Zapadła kolejna noc. Musiała być
wietrzna, bo Kadaj doskonale słyszał podmuchy z wielką siłą uderzające o
ściany zewnętrzne zamku. Wampir zostawił go samego, więc nudził się
niemiłosiernie. W końcu wyszedł z pokoju. Znów zaczął zaglądać po
wszystkich pokojach tym razem bez strachu, ze wampir znajdzie go w
którymś z nich. Nie było go w rezydencji przez cały tydzień.
Znalazł dwie biblioteki jedna
była ogromna. Musiała liczyć miliony książek. Przy okazji była tez dość
nieprzyjemna. Druga znajdowała się w mniejszym pokoju i wyglądała na
bardziej przytulną i prywatną. Z lekkim zawahaniem blondyn wszedł do
środka. Nie było tam nikogo.
Usiadł w głębokim fotelu i rozejrzał się wokół. Tutaj tez było dosyć ciemno jak w całym zamku. Ale juz nie tak przeraźliwie. Sięgnął po jeden z papierów leżących na biurku. Nie rozumiał, o co w nim chodzi, ale było nudne.
Usiadł w głębokim fotelu i rozejrzał się wokół. Tutaj tez było dosyć ciemno jak w całym zamku. Ale juz nie tak przeraźliwie. Sięgnął po jeden z papierów leżących na biurku. Nie rozumiał, o co w nim chodzi, ale było nudne.
0o0o0
Tym razem Shina był naprawdę
zły. Wrócił z pracy, po tygodniu i nigdzie nie mógł znaleźć chłopaka.
Zupełnie, jakby ten zniknął. Z początku nawet go to bawiło. Teraz jednak
obiecywał sobie, że jak dorwie gówniarza, ten go popamięta. Na zawsze. W
końcu, wściekły skupił się na bransoletce dzieciaka. Wiedział, że w tej
chwili zacznie go parzyć, ale nie przejął się tym zbytnio. Wręcz
przeciwnie. Wściekł się jeszcze bardziej. Chłopak wlazł do jego
prywatnej biblioteki i dodatkowo grzebał w papierach. Wampir był prawie
pewny, że blondyn chce znaleźć papier, na mocy, którego został
niewolnikiem i zwiać.
O nie, nie ma tak dobrze
warknął, prawie pognawszy w kierunku pomieszczenia, gdzie znajdował się
chłopak. Wściekły gwałtownie otworzył drzwi. Ciężkie drewniane skrzydła
z hukiem uderzyły o ściany.
- Szukasz tu czegoś? – Zawarczał.
W tej chwili wyglądał strasznie.
Rozwiane od pośpiechu włosy opadały ma na pociemniałe ze złości oczy.
Twarz wykrzywiała złość, a wysunięte kły i pazury też nie wróżyły
niczego dobrego. Odetchnął krótko, po czym z całą zebraną w sobie
wściekłością wysyczał.
- Jesteś mój i pogódź się z myślą, iż prędzej cię zabiję niż wypuszczę.
Chłopak prawie dostał zawału, gdy wampir wpadł tak do biblioteki.
- Skąd możesz wiedzieć, czego szukam. Może niczego konkretnego – prychnął i odwrócił od niego głowę.
- Akurat – warknął tylko wampir – już ja dobrze wiem, czego szukasz.
Podszedł do chłopaka, gwałtownie
chwytając go za ręce i podnosząc z fotela. Pocałował go gwałtownie,
brutalnie wdzierając się do jego ust. Po chwili odsunął się lekko i
zimnym głosem wysyczał mu do ucha.
- Zobaczysz, że ze mną lepiej nie igrać!
Popchnął go na ścianę, tak, ze
chłopak uderzył w nią boleśnie i wolnym krokiem zaczął się do niego
zbliżać. Blondyn patrzył na niego tym razem na prawdę przestraszony.
Uderzenie o ścianę zabolało. Nie miał pojęcia, co wampir chce zrobić.
Zaczął się wiec poważnie o siebie martwić.
Czarnowłosy przycisnął go do ściany, ponownie brutalnie wdzierając się do jego ust. Oderwał się na chwilę.
- Już ja cię nauczę pokory – warknął.
Jednym ruchem szponiastej ręki
rozdarł koszulę chłopaka, dostając się do jego torsu i nie przejmując
się niczym zaczął gwałtownie drażnić jego sutki.
- Zobaczysz, co to znaczy ze mną zadrzeć.
Przycisnął go do ściany mocniej,
przygryzając jedną z brodawek do krwi i ściskając męskość chłopaka
boleśnie przez spodnie. W odpowiedzi usłyszał przepełniony bólem jęk.
Chłopak nie odczuwał w tym przypadku żadnej przyjemności. Zresztą Shina i
tak nie miał zamiaru mu jej sprawiać. Kadaj próbował odsunąć się od
wampira lecz i tym razem jego wysiłki były beznadziejne. Nie miał szans
odepchnąć nieśmiertelnego.
Shina zaśmiał się gwałtownie,
prosto w twarz dzieciaka. Wsunął dłoń pod jego spodenki i już po chwili
zsunął je z niego szybko. Z zadowoleniem widział panikę w oczach
chłopaka.
- Przepiękny – mruknął, liżąc go po policzku.
Po chwili odsunął się od niego,
puszczając. Na trochę. Chciał się zabawić, a dzieciak nadawał się do
tego idealnie. Spojrzał na niego zimnym wzrokiem i jednym ruchem ręki
zamknął wszystkie wyjścia. Kiedy Kadaj usłyszał szczęk zamykanych
zamków, nie wiedział co ma ze sobą zrobić. Stał wiec tak dalej pod
ścianą i patrzył na wampira z lękiem.
- Pieprzony krwiopijca – warknął cicho pochylając głowę i patrząc na mężczyznę wilkiem.
Shina skrzywił usta w sztucznym uśmiechu.
- Może i krwiopijca, ale ten przymiotnik chyba bardziej pasuje do ciebie.
Mruknął, całując go mocno i
rozcinając wargę. Nadal go nie trzymał, wiec gdyby tylko chłopak chciał,
mógłby uciec. O wiele lepiej bawił się, widząc, ze wystraszona ofiara
nie ma nawet siły uciekać. Odsunął się od niego i po chwili zaczął
zlizywać płynącą ze zranienia krew.
Chłopak zadrżał. Miał juz tego
wszystkiego dosyć. Chciał uciec, ale sprawiało mu to trudności. Tyle na
ile dał rade odwracał się od wampira. Po pewnym czasie zrezygnowany
opadł na podłogę opierając się o półkę i chowając twarz w dłoniach.
Ukląkł przy nim i scałował płynące z jego oczu łzy.
- Widzisz – wyszeptał – trzeba było grzecznie czekać w pokoju, a nie próbować uciekać.
Syknął, patrząc w jego zrozpaczone oblicze i chwyciwszy go pod ramiona podniósł do góry, a po chwili wziął na ręce.
Syknął, patrząc w jego zrozpaczone oblicze i chwyciwszy go pod ramiona podniósł do góry, a po chwili wziął na ręce.
- Sam tego chciałeś – wyszeptał mu do ucha. Chwycił go tak, że chłopak chcąc, nie chcąc musiał opleść go udami w pasie.
- Teraz zobaczysz, jaki wtedy byłem
delikatny – wysyczał. Wsunął mu do ust palce, a po chwili wyjął je, od
razu wsuwając w niego dwa. Bez żadnego uprzedzenia, czy wcześniejszego
przygotowania. Chciał zadać ból i doskonale potrafił to robić.
Kadaj
wrzasnął głośno i zacisnął ręce na karku i włosach wampira. Był jeszcze
obolały po swoim pierwszym razie, ale ten ból był dużo straszniejszy niż
każdy, jaki kiedykolwiek do tej pory przeżywał. Po policzkach ściekały
mu łzy. Próbował się odsunąć od tych palców, ale nie przynosiło to
żadnych rezultatów .Wampir nadal scałowywał ściekające po policzkach
chłopaka słone krople.
- Wiesz, ze teraz jesteś jeszcze
piękniejszy? – Zapytał, dodając trzeci palec. Zaczął nim gwałtownie
poruszać, a po chwili wysunął je z niego patrząc na chłopaka znacząco. Teraz cię dopiero zaboli
pomyślał, uśmiechając się paskudnie i ocierając erekcją o wejście
chłopaka w dość sugestywnym geście. Dzieciak wydał z siebie pisk
przerażenia szeroko otwierając oczy. Znów spróbował się wyrwać.
Bezskutecznie starał się odepchnąć wampira. Tak bardzo, jak tylko to
było możliwe.
- Nie rób tego! – załkał.
Ale mężczyzna tylko uśmiechnął się zimno, widząc przerażenie w oczach siedemnastolatka.
- Niby dlaczego? – Zamruczał zmysłowym głębokim głosem.
Przysunął się do niego i całując
go brutalnie, głęboko, wszedł w niego jednym, mocnym pchnięciem. Ciszę
przerwał przeraźliwy, dławiony wrzask. Wampir poczuł, jak po nogach
zaczyna spływać mu cieniutka stróżka ciepłej cieczy. I bynajmniej nie
była ona białej barwy.
Siedemnastolatek łkał czując
wampira w sobie. Łzy obficie znaczyły jego policzki. Nie mógł się
opanować prawie wybuchnął płaczem. Nigdy jeszcze nie przeżywał czegoś
tak okropnego.
Czarnowłosy zaczął poruszać się
prawie od razu, a krew wypływająca z drobnych, szarpanych ranek w
delikatnym wnętrzu chłopaka tylko ułatwiała mu szybkie, głębokie ruchy.
W tym momencie obchodziło go tylko to, by zadać dzieciakowi jak najwięcej bólu, czerpiąc jego kosztem jak najwięcej przyjemności. Widział łzy chłopaka, ale nie zwracał na nie uwagi. Przyspieszył jeszcze bardziej, praktycznie miażdżąc jego ciało w swoim uścisku i zaczął szybko wysuwać się z niego prawie całkowicie i wchodzić na nowo. Kadaj krzyczał i wił się próbując uciec przed jego ruchami. Nie dawał rady. Krzyczał juz prawie cały czas. Czuł, że może w każdej chwili stracić przytomność.
W tym momencie obchodziło go tylko to, by zadać dzieciakowi jak najwięcej bólu, czerpiąc jego kosztem jak najwięcej przyjemności. Widział łzy chłopaka, ale nie zwracał na nie uwagi. Przyspieszył jeszcze bardziej, praktycznie miażdżąc jego ciało w swoim uścisku i zaczął szybko wysuwać się z niego prawie całkowicie i wchodzić na nowo. Kadaj krzyczał i wił się próbując uciec przed jego ruchami. Nie dawał rady. Krzyczał juz prawie cały czas. Czuł, że może w każdej chwili stracić przytomność.
Wszedł w chłopaka najmocniej jak mógł i doszedł z głośnym jękiem. Wysunął się z niego, całując go miękko w drżące wargi.
- Jesteś idealną zabaweczką – zamruczał i postawił chłopaka na nogach.
Nie
zwracając uwagi na to, ze dzieciak osunął się po ścianie łkając
rozpaczliwie, odblokował wszystkie drzwi i po prostu wyszedł.
Zostawiając go w tym stanie zupełnie samego.
Siedział łkając. Po długim
czasie takiego cichego kwilenia udało mu się w końcu jakoś podnieść,
cały czas podtrzymując się ściany. Ból był niewyobrażalny. Nie do
wytrzymania. Chłopak chciał zwinąć się w kłębek ale wolał robić to u
siebie, nie tutaj, gdzie w każdej chwili ponownie mógł go dopaść.
Założył resztki ubrania i powoli podpierając się ruszył do siebie. Krew
ściekała mu po udach. Wszedł do pokoju i od razu padł na łóżko. Zwinął
się w kłębek i juz nie powstrzymywał płaczu.
Czuł się całkowicie zbrukany i
nic nie warty. Chociaż wiedział, że jest tylko zabaweczką nie spodziewał
się czegoś takiego. Wciąż jeszcze dygotał na myśl o tym zdarzeniu. W
myślach bez przerwy pojawiała się ta wykrzywiona złością twarz wampira. A
Kadaj przecież nic nie zrobił. I właśnie tego najbardziej nie mógł
zrozumieć. Został ukarany mimo iż nie zrobił nic co by zasługiwało na
karę.
Westchnął jeszcze przymykając
oczy. Nie miał siły na więcej łez. Już nawet nie chciały płynąc. Gardło
tez miał zupełnie wysuszone. Ale teraz chciał tylko jednego. Zmyć z
siebie chociaż część tego brudu. Chciał ale nie mógł się ruszyć. I ta
bezradność raniła go jeszcze bardziej. Chciałby stąd odejść. Uciec.
I wiedział, ze jeśli tylko udało
by mu się wstać i dojść do łazienki to zapewne zrobiłby najgłupsza
rzecz w swoim życiu. Ale teraz tylko tego chciał. Skończyć z tym
wszystkim.
Wyczerpany zapadł w krótki, niespokojny i urywany sen. Oddech miał chrapliwy, a dłoń błagalnie zaciskał na pościeli.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz