poniedziałek, 22 stycznia 2018

Pośrodku piekła znalazłem dom cz.3 R12

Gwałty trwały wiele godzin, aż w końcu znowu pojawiła sięona.
 - Czy wyściezgłupieli?! – wrzasnęła, aż drgnąłem, mimo że ciało piekło mnie niemiłosiernie- On ledwo żyje. Wynocha stąd! Natychmiast! –a gdy zrozumiałem, co krzyczy, tojej wrzaski stały się melodią dla mych uszu.
 Opatrzyła moje rany,te groźniejsze zaleczyła własną krwią. Głaskała mnie kołysząc, jak robiła tomoja mama, gdy byłem mały. W końcu usnąłem, chciałem żeby ten cały koszmar sięskończył. Chciałem by okazało się, że to tylko okropny sen, z którego obudzęsię w ramionach mojego wampira. Czemu Amadeo jeszcze mnie nie znalazł? Czemumnie nie zaleźli? Myśli w mojej głowie wrzały, nawet nie wiem kiedy zasnąłem,nagle po prostu mój umysł się wyłączył jakby ktoś zgasił światło. Obudziłem sięzlany potem, ona siedziała koło mnie i czytała książkę.
 - Czemu mi torobicie? – spytałem białowłosej. Kobieta popatrzyła na mnie pustym wzrokiem.
 - Chcę obalićBachusa, a ty mi w tym pomożesz. – Szepnęła, tak neutralnym tonem, jakby mówiłao pogodzie.
 Spojrzałem na nią jakna wariatkę poprawiając się pod kołdrą, by leżeć w miarę wygodnie tak by wszystko,aż tak nie bolało.
 - Nie zrobię tego -odpowiedziałem zły, jak ona w ogóle mogła wymagać ode mnie czegoś takiego.  Owszem ostatnio nie przepadałem za Bachusem,ale nie był on moim wrogiem. Poza tym chyba nie byłem zdolny do zdrady.  
 - Nie masz innegowyjścia, on albo wszyscy, których znasz z tobą na samym końcu. Będziesz patrzyłjak umierają i uwierz mi to nie będzie szybka śmierć. –Wyszczerzyła kły wszatańskim uśmiechu.
 - Nie wierzę ci, pozatym oni potrafią się obronić. –Zerwałem się zdenerwowany i aż syknąłem z bólu.
 - Tak ich bronisz, ajak widać żaden nawet nie pofatygował się, żeby cię odnaleźć i uwolnić. Niktnawet nie spróbował, bo przecież już by tu byli, popatrz jak cię kochają icenią. – Jej głos przesiąknięty był ironią i jadem.
 - Daj mi spokój albomnie zabij! – wrzasnąłem obracając się gwałtownie na bok by na nią nie patrzeć.Mało nie popłakałem się przy tym z bólu, ale nie chciałem jej tego okazywać.
 - Porwano cię z domupełnego wampirów i nikt nawet nie zareagował – kontynuowała jakby nie usłyszałamojego wrzasku – Nadal uważasz, że jesteś dla nich taki niezastąpiony. Japroponuję ci konkretną propozycję, pomożesz mi w przejęciu władzy, a ucierpitylko jedna osoba, która i tak już kilkakrotnie cię skrzywdziła, ty zaśbędziesz pławił się w luksusach, a jeśli zechcesz staniesz się taki jak my izajmiesz należyte miejsce na moim dworze. Daję ci czas do jutra na podjęciedecyzji, a gdy okaże się ona błędna moje dwa pisklaki zajmą się tobą. –Milczałem,patrzyłem jak kobieta wychodzi. Jak stara musiała być ta wampirzyca, jeśli dwawiekowe wampiry były jej dziećmi. Ludwik zajrzał do mnie po godzinie przynoszącmi jedzenie. Natychmiast się przeraziłem i uciekłem w najdalszy kąt łóżka.
 - Jak się maszaniołku? – spytał jakby nie on sam był winien mojego obecnego stanu. -Spokojnie do jutra nie zrobię ci krzywdy, a potem zobaczymy, jaką decyzjępodejmiesz. Chciałem ci tylko powiedzieć, że to był przedsmak tego, co może sięstać.
 Wyszedł a japomyślałem, że z drugiej tury już nie zniosę. Poza tym, żebym mógł jej pomócmuszą mnie wypuścić, a to znaczy, że będę mógł powiedzieć Amadeo co sięwydarzyło i do czego zostałem zmuszony. Szkoda, że nie przewidziałem tego, żeta stara wiedźma ma swoje sposoby bym nie wyjawił tajemnicy.
 Wróciła do mnierankiem.
 -, Jaką decyzjępodjąłeś? – Spytała siadając na łóżku obok mnie.
 - Nie zniosękolejnych tortur. –Niemal wypłakałem te słowa, czułem się strasznie winny, alenie potrafiłem już dłużej walczyć.
 - Nie o to pytałam,musisz mi odpowiedzieć jednoznacznie. –Westchnęła odrobinkę zirytowana.
 - Zgadzam się – szepnąłem,choć wcale szczęśliwy z tego powodu nie byłem. Uśmiechnęła się w odpowiedzi ipogłaskała mnie po policzku.
- Dobrze, a teraz otwórz usta, wymienimy się krwią, a żebymmiała pewność, że nie wpadnie ci do głowy żaden głupi pomysł. –Przeraziłem sięnie na żarty,nie taki był plan, ona nie mogła mi zamknąć ust, musiałem im powiedzieć,ze są w niebezpieczeństwie.
 - Co? – spytałemzaskoczony, próbując ugrać sobie trochę czasu, by wymyślić jakieś wyjście z tejpatowej sytuacji.
 - A co myślałeś, żepuszczę cię do nich niezabezpieczająca – zaśmiała się diabolicznie i spojrzała miw oczy z wyrazem samouwielbienia dla swego niecnego geniuszu.
- Miałem nadzieję – odparłem szczerze.
 Rozcięła sobienadgarstek i siłą otworzyła mi usta.
- Pij! –warknęła, kiedy ja zacząłem bokami wypuszczaćposokę. – Inaczej pozwolę im cię przemienić i bawić się tobą do końca świata.
 Zacząłem pić. Jejkrew był tak wyjątkowo, jakbym nagle zaczął smakować z samego źródłaprzyjemności. Nawet nie poczułem, kiedy ona zaczęła pić ze mnie. W końcuzmęczony kolejnymi orgazmami, jakie sprawiła u mnie jej krew zasnąłem.Obudziłem się na kanapie w bibliotece, w domu, w którym, do niedawna mieściłsię nasz burdel. Zaskoczyła mnie cisza i spokój. Nagle zacząłem wątpić w to, cosię wydarzyło, wydawało m się, że to tylko głupi, zły sen! To wszystko było taknierealnie, poza tym po chwili szczegóły zaczęły mi się zamazywać. Jakbym obudziłsię z okropnego koszmaru. Po chwili w mojej głowie pozostało tylko niepokojącewrażenie, że stanie się coś złego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz