poniedziałek, 22 stycznia 2018

Pośrodku piekła znalazłem dom cz.3 R9

Powoli dni mijały, ja radziłem sobie coraz lepiej z pracąale wyczekiwałem jednego – powrotu Marka, który nie następował. Z każdym dniembałem się coraz bardziej, że jednak coś poszło nie tak. Minęło może półtoramiesiąca, gdy Raphael wpadł do mojego gabinetu niosąc mi dobre wieści
– Zgadnij kto się przebudził?! –wykrzyczał z wielkimuśmiechem na ustach.
– Przebudził? – spytałem bo nie zrozumiałem, poza tym mnieakurat w tym momencie nie było do śmiechu zastanawiałem się jak zwiększyć budżetnie obciążając za bardzo moich podopiecznych.
– No Mark się przebudził, dzisiaj już z nim rozmawiałem. –Chwilęsiedziałem z szokowany nie bardzo wiedząc, co powiedzieć, w ogóle przez monetnie mogłem w to uwierzyć, ale teraz już wszystko miało być dobrze.
– Naprawdę? To mogę do niego jechać. –Spytałem z nadzieją,bo tak bardzo chciałem go przerosić za to, że byłem taki samolubny, że swoimzachowaniem doprowadziłem do tego, że rozchorował się jeszcze bardziej.
– Eeee… Ty nie możesz. –Zafrasował się Raphael.
– Czemu? –najpierw mówi, że z Markiem w porządku, a potem,że nie mogę się z nim spotkać. Nagle zrobiło mi się smutno, bo zdałem sobiesprawę, że on może nie życzyć sobie mojej wizyty uciekłem, sprawiłem mu tylekłopotów. Nie zniósłbym gdyby naprawdę Mark mnie znienawidził, choć wiedziałem,że na to zasłużyłem.
– Bo jeszcze nie możesz, zbyt smacznie pachniesz. Nawet jamam jeszcze problem z zapanowaniem nad pragnieniem, a Mark dopiero ujarzmiłbestię. –Wyjaśnienia Raphaela przyniosły ulgę moim skołatanym Nerwą odganiającczarne myśli.
– Czyli jeszcze nie mogę, ale on czuje się już lepiej, jestjuż jak stary Mark? –spytałem z nadzieją w głosie spoglądając na trzymany przezemnie dokument, z którego niewiele już pozostało, gdyż tak silnie zaciskałem gow dłoni. Ułożyłem papier na stole i zacząłem wygładzać, gdy niemal skończyłemusłyszałem odpowiedź.
– Jeszcze nie do końca, ale niewiele już mu brakuje. –Ucieszyłamnie ta wiadomość, natychmiast wstałem z fotel i przytuliłem się do mojegobyłego opiekuna.
– Więc myślisz o mnie jak o obiedzie? – spytałem żartobliwie,on jednak się zasępił, delikatnie mnie odsuwając i nie patrząc mi w oczy..
– Niestety dość często ale uwierz mi staram się by tak niebyło, jednak nie umiem się tego całkowicie wyzbyć. – Spojrzałem na niego przerażony,nie sądziłem, że on tak o mnie myśli, nigdy tego nie wyczułem, owszemwiedziałem, że trudniej panuje nad gniewem i innymi emocjami ale nawet przezmyśl mi nie przeszło, że może myśleć o mnie jak o jedzeniu. – Nie chciałem cięprzestraszyć, ja nad sobą panuję ale mówię ci to w razie czego, żebyś wiedział,że mimo że cię kocham mogę ci zrobić kiedyś krzywdę, każdy z nas może, azwłaszcza Mark, który nie jest w stanie nad sobą panować, choćby nie wiem co.
– Rozumiem – odpowiedziałem poważnie, mimo że niespecjalniedopuszczałem do siebie myśl, by któryś z nich choćby w amoku potrafił mnieskrzywdzić.
Nie mogłem się doczekać kiedy będę mógł się spotkać zMarkiem. Nie pozwolono mi na to, mimo że dość często tego żądałem. W tym samymczasie pojawił się kolejny niecierpiący zwłoki problem, a mianowicie Michael.Chłopiec miał nieziemsko piękne oczy, cudowną budowę ciała ale też nieznośnycharakter, którym co trochę przysparzał sobie problemów.
Ten dzień był okropniejszy niż niemal wszystkie inne.Jessica zniknęła razem z Lucilą, ich klienci nie dawali mi spokoju. Paul pobiłsię z Jamsem. Do tego Michael obraził jednego ze znakomitszych klientów, którytak się zezłościł, że wycofał wszystkie rezerwacje. Wszyscy ci ludzie wpakowalisię niemal w tym samym momencie do mojego gabinetu. Starałem się zapanować nadtym chaosem ale było to niemal niemożliwe. Wtedy ktoś cicho bez pukania wszedłdo mojego gabinetu, z początku go nie zauważyłem. Dopiero gdy uspokajająco sięodezwał zwróciłem na niego uwagę.
– Mark. – Wyrwało się z moich ust, wszyscy w tym samymmomencie spojrzeli w tym samym kierunku co ja. Nie mogłem uwierzyć własnymoczom, zresztą nie tylko ja.
– Chyba nie zmieniłem się tak bardzo, że nie masz problemu zrozpoznaniem mnie. – Rozłożył ręce, a ja niemal biegiem zatopiłem się w jegoramionach. – Panowie – odezwał się spokojnie do grupy mężczyzn awanturującychsię jeszcze przed momentem, a teraz stojących w zdumieniu. – Może by tak pokolacji co? Klienci zaginionych dziewczyn wzywani będą w odpowiedniejkolejności, by ustalić możliwość innych terminów lub partnerów. Obecniezapraszam do salonu na mały poczęstunek. James idź proszę zawiadom obsługę ogościach w salonie, a potem udaj się do swojego pokoju i tam czekaj, Paul tytakże udaj się do swojej sypialni. Michael, panie Jordan proszę zostańcie.Panie Jordan – Mark usiadł na swoim miejscu za biurkiem – Michael zostaniedotkliwie ukarany za swoje zachowanie, jeśli chce pan zmienić partneraumożliwimy to panu nie zmieniając pańskiego grafiku
– Jak zostanie ukarany? – spojrzał na przestraszoną minęMichaela i chyba zrobiło mu się żal tego błękitnookiego cherubinka.
– Zostanie wysłany na okres dwóch tygodni do czegoś wrodzaju szkoły przetrwania, mój znajomy były żołnierz marines zaopiekuje sięnim dość intensywnie.  
– Mchh…A potem będzie już grzeczny? – spytał zzastanowieniem, przyglądając się przestraszonej twarzyczce chłopaka.
– Mało prawdopodobne, żeby podobna sytuacja się powtórzyła.
– W takim razie dobrze, chcę go zobaczyć za dwa tygodnie wmojej sypialni. Mam słabość do jego urody. –Pogłaskał chłopaka po włosach,jednak ten z szoku nawet tego nie poczuł.
– Tak będzie. –Mark uśmiechnął się do niego dość szeroko,jednak nie tak by ukazać kły.
Mężczyźni się pożegnali, a Michael został odesłany do swojejsypialni w celu spakowania. Nadal stałem pod ścianą nie mogąc uwierzyć własnymoczom
– Aż tak strasznie wyglądam? – zażartował ubrany w dobrzeskrojony garnitur mężczyzna siedzący za biurkiem.
– Wyglądasz bosko, jak każdy wampir – uśmiechnąłem się doniego – Jak się czujesz? Już jest wszystko dobrze?
– Tak. Choć muszę przyznać, że Raphael miał rację twierdząc,że pachniesz wyjątkowo smakowicie
– Nie wiem czy dziękować, czy uciekać. – Rzuciłem zadziornie
– Jadłem już. Nie wypuściliby mnie bez odpowiedniegonakarmienia. –Odparł poważnie.
– Jesteś sam? –Zdziwiłem się że puścili takie młodegowampira bez żadnej kontroli.
– Nie Amadeo został na dole z Frederikiem.
– Nie lubię go. –Odparłem przypominając sobie jego parszywąfacjatę.
– Amadeo? –w głosie marka było zdziwienie.
– Nie. Frederica, boję się go. Nastraszył mnie porządnie jakpierwszy raz pojechałem do Amadea.
– Ja też za nim nie przepadam. –Uśmiechnęliśmy się do siebiepojednawczo.
– Tęskniłem. –Powiedziałem zbierając się na odwagę by goprzeprosić.
– Ja tez. Zwłaszcza wtedy kiedy zwiałeś – w jednym momencieznalazł się przy mnie i tulił mnie w zimnych ramionach.
– Musiałem. Tak bardzo chce cię przeprosić… –łkałem.
– Wiem. – Ucałował moje czoło – Ale już się tym nieprzejmuj, nikt cię tak naprawdę za to nie winił, wszyscy wiedzieli czemu tozrobiłeś.
– Nikt prócz Bachusa. –Przypomniałem sobie co zrobił mimistrz wampirów po powrocie i w moim ciałem znów wstrząsnął gniew.
– Wiesz on musi być sprawiedliwy, ale on najbardziej ciwspółczuł, bo najlepiej cię rozumiał, ale nie mógł puścić ci tego płazem.Jednak dobrze wiesz, że kara jaka cię spotkała wcale nie była tak dotkliwa jakpowinna być.
– Wiem. Za to co zrobiłem grozi chyba kara śmierci wstraszliwych męczarniach. –Wtuliłem się niego jeszcze mocniej, nie pachniał jakdawny Mark, ale była to woń bardzo podobna, w jego ramionach czułem się takibezpieczny.
– Żebyś wiedział. Eh jak tęskniłem – odsunął się – Nie tylkoza tobą ale i za całym domem. Brakuje mi tego rozgardiaszu, ciągłych kłótni ikrzyków.
– Jak widzisz ledwo sobie radzę, ale się staram zapanowaćnad tym całym burdelem. –Zaśmiał się na ostatnie słowo.
– Nie idzie ci wcale źle, ja na początku ledwie radziłemsobie z 20, a ty pod swoimi skrzydłami mas ponad 200 osób, plus obsługa, więccię podziwiam. –Pogłaskał chłodnymi palcami mój policzek.
– Wiesz Raphael mi pomaga, Alex i cała reszta, nie jestemsam, a teraz jeszcze ty wróciłeś. Teraz wszystko już się ułoży. Znowu będziemyrazem.
– Wiesz, że to nie oznacza, że z powrotem wrócę do swoichobowiązków, mogę ci jedynie służyć radą. –Wiedziałem, choć nadal miałemnadzieję na inny obrót sprawy.
– Wiem. Tak bardzo się cieszę, ze znowu jesteś z nami.
 Dzięki pomocy Marka udałomi się opanować bałagan i powiadomiliśmy Bachusa o zaginięciu dziewczyn. Niesłużyły one wampirom ale dzięki nim o wiele szybciej zazwyczaj udawało sięodnaleźć zaginione osoby. Tym razem jednak nie było tak dobrze nikt nawet niewidział jak wychodziły z domu, na kamerach też nic nie było, nie użyły kartkredytowych, jakby zapadły się pod ziemię. Poza tym ich wspólna przyjaciółkanic nie wiedziała. Powiedziała nam także coś bardzo niepokojącego, a mianowicieże Lucila nie wzięła swojego ukochanego wisiorka, który dostała od nieżyjącejmatki, a który ściągała tylko na noc i nigdy się z nim nie rozstawała.Zaczynałem się o nie coraz bardziej obawiać, zwłaszcza, że po głębszymsprawdzeniu ich pokoju okazało się, że nic ze sobą nie wzięły. Psom Bachusa teznie udało się trafić choćby na najmniejszy ślad dziewczyn. Nie chciałemdenerwować domowników ale jak wiadomo plotki szybko się rozchodzą, wśróddzieciaków zapanował strach. Po niecałym miesiącu zniknęła kolejna osoba…Rodrigo, był miłym 16–latkiem meksykańskiego pochodzenia o oczach kolorugorzkiej czekolady. Tym razem znaleźliśmy je doszczętnie wyssane w naszymgarażu. To było niczym policzek dla Bachusa. Nie tylko w domu wampirówzapanowała w związku z tym napięta atmosfera ale i w naszym. Gdy zaginęłokolejne dziecko. Bachus zaczął przesłuchiwać wszystkich osobiście. Ja zaśzabroniłem swoim podopiecznym jakichkolwiek wyjść, dotyczyło to równieżspotkania z klientami. Bachus przydzielił nam nadnaturalnie ochronę swoichwspółbraci.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz