Rano ubrałem się w tak zwane ciuchy wyjściowe, co znaczy, mniej
wyzywające, po czym poszedłem na przystanek autobusowy. Przy cmentarzu, w
niewielkiej kwiaciarni kupiłem kilka róż. Z łatwością znalazłem miejsce
spoczynku moich bliskich. Cztery białe róże położyłem na postumencie, a
potem snułem dość długą opowieść do zmarłych. Żałowałem jedynie, że nie
mogli mi odpowiedzieć. Później, wedle wskazówek Marka, odnalazłem
jeszcze jeden nagrobek. Przeczytałem napis wyżłobiony w ciemnym
marmurze: Benn Marcus Nevenmaier. Nie mogłem uwierzyć, że ostatni
członek mojej rodziny, brat mojego ojca, leży martwy właśnie tu. Bez
zbędnych ceregieli jednak położyłem na nagrobku ostatni z kwiatów, który
mi pozostał. Byłem przybity, a jednocześnie też było mi jakoś lżej na
duszy.
Do centrum udałem się w jednym celu –kolczyk. Choć przyznać
się muszę, że planowałem zakupić jeszcze kilka nowych kompaktów. Żaden
jednak kolczyk nie był w moim stylu, nic mi nie pasowało. Dopiero na
wystawie salonu tatuażu znalazłem coś, co wyjątkowo przypadło mi do
gustu. Był nieduży, wykonany z metalu i pomalowany na czarno.
Przedstawiał, jak się lepiej przyjrzeć, anioła z rozłożonymi skrzydłami.
Można by go pomylić z nietoperzem, czy z jakimś ptakiem.
Wszedłem do salonu. O tej porze dnia w ogóle nie było w nim ruchu. Przywitał mnie wytatuowany od stóp do głów młody mężczyzna.
- Jeśli nie masz zgody rodziców, to nic ci nie wytatuuję –rzucił, jak tylko przekroczyłem próg zakładu.
-
Nie chcę tatuażu, chcę jeden z kolczyków z wystawy –uśmiechnąłem się do
niego oszałamiająco, na co spuścił głowę i też lekko wykrzywił usta w
coś na kształt uśmiechu.
- Który? Ten z czaszką? –sięgnął po tackę umieszczoną na parapecie okna.
- Nie, ten z czarnym aniołem –podszedłem bliżej lady.
- Z aniołem? –postawił tackę na blacie i zaczął się bacznie przyglądać swemu asortymentowi.
- Ten –wskazałem mu palcem.
- Ja sądziłem, ze to kruk –podniósł go bliżej oczu, by lepiej mu się przyjrzeć. –Ale masz rację, to anioł.
- Ile płacę? –spytałem, wyrywając go z zadumy nad drobiazgiem w jego dłoniach.
- Siedem dolców –sprawdził cenę na niewielkiej metce.
- Czy ma pan coś, czym mógłbym przetrzeć końcówkę? Chcę go założyć –spojrzałem na niego z nadzieją.
Przyniósł
mi wacik nasączony alkoholem. Wpierw przetarłem ucho, a potem kolczyk.
Próbowałem włożyć zaostrzoną końcówkę do dziurki, ale nie chciała wejść.
- Chyba zarosło. Kiedy ostatnio coś tu nosiłeś? –Chciałem
powiedzieć, że nie dawno, ale przypomniałem sobie, że przecież mój pobyt
w szpitalu był o wiele dłuższy, niż można przypuszczać.
- Z pół roku temu.
- Chcesz przebić jeszcze raz? –Uśmiechnąłem się do niego z wdzięcznością.
- Tak –odpowiedziałem radośnie.
-
W sumie, nie powinienem tego robić, ale i tak nikogo nie ma –przekręcił
tabliczkę na drzwiach z „otwarte” na „zamknięte” i dłonią wskazał mi
kierunek.
Usiadłem w fotelu. Mężczyzna wyciągnął z niewielkiej
lodówki kostkę lodu i przyłożył mi ją do płatka. Gdy ucho zdrętwiało,
założył lateksowe rękawiczki, wziął jednorazową igłę i wsadził w starą
dziurkę. Odkaził miejsce i kolczyk, a potem delikatnie go wsunął i
zapiął.
- Ile płacę? –spytałem, przeglądając się w dużym lustrze znajdującym się naprzeciw mnie.
- To na koszt firmy.
Wychodząc,
wrzuciłem spory napiwek do słoika, co sprzedawca skwitował szczerym
uśmiechem. W salonie prasowym, który odwiedziłem w następnej kolejności,
kupiłem sobie dwie książki, nowy album mojej ulubionej kapeli i kilka
horrorów na DVD. W markecie znajdującym się na najniższej kondygnacji
galerii handlowej zakupiłem tonę słodyczy. Mark traktował je jak swego
rodzaju nagrodę, więc bardzo rzadko je dostawaliśmy. Kiedy komuś udało
się wyrwać, czy dostał coś od klienta, dzielił się z resztą. Miałem
pełen plecak żelek, czekoladek, batonów i chipsów. Kupiłem sobie jeszcze
bluzkę, bo była śliczna i pidżamę, bo ze starej wyrosłem.
Zostawiłem zakupy w pokoju i poszedłem powiedzieć Markowi, że wróciłem. Miałem pecha, w gabinecie był… Alex:
-
Dzień dobry panom, już wróciłem. Jestem cały i zdrowy. Gdybyś mnie
potrzebował, jestem w swoim pokoju i objadam się czekoladą, oglądając
horror –uśmiechnąłem się, mimo że widok Alexandra odbierał mi całą
wesołość.
- Poczekaj Gabrielu -zatrzymał mnie Mark.
- Tak? –Alex nie patrzył na mnie, tylko w okno. Zabolało.
-
Urosłeś, trzeba zmienić wytyczne w katalogu i zmienić zdjęcia. Idź do
fotografa, już czeka, potem wróć tu, to cię wymierzymy.
Fotograf uparł się na odważniejsze i bardziej agresywne zdjęcia, na których ukazanych było więcej szczegółów mojego ciała.
Pierwsze,
co ujrzałem w gabinecie, to szczerzącego się do mnie Raphaela z miarką w
ręku i Alexandra stojącego do mnie tyłem i wpatrującego się w bliżej
nieokreślony punkt.
- Rozbierz się Gabrielu –powiedział Mark, nie odrywając wzroku od papierów.
Okazało się, że urosłem 15cm. Raphael złapał końcówkę mojej męskości i naciągnął ją, mierząc:
- 9cm w stanie spoczynku –powiedział z tzw. bananem na ustach.
Obmierzono
mi jeszcze obwód jąder, długość oraz obwód penisa w zwodzie, szerokość
klatki piersiowej i obwód ud. Gdy już się z powrotem ubrałem, Mark
spytał:
- Zmieniamy coś w twoich preferencjach seksualnych?
-
Raczej nie –rzuciłem pośpiesznie z chęcią jak najszybszej ucieczki.
Powodem był Alex, który przez cały czas ignorował moją obecność.
- To już wszystko, możesz iść. –Byłem przeszczęśliwy, że w końcu to powiedział.
Jeszcze wieczorem przeczytałem, że o trzynastej następnego dnia mam
niezapowiedzianego klienta. Nie bardzo mi się to podobało z racji braku
nazwiska przy wpisie. Czasem tak rezerwowali sobie godziny politycy lub
inni wysocy urzędnicy publiczni. Nie lubiłem szóstki od czasu wypadku,
ale niestety właśnie ten pokój zażyczył sobie klient, więc nie miałem
wyboru. Wszedłem do pomieszczenia zatopionego w burgundzie. Zanim to
wszystko się stało, była to moja ulubiona sypialnia, teraz jednak
przypominała mi zbyt wiele złych chwil. Mężczyzna zażyczył sobie, że mam
założyć kimono, które dostałem rankiem. Podejrzewałem, że to jakiś
japoński dyplomata, ale się pomyliłem. Drzwi pokoju otworzyły się, a w
nich stanął… Alexander.
- Witaj aniołku –powiedział smutno, widząc mą zaskoczoną minę.
-
A czym zasłużyłem sobie na ten zaszczyt? Myślałem, że już ci się
znudziłem –szybko się pozbierałem i postanowiłem być dla niego tak
niemiły, jak on dla mnie przez ostatnie dni.
- Nie mów tak.
–Widziałem w jego oczach autentyczny ból. –Znów mnie ranisz. Czy ja cię
kiedykolwiek potraktowałem jak zabawkę? –powtórzył słowa, które ja sam
wypowiedziałem w szpitalu.
- Muszę ci na to odpowiadać? Masz teraz
Christophera. Nie rozumiem, po co do mnie przyszedłeś. –Byłem zły, choć
sam nie wiedziałem, czemu. Może to moja zraniona duma? Albo fakt, że
tak bardzo mi go brakowało?
- On nie jest tobą. Myślałem, że
zdołam się na ciebie gniewać, ale jednak nie potrafię –usiadł na łóżku i
skrywając twarz w dłoniach, dyskretnie starł łzy, które pojawiły się w
kącikach jego oczu.
- Gniewać? Na mnie? Niby za co? –Nie rozumiałem, o co mu chodzi. Zbyt bardzo zapatrzony byłem w samego siebie.
-
A pamiętasz, co powiedziałeś mi w szpitalu? –Starałem się sobie
przypomnieć, co ja wtedy wygadywałem i co mogło być dla niego obraźliwe,
ale nic logicznego nie przychodziło mi na myśl.
- Że jestem zepsutą zabawką, ale to raczej tyczyło się mnie, nie ciebie –powiedziałem już z większą niepewnością.
-
Nie, mój drogi, zraniłeś moje uczucia. Potraktowałeś mnie przedmiotowo,
jak zwykłego klienta –wybuchł, aż się go przestraszyłem.
- Przecież jesteś moim klientem –nadal nie rozumiałem, o co mu chodzi.
-
Tylko nim? –Miał tak smutną minę, aż mi się płakać zachciało.
–Sądziłem, że jesteśmy też przyjaciółmi. –Wtedy zrozumiałem. On od
początku był przy mnie, traktował mnie raczej jak kochanka, aniżeli
zwykłą dziwkę.
- Przepraszam, bardzo źle się wtedy czułem
–chciałem się jakoś tłumaczyć. Zrobiło mi się strasznie głupio.
Wiedziałem, że bardzo go skrzywdziłem.
- Długo nie rozumiałem, czemu… –nie dokończył zdania.
-
Co czemu? –pokręciłem głową i przytuliłem się do jego pleców. Składałem
mu na szyi delikatne pocałunki, starając się jakoś go pocieszyć,
udobruchać, uciszyć własne sumienie.
- Czemu pokochałeś jego, a nie mnie. Potem jednak zrozumiałem, że ty od początku darzyłeś mnie uczuciem, ale nieco innym.
- Przyjaźnią –potwierdziłem.
-
Dokładnie –pocałował moje usta. –Mark właśnie wpisuje mnie na twoją
listę stałych klientów –powiedział już znacznie weselej.
Założył mi na kciuk dość szeroki sygnet.
- A to co? –podniosłem dłoń do twarzy, by móc lepiej mu się przyjrzeć.
-
Kolczyk już masz. Co najwyżej zabiorę ci go na kilka dni, by zrobili
taki sam tylko z lepszych materiałów –złapał mą dłoń w swoją i ucałował
każdy z paluszków.
- To kolejny prezent? –obróciłem go kilkakrotnie.
- Nie podoba ci się? –spytał smutno.
- Boję się, że go zgubię. Musiał być bardzo drogi. –Wyglądał naprawdę wspaniale, jakiś złotnik włożył w niego wiele pracy.
- Warto wydać na ciebie troszkę pieniążków. A jak zgubisz, to trudno, kupimy nowy –ucałował moje usta.
-
Ale ja nie chcę go zgubić. To powód, dla którego niestety nie mogę
przyjąć tego prezentu. –Chciałem ściągnąć sygnet i mu go oddać, ale dość
skutecznie mnie powstrzymał.
- Jak nie przyjmiesz, odwołam rezerwację –zagroził.
- To szantaż. –Wystawił mi język jak małe dziecko.
- Malutki –rzekł z miną niewiniątka.
Westchnąłem i zostawiłem pierścionek na palcu.
- A mogę mieć jeszcze jedno pytanie? –wyszczerzyłem do niego wszystkie białe ząbki.
- Jasne, pytaj –i jemu udzielił się mój dobry humor.
- Czemu kazałeś mi się ubrać w damskie kimono? –pociągnąłem za poły białej szaty.
-
Dostałem je w prezencie od znajomego konsula, ale nie miałem, co z nim
zrobić, więc dostałeś je ty. Wiedziałem, że będziesz wyglądał w nim
ślicznie –dotknął wyhaftowanego wzoru i przejechał po nim wzdłuż palcem.
Zacząłem
chichotać, a on mi wtórował. W rozkroku siadłem mu na kolanach i
zacząłem całować jego szyję. Zdjąłem z niego marynarkę, a potem guzik po
guziku, pozbawiłem go koszuli. Obdarowałem jego klatkę piersiową
drobnymi muśnięciami. Gdy zacząłem rozpinać jego spodnie w wiadomym
celu, zatrzymał mi dłoń. Delikatnie ułożył mnie na środku łóżka. Pieścił
i całował moje ciało, jednocześnie rozwijając poły materiału. Dawno
nikt mnie tak nie traktował. Czułem się niemal jak za pierwszym razem.
Nawet, gdy się we mnie zagłębił, dbał o to, by nie sprawić mi choćby
najmniejszego bólu. Zapomniałem już, z jaką płynnością potrafi się
poruszać. Z każdym pchnięciem, po moim ciele rozchodziły się fale
przyjemności. Jęczałem i wiłem się. Pozwalałem, by namiętność ulatywała
ze mnie wraz z krzykami rozkoszy. Pewnie słyszeli mnie w całym domu, ale
mi to nie przeszkadzało. Byłem w niebie, w moim prywatnym niebie
pośrodku piekła. Nim Alex skończył, na moim brzuchu i udach były już
trzy potężne dawki mojego spełnienia. W końcu opadł na mnie, a ja mocno
się w niego wtuliłem. Po chwili podniósł się wraz ze mną i na rękach
wyniósł mnie do łazienki. Myliśmy się wzajemnie, nie omijając żadnego
fragmentu ciała. Całował mnie, a ja jego. Kochałem Alexandra. Był moją
rodziną i mimo że był moim klientem, wiedziałem, że jest mi także
przyjacielem, na którego zawsze mogę liczyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz