poniedziałek, 22 stycznia 2018

Bloodlust R6: Poranek

Wampir nadal był wściekły. Wszedł do swojego biura trzaskając drzwiami. Podszedł do biurka, spojrzał na czekające tam papiery i jednym ruchem ręki zwalił je na podłogę. Nie pomogło to, że wyładował się na dzieciaku. Wciąż rozsadzała go złość. Nikt go jeszcze tak nie zdenerwował. Najpierw zaserwował dzieciakowi noc, za jaką wszyscy inni sprzedani na aukcji zgodzili by się skrócić swoje życie o dziesięć lat, potem pozwolił, w granicach rozsądku, poruszać się po zamku bez większych ograniczeń, a ten, co? Pierwsze, co zrobił, to poszedł do jego prywatnej biblioteki, grzebać w papierach.
Wściekły przesiedział tak kilka godzin. W końcu nie wytrzymał. Wyszedł z biura, trzaskając drzwiami i cicho zbliżył się do komnat chłopaka. Bezszelestnie wszedł do jego pokoju i stanął nad leżącym na łóżku dzieciakiem.
Ten nawet nie zareagował. Nie zauważył wampira. Naciągnął na siebie bardziej kołdrę. Nie był świadomy, że ktoś jest w pokoju. Nadal płakał i drżał. Przewrócił się lekko na bok i prawie krzyknął z bólu.
Dopiero widząc dokładnie, co zrobił chłopcu opadł z Shiny gniew. Mimo mroku panującego w pokoju doskonale mógł podziwiać swoje dzieło. Poczuł coś, na kształt słabego ukłucia w sercu. Powoli, bezszelestnie wśliznął się na pościel i nachylił nad chłopakiem. Ten nie zobaczył go od razu. Przejechał dłonią po jego policzku, delikatnie, uspokajająco.
- Powiedz prawdę – zażądał – czego tam szukałeś?
Kadaj zadrżał czując dotyk wampira. Myślał, że znowu chce mu coś zrobić. Bo co miał pomyśleć. Kiedy ktoś wyrwie ci kawałek serca, a potem nagle pojawia się ponownie. Zazwyczaj chce wyrwać kolejny.
- Niczego – szepnął wystraszony – nudziłem się – wyjaśniał dalej – i tylko przypadkiem zajrzałem do tych papierów. Na prawdę nic stamtąd nie chciałem.
 Teraz rozpłakał się juz na dobre chowając twarz w dłoniach.
- Cicho – wyszeptał do niego uspokajająco.
Kiedy chłopak mówił, wampir sondował jego myśli. Dzieciak naprawdę wlazł tam przez przypadek. Nachylił się nad nim, delikatnie i ostrożnie całując go w policzek. W odpowiedzi chłopak zadrżał i zesztywniał. Nie był w stanie wykonać jakiegokolwiek ruchu. Dotyk wampira palił, a ten pocałunek… Był jak dotknięcie rozpalonym pogrzebaczem. Chłopak objął się ramionami w wyrażającym bezradność geście i skulił się jeszcze bardziej. Shina zignorował to jednak. Po chwili położył się za chłopcem, odejmując go w pasie i przytulając delikatnie. Uważał jednocześnie, by nie urazić go zbytnio. Chłopak wpadł w panikę. Zaczął płakać na nowo, krztusić się łzami.
- Puść! – Jęknął cichutko. Wampir znowu go zignorował. Tak samo, jak próbujące go odepchnąć wątłe ramię. Zamiast tego zapytał:
- Bardzo boli? – Szepcząc. Mimo wszystko nie chciał go spłoszyć.
- Nie bój się. Na własną krew przysięgam, że cię już dzisiaj nie dotknę. Pogłaskał go delikatnie po boku, czekając na jego reakcję.
- Boli… – Kadaj jęknął rozdzierająco i zacisnął dłonie na poduszce – błagam, puść, twój dotyk… boli!
Znów zadrżał pod wpływem muśnięcia jego dłoni.
- Ja nie chcę! – Starał się odsunąć, ale nie mógł. Załkał jeszcze rozpaczliwiej. Usta mu drżały. Nie wierzył wampirowi choćby nie wiadomo na co przysięgał. Po prostu zbyt się bał.
Wampir wszedł w umysł chłopaka, zablokował ból i obrócił go w swoją stronę. Nie mógł hamować go zbyt długo, wiec po chwili musiał się wycofać. Usłyszał syk wciąganego powietrza i dygot małego.
- Spokojnie – szepnął, obejmując go łagodnie i zaczął gładzić po plecach. Wiedział, co powinien powiedzieć, ale nie bardzo mogło mu to przejść przez gardło. Wiedział również, ze nie wolno mu wręcz go dotykać. Nie w takim momencie, ale nie potrafił się od tego powstrzymać.
- Wybacz – wyszeptał dziwnie cicho, obejmując go i całując pieszczotliwie w ucho. Chłopak omal nie zawył, czując jego usta w takim miejscu.
- Nie! – Blondyn wrzasnął, ale to również nie dało żadnych rezultatów.
- Przepraszam – wampir wyszeptał jeszcze po chwili, jakby z wahaniem, z cała czułością, na jaką było go stać. Mimo to jego głos był ostry, nienawykły do miłych rzeczy. Niezamierzenie chłodny. Pocałował spotniałe z bólu i zmęczenia czoło chłopaka. Ten tylko zaczął mocniej płakać. Nadal się bał. Dotyk wampira to parzył, to zmrazał jego skórę, powodując gęsia skórkę. Przypominał najgorsze wydarzenie jego życia.
Wampir delikatnie głaskał go po plecach. Nie chciał ponownie skrzywdzić tej, tak kruchej teraz istoty. Ale nie potrafił zostawić go w spokoju. Jeszcze nie.
- Pozwolisz mi się uzdrowić? – Zapytał, patrząc mu w oczy.
 Uzdrawianie znaczy jednak, ze musiałbym cię tam dotknąć. Dodał dla siebie w myślach, ale nie wypowiedział tego na głos. Uzdrowi chłopaka tak, czy inaczej, ale wolał zapytać.
- Zrozumiem, jeśli mi na to nie pozwolisz…
Zamilkł. Był pewny, że chłopak nie będzie nawet chciał go widzieć. I że na pewno nie pozwoli mu się uzdrowić. Pocałował go delikatnie w spotniałe włosy, przytulając go do siebie jeszcze mocniej.
- Nie… – Kadaj jęknął cichutko – nie zbliżaj się, nie dotykaj… puść!
Przewrócił się na brzuch i zacisnął dłonie z całej siły na pościeli. Starał się odsunąć, uciec. Nie mógł. W miejscu przetrzymywała go silna ręka mężczyzny. Oddychał chrapliwie wciskając twarz w poduszkę.
- Błagam… nie rób mi krzywdy… – był tak spanikowany, ze nie bardzo wiedział, co mówi.
Shina spojrzał na niego z troską. Pocałował go w trzęsącą się łopatkę i delikatnie przejechał ręką po jego plecach. Na ile to możliwe, starał się go uspokoić.
- Ciii, ja to musze zrobić – szepnął – inaczej będzie boleć jeszcze bardziej – pocałował go w kark, co wywołało kolejną falę dreszczy i drgnięć, po czym przeciął własny nadgarstek. Wiedział, ze przy tylu ranach potrzeba będzie dużo krwi. Pokrył nią cała dłoń i powoli, bardzo delikatnie wsunął palec w wejście chłopaka. Cisze, do tej pory przerywana tylko cichym łkaniem przeciął makabryczny wrzask. Chłopak wygiął się w tył i ostatkami sił starał się uciec przed agresorem. Nic już nie wiedział, poza czerwona mgiełka przerażenia.
- Nie! Błagam nie! Wszystko, tylko nie to! Nie rób mi tego! Nie! – Wrzeszczał i wił się. Dławił się łzami, ale nie przestawał krzyczeć – wyjmij go! Wyjmij! Rozerwiesz mnie! Nie! To boli! Błagam, puść! Wszystko ci wybaczę, tylko puść! Puść! – Był bliski omdlenia ze strachu. U jego oczach koloru lapis lazuri zbierały się coraz to nowe fale łez – przysięgam, już nic twojego nie dotknę! Tylko puść!
Wampir wiedział, jaki piekielny ból musiał sprawiać chłopakowi, ale nie mógł przestać.
- Wytrzymaj – szepnął – proszę – pocałował go delikatnie w zmarszczone z bólu czoło.
Kadaj chciał krzyczeć. Zamiast tego zacisnął zęby na poduszce. Mimo to, nadal słychać było jego płacz. Trzęsły mu się zaciśnięte na pościeli ręce.
- Zabierz go! Wyjdź! To boli! Błagam, puść! – jęczał. Zaciskał powieki z których cały czas ciekły łzy.
Kiedy wampir był już pewny, że wszystkie rany się zabliźniły, delikatnie wysunął palec z wnętrza chłopaka i przekręciwszy go na plecy, znowu przytulił. Blondyn nie miał już siły się bronić. Tylko dyszał, jak po ciężkim biegu i patrzył na mężczyznę załzawionymi, przerażonymi oczami.
Shina patrzył na zapłakaną twarz chłopca i powoli uświadamiał sobie, co tak naprawdę uczynił. Scałował jego łzy. I delikatnie gładził jego, ukryte tylko za poszarpaną szatą ciało. Opatulił go szczelnie kołdrą i odsunął się delikatnie.
- Jak się teraz czujesz? – Zapytał, całując go w zapłakany policzek i czekał.
Chłopak ciągle płakał. Nie odpowiedział mu.
- Nie dotykaj mnie – wyszeptał tylko cicho, rozdzierającym duszę, drżącym głosem – błagam, tylko mnie nie dotykaj.
Nim zdążył dodać coś jeszcze, zasnął. Był zbyt wyczerpany. Mimowolnie zatrząsł się i skulił w pozycji embrionalnej. Wtulił się w koc, mocząc go łzami i odpłynął..
Długowłosy westchnął. Wiedział, że strach chłopca to tylko i wyłącznie jego wina. I ze zasłużył na to Nie dotykaj! Ale mimo to było mu żal. Żal, że skrzywdził tę tak delikatna istotę zupełnie bez powodu. A chłopak mógł być bardzo dobrą zabaweczką. Niestety, w tej sytuacji wampir nie mógł go dotknąć. Jeszcze nie teraz. Nie tak od razu.
- Na własną krew przysięgam, nie skrzywdzę cię tak więcej – wyszeptał, patrząc na chłopca. Mimo wszystko, to była szczera przysięga. Pogładził go po głowie i westchnął.
- Uwolniłbym cię, gdybyś nie był taki idealny – wymruczał i wstał. Wiedział, co by było, gdyby chłopiec zobaczył go tu rano. Prawdopodobnie znowu zaczął by płakać. Shina podszedł do drzwi i uchylił je lekko. Oparł się o framugę i jeszcze przez chwilę patrzył na delikatne, drżące wciąż ramionka. I na odbijający się na jego jasnej skórze blask świec. Potem wyszedł. Zszedł do kuchni, po drodze zaglądając jeszcze po pewną rzecz do swojego gabinetu. Wszedł po schodach i zniknął w  pomieszczeniu, gdzie przygotowywano posiłki. Wciąż było tam kilka służących. Skłoniły się nisko, kiedy tylko go zobaczyły.
- Niech trzy z was idą na górę, do pokoju chłopaka – oczywiście, one wiedziały, o kogo chodzi – macie tu środek nasenny – podał im kryształową, blado błękitną buteleczkę – umyjcie go i przebierzcie, tylko delikatnie, trochę mnie poniosło – niektóre z nich przybladły – ale nic mu nie jest. Macie tylko być ostrożne. Zmieńcie jeszcze pościel. I rano, do śniadania dodajcie mu środki przeciwbólowe.
Wstał i już miał wyjść, kiedy cos sobie przypomniał. Podszedł do najstarszej stażem kobiety i podał jej coś. Zdjęty z szyi, bardzo kunsztowny i delikatny wisiorek. Przedstawiał jakiegoś ptaka, zrywającego się do lotu. Był tak dokładny, ze zdawało się, ze jego piórka poruszają się na wyimaginowanym wietrze.
- To połóż koło śniadania – nakazał – gdyby cię zobaczył, powiedz, ze przepraszam.
Odwrócił się i wyszedł, zostawiając osłupiałe służące same. Nie poszedł do siebie. Tej nocy nie zasnął. Wyszedł do znajdującego się obok jego sypialni salonu i wyszedł na taras. Głęboko odetchnął nocnym powietrzem. Potem zacisnął ręce w pieści i spojrzał w niebo. Na wschodzi pojawiła się już blada łuna jutrzenki. A on stał tak, nie ruszając się. Kiedy w końcu otrząsnął się z tego odrętwienia, słońce znajdowało się już całkowicie nad linia horyzontu. Wampir westchnął i wszedł do środka. Usiadł na kanapie. Sam nie wiedział, kiedy oparł się o nią mocniej, spuścił głowę i zasnął kamiennym snem. 
Mimo panującego w pomieszczeniu mroku, dziewczyna wyraźnie widziała śnice pod zaczerwienionymi oczami chłopaka i siniaki barwiące jego biodra i ramiona. Które tak szybko zniknęły pod powierzchnią wody. Chłopak chyba wstydził się własnego bólu.
Sama także weszła do wody, przysuwając się do chłopaka i łaszcząc go lekko, uspokajająco po głowie. Miała na sobie kostium kąpielowy, poza tym, była pewna, że na pewne sprawy chłopak podświadomie nie zwróciłby teraz uwagi.
Kadaj westchnął i o dziwo przybliżył się do dziewczyny. Nie miał juz nic do stracenia, a ona nie wydawała mu się taka znowu groźna. Nie wyglądało na to, żeby zamierzała go skrzywdzić. Oparł głowę na jej ramieniu i nie mogąc już dłużej powstrzymywać łez, zaczął jej się żalić.
- Nigdzie nie miałem zamiaru uciekać. I tak nie mam gdzie! – Odgarnął włosy z twarzy, jednocześnie zasłaniając dłońmi zapłakane policzki.
- Dlaczego on mnie nie słuchał! Zrobił to, nie pozwalając mi się nawet wytłumaczyć!? Dlaczego on to zrobił!
Nie skomentowała. Nie miała czego. Znała swojego pracodawcę. I wiedziała, że wampir potrafi być cholernie porywczy, kiedy chce, lub kiedy straci nad sobą panowanie. Delikatnie pociągnęła go do siebie, sadzając go obok siebie i zaczęła delikatnie muskać myjką skórę na jego plecach.
- Teraz powinieneś z nim uważać – ostrzegła chłopaka, myjąc go delikatnie. Nie chciała urazić zadrapań. – Dla niego i tak będziesz idealny. Słyszałam jak mówił, że skrzywdzone zabaweczki są dla niego jeszcze bardziej kuszące. Zwłaszcza, kiedy nie można ich dotknąć.
Pokręciła głowa z troską i czule przejechała szmatką po karku chłopaka. Starała się go jakoś uspokoić. Wylała na dłoń trochę olejku pomarańczowego i zaczęła delikatnie sunąć nią po całych plecach blondyna.
- Nie dotykaj mnie w ten sposób. I nie smaruj niczym…. Proszę.
Wyszeptał wystraszony i odsunął się od niej kawałeczek. Przechodziły go ciarki kiedy ktoś zaczynał go intensywniej dotykać. Bał się, ze zaraz znowu może stać się coś tak bolesnego jak ostatnio. Mimo, że Nadia była dziewczyną i była od niego o wiele słabsza, to bał się dotyku. Każdego mocniejszego. Nadia przysunęła się do chłopaka i przytuliła go tak delikatnie i tak czule, jak tylko potrafiła.
Obróciła go przodem do siebie i patrząc uważnie w oczy spłukała z niego olejek. Sięgnęła ręką trochę dalej, biorąc do rąk kolejny olejek.
- Proszę, jeśli tak wolisz, umyj się sam – podała mu flakonik – nie bój się, to nie daje żadnych skutków ubocznych. Ja to nie mój szef.
Pokręciła lekko głowa widząc zdezorientowana minę blondyna. Zastanawiała się czy chłopak będzie bardzo długo przeżywał to, co  zaszło. Z bólem patrzyła na niego. Było jej go naprawdę żal. Widziała, ze zranienia są praktycznie wszędzie. Kiedy chłopak przypadkiem musnął sutek i skrzywił się niespodziewanie, zorientowała się, ze jest poraniony nawet tam, w bardzo wrażliwych strefach. Z dziwnym uczuciem dokładniej przyjrzała się posiniaczonemu chłopakowi.
- Jednak ludzie mają rację, wampiry to potwory – wyszeptała twardo. Z jakimś smutkiem, czy wyrzutem w głosie.
Kadaj westchnął, ale nie skomentował. No cóż, to był fakt. Na niestety dla niego. Zastanawiało go tylko, że momentami ten mężczyzna potrafił być taki brutalny, a czasem niesamowicie łagodny.
Nie zwracał uwagi na wpatrującą się w niego dziewczynę, nadal myjąc się delikatnie. Nie krępowała go jej obecność. Sam nie wiedział, dlaczego. Nawet przynosiła ulgę. Skrzywił się kiedy dotknął posiniaczonego miejsca. Lecz taki ból był niczym w porównaniu z tym co przeżywał wczoraj.
Dziewczyna podeszła z nim do brzegu i pomogła mu wyjść. Usadziła go na niskim stołku i  sięgnęła po jakiś specyfik z półki.
- Zamknij oczy, bo może szczypać – ostrzegła, wylewając trochę płynu na rękę.
Po chwili roztarła go na dłoniach i zaczęła delikatnie dezynfekować wszystkie zranienia. Miała rację. Szczypało. Kadaj otworzył jedno oko spoglądając na dziewczynę.
- Wygląda, jakbyś miała wprawę – westchnął – on zawsze jest taki?
- Niestety tak – odpowiedziała z westchnieniem. Nachyliła się i zaczęła dezynfekować zranienie nad łukiem brwiowym – mówiłam, żebyś trzymał oczy zamknięte – upomniała go nieco mrukliwie.
Podtrzymała go i pomogła mu się oprzeć o szafkę gdy wstawał.
- Jak się czujesz? Było tak źle?
- I to jeszcze jak – mruknął, ale uśmiechnął się blado.
Również się uśmiechnęła, ale potem zaraz spoważniała.
- Zdajesz sobie sprawę z tego, ze on dzisiaj przyjdzie do ciebie ? I zostanie prawdopodobnie cały dzień z tobą? Niestety… wiec proszę, nie prowokuj go dzisiaj. Przedostatni chłopak… Misha, stawiał się. Szef raz o mało nie zagwałcił go na śmierć. Ale potem było już dobrze. Szef żałował i kupił sobie nowego chłopca, żeby go odciążyć. Potem nawet puścił ich wolno. To było przed tobą. Wiec nie drażnij go. To się może źle skończyć.
Spojrzała na niego poważnie. Potem chwyciła ręcznik i nasunęła go chłopcu na ramiona. Zaprowadziła go do pokoju, sadzając na łóżku i osuszając dokładnie.
Zdziwiony i zaciekawiony wpatrywał się w nią wielkimi oczami.
- Zamierzasz mi matkować? – Zyskał tylko zirytowane spojrzenie i prychnięcie godne rozjuszonej kotki.
- Dostane jakieś ubranie ? – Zapytał, chcąc zmienić temat – Jest trochę chłodno.
- Tak, tak, momencik – wyszeptała, posyłając chłopcu smutny uśmiech. Podniosła się z łóżka i weszła do garderoby.
- I wybacz, ale to on wybierał dla ciebie ubrania. Niestety, szef to szef.
Kadaj westchnął. Przekręcił się na brzuch podpierając brodę rękoma i patrzył na dziewczynę dziwnie. Był pewien, ze ją polubi. Oczywiście, jeśli wcześniej wampir przypadkiem go nie zabije.
Dziewczyna wysunęła się z pomieszczenia już po chwil. W prawej ręce trzymała białe spodnie z delikatnego materiału, z okręconą dookoła bioder siateczką z drobniutkich srebrnych łańcuszków, a w lewej bladobłękitną bluzkę z odcinanymi rękawami i rozcięciami na bokach.
- Myślę, że nie jest tak źle… to chyba najbardziej… zabudowane ubranie na jakie chciał się zgodzić  – oświadczyła z dezaprobatą i podeszła do chłopaka.
Z bliska można było dostrzec, że na niebieskiej bluzce narysowany jest cieniutki srebrny wzorek, tworzący na jej tyle coś na kształt pary skrzydeł, a na łańcuszkach przy spodniach wisiały malutkie metalowe piórka. Nadia położyła to na łóżku obok chłopaka i zrobiła minę, jakby sobie o czymś przypomniała.
- Bieliznę masz w szafce nocnej – oświadczyła – zaczekaj tu chwilę. Chyba mam… – urwała – zaczekaj.
Westchnął, i spojrzał na ciuchy raz jeszcze. Nie było tak źle. Ubranie na prawdę nawet mu się podobało. Nadal siedział zakutany w ręcznik i gładził delikatny materiał. Dziewczyna kazała mu czekać wiec czekał. Nie miał pojęcia co ona planuje.
Nadia uśmiechnęła się i tylko podeszła do tacy. Ten wczorajszy ptak, po bliższym przyjrzeniu  okazał się aniołem, ale dojrzeć to dało się dopiero w dzień.  Ścisnęła w dłoni drobny przedmiot i podeszła do chłopaka.
- Wolisz, żebym to ja cię przebrała? – Zapytała, uśmiechając się złośliwie – szef by mnie chyba zamordował.
Rozsunęła dłoń i z między palców wypadł jej drobny, przedmiot, zawisając na srebrnym łańcuszku. Był to delikatny, kunsztownie wykonany anioł. Z daleka trochę przypominał ptaka, bo zrywał się do lotu. Właśnie ten naszyjnik kazał im dzień wcześniej przekazać wampir. Tworzyła go miniaturowa onyksowa rzeźba opleciona srebrnymi nićmi. Sama w sobie była miniaturowym dziełem sztuki, ale to nie wygląd był jej zaletą.
- Tak chcę żebyś to ty mnie ubrała – sarknął.
Cały czas wpatrywał się w wiszącego na łańcuszku anioła. Był piękny. Idealny. Patrzył na wisiorek jak zahipnotyzowany.
Nadia uśmiechnęła się i nachyliła nad chłopakiem. Rozłożyła naszyjnik i zapięła go, łaskocząc blondyna w kark.
- Wiesz, że tobie serio on nawet pasuje? – skomentowała z uśmiechem.
- Tyle tylko, ze mógłbyś się już ubrać, a nie paradować w tym kokonie z ręczników. On tu może w każdej chwili wejść.
- Chcesz wiedzieć, do czego to służy? Wisiorek? – Zapytała, siadając obok niego – pozwala utworzyć telepatyczną więź. To znaczy, ze będziesz mógł ze nim rozmawiać, nie otwierając ust. On uważa, ze jest to dość przydatne – potem zaśmiała się i podrapała chłopaka za uchem.
- Ej przestań! To łaskocze! I wcale nie mam zamiaru z nim rozmawiać ! – Mruknął, odsuwając jej rękę – już się ubieram, wiec mnie nie męcz! Twój szef mi wystarczy! Nie chcę całego dnia przeleżeć w łóżku.
Usiadł i zaczął wpatrywać się hardo w dziewczynę. Ta odpowiedziała mu perlistym śmiechem. Kadaj nawet nie zauważył, kiedy się rozluźnił i zaczął zachowywać się swobodniej. Nawet na dotyk nie reagował tak strasznie. A ją bardzo to cieszyło. Oznaczało, że nie załamie się tak szybko.
- Dobrze, dobrze – mruknęła. Wstała podeszła do szafki nocnej i wyciągnął z niej parę jasnych bokserek. Uśmiechnęła się do niego szelmowsko i rzuciła nimi w niego.
- Potwora! – Mruknął chłopak, ściągając sobie spodenki z nosa.
Dziewczyna odwróciła się taktownie, a on, cały czas patrząc na nią podejrzliwie wciągną je szybko.
- Tak lepiej – mruknął.
Złapał za resztę ubrań wciągając je szybko. Spojrzał do lustra i mruknął niezadowolony.
- Wyglądam jak baba… – westchnął i spojrzał na Nadię – albo gorzej. W odwecie dziewczyna tylko pacnęła go lekko w głowę.
- Niewdzięczny bachor – mruknęła. Mimo to uśmiechała się lekko.
Tę sielankową wręcz atmosferę przerwało skrzypnięcia drzwi. Obie głowy, jasna i ciemna odwróciły się momentalnie. Kadaj spojrzał na wchodzącego mężczyznę z lękiem. Wampir jak zwykle wyglądał niesamowicie. Czarne spodnie, koszula, związane włosy… Chodząca, elegancka śmierć. Przełknął ślinę. Nie wiedział, czego wampir będzie chciał tym razem. Drżąc lekko schował się za plecami Nadii.


0o0o0
Obudził go delikatny trzask tacy stawianej na stole. Uniósł się i spojrzał w kierunku skąd dochodził. Odetchnął głębiej, budząc się całkowicie i usiadł. Oparł się wygodniej i nie chcąc straszyć służącego nagłym zmartwychwstaniem odezwał się cicho.
- Jak on się czuje?
Młody służący, gdy tylko go usłyszał zmieszał się i odsunął nieznacznie. Widać, plotki szybko rozchodzą się nawet w jego rezydencji. Wampir pokręcił tylko głową.
- Chyba już zauważyłeś, że cię nie zjadłem, nie uciekaj. Jesteś tu nowy? – Mruknął, ale tak jakoś dziwnie. Musieli mu tu przed nowym niezłą dać reklamę, chociaż… Przypomniał sobie, co dzień wcześniej zrobił z tamtym chłopakiem. Biedny dzieciak.
- To jak się czuje?
- Ja… nie wiem, proszę pana. Nadia jest u niego. Ale…
Wampir wiedział, co to znaczy. Skoro dziewczyny oddelegowały mu do pomocy Nadie musiało być źle.
- Chyba nie będę go dzisiaj do niczego zmuszał, ale odrobina dotyku jeszcze nikomu nie zaszkodziła – westchnął sam do siebie i zaczął się zastanawiać, ile może. Sięgnął po tacę i wziął z niej filiżankę z kawą. Napił się i westchnął z ulgą. Nigdy nie wyzbył się sympatii do tego czarnego płynu.
- I raczej zostanę dzisiaj z nim. – Zastanawiał się na głos – chyba jestem mu to winny… Powiedz, jak myślisz, na jego miejscu, to gdzie chciałbyś pojechać?
- Ja… ja nie wiem panie. Właściwie to… po czymś takim… chyba nie chciałbym nigdzie jechać. Może chciałbym wyjść do ogrodu albo coś. Spędzić trochę czasu na powietrzu. Ja naprawdę nie wiem.
Spuścił głowę i cofnął się jeszcze trochę. Wampir westchnął. To mu się trafiło. Znowu nastraszyli dzieciaka tak, ze będzie się bal nawet na niego patrzeć. Może to i dobrze. Będzie bezpieczniejszy.
- Wezmę go do ogrodu – zadecydował w końcu.
Wstał i odstawił filiżankę. Odprawił służącego i powoli przeszedł do swojej sypialni. Wziął szybki prysznic, żeby się otrzeźwić. Potem zmienił ubrania. Wybrał swoją ulubioną czerń. Wychodząc napił się jeszcze łyk zimnej kawy. W ustach miał teraz gorzkawy posmak, ale się tym nie przejmował.
Wyszedł na korytarz i skierował się do pokoju blondyna. Nie pukał. Otworzył drzwi i wszedł jak do siebie. W końcu był u siebie, a chłopak był tylko jego niewolnikiem. Wszedł i aż drgnął. Chłopak wyglądał niesamowicie, jak anioł. I spoglądał na niego z takim nieokreślonym lękiem. Az miał ochotę podejść i pocałować go namiętnie. Może nawet coś więcej, ale teraz nie mógł.
- Nadia, jesteś wolna.
Powiedział spokojnie. Dziewczyna rzuciła Kadajowi uspokajające spojrzenie i posłusznie wyszła. Wampir uśmiechnął się lekko. Potem podszedł do łóżka. Pogłaskał Kadaja po policzku.
- Jak się ma moja śliczna zabaweczka?
Zapytał słodkimgłosem, w tej słodyczy ukrywała się jednak trucizna. Blondyn zadrżał. A wampir uśmiechnął się trochę kpiąco. Potem nachylił się nad chłopakiem i bez pozwolenia pocałował go mocno. Dlaczego niby miał pytać? Dzieciak należał do niego. I nie miał szans na ucieczkę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz