poniedziałek, 22 stycznia 2018

Pośrodku piekła znalazłem dom cz.3 R3

Życietoczyło się stałym rytmem. Praca, godzina czy dwie na plaży, dom i obowiązki znim związane, trochę przyjemności w postaci telewizji lub książki i sen.Spałem, choć nic nie śniłem, po prostu mój organizm popadał w odrętwienie,podczas, którego odpoczywał. To zdarzyło się jakiś miesiąc po tym, jakuciekłem. Do sklepu wszedł młody surfer, z początku go nie poznałem bo nie miałtego dwudniowego zarostu. Jednak, gdy się odezwał wiedziałem, że to ten sam,którego spotkałem na plaży, gdy razem z Amadem gościliśmy u Vladimira.Przyglądał mi się dłuższą chwilę, aż w końcu wypalił:
- Czy my sięskądś nie znamy? – uśmiechnął się do mnie troszkę zakłopotany.
- Jeśli topodryw to słaby – odparowałem, bo sądziłem, że sobie pójdzie odstraszony moimzachowaniem.
- Niepodrywam cię, po prostu mam przeczucie, że cię znam. – dodał po czym zaczął misię jeszcze intensywniej przyglądać
- Wątpi. Niedawno się tu wprowadziłem – to też był błąd
- Ja też niejestem stąd. Skąd przyjechałeś? – drążył.
- Z Teksasu- myślałem, że da mi w końcu spokój.
- Wątpię,masz nie taki akcent. Raczej skądś z okolic Nowego Yorku – chciałem uciec,bałem się, a on nie dawał mi spokoju. Uratował mnie klient, który wraz zrozbieganym i głośnym potomstwem wkroczył do sklepu. Surfer stał jeszczechwilę, przyglądając mi się, potem wyszedł.
Po pracy jakzwykle poszedłem na plażę, aby obejrzeć zachód słońca. Piasek ogrzany byłsłońcem, a teraz powoli stygł. Ludzie obserwując mnie mogliby pomyśleć, żejestem zatopiony we własnych myślach, ale tak nie było, po prostu siedziałem iwpatrywałem się w niebo. Z tego stanu wyrwał mnie głos:
- Jesteśchłopakiem, którego kiedyś wziąłem za dziewczynę. Spotkaliśmy się na plażyjakiś czas temu – słyszałem triumfalne nuty w jego głosie.
- Wątpię,nie spotkaliśmy się nigdy. – odparłem, jednak on już nie odpuścił.
- Jestempewien. Czemu zaprzeczasz? –męczył mnie dalej.
- Bo niechce by mnie znaleźli! – nie wytrzymałem.
- Kto miałbycię znaleźć? –nie odpowiedziałem –uciekłeś? –raczej stwierdził niż spytał
- Tak –głos misię załamał, zbierało mi się na łzy z beznadziei, nie chciałem wracać, niemogłem już żyć tamtym życiem.
- Spoko,nawet jak spotkam tego kolesia, z którym byłeś, a to wątpliwe bo za miesiącjadę do Australii na zawody, to powiem, że od tamtego na plaży cię niewidziałem –uśmiechnął się, po czym siadł koło mnie na piasku.
- Dziękuję –odpowiedziałemnagle napełniony nową nadzieją, nie wiem czemu od razu mu uwierzyłem, może dlatego, że powiedział to z taką  swobodą.
- A tak wogóle jak się trzymasz? – spytał z troską jakiej w życiu nie spodziewałem siępo obcym facecie.
- Jak widać- odpowiedziałem raczej chłodno, nie chciałem znowu roztrząsać tego tematu,prawie udało mi się już uspokoić.
- To znaczykiepsko – uśmiechnął się do mnie pokrzepiająco i pogłaskał mnie po plecach.
- Zerwałemcałkowicie ze starym życiem i jak widać zacząłem nowe –poczułem się lepiej jako tym powiedziałem.
- To chybadobrze? –spytał zaskoczony.
- Z jednejstrony dobrze, z drugiej tęsknie za nimi wszystkimi. Tęsknię za hałasem, swojąpracą, klientami, Alexem, Amadem, Raphaelem, Markiem i całą resztą domu –wtuliłemsię w niego, a on nie zaprotestował, tylko objął mnie ramieniem.
- W sumie toczym ty się wcześniej zajmowałeś? – spytał spokojnie, rozmowa nim była takłatwa, tak przyjemna.
- Byłemchłopcem do towarzystwa – odpowiedziałem lakonicznie. On natomiast zerwał sięna kolana i  złapał mnie za ramiona dość mocno mną potrząsając.
- Byłeśdziwką? – spytał przerażony.
- Nie dziwką–odetchnął z ulgą –wykwalifikowaną, dobrą, drogą męską prostytutką. –Mojaodpowiedź wywołała u niego wiele najróżniejszych emocji, które z łatwościąmożna było wyczytać z jego twarzy. Wstał na chwilę, przeszedł się kawałek,wrócił, na powrót usiadł koło mnie i mocno mnie przytulił. Trwało to dłuższyczas, aż w końcu wyrwałem się z jego ramion. Spojrzał na mnie dziwnie
- Powinieneśzgłosić, policja zajmie się tym, uwolni resztę. –wybuchnąłem śmiechem, a onpatrzył na mnie zaskoczonym wzrokiem. –Co cie tak rozbawiło?
- Nikt niejest tam przetrzymywany siłą –powiedziałem, gdy udało mi się powstrzymać śmiech.–To naprawdę dobre miejsce, Mark dba o to by każdy dostawał to co chce, a wzamian robił to co byśmy robili na ulicy. Tylko różnica między ulicą, a domemMarka polega na tym, że w domu zawsze jesteśmy bezpieczni, najedzeni, zawszejest nam ciepło i mamy opiekę medyczną. Nikomu nie dzieje się tam krzywda –wyrzuciłemz siebie, bo przecież musiałem bronić honoru domu.
- Biedne dziecko–znów mnie przytulił –Niezłe wam tam pranie mózgu zrobili.
- Praniemózgu? –spytałem bo nie wiedziałem o co mu chodzi.
 - Asłyszałeś co mówiłeś? Opisujesz miejsce, w którym takie dzieci jak ty, sąwykorzystywane seksualnie jak jakiś raj. –Przeczesał moje włosy dłonią.
- Nic niewiesz i tego nie rozumiesz! –rzuciłem wstając i po prostu od niego odszedłem.
Co on mógłwiedzieć, gdyby nie Mark już bym nie żył, albo leżał bym w jakiejś umieralni zpowodu AIDS lub innej choroby wenerycznej. On nic nie wie, nie rozumie, a sięmądrzy. Byłem wściekły. Wszedłem zdenerwowany do domu. Nosiło mnie, nagleznienawidziłem tego chłopaka, bałem się że narobi nie tylko mi  kłopotów,ale i Markowi. Położyłem się, ale nie mogłem zasnąć. Długo leżałem, ażusłyszałem muzykę. Trochę zdziwiony spojrzałem przez okno. Na plaży nieopodal,przy wielkim ognisku, bawiła się grupka młodych ludzi. Zapragnąłem być wśródnich. Zajrzałem do szafy, nie wiem czemu zamiast dżinsów i koszulki wyciągnąłemstamtąd czerwoną, krótką sukienkę. Nakręciłem włosy na szczotce. Założyłemstanik z poduszkami, sandałki na wysokim obcasie. zrobiłam sobie delikatnymakijaż. Nagle zdałem sobie sprawę, że wyglądam tak jak kiedyś. Nie byłemnormalnym chłopcem, moja mina wskazywała ogromną pewność siebie. W jednejchwili przypomniałem sobie jak chodzić w miniówie i zachowywać się by być jaknajbardziej pociągającym. Ciemno, piasek, a ja kręcąc biodrami idę do nich na 8cm obcasach. Chłopcy od razu zwrócili na mnie uwagę, a dziewczęta wysłały wmoją stronę wściekłe spojrzenia, kilka zarumieniło się i spuściło głowy jak nanie spojrzałem. Ktoś podał mi piwo, ktoś mnie zagadywał. Ja zaś nie zwracałemna nich uwagi, rozglądałem się, szukałem. Kogo? Czego? Sam nie wiem. Usiadłemna piasku, ktoś natychmiast przysiadł przy mnie. Próbuje mnie poderwać, olewamgo, jego kumple się z niego śmieją, odchodzi, wstaję, idę plażą, przestajesłyszeć muzykę. Tylko cichy szum fal. Idę, jest zimno, ciemno. Nie boję się.Ktoś bawi się w jasno oświetlonym domku na plaży. Podchodzę, mimo, że niejestem zaproszony od razu mnie wpuszczają i jeszcze zachęcają żebym wszedł.Ktoś podaje mi drinka, wypijam niemal jednym haustem. Po chwili go spostrzegam,siedzi na fotelu, pije piwo i patrzy na wszystkich. Podchodzę do niego, ktoś podrodze mnie zaczepia. Nie zwracam uwagi. Prę do przodu, widzę jak na mniepatrzy, wie że idę do niego. Pożąda mnie jego wzrok, bada każdy milimetr mojego ciała. Bez ostrzeżenia siadam mu na kolanach, całuje go namiętnie, rękąsięgam w dół, przez spodnie masuje jego penisa. W końcu się odzywam:
- Hej! –widzę,że poznał mój głos, chce się podnieść, ściskam mocniej jego skarbuniemożliwiając mu to.
- Co tyrobisz? –szepcze mi do ucha, niepewnie rozglądają się na boki.
- Niedoniesiesz ani na mnie, ani na Marka –syczę przygryzając płatek jego ucha.
- Niby czemumam tego nie robić? –jego spojrzenie rzucało mi wyzwanie.
- Bo twoikumple dowiedzą się, że całowałeś się z pedałem i że ten pedał trzymał cię zachuja. –spojrzał na mnie z obrzydzeniem.
- Bez ciebiei tak nie mam żadnych dowodów, więc i tak nie mam co zgłaszać. A z tego cowidzę ty nie masz ochoty zeznawać. -odciągnął moją dłoń od swojego krocza.
- Dobrze. -uśmiechnąłem się, wstałem z jego kolan i zacząłem zmierzać ku wyjściu. Zanimwyszedłem jeszcze się obróciłem, patrzył na mnie smutno, z takim jakby żalem.Droga do domu dłużyła mi się, byłem śpiący, zmęczony i kompletnie nierozumiałem, czemu to zrobiłem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz