Powoli dni mijały, ja radziłem sobie coraz
lepiej z pracąale wyczekiwałem jednego – powrotu Marka, który nie
następował. Z każdym dniembałem się coraz bardziej, że jednak coś poszło
nie tak. Minęło może półtoramiesiąca, gdy Raphael wpadł do mojego
gabinetu niosąc mi dobre wieści
– Zgadnij kto się przebudził?! –wykrzyczał z wielkimuśmiechem na ustach.
– Przebudził? – spytałem bo nie zrozumiałem, poza
tym mnieakurat w tym momencie nie było do śmiechu zastanawiałem się jak
zwiększyć budżetnie obciążając za bardzo moich podopiecznych.
– No Mark się przebudził, dzisiaj już z nim
rozmawiałem. –Chwilęsiedziałem z szokowany nie bardzo wiedząc, co
powiedzieć, w ogóle przez monetnie mogłem w to uwierzyć, ale teraz już
wszystko miało być dobrze.
– Naprawdę? To mogę do niego jechać. –Spytałem z
nadzieją,bo tak bardzo chciałem go przerosić za to, że byłem taki
samolubny, że swoimzachowaniem doprowadziłem do tego, że rozchorował się
jeszcze bardziej.
– Eeee… Ty nie możesz. –Zafrasował się Raphael.
– Czemu? –najpierw mówi, że z Markiem w porządku, a
potem,że nie mogę się z nim spotkać. Nagle zrobiło mi się smutno, bo
zdałem sobiesprawę, że on może nie życzyć sobie mojej wizyty uciekłem,
sprawiłem mu tylekłopotów. Nie zniósłbym gdyby naprawdę Mark mnie
znienawidził, choć wiedziałem,że na to zasłużyłem.
– Bo jeszcze nie możesz, zbyt smacznie pachniesz.
Nawet jamam jeszcze problem z zapanowaniem nad pragnieniem, a Mark
dopiero ujarzmiłbestię. –Wyjaśnienia Raphaela przyniosły ulgę moim
skołatanym Nerwą odganiającczarne myśli.
– Czyli jeszcze nie mogę, ale on czuje się już
lepiej, jestjuż jak stary Mark? –spytałem z nadzieją w głosie
spoglądając na trzymany przezemnie dokument, z którego niewiele już
pozostało, gdyż tak silnie zaciskałem gow dłoni. Ułożyłem papier na
stole i zacząłem wygładzać, gdy niemal skończyłemusłyszałem odpowiedź.
– Jeszcze nie do końca, ale niewiele już mu
brakuje. –Ucieszyłamnie ta wiadomość, natychmiast wstałem z fotel i
przytuliłem się do mojegobyłego opiekuna.
– Więc myślisz o mnie jak o obiedzie? – spytałem
żartobliwie,on jednak się zasępił, delikatnie mnie odsuwając i nie
patrząc mi w oczy..
– Niestety dość często ale uwierz mi staram się by
tak niebyło, jednak nie umiem się tego całkowicie wyzbyć. – Spojrzałem
na niego przerażony,nie sądziłem, że on tak o mnie myśli, nigdy tego nie
wyczułem, owszemwiedziałem, że trudniej panuje nad gniewem i innymi
emocjami ale nawet przezmyśl mi nie przeszło, że może myśleć o mnie jak o
jedzeniu. – Nie chciałem cięprzestraszyć, ja nad sobą panuję ale mówię
ci to w razie czego, żebyś wiedział,że mimo że cię kocham mogę ci zrobić
kiedyś krzywdę, każdy z nas może, azwłaszcza Mark, który nie jest w
stanie nad sobą panować, choćby nie wiem co.
– Rozumiem – odpowiedziałem poważnie, mimo że
niespecjalniedopuszczałem do siebie myśl, by któryś z nich choćby w
amoku potrafił mnieskrzywdzić.
Nie mogłem się doczekać kiedy będę mógł się spotkać
zMarkiem. Nie pozwolono mi na to, mimo że dość często tego żądałem. W
tym samymczasie pojawił się kolejny niecierpiący zwłoki problem, a
mianowicie Michael.Chłopiec miał nieziemsko piękne oczy, cudowną budowę
ciała ale też nieznośnycharakter, którym co trochę przysparzał sobie
problemów.
Ten dzień był okropniejszy niż niemal wszystkie
inne.Jessica zniknęła razem z Lucilą, ich klienci nie dawali mi spokoju.
Paul pobiłsię z Jamsem. Do tego Michael obraził jednego ze
znakomitszych klientów, którytak się zezłościł, że wycofał wszystkie
rezerwacje. Wszyscy ci ludzie wpakowalisię niemal w tym samym momencie
do mojego gabinetu. Starałem się zapanować nadtym chaosem ale było to
niemal niemożliwe. Wtedy ktoś cicho bez pukania wszedłdo mojego
gabinetu, z początku go nie zauważyłem. Dopiero gdy uspokajająco
sięodezwał zwróciłem na niego uwagę.
– Mark. – Wyrwało się z moich ust, wszyscy w tym
samymmomencie spojrzeli w tym samym kierunku co ja. Nie mogłem uwierzyć
własnymoczom, zresztą nie tylko ja.
– Chyba nie zmieniłem się tak bardzo, że nie masz
problemu zrozpoznaniem mnie. – Rozłożył ręce, a ja niemal biegiem
zatopiłem się w jegoramionach. – Panowie – odezwał się spokojnie do
grupy mężczyzn awanturującychsię jeszcze przed momentem, a teraz
stojących w zdumieniu. – Może by tak pokolacji co? Klienci zaginionych
dziewczyn wzywani będą w odpowiedniejkolejności, by ustalić możliwość
innych terminów lub partnerów. Obecniezapraszam do salonu na mały
poczęstunek. James idź proszę zawiadom obsługę ogościach w salonie, a
potem udaj się do swojego pokoju i tam czekaj, Paul tytakże udaj się do
swojej sypialni. Michael, panie Jordan proszę zostańcie.Panie Jordan –
Mark usiadł na swoim miejscu za biurkiem – Michael zostaniedotkliwie
ukarany za swoje zachowanie, jeśli chce pan zmienić partneraumożliwimy
to panu nie zmieniając pańskiego grafiku
– Jak zostanie ukarany? – spojrzał na przestraszoną minęMichaela i chyba zrobiło mu się żal tego błękitnookiego cherubinka.
– Zostanie wysłany na okres dwóch tygodni do czegoś
wrodzaju szkoły przetrwania, mój znajomy były żołnierz marines
zaopiekuje sięnim dość intensywnie.
– Mchh…A potem będzie już grzeczny? – spytał zzastanowieniem, przyglądając się przestraszonej twarzyczce chłopaka.
– Mało prawdopodobne, żeby podobna sytuacja się powtórzyła.
– W takim razie dobrze, chcę go zobaczyć za dwa
tygodnie wmojej sypialni. Mam słabość do jego urody. –Pogłaskał chłopaka
po włosach,jednak ten z szoku nawet tego nie poczuł.
– Tak będzie. –Mark uśmiechnął się do niego dość szeroko,jednak nie tak by ukazać kły.
Mężczyźni się pożegnali, a Michael został odesłany
do swojejsypialni w celu spakowania. Nadal stałem pod ścianą nie mogąc
uwierzyć własnymoczom
– Aż tak strasznie wyglądam? – zażartował ubrany w dobrzeskrojony garnitur mężczyzna siedzący za biurkiem.
– Wyglądasz bosko, jak każdy wampir – uśmiechnąłem się doniego – Jak się czujesz? Już jest wszystko dobrze?
– Tak. Choć muszę przyznać, że Raphael miał rację twierdząc,że pachniesz wyjątkowo smakowicie
– Nie wiem czy dziękować, czy uciekać. – Rzuciłem zadziornie
– Jadłem już. Nie wypuściliby mnie bez odpowiedniegonakarmienia. –Odparł poważnie.
– Jesteś sam? –Zdziwiłem się że puścili takie młodegowampira bez żadnej kontroli.
– Nie Amadeo został na dole z Frederikiem.
– Nie lubię go. –Odparłem przypominając sobie jego parszywąfacjatę.
– Amadeo? –w głosie marka było zdziwienie.
– Nie. Frederica, boję się go. Nastraszył mnie porządnie jakpierwszy raz pojechałem do Amadea.
– Ja też za nim nie przepadam. –Uśmiechnęliśmy się do siebiepojednawczo.
– Tęskniłem. –Powiedziałem zbierając się na odwagę by goprzeprosić.
– Ja tez. Zwłaszcza wtedy kiedy zwiałeś – w jednym momencieznalazł się przy mnie i tulił mnie w zimnych ramionach.
– Musiałem. Tak bardzo chce cię przeprosić… –łkałem.
– Wiem. – Ucałował moje czoło – Ale już się tym
nieprzejmuj, nikt cię tak naprawdę za to nie winił, wszyscy wiedzieli
czemu tozrobiłeś.
– Nikt prócz Bachusa. –Przypomniałem sobie co zrobił mimistrz wampirów po powrocie i w moim ciałem znów wstrząsnął gniew.
– Wiesz on musi być sprawiedliwy, ale on
najbardziej ciwspółczuł, bo najlepiej cię rozumiał, ale nie mógł puścić
ci tego płazem.Jednak dobrze wiesz, że kara jaka cię spotkała wcale nie
była tak dotkliwa jakpowinna być.
– Wiem. Za to co zrobiłem grozi chyba kara śmierci
wstraszliwych męczarniach. –Wtuliłem się niego jeszcze mocniej, nie
pachniał jakdawny Mark, ale była to woń bardzo podobna, w jego ramionach
czułem się takibezpieczny.
– Żebyś wiedział. Eh jak tęskniłem – odsunął się –
Nie tylkoza tobą ale i za całym domem. Brakuje mi tego rozgardiaszu,
ciągłych kłótni ikrzyków.
– Jak widzisz ledwo sobie radzę, ale się staram zapanowaćnad tym całym burdelem. –Zaśmiał się na ostatnie słowo.
– Nie idzie ci wcale źle, ja na początku ledwie
radziłemsobie z 20, a ty pod swoimi skrzydłami mas ponad 200 osób, plus
obsługa, więccię podziwiam. –Pogłaskał chłodnymi palcami mój policzek.
– Wiesz Raphael mi pomaga, Alex i cała reszta, nie
jestemsam, a teraz jeszcze ty wróciłeś. Teraz wszystko już się ułoży.
Znowu będziemyrazem.
– Wiesz, że to nie oznacza, że z powrotem wrócę do
swoichobowiązków, mogę ci jedynie służyć radą. –Wiedziałem, choć nadal
miałemnadzieję na inny obrót sprawy.
– Wiem. Tak bardzo się cieszę, ze znowu jesteś z nami.
Dzięki pomocy Marka udałomi
się opanować bałagan i powiadomiliśmy Bachusa o zaginięciu dziewczyn.
Niesłużyły one wampirom ale dzięki nim o wiele szybciej zazwyczaj
udawało sięodnaleźć zaginione osoby. Tym razem jednak nie było tak
dobrze nikt nawet niewidział jak wychodziły z domu, na kamerach też nic
nie było, nie użyły kartkredytowych, jakby zapadły się pod ziemię. Poza
tym ich wspólna przyjaciółkanic nie wiedziała. Powiedziała nam także coś
bardzo niepokojącego, a mianowicieże Lucila nie wzięła swojego
ukochanego wisiorka, który dostała od nieżyjącejmatki, a który ściągała
tylko na noc i nigdy się z nim nie rozstawała.Zaczynałem się o nie coraz
bardziej obawiać, zwłaszcza, że po głębszymsprawdzeniu ich pokoju
okazało się, że nic ze sobą nie wzięły. Psom Bachusa teznie udało się
trafić choćby na najmniejszy ślad dziewczyn. Nie chciałemdenerwować
domowników ale jak wiadomo plotki szybko się rozchodzą, wśróddzieciaków
zapanował strach. Po niecałym miesiącu zniknęła kolejna osoba…Rodrigo,
był miłym 16–latkiem meksykańskiego pochodzenia o oczach kolorugorzkiej
czekolady. Tym razem znaleźliśmy je doszczętnie wyssane w naszymgarażu.
To było niczym policzek dla Bachusa. Nie tylko w domu wampirówzapanowała
w związku z tym napięta atmosfera ale i w naszym. Gdy zaginęłokolejne
dziecko. Bachus zaczął przesłuchiwać wszystkich osobiście. Ja
zaśzabroniłem swoim podopiecznym jakichkolwiek wyjść, dotyczyło to
równieżspotkania z klientami. Bachus przydzielił nam nadnaturalnie
ochronę swoichwspółbraci.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz