poniedziałek, 22 stycznia 2018

Bloodlust R4: Niezasłużone cierpienie

Cały następny tydzień chłopak spędził praktycznie nic nie robiąc. Jadł, pił, czasem spał. Przez cały ten czas nawet nie zobaczył wampira przelotnie. W końcu chłopakowi znudziło się czekanie i niepomny poprzedniej lekcji, postanowił troszeczkę się powłóczyć.
    Zapadła kolejna noc. Musiała być wietrzna, bo Kadaj doskonale słyszał podmuchy z wielką siłą uderzające o ściany zewnętrzne zamku. Wampir zostawił go samego, więc nudził się niemiłosiernie. W końcu wyszedł z pokoju. Znów zaczął zaglądać po wszystkich pokojach tym razem bez strachu, ze wampir znajdzie go w którymś z nich. Nie było go w rezydencji przez cały tydzień.  
    Znalazł dwie biblioteki jedna była ogromna. Musiała liczyć miliony książek. Przy okazji była tez dość nieprzyjemna. Druga znajdowała się w mniejszym pokoju i wyglądała na bardziej przytulną i prywatną. Z lekkim zawahaniem blondyn wszedł do środka. Nie było tam nikogo.
    Usiadł w głębokim fotelu i rozejrzał się wokół. Tutaj tez było dosyć ciemno jak w całym zamku. Ale juz nie tak przeraźliwie. Sięgnął po jeden z papierów leżących na biurku. Nie rozumiał, o co w nim chodzi, ale było nudne.
0o0o0
    Tym razem Shina był naprawdę zły. Wrócił z pracy, po tygodniu i nigdzie nie mógł znaleźć chłopaka. Zupełnie, jakby ten zniknął. Z początku nawet go to bawiło. Teraz jednak obiecywał sobie, że jak dorwie gówniarza, ten go popamięta. Na zawsze. W końcu, wściekły skupił się na bransoletce dzieciaka. Wiedział, że w tej chwili zacznie go parzyć, ale nie przejął się tym zbytnio. Wręcz przeciwnie. Wściekł się jeszcze bardziej. Chłopak wlazł do jego prywatnej biblioteki i dodatkowo grzebał w papierach. Wampir był prawie pewny, że blondyn chce znaleźć papier, na mocy, którego został niewolnikiem i zwiać.
    O nie, nie ma tak dobrze warknął, prawie pognawszy w kierunku pomieszczenia, gdzie znajdował się chłopak. Wściekły gwałtownie otworzył drzwi. Ciężkie drewniane skrzydła z hukiem uderzyły o ściany.
- Szukasz tu czegoś? – Zawarczał.
    W tej chwili wyglądał strasznie. Rozwiane od pośpiechu włosy opadały ma na pociemniałe ze złości oczy. Twarz wykrzywiała złość, a wysunięte kły i pazury też nie wróżyły niczego dobrego. Odetchnął krótko, po czym z całą zebraną w sobie wściekłością wysyczał.
 - Jesteś mój i pogódź się z myślą, iż prędzej cię zabiję niż wypuszczę.
    Chłopak prawie dostał zawału, gdy wampir wpadł tak do biblioteki.
- Skąd możesz wiedzieć, czego szukam. Może niczego konkretnego – prychnął i odwrócił od niego głowę.
- Akurat – warknął tylko wampir – już ja dobrze wiem, czego szukasz.
    Podszedł do chłopaka, gwałtownie chwytając go za ręce i podnosząc z fotela. Pocałował go gwałtownie, brutalnie wdzierając się do jego ust. Po chwili odsunął się lekko i zimnym głosem wysyczał mu do ucha.
- Zobaczysz, że ze mną lepiej nie igrać!
    Popchnął go na ścianę, tak, ze chłopak uderzył w nią boleśnie i wolnym krokiem zaczął się do niego zbliżać. Blondyn patrzył na niego tym razem na prawdę przestraszony. Uderzenie o ścianę zabolało. Nie miał pojęcia, co wampir chce zrobić. Zaczął się wiec poważnie o siebie martwić.
    Czarnowłosy przycisnął go do ściany, ponownie brutalnie wdzierając się do jego ust. Oderwał się na chwilę.
- Już ja cię nauczę pokory – warknął.
    Jednym ruchem szponiastej ręki rozdarł koszulę chłopaka, dostając się do jego torsu i nie przejmując się niczym zaczął gwałtownie drażnić jego sutki.
- Zobaczysz, co to znaczy ze mną zadrzeć.
    Przycisnął go do ściany mocniej, przygryzając jedną z brodawek do krwi i ściskając męskość chłopaka boleśnie przez spodnie. W odpowiedzi usłyszał przepełniony bólem jęk. Chłopak nie odczuwał w tym przypadku żadnej przyjemności. Zresztą Shina i tak nie miał zamiaru mu jej sprawiać. Kadaj próbował odsunąć się od wampira lecz i tym razem jego wysiłki były beznadziejne. Nie miał szans odepchnąć nieśmiertelnego.
    Shina zaśmiał się gwałtownie, prosto w twarz dzieciaka. Wsunął dłoń pod jego spodenki i już po chwili zsunął je z niego szybko. Z zadowoleniem widział panikę w oczach chłopaka.
- Przepiękny – mruknął, liżąc go po policzku.
    Po chwili odsunął się od niego, puszczając. Na trochę. Chciał się zabawić, a dzieciak nadawał się do tego idealnie. Spojrzał na niego zimnym wzrokiem i jednym ruchem ręki zamknął wszystkie wyjścia. Kiedy Kadaj usłyszał szczęk zamykanych zamków, nie wiedział co ma ze sobą zrobić. Stał wiec tak dalej pod ścianą i patrzył na wampira z lękiem.
- Pieprzony krwiopijca – warknął cicho pochylając głowę i patrząc na mężczyznę wilkiem.
    Shina skrzywił usta w sztucznym uśmiechu.
- Może i krwiopijca, ale ten przymiotnik chyba bardziej pasuje do ciebie.
    Mruknął, całując go mocno i rozcinając wargę. Nadal go nie trzymał, wiec gdyby tylko chłopak chciał, mógłby uciec. O wiele lepiej bawił się, widząc, ze wystraszona ofiara nie ma nawet siły uciekać. Odsunął się od niego i po chwili zaczął zlizywać płynącą ze zranienia krew.
    Chłopak zadrżał. Miał juz tego wszystkiego dosyć. Chciał uciec, ale sprawiało mu to trudności. Tyle na ile dał rade odwracał się od wampira. Po pewnym czasie zrezygnowany opadł na podłogę opierając się o półkę i chowając twarz w dłoniach.
    Ukląkł przy nim i scałował płynące z jego oczu łzy.
- Widzisz – wyszeptał – trzeba było grzecznie czekać w pokoju, a nie próbować uciekać.
Syknął, patrząc w jego zrozpaczone oblicze i chwyciwszy go pod ramiona podniósł do góry, a po chwili wziął na ręce.
- Sam tego chciałeś – wyszeptał mu do ucha. Chwycił go tak, że chłopak chcąc, nie chcąc musiał opleść go udami w pasie.
- Teraz zobaczysz, jaki wtedy byłem delikatny – wysyczał. Wsunął mu do ust palce, a po chwili wyjął je, od razu wsuwając w niego dwa. Bez żadnego uprzedzenia, czy wcześniejszego przygotowania. Chciał zadać ból i doskonale potrafił to robić.
    Kadaj wrzasnął głośno i zacisnął ręce na karku i włosach wampira. Był jeszcze obolały po swoim pierwszym razie, ale ten ból był dużo straszniejszy niż każdy, jaki kiedykolwiek do tej pory przeżywał. Po policzkach ściekały mu łzy. Próbował się odsunąć od tych palców, ale nie przynosiło to żadnych rezultatów .Wampir nadal scałowywał ściekające po policzkach chłopaka słone krople.
- Wiesz, ze teraz jesteś jeszcze piękniejszy? – Zapytał, dodając trzeci palec. Zaczął nim gwałtownie poruszać, a po chwili wysunął je z niego patrząc na chłopaka znacząco.  Teraz cię dopiero zaboli pomyślał, uśmiechając się paskudnie i ocierając erekcją o wejście chłopaka w dość sugestywnym geście. Dzieciak wydał z siebie pisk przerażenia szeroko otwierając oczy. Znów spróbował się wyrwać. Bezskutecznie starał się odepchnąć wampira. Tak bardzo, jak tylko to było możliwe.
- Nie rób tego! – załkał.
    Ale mężczyzna tylko uśmiechnął się zimno, widząc przerażenie w oczach siedemnastolatka.
- Niby dlaczego? – Zamruczał zmysłowym głębokim głosem.
    Przysunął się do niego i całując go brutalnie, głęboko, wszedł w niego jednym, mocnym pchnięciem. Ciszę przerwał przeraźliwy, dławiony wrzask. Wampir poczuł, jak po nogach zaczyna spływać mu cieniutka stróżka ciepłej cieczy. I bynajmniej nie była ona białej barwy.
    Siedemnastolatek łkał czując wampira w sobie. Łzy obficie znaczyły jego policzki. Nie mógł się opanować prawie wybuchnął płaczem. Nigdy jeszcze nie przeżywał czegoś tak okropnego.
    Czarnowłosy zaczął poruszać się prawie od razu, a krew wypływająca z drobnych, szarpanych ranek w delikatnym wnętrzu chłopaka tylko ułatwiała mu szybkie, głębokie ruchy.
    W tym momencie obchodziło go tylko to, by zadać dzieciakowi jak najwięcej bólu, czerpiąc jego kosztem jak najwięcej przyjemności. Widział łzy chłopaka, ale nie zwracał na nie uwagi. Przyspieszył jeszcze bardziej, praktycznie miażdżąc jego ciało w swoim uścisku i zaczął szybko wysuwać się z niego prawie całkowicie i wchodzić na nowo. Kadaj krzyczał i wił się próbując uciec przed jego ruchami. Nie dawał rady. Krzyczał juz prawie cały czas. Czuł, że może w każdej chwili stracić przytomność.
    Wszedł w chłopaka najmocniej jak mógł i doszedł z głośnym jękiem. Wysunął się z niego, całując go miękko w drżące wargi.
 - Jesteś idealną zabaweczką – zamruczał i postawił chłopaka na nogach.
    Nie zwracając uwagi na to, ze dzieciak osunął się po ścianie łkając rozpaczliwie, odblokował wszystkie drzwi i po prostu wyszedł. Zostawiając go w tym stanie zupełnie samego.
    Siedział łkając. Po długim czasie takiego cichego kwilenia udało mu się w końcu jakoś podnieść, cały czas podtrzymując się ściany. Ból był niewyobrażalny. Nie do wytrzymania. Chłopak chciał zwinąć się w kłębek ale wolał robić to u siebie, nie tutaj, gdzie w każdej chwili ponownie mógł go dopaść. Założył resztki ubrania i powoli podpierając się ruszył do siebie. Krew ściekała mu po udach. Wszedł do pokoju i od razu padł na łóżko. Zwinął się w kłębek i juz nie powstrzymywał płaczu.
    Czuł się całkowicie zbrukany i nic nie warty. Chociaż wiedział, że jest tylko zabaweczką nie spodziewał się czegoś takiego. Wciąż jeszcze dygotał na myśl o tym zdarzeniu. W myślach bez przerwy pojawiała się ta wykrzywiona złością twarz wampira. A Kadaj przecież nic nie zrobił. I właśnie tego najbardziej nie mógł zrozumieć. Został ukarany mimo iż nie zrobił nic co by zasługiwało na karę.
    Westchnął jeszcze przymykając oczy. Nie miał siły na więcej łez. Już nawet nie chciały płynąc. Gardło tez miał zupełnie wysuszone. Ale teraz chciał tylko jednego. Zmyć z siebie chociaż część tego brudu. Chciał ale nie mógł się ruszyć. I ta bezradność raniła go jeszcze bardziej. Chciałby stąd odejść. Uciec.
    I wiedział, ze jeśli tylko udało by mu się wstać i dojść do łazienki to zapewne zrobiłby najgłupsza rzecz w swoim życiu. Ale teraz tylko tego chciał. Skończyć z tym wszystkim.
    Wyczerpany zapadł w krótki, niespokojny i urywany sen. Oddech miał chrapliwy, a dłoń błagalnie zaciskał na pościeli.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz