Obudziłem się, gdy woda była już zimna.
Przestraszył mniejej kolor. Ledwie się podniosłem, byłem osłabiony i
przerażony. Podtrzymującsię każdej możliwej powierzchni dotarłem do
salonu. Wybrałem numer pogotowia, zdołałempowiedzieć tylko kilka słów i
moje myśli znów odpłynęły i obudziło mnie dopierowalenie do drzwi. Nim
się do nich dociągnąłem, gdyż samo podniesienie się nanogi kosztowało
mnie olbrzymią ilość energii rosły mężczyzna w białym kitluwyłamał
wszystkie zamki. Złapał mnie w ostatnim momencie, gdy leciałem twarzą
wdół na wyłożoną kafelkami podłogę kuchni. Gdyby nie jego silne ramiona
zapewnewylądował bym na ziemi. Nie pamiętam jakmnie zabrali , obudziłem się dopiero w szpitalu. Okazało się, że to
nic wielkiego tylko kilka żyłek popękało io mało się nie wykrwawiłem.
Następnego dnia odwiedziła mnie policja. Młodapolicjantka i jej o
kilkanaście lat starszy kolega. Miała ciemną karnację, co wjakiś
kosmiczny sposób kontrastowało zmilionami białych warkoczyków na jej głowie.
- Pamięta pan co sięstało? –miły głos nie pasował mi dopochmurnej, ale w jakiś sposób wyrachowanej miny.
- Mój chłopak trochęprzesadził. –odparłem bo niepotrzebowałem sprawy karnej.
- Jest pan tegopewien?
–spojrzała na mnie w taki sposób jakby mówiła: „No jasne, bo ci
uwiężę”–Sąsiad widział jak młody mężczyzna wepchał wczoraj pana do
mieszkania, a potemsłyszał krzyki. –„A to
skurwiel, skorosłyszał mógł wczoraj wezwać gliny.” Pomyślałem –A dziś
rano wyrzucił go pan wwielkim wzburzeniu – czytałam z notesu
policjantka, od czasu do czasuspoglądając na moją twarz, jakby szukała w
niej potwierdzenia.
- Przesadził wczoraj, więc kazałem mu spadać i
wrócić jakzmądrzeje. –Policjant nie odzywał się, ale przyglądał mi się
podejrzliwie.
- Czyli to nie byłgwałt? –spytała podejrzliwie mi się przyglądając.
- Nie, to była zwykłatrochę brutalniejsza zabawa –policjantka pokręciła głową z dezaprobatą iwyszła, jednak on nadal tam stał.
- Jeśli się boisz… –zaczął.
- Nie, nie boję się !–przerwałem mu. – To nie był gwałt, to była …
- Wiem, wiem – terazon mi
przerwał – …ale jak gdyby coś się działo to dzwoń –podał mi wizytówkę.
–Zrobięco w mojej mocy, by ci pomóc. –pokiwałem głową, bo wierzyłem temu
facetowi, alewiedziałem też, że nie zdoła mi pomóc, a mieszanie
kolejnej osoby w to bagno,nie przyniesie nic dobrego.
Gdy tylko
wyszlizadzwoniłem do szefa, że leżę w szpitalu i nie wiem kiedy wyjdę. O
dziwo nietylko przyjął to dobrze, ale także przyjechał do mnie
wieczorem i przywiózł mitrochę owoców.
- Mówią, że cięzgwałcili. –Spytał w końcu szef po pół godziny gadania o tym co się działo wsklepie i miasteczku.
- Chce pan znaćprawdę, czy
oficjalną wersję? –spytałem spokojnie, nawet mnie przeraziło, jakbardzo
mój głos jest wyprany z emocji.
- Czyli to prawda,tak?
–bałem się tego jak zareaguje na to, że jestem gejem, jednak
nieodpowiedziałem – To robota tego surfera, z którym się szlajałeś?
–raczejstwierdził niż spytał –A nie mówiłem, żebyś na niego uważał.
–Pokręcił głową iwestchnął głęboko. –O pracę się nie martw, czeka na
ciebie. –rozpłakałem sięnie wiem czemu.
- Dziękuję. –wychlipałemprzełykając łzy.
- No już dobrze, niemarz
się. –przeczesał dłonią moje włosy. Od tej chwili przekonałem się, że
mójszef nie jest taki straszny za jakiego go brałem, kiedy chciał
potrafił być nietylko w porządku, ale zdarzało mu się być nawet miłym.
Dwa tygodnie nałóżku w
szpitalu. Potem wypisali mnie dodomu, ale kazali mi się oszczędzać.
Bałem się kolejnego krwotoku, więc niewielechodziłem, za dużo
wylegiwałem się na fotelu.
Po kolejnych dwóchtygodniach
wróciłem do pracy. Wiedziałem, że szef chodzi koło mnie i czymś
sięmęczy, chce o coś spytać, ale nie wie jak. W końcu to zacząłem:
- O co chodzi? –spytałemzamykając drzwi sklepu.
- Nie rozumiem. –przerwałna chwilę liczenie kasy i spojrzał na mnie z głupim wyrazem twarzy.
- No przecież widzę,że coś
pana trapi, proszę mówić. –uśmiechnąłem się do niego zachęcająco,
gdybymtylko wiedział o co spyta na pewno nie drążył bym tej sprawy.
- Mat powiedział, żeżaden Alexander Raphael Marks, który byłby w twoim wieku nie istnieje. –Wypalił w końcu. Teraz to ja zgubiłem głupiąminę, nie spodziewałem się, że tak szybko odkryją prawdę.
- Kim jest Mat? –spytałem,mimo że domyślałem się.
- To policjant,poznałeś go chyba. prowadził twoją sprawę –po chwili ciszy dodał – To prawda? –złapałem się za głowę, byłem zły na siebie,za to, że pokpiłem sprawę –Alex powiedz mi.
- To prawda –odparłemkrótko –nie nazywam się Alex –jużmyślałem gorączkowo, co muszę spakować i gdzie jechać, jak załatwić sobie nowepapiery i gotówke.
- A jak? –spytał nibymimochodem zamykając kasę.
- Nie mogępowiedzieć,
naraziłbym pana na niebezpieczeństwo. –W moich oczach zebrały sięłzy,
nie byłem gotowy na powrót do Marka. Nie chciałem tam wracać, do domu
pełnegobolesnych wspomnień. Przecież miałem już swój mały raj, tu było
mi dobrze iznowu musiałem to porzucić.
- Czy ty uciekłeś zdomu? –pokręciłem głową na nie i widziałem jak mój szef wypuszcza powietrze zpłuc z ulgą.
- Nie, z miejsca, doktórego trafiłem po śmierci rodziców. –płakałem coraz bardziej, a on znów sięspiął.
- Co to było zamiejsce? –spytał podejrzliwie. Wstałem z krzesła, przetarłem twarz ipowiedziałem:
- Musi pan poszukaćnowego pracownika. – nim zdołała mnie zatrzymać wyszedłem stamtąd.
Biegłem domieszkania co sił
w nogach. Szybko zacząłem pakować plecak. Brałem tylko to
conajważniejsze. Już miałem wychodzić, gdy ktoś zapukał do drzwi. Nie
musiałempytać, wiedziałem kto za nimi stoi. Do mojego mieszkania weszli
dwaj mężczyźni.
- Wybierasz siędokądś Alexie? –spytał policjant
- Tak wyjeżdżam zmiasta na stałe. – Ostatnie słowo zaznaczyłem, bo miałem nadzieję, że sobieodpuści.
- Nie tak szybko,najpierw mi
powiesz kim jesteś. Czego tak bardzo się boisz, że nie zgłosiszgwałtu?
No i oczywiście kto cię szuka? –policjant spacerował po pokoju,
jasiedziałem na fotelu, a mój pracodawca z opuszczoną głową stał pod
ścianą.
- Nie odpowiedziałemna żadne z tych pytań. –Stwierdziłem krótko.
-Dobrze zatem oskarżęcię o
fałszerstwo, podszywanie się i utrudnianie śledztwa. –spojrzał na mnie
wtaki sposób, że wiedziałem, że jest gotów to zrobić i że w jego
mniemaniu byłoto dla mnie najlepsze rozwiązanie.
-Może mi pannagwizdać. –Sięgnąłem po telefon.
- Do kogo dzwonisz? –spytałzaciekawiony.
- Do znajomego. –odparłemtwardo i z dużą pewnością. Nieświadomie znów zacząłem zachowywać się jakGabriel.
- Jest adwokatem? –mamnadzieję, że dobrym bo długo posiedzisz. A z twoją urodą… – nie skończył boodezwałem się do słuchawki.
- Luis mam kłopoty,niejaki
funkcjonariusz Mat Fajerwork –podszedłem do niego i dotykając
plakietkina piersi odczytałem nazwisko –właśnie próbuje mnie
przesłuchać, proszę załatwto tak, by Mark się nie dowiedział.
- Gabriel nie mogę,oni u
mnie byli. –usłyszałem przestraszony głos mojego dawnego kochanka.
–Tenjeden, wiesz który twój przyjaciel o mało nie obdarł mnie ze skóry,
jeśli terazcoś dla ciebie załatwię, na pewno cię znajdą. –byłem w szoku,
chciałem uciekać,płakać, schować się w najgłębszy kąt.
- Dzięki Luis –rozłączyłemsię.
- I co twój kolega cipomoże? –spytał z drwiną policjant.
Ukryłem twarz wdłoniach po
czym przypomniałem sobie o telefonie. Natychmiast wyciągnąłem zniego
kartę i rozgniotłem. Samą zaś komórkę dla pewności rzuciłem na ziemię
irozdeptałem w drobny mak. Obaj mężczyźni patrzyli na moje
poczynaniazaskoczeni.
- Odkryli kto mi pomógł, to już tylko kwestia czasu, aż mnieznajdą. –szepnąłem starając się opanować.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz