Co dziwne surfer wcale się nie raził moim
zachowaniem iodwiedzał mnie niemal codziennie w sklepie. Potem zazwyczaj
czekał na mnie naplaży i razem siedzieliśmy. Kiedyś, gdy przyszedłem on
jeszcze surfował. Gdymnie zauważył popłynął do brzegu, już chciał wyjść, ale go powstrzymałem. Rozebrałem sięi wszedłem do wody.
- Nauczysz mnie? -spytałem wskazując na deskę, na której siedział.
- Jasne. –odparł zuśmiechem.
Nim się spostrzegłem siedziałem już okrakiem na
desce. Takzaczęła się moja przygoda z surfingiem. Razem z Nicholasem
spędzałem corazwięcej czasu, nasze stosunki stawały się coraz
dziwniejsze. Czasem niby przezprzypadek dotykał mnie tu i tam. Nie
protestowałem bo nie widziałem w tym nicdziwnego, w domu często
obdarzaliśmy siebie nawzajem czułościami, tylko po toby mieć się do kogo
przytulić.
Powoli coraz bardziej się do niego przyzwyczajałem,
stał sięmi kimś w rodzaju przyjaciela. Zwierzałem mu się, a on mi. Nie
potrafiłem gojednak pokochać, moje serce nadal zajmował Christopher.
Choć bywały chwile, gdybyłem bardzo zajęty, zapominałem o nim na moment ,
a potem ból wracał zezdwojoną siłą.
Nicholas zaczął zabierać mnie na imprezy, na
których zawszedobrze się bawiłem. Jednak, gdy wracałem do domu czułem
się winny, że ja siębawię, śmieję, tańczę, gdy o nie żyje, było mi
naprawdę ciężko, ale starałemsię jak mogłem. Tuż przed wyjazdem
Nicholasa na zawody stało się coś bardzodziwnego. On sam zniknął na
cztery dni. Sądziłem, że po prostu pojechałwcześniej, tylko smutno mi się zrobiło,że się nie pożegnał.
W sobotnie wieczory zawsze był największy
ruch, więc do domuwróciłem o wiele później niż planowałem. Właśnie
otworzyłem zamek w drzwiach,gdy ktoś zatkał mi usta dłonią i wepchnął do
środka. Już miałem zacząć siębronić, gdy osobnik mnie puścił. Przede
mną stał nie kto inny jak Nicholas, dotego w sztok pijany. Spojrzałem na
niego niepewnie
- Miałeś być nazawodach. –Cofnąłem się dwa kroki do tyłu, bo nie podobało mi się to jak wyglądał.
- Popatrz co ze mnązrobiłeś! –wyciągnął swoje dłonie i zaczął się w nie dziwnie wpatrywać.
- Chyba powinieneśiść do domu. –Bałem się go, a zwłaszczatego jak się na mnie patrzył.
- Zrobiłeś ze mniepedała
pieprzona dziwko! –teraz byłem już pewny, że muszę gdzieś uciekać, bo on
mnie skrzywdzi. Znów cofnąłem się do tyłu, nie bardzo podobało mi
sięskakanie z pierwszego piętra, ale nie miałem innego wyjścia.
- Uspokój się, jesteśpijany, nie wiesz co robisz. –starałem się jakoś odwrócić jego uwagę, na takdługo, bym mógł coś wymyśleć.
- Kocham cię –padł na kolana. –Zakochałem się w chłopaku –zacząłkręcić głową jakby chciał coś wyrzucić z własnych myśli.
- Już dobrze. -płakał,
podszedłem do niego i go przytuliłem i to był mój błąd, pchnął mnietak,
że upadłem na plecy, po czym przygniótł mnie własnym ciałem.
- Chcesz tego prawda,chcesz mnie. –szeptał gorączkowo, a ja próbowałem za wszelką cenę się muwyrwać.
Krzyczałem żeby przestał, żeby mnie zostawił,
szarpałem się,na nic się to jednak nie zdało, nie słuchał mnie. Zerwał
ze mnie ciuchy,całował moje ciało, było mi nie dobrze. Zaczął coś
szeptać, z początku nierozumiałem, a gdy już dokładnie usłyszałem , było
już za późno.
- Jak to się robi? –poczym wszedł
we mnie. Ból był straszny,przestałem się opierać, po postu leżałem i
czekałem kiedy skończy. Teraz czułemdo niego tylko obrzydzenie. W końcu
poczułem spazm i wiedziałem, że to jużkoniec.
Gdy tylko ze mnie zszedł natychmiast się od
turlałem i wkoncie zwinąłem się w kulkę. Nie byłem w stanie wstać,
ruszyć się. Chciałem jużpo prosu nie istnieć. Popatrzyłem
jakśpi na moim dywanie, jak chrapie i nienawidziłem go coraz bardziej.
Dotknąłemręką pośladków, były mokre od mojej krwi i jego nasienia. Nie
wiem kiedy nastałranek, po prostu nagle zrobiło się jasno, a on zaczął
się wybudzać z pijackiegosnu.
Najpierw otworzył oczy, po czym porażony
światłem,natychmiast je zamknął, leżał jeszcze jakąś chwilę, w końcu z
ociąganiem siępodniósł i otworzył oczy. Natychmiastzłapał
się za głowę i zaczął głęboko oddychać powstrzymując wzbierające w
nimwymioty. Miałem nadzieję, że sobie pójdzie i mnie nie zobaczy.
Rozejrzał sięnie pewnie jakby się zastanawiając, gdzie jest. Podniósł
się ostrożnie, zapiąłspodnie i wychrypiał
- Alex! –nie odezwałem się.
Podniósł z podłogi moje podarte cichy i zaczął się imprzyglądać, po czym już z większym strachem w głosie zawołał:
- Alex! Alex, gdziejesteś?! –milczałem, a on dotknął plamy krwi na podłodze, jaka została po tymco mi zrobił.
- Alex! Alex!
–wrzeszczał,pragnąłem, by w końcu poszedł, by zostawił mnie samego.
–Błagam Alex, odezwijsię! Gdzie jesteś?! –był przerażony.
Wbiegł do kuchni, potem do łazienki, następnie
zajrzał podłóżko i do szafy. Ujrzał mnie dopiero potem, natychmiast
podbiegł do mnie.
- Boże Alex nic cinie jest?
–próbował mnie dotknąć, ale ja jeszcze bardziej się skuliłem i pomoich
policzkach zaczęły spływać łzy. –Proszę cię odezwij się do mnie.
- Wypierdalaj stąd! –warknąłemprzez zęby.
- Alex ja niechciałem, nie wiem jak to się stało. Ja nawet dobrze nie pamiętam co się stało.–Chciał mnie chyba uspokoić.
- Wynoś się stąd inigdy nie
wracaj! –podniosłem się, w moje ciało wstąpiły nowe siły, już niebyłem
ofiarą gwałtu, byłem Gabrielem. A Gabriel wiedział jak zachowywaćsię w
takich sytuacjach. –Jak chciałeśsię zabawić, to trzeba było powiedzieć,
dałbym ci nawet rabat. –Zacząłem alenie czułem już strachu, tylko
obrzydzenie.
- To nie tak, ty nicnie rozumiesz. –odsuwał się, a ja parłem do przodu.
- Wyjdź stąd i nigdynie wracaj. Rozumiesz? –niemal wypchnąłem go za drzwi.
- Alex błagam! –zatrzasnąłemdrzwi tuż przed jego nosem i natychmiast zamknąłem zamki.
Jeszcze jakąś chwilę się dobijał, błagał
żebyśmyporozmawiali, ale ja nie chciałem z nim gadać. Dowlokłem się do
łazienki, zanimjeszcze puściłem wodę ułożyłem się w wannie. Ciepła woda
powoli uspokajała irozluźniała. Myśli powoli odpływały w niebyt.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz