-
Mark? –spytałem, gdy usłyszałem, że ktoś odebrał telefon. Mój głos
brzmiał błagalnie,jakbym chciał, żeby powiedział mi, że to, co mnie w
środku meczy, to złeprzeczucie, to tylko brednie stworzone przez moją
chorą wyobraźnię.
- Kim jesteśi czemu dzwonisz z domu Marka? –usłyszałem w słuchawce głos Bachusa.
- To jaGabriel, możesz mi dać Marka? – nie wiem, czemu akurat jego tak chciałemusłyszeć, jakby od tego zależało moje życie.
-
Niestety –w telefonie nastała długa cisza. – On jest teraz nieobecny. Co
ty tam robisz?Czy Amadeo jest z tobą? – rozejrzałem się po
pomieszczeniu, ale nikogo więcejtam nie było.
-
Nie, apowinien być? Coś się stało, pamiętam… pamiętam, ze podniosłem się
z łóżka, boAmadeo nie chciał się obudzić, chciałem, żeby ktoś mi
pomógł… chciałem zająćsię ciałem Erwina.
-
Gabi odpogrzebu minął ponad miesiąc! Miałeś być we Włoszech z Amadeem,
zadzwonił zarazpo tym, co się stało i powiedział, że zabiera cię na
długie wakacje.
- Ja niewiem, co się stało – odparłem płaczliwie – ale chyba coś złego.
- Już jadę,czekaj tam na mnie. Nigdzie nie idź. Najlepiej zamknij się w gabinecie Marka.
Pokiwałemgłową, zdając sobie sprawę dopiero po chwili, że on nie jest w stanie zobaczyćtego gestu.
- Dobrze –szepnąłem.
- Czytelefon jest przenośny? – spojrzałem z zamyśleniem na aparat.
- Tak.
- To weź goze sobą i cały czas do mnie mów rozumiesz? Gdyby się coś stało, uciekaj.Uciekaj jak tylko możesz najszybciej!
-
Jestembardzo zmęczony – odparłem opierając się na balustradzie. – Czuje
się jakbymwypił potok wampirze krwi, albo uprawiał seks przez tydzień
bez przerwy –ledwie udało mi się wejść na piętro.
- Nie martwsię, za dziesięć minut tam będę, a ty postaraj się ruszać. Nie zasypiaj!
Dłuższąchwilę
zajęło mi zanim zrozumiałem, że to, co usłyszałem w głosie Bachusa
tostrach, a właściwie nawet nie to… To była panika!
Przekręciłemklucz
w zamku i wziąłem go ze sobą. Siadłem na fotelu, cały czas coś
szepczącdo telefon. Mistrz tylko co jakiś czas mi odpowiadał, słyszałem
za to, jak zpiskiem opon i salwą przekleństw kogoś popędzał.
Podciągnąłem nogi pod siebie iotoczyłem je ramionami, tak chciało mi się
spać. Wtedy mistrz kazał mi zacząćśpiewać. Zrobiłem głupią minę, ale
wykonałem polecenie. Dochodziłem do trzeciejzwrotki starej dziecięcej
piosenki, której nauczyła mnie moja mam, kiedy drzwido gabinetu
wyleciały z hukiem i wpadło tam najpierw trzech uzbrojonych po
zębykrwiopijców, dopiero, gdy jeden z nich powiedział do mikrofonu przy
kasku:„Czysto!” – w drzwiach pojawił się Mistrz. Złapał mnie w ramiona i
mocnoprzytulił, mało mi oczy z orbit nie wyszły.
-
Dom jestpusty, tylko chłopak i żadnych obcych zapachów. Jednak nie ma
też ani drobnegośladu zapachowego chłopca przy wejściach, jakby
zmaterializował się na kanapiew bibliotece.
- A okna? –spytał Bachus nie wypuszczając mnie objęć, tylko troszkę rozluźnił uścisk.
- Nic panie.Kompletnie nic, jakby ktoś wyczyścił to miejsce ze wszystkich zapachów.
-
Białowłosakobieta – powiedziałem i zacząłem się zastanawiać skąd mi się
to wzięło i skądto przemożne uczucie, ze to sprawka jakieś kobiety o
białych włosach.
- Copowiedziałeś? – spytał Mistrz, a w jego oczach krył się strach.
-Powiedziałem białowłosa kobieta, ale nie umiem wyjaśnić skąd wzięła się tamyśl.
- On dziwniepachnie –wtrącił się żołnierz.
-
Wiem.Krwią wampira, ale nie umiem określić, jakiego i co się z tym wiąże
– mistrzbył zamyślony i chyba nawet nie pomyślał, ze ta szczera
odpowiedź mogłazachwiać jego pozycją.
- Jeśli towampir, to bardzo potężny, Panie – powiedział żołnierz wychodząc zpomieszczenia.
- Nic więcejnie pamiętasz? Jak wyglądała? Co się wydarzyło? – drążył, potrząsając mną,jakby mogło to w czymś pomóc.
- Ja nawetnie wiem skąd wzięła się ta myśl. A co z Amadeem? – spytałem z obawą.
- Nie wiem,zaraz poślę ludzi do jego domu – pokiwałem głową na znak, że się zgadzam.
Wróciliśmydo
domu sabatu. Jakub zabrał mnie na basen, długo ćwiczyliśmy, ale
zmęczenienie opadło, jakbym nie mógł wydalić tej krwi, którą we mnie
wlano. Bachusprzyszedł do mnie wieczorem, miał nietęgą minę.
-Znaleźliśmy Amadea i jego pisklaki – oświadczył spokojnie. – Byli w domu.
Zdziwiłemsię.
Skoro byli w domu, to, czemu żaden z nich nie zawiadomił Bachusa?
Pozatym, czemu Amadeo powiedział, że zabiera mnie na wakacie?
Spojrzałembezrozumnie na wampira
-
Amadeoleżał dokładnie tak jak go zostawiłeś w łóżku – przełknąłem ślinę.
– Pisklakibyły u siebie, tak samo pogrążone w głębokim śnie.
- Co toznaczy? Spali przez cały miesiąc – widziałem strach w oczach Jakuba i dziwnąpustkę u Bachusa.
-
Wampiryczasem zapadają w letarg, mogą wtedy spędzić w ziemi wiele lat,
ale to nigdynie dzieje się tak nagle, to nie jest normalny sen i
niestety nie potrafię ichobudzić.
- Ale jakto? Jak to możliwe? A krew, może ludzka… moja.
-Próbowaliśmy tego, możesz pójść na dół i zobaczyć, choć nie będzie to przyjemnywidok.
Pokiwałemgłową, że chce.
Jakubtrzymał
mnie za rękę. Pomieszczenie, do którego mnie zaprowadzono,
byłobiblioteką, nie tą małą, którą Bachus wykorzystywał na swój gabinet a
znaczniewiększą. Trzy wysuszone ciała leżały na trzech kozetkach
ustawionych oboksiebie. Wyglądali jak mumie, ich skóra wyschła i zrobiła
się brązowa. Obróciłemsię natychmiast wtulając w Jakuba, twarz chowając
w poły jego płaszcza.
- Jakubproszę zrób coś, błagam –spojrzał na mnie bezradnie.
- Chciałemim podać krew, ale ona się nie przyjmuje, -powiedział Xel wyłaniając się zakotary.
- A wampirza? –spytałem z nadzieją.
-
Ani ta,ani ta – pokręcił głową. – Nie jestem pewny, czy oni w ogóle
żyją. Poza tymstopień zasuszenia wskazuje, ze spali przynajmniej sto
czterdzieści lat, aminął miesiąc, od kiedy ostatnio go widziałem.
Jakubtrzymał mi ręce na ramionach.
- On musiżyć! –wrzasnąłem wyrywając się z jego ramion i podbiegając do Amadea.
Nie wyglądał jak mój Amadeo, był straszny. Przytuliłem się doniego, nie bacząc na to i zacząłem płakać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz