Wybrnąłem ledwie, gdyż ta rozmowa stawała się dla mnie coraz bardziej
kłopotliwa.
- Nie przyjmę cię póki nie zamieszkasz w miejscu, które
opłacisz z góry przynajmniej na miesiąc. – Takiej odpowiedzi się nie
spodziewałem. A już miałem nadzieję.
- Dobrze, dziękuję i przepraszam, że zmarnowałem pański czas.- Już chciałem wyjść.
-
Poczekaj, gdzie ci tak śpieszno? Moja znajoma ma do wynajęcia
kawalerkę, żadnych większych wygód, ale nie musiałbyś się zatrzymywać, w
którymś z tych okropnych moteli – przystałem na jego propozycję z
szerokim uśmiechem
- A co z pracą? – Spytałem dla upewnienia.
- A masz, czym opłacić czynsz za miesiąc z góry? – wiedziałem, że to kolejny test.
-
Mam 2700 dolarów, tyle zostało mi po sprzedaży domu i urządzeniu
pogrzebu. – Powiedziałem smutno, spuściłem głowę i dłonią przetarłem
oczy, to było cudowne przedstawienie.
- Z pewnością wystarczy. – Znów
się zmieszał, po czym zaczął pisać na małej karteczce. – Tu masz adres
tej mojej przyjaciółki.- Podał mi papierek
- Ja niestety nie bardzo wiem, gdzie to jest, czy mógłby pan mi wyjaśnić? – poprosiłem robiąc maślane oczka.
-
Jasne, przepraszam, sam powinienem o tym pomyśleć. Cofniesz się na
rynek, skręcisz w uliczkę koło sklepu z ciuchami. Potem pójdziesz
prosto, aż zobaczysz budynek pomalowany na jaskrawo różowo. Tam skręcisz
na prawo, a ona mieszka na końcu tej uliczki, przed jej domem jest
niewielki ogródek. To jedyny dom, który ma ogród z przodu, a nie z tyłu.
Znajdziesz na pewno. – Ja osobiście nie byłem pewny czy znajdę to
miejsce, ale postanowiłem, nie dręczyć tego mężczyzny, skoro był dla
mnie taki dobry.
- Dziękuję, znajdę. – Poprawiłem sobie plecak na ramionach, wziąłem z lady prawo jazdy i wsunąłem je do kieszeni spodni.
- Przyjdź do mnie za dwa dni, jak się rozpakujesz, praca będzie na ciebie czekała. – Uśmiechnąłem się do niego.
- Na pewno pana nie zawiodę – nagle mężczyzna się zachmurzył
-
Zapomniałem się spytać, ty masz jakieś doświadczenie w handlu? – aż mi
się śmiać zachciało, bo przecież doświadczenie w handlu miałem tyle, że
własnym ciałem, a tego nie mogłem mu powiedzieć.
- Raczej niewielkie
proszę pana, sprzedawałem lemoniadę przed domem, gdy byłem dzieckiem,
ale mam podstawy z biznesu ze szkoły. Potrafię wypełniać faktury. A do
tego bardzo szybko się uczę. – Uśmiechnął się pobłażliwie, ale
wiedziałem, że gorączkowo myśli, co ze mną zrobić.
- A obsługa kasy? – no i pojawił się spory problem
-
Umiem obsługiwać komputer, to chyba nie jest trudniejsze? – wskazałem
dłonią na urządzenie. Mężczyzna westchnął głęboko i podrapał się po
czole.
- Najwyżej cię zwolnię. –zdecydował- Przyjdź za dwa dni wprowadzę cię.
- Dziękuję panu bardzo. – znów szeroko się uśmiechnąłem.
- Zmykaj już. – Gestem dłoni wygonił mnie, bo do sklepu wszedł klient.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz