Pozwoliłem się zakuć w kajdanki i zabrać do auta.
Wszelkierozmowy, które próbował nawiązać policjant ze mną spełzły na
niczym. Mniechciało się jedynie wyć. Nie chciałem wracać, jeszcze nie
teraz, nie byłemgotowy na to by spotkać się z rzeczywistością.
Policjant wpatrywał się w moją smutną twarz obracając się cotrochę na krześle.
– Tylkopowiedz mi kim jesteś, jeszcze niczego nie zgłosiłem, pomogę ci. – spojrzałem na niego przez kraty.
– Niemogę. –położyłem się na pryczy zastanawiając się jak szybko mnie znajdą.
– Czemu? Jeśli to naprawdę tak niebezpieczniludzie zapewnimy ci bezpieczeństwo – parsknąłem śmiechem.
– Bezpieczeństwo.
Tylko oni mogą mi je zapewnić,gdyż nie ma niczego groźniejszego niż
oni. –spojrzałem w jego twarz, a on tylkopokręcił głową.
– Kimsą oni? – moim ciałem wstrząsnął nerwowy śmiech.
– Tojuż
i tak nie ma sensu. Zapewne już są na moim tropie, już wiedzą kto
mipomógł, a reszta to już tylko kwestia czasu. –westchnąłem tak bardzo
niechciałem, żeby mnie dopadli ale było już za późno.
Coś jeszcze mówił ale go ignorowałem, w końcu się
poddał iwyszedł zostawiając mnie samego z ponurymi myślami. Nie
wiedziałem co zrobi zemną Bachus jak wrócę, a raczej jak zostanę tam
siłą zaciągnięty.
Powoli na posterunku robiło się coraz ciszej i
ciszej. Wkońcu jedynym dźwiękiem jaki słyszałem był mój oddech i ciche
pomrukiwanieradia dochodzące zapewne, z któregoś z kilkunastu pokoi.
Nagle jednak panującą ciszę przerwał jakiś dziwny
dźwięk.Jakby szelest długiego płaszcza ciągnącego się po ziemi. Dużo się
niepomyliłem, dwie zakapturzone postacie pojawiły się za po chwili za
załomu.
– WitajGabrielu. – usłyszałem znajomy głos, choć nie do końcaumiałem określić, kto to jest.
– Raphael?! – niemogłem uwierzyć, że to on, wyglądał jakoś dziwnie.
– Szukaliśmy cię – powiedział
Vladimir ściągając kaptur, nie byłani zły, ani tez wesoły z tego
powodu, że mnie znaleźli, jego twarz pozostałazimną, pustą maską.
– A janie chciałem żeby mnie znaleziono – odparłem dość nieuprzejmie odwracając się donich tyłem i zakładając ręce na ramiona.
– Niepyskuj gówniarzu – warknął
Raphael zbliżając się do krat, coś wjego tonie kazało mi na niego
spojrzeć, niewielka odległość jaka nas dzieliłapozwoliło mi ujrzeć jego
tęczówki, które miały barwę …Krwi.
– Spokojnie Raphaelu, opanuj się – wampir otoczył mojego byłego opiekunaramieniem. Po czym zwrócił się do mnie. – Jakwidzisz
nie wolno go teraz denerwować, choć już niedługo powinien nauczyć
sięnad sobą panować. – Uśmiechnął się całując czoło Raphalea.
– Onjest wampirem! – wykrzyknąłem zapominając, gdzie jestem.
– Tak słoneczko,ale już ciszej, przecież nie chcemy, by ktoś się dowiedział prawda? – pokiwałem głową na potwierdzenie – Chceszpójść z nami czy zostać tu? – dość długo się zastanawiałem, co wywołałokolejny atak złości u Raphaela.
– Idę,a mam inne wyjście? – spytałem, choć znałem już odpowiedź.
– Nie ,nie masz! – warknął Raphael.
Vladimir podszedł do krat i bez trudu wyrwał drzwi celi zzawiasów. Nim się obejrzałem Raphael mocno tulił mnie do swojej piersi.
– Tęskniłem za tobą maluszku. – wyszeptał czule całując moje czoło – takbardzo się martwiłem, tak bardzo. – Dotykał mojego ciała jakby chciał się upewnić,że wszystko jest na swoim miejscu.
– Porajuż iść – przeszkodził nam czułości towarzysz mojego byłego opiekuna.
Poczułem jak Raphaelmocniej
mnie łapie i unosi, po chwili zagłębiony w czułych ramionach
zostałemwyniesiony z posterunku. Nawet nie zauważyłem kiedy pokonaliśmy
trasę do mojegomieszkania.
O dziwo, gdy przekroczyliśmy próg pierwsze co
zauważyłem toNicholas siedzący na moim łóżku. Pod oknem oświetlony
jedynie blaskiemksiężyca siedział Amadeo
– Witamy w domu panie Marks – powiedział z sarkazmem wampir.
– Jateż się cieszę, że cię widzę – odpłaciłem mu się takim samym tonem, mimo żewiedziałem, że jego złość to wyraz troski o mnie.
– Niewiedziałem co zrobić – nagle gorączkowo zaczął się tłumaczyć surfer – usłyszałem,że cię aresztowano, że szeryf chce cię oskarżyć, pomyślałem, że on ci pomoże – wskazał na Amadeo – pamiętam go z wtedy z plaży jak się tobąopiekował – ukrył twarz w dłoniach
– Nicsię
nie stało Nicholas, oni i tak by mnie prędzej czy później znaleźli. –
Chciałemdo niego podejść i pogłaskać go po ramieniu, ale Raphael trzymał
mnie mocno wuścisku, jakby bojąc się, że jak mnie puści to zniknę.
– Niebroń tego gwałciciela! – warknął Raphael.
– Skończ! – spojrzałem mu głęboko w oczy – Tonie do końca jego wina, sam go sprowokowałem.
– Janie chciałem żeby tak potoczyły się sprawy – powiedział płaczliwie surfer, chyba rozumiejącw jakie gówno się wpakował.
Nie odpowiedziałem bo nie chciałem o tym rozmawiać, chciałemżeby to już się skończyło.
– Onjuż powinien iść – szepnąłem tylko.
– Chcesz mu odpuścić, jak wszystkim – zbulwersował się mój były opiekun
– Tak,pora porozmawiać o moim powrocie do domu, a on nie powinien być świadkiem tejrozmowy – na powrót opuściłem głowę w dół przybierającpozę skrzywdzonego dziecka
– Zmiataj stąd! – warknął Vladimir do Nicholasa
Nim się obejrzałem zasurferem z trzaskiem zamknęły się drzwi. Zostałem sam z trzema wampirami wpokoju
– Więcpanie Marks należą nam się chyba jakieś wyjaśnienia – Amadeo podniósł już moją brodę w górę, żeby mispojrzeć w oczy.
– Comam wam wyjaśniać? – spytałem zdenerwowany, bo dalej nie byłempewny jaki los mnie czeka.
– Czemuzwiałeś bez słowa? Czemu się ukrywałeś? Czemu nie zadzwoniłeś, żeby powiedziećżyje, jestem bezpieczny, nie martwcie się? – Z
okaRaphaela popłynęła krwawa łza, Amadeo był wkurwiony, a Vladimir
nadalprzypominał posąg stałem między nimi nie wiedząc jak odpowiedzieć
na te pytania.
– Bochciałem być sam – odpowiedziałem sucho, po dłuższej chwilizastanowienia.
– Dlatego nie mogłeś nam powiedzieć, że jedzieszna wakacje? – teraz warknął Amadeo
– Tonie były wakacje, chciałem być wolny, chciałem być sam, chciałem normalności.
– Głupibachor jesteś i tyle! – wrzasnął Vladimir jakby nagle wybudził się zesnu – wiesz
co myśmy przeżyli. Przeszukaliśmywszystkie rzeki, bary, meliny. Nawet
nie byliśmy pewni czy żyjesz. Bachuszawiadomił wszystkich pobratymców o
tym, że zaginąłeś. Wszyscy się martwili.
– Wieszco przeżył Mark?! – wtrącił się Raphael – Wiesz jak pogorszył się jego stan zdrowia?!
Zrobiło mi się strasznie głupio. Nie pomyślałem, że to corobię jest strasznie samolubne.
– Co zMarkiem? – spytałem niepewnie
– Mark chorował od bardzo dawna – zaczął cicho Vladimir – Żył tylko
dzięki wampirzej krwi, jeszcze zanim trafił do Bachusa zapadł najedną z
tych chorób wenerycznych, na którą lekarstwa nie ma.
– Markma AIDS – wydusił z siebie Raphael – A właściwie miał – zamilkł, a ja się przeraziłem
– Czyon …Nie żyje? – zrobiło mi się słabo i gdyby nie Amadeo, którymnie pochwycił i posadził na łóżko.
– Wpewnym sensie tak, stał się jednym z nas. Amadeo ucałował moją skroń – Niemartw się, teraz już jest zdrowy.
Mark, Raphael moiprzyjaciele, moja rodzina. Zrobiło mi się jeszcze gorzej.
– Dlatego musisz wrócić – ciągnął dalej Vladimir – Marknie może już opiekować się domem, musisz zająć jego miejsce
– Ja? – zerwałem się z miejsca – Ja siędo tego nie nadaję, poza tym ja nie chcę wracać, nie jestem gotowy. Tam jest zawiele złych wspomnień. – zacząłem płakać
– A coz dobrymi?? – spytał Raphael
– Co? – niezrozumiałem
– A coz dobrymi? Choćby z tymi związanymi ze mną?
– Niezrozumiesz tego, ty masz Vladimira i nigdy go nie stracisz, a ja… – płakałem tak jak już dawno tego nie robiłem,moim sercem na powrót zaczął targać żal.
– A jadla ciebie nic nie znaczę? – spytał ze smutkiem Amadeo. Spojrzałem na niegozaskoczony.
– Dobrze wiesz, że cię kocham, ale nie tak jakjego – przytuliłem się do niego.
– Ty wogóle wiesz co oznacza miłość? – warknął Amadeo.
– Niechcę na ten temat rozmawiać.
– Alebędziesz. Zresztą nie masz innego wyjścia jak zająć miejsce Marka, inaczejspotka cię taka kara, że śmierć będzie wybawieniem – zacząłem się go bać – Pamiętaszco przyrzekłeś Bachusowi podczas inicjacji?
– Tak – odszepnąłem bo zacząłem rozumieć.
– Więcjuż wiesz, że nie masz innego wyjścia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz