poniedziałek, 22 stycznia 2018

Pośrodku piekła znalazłem dom cz.2 R10

Szykowaliśmy się z Amadem do wyjścia,gdy w salonie dopadli nas Raphael i Vladimir. Wampiry rozprawiały ojakichś swoich sprawach a ja zdawałem Raphaelowi relacje z domu.Już mieliśmy
się żegnać, gdy na chwilkę ich przeprosiłem,by popędzić do łazienki. Widziałem jaka kolejka jest na dole, alepokoje na górze, zwłaszcza te puste, zawsze były otwarte, akażdy z nich miał łazienkę. Nigdy nie lubiłem tych schodów,były bardzo strome. Po załatwieniu się chciałem szybko znaleźćsię na dole, by zamienić kilka słów z Raphaelem…
Nie mogłem go zobaczyć, gdyż stał wmroku, ale moje wnętrze dziwnie zapulsowało, jak gdyby chciałomnie ostrzec przed niebezpieczeństwem. Gdy się obróciłem,było już za późno. Zobaczyłem tylko, jak ktoś jednymszybkim ruchem spycha mnie ze szczytu schodów. Lecąc w dółjak w zwolnionym tempie patrzyłem na uśmiechniętego Kamila.
Nie poczułem upadku, ból sięnie pojawił. Leżałem z otwartymi oczami, widziałem schody, alenie mogłem się ruszyć. W uszach dalej słyszałem to dziwnechrupnięcie. Usłyszałem jak ktoś wbiega na korytarz, jednak nimgo ujrzałem, obraz rozmył mi się przed oczami. Znów byłemw pustce, ta była jednak inna, z tej nie mogłem sam się wydostać,nie decydowałem o tym…
Nie wiedziałem, ile byłemnieprzytomny. Uniosłem powieki. Ktoś coś wlewał do moich ust.Dopiero po chwili moje oczy wróciły do pełnej sprawności iujrzałem nad sobą Bahusa. Wlewał mi do gardła pipetą dziwną,różową ciecz. Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, żeto najprawdopodobniej kilka kropel jego krwi zmieszane z wodą.Gdzieś z bliska, a zarazem z miejsca, którego nie widziałemodezwał się Raphael. Był przerażony.
- Musimy coś zrobić! -wrzeszczał.
- Ma pogruchotany kręgosłup, połamaneżebra i wgniecioną czaszkę, powinien już nie żyć. To cud, że wogóle może oddychać. Możemy poić go małymi ilościaminaszej krwi, ale nie wiem, na ile to pomoże, to bardzo poważneobrażenia. – uspokajał go Vladimir.
- A nie można dać mu więcej?! -zawodził mój były opiekun.
- Można, ale wtedy stanie się jednymz nas. – nie spodobała mi się ta opcja, nie chciałem byćwampirem. Nie żebym miał coś przeciwko nim, ale sam nie chciałemstać się zimnokrwistą pijawką.
- To chyba lepsze niż leżenie dokońca życia na łóżku… – usłyszałem plask, to Vladimiruspokoił mocnym policzkiem nadal panikującego Raphaela.
- Nie zrobimy niczego bez jego zgody,zresztą pozwól nam pracować, spróbujemy metody małychłyków, zobaczymy co to da, a jeśli się nie uda, to potembędziemy się martwić.
Słyszałem płacz Raphaela, ale niemogłem go pocieszyć, nie byłem w stanie ruszyć szczęką. Z moichoczu pociekły łzy bezsilności i gniewu. Bahus głaskał mnie pogłowie, ja jednak tego nie czułem. Byłem sparaliżowany. Nieczułem bólu, ale ta bezsilność, ten strach, był gorszy odkażdego cierpienia.
Ludzie wchodzili i wychodzili. Karmilimnie dożylnie, bo nie byłem w stanie łykać. Jakub głowił sięnad tym, jak sprawić, by moje ciało odzyskało czucie. Każdegodnia pobierał mi krew, badał jej skład. Po jakimś tygodniuodstawił wampirzą krew na kilka dni.
Miałem do końca życia leżeć nałóżku, srać w pampersa, patrzeć jak inni zajmują sięmoim ciałem. Nietrudno sobie wyobrazić, o czym w tedy marzyłem.Żałowałem, że Kamilowi nie udało się mnie zabić.
Raphael zVladimirem przeprowadzili się do domu Sabatu, to samo uczyniłAmadeo, pozostawiając swe pisklaki pod pieczą Frederica. Zrobilito, by spędzać ze mną jak najwięcej czasu.
Mark odwiedzałmnie niemal codziennie, to samo tyczyło się niemal wszystkichwtajemniczonych. Ktoś zawsze ze mną był. Bahus wybrał sobiegodzinę między 22 a 23, kiedy to czytał mi bajki jak gdybym byłmałym dzieckiem, a nie kaleką nie mogącą ruszyć własnej dupy złóżka. Płakałem tylko w tych nielicznych chwilach, gdy niebyło przy mnie ludzi lub byłem myty – wtedy moje łzy mieszały sięz wodą i nikt nie mógł ich zobaczyć.
W drugim miesiącudostawałem coraz mniej wampirzej krwi. Jakub uważał, że mam jejzbyt wiele w swoim organizmie. Często zasypiał w fotelu obok mojegołóżka. Wtedy pojawiał się Xel i zabierał go do siebie.Patrzyłem na to z zazdrością. Też pragnąłem mieć kogoś, dokogo zawsze mógłbym się przytulic, kto by mnie kochał, ktonigdy by mnie nie opuścił. Cóż to za głupie pragnienie!Byłem dziwką, do tego obecnie kaleką dziwką, a kurwa, któranie może unosić tyłka do góry jest nic nie warta. Doniczego się nie nadawałem.
Dokładnie trzy miesiące po tym, jakspadłem ze schodów, Bahus przyszedł do mnie bez książki.Zdziwiłem się, że wyprosił z pokoju lekarza, bo zazwyczaj publikaw postaci mojego prywatnego medyka mu nie przeszkadzała. Jakubprzestał masować moje plecy, na których mimo starańpojawiały się już odleżyny i ułożył mnie starannie na łóżku.Nie mogłem zobaczyć jak wychodzi, bo Bahus przekręcił mi głowęw swoją stronę. Usłyszałem tylko delikatny trzask zamykanychdrzwi. Spojrzałem na beznamiętną twarz Bahusa. Wiedziałem, żecoś jest nie tak, ale i tak nic nie mogłem zrobić.
- Gabrielu,musimy poważnie porozmawiać. – zatrzymał się jakby czekał naodpowiedź – Możesz mrugać? –
Zamrugałem w odpowiedzi jednym, apotem drugim okiem.
- To dobrze. Zadam ci pytanie, na któreodpowiesz tak lub nie. Dwa mrugnięcia tak, jedno nie. Zrozumiałeś?
Dwukrotnie zamknąłem oko.
- Czykuracja przynosi jakieś efekty ? Czujesz coś ? – Mrugnąłem raz. -A teraz się zastanów, ale poważnie. Znam doskonałelekarstwo na twoją chorobę… – nie mogłem uwierzyć, znałlekarstwo i jeszcze mi go nie podał – …ale wiąże się to z twojąśmiercią.
Wampiryzm… ale czy ja właśnie tegochciałem ?
- Znów będziesz w pełni sprawny – ciągnąłswój monolog – Lecz staniesz się jednym z nas. Gabrielu, czychcesz wyleczenia ? – mrugnąłem dwukrotnie, uśmiechnął się. -Chcesz zostać wampirem? – zaprzeczyłem, a on spochmurniał. -Wiesz, ze tylko nasza krew trzyma cię przy życiu? – o tym niewiedziałem i muszę przyznać, że trochę mnie zaskoczył. Nieodpowiedziałem, skierowałem wzrok gdzie indziej.
- Gabrielu,umrzesz jeśli nie staniesz się wampirem. Czy ty chcesz śmierci ? -Nie wiem czemu, ale zamrugałem dwukrotnie. – Przemyśl to jeszcze, aja porozmawiam z resztą. Jeśli do końca przyszłego tygodnia niezmienisz zdania, sam pomogę ci umrzeć, mimo że bardzo tego niechcę.
Zostawił mnie z groźba, że mnie zabije i wyszedł.Płakałem. Nikt do mnie nie przyszedł tej nocy.
Rano pojawiłsię Mark, wyglądał źle. Jego twarz miała trudny do określeniazielony odcień. Pod przekrwionymi oczami widniały ciemnofioletowesińce. Wyglądał jakby przez te trzy miesiące postarzał sięprzynajmniej o sto lat. Zaczął rozmowę niezobowiązująco,pieprząc coś o pogodzie, jak gdyby mogło mnie to jakoś obchodzić.Bez przeklętej deski, która usztywniała moje plecy niemogłem nawet iść się wykąpać. A on pierdolił coś o chmurkachi ptaszkach.
- Słyszałem, że rozmawiałeś z Bahusem. – Po półgodziny nareszcie zaczął gadać z sensem. – Oni nie chcą twojejśmierci, nie mogą ci podawać więcej krwi, bo zmienisz się wwampira, a właściwie coś na kształt wampira. Nawet nie wiesz jakżałuję, że dowiedziałeś się o wampirach, że w ogólezabrałem cię do swojego burdelu. Tak strasznie tego żałuję!
Płakał przytulony do mojego brzucha.Och, jak ja chciałem unieść rękę i pogłaskać go po włosach bygo uspokoić, ale nie mogłem.
Po prostu nie mogłem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz