Wampir nadal
był wściekły. Wszedł do swojego biura trzaskając drzwiami. Podszedł do
biurka, spojrzał na czekające tam papiery i jednym ruchem ręki zwalił je
na podłogę. Nie pomogło to, że wyładował się na dzieciaku. Wciąż
rozsadzała go złość. Nikt go jeszcze tak nie zdenerwował. Najpierw
zaserwował dzieciakowi noc, za jaką wszyscy inni sprzedani na aukcji
zgodzili by się skrócić swoje życie o dziesięć lat, potem pozwolił, w
granicach rozsądku, poruszać się po zamku bez większych ograniczeń, a
ten, co? Pierwsze, co zrobił, to poszedł do jego prywatnej biblioteki,
grzebać w papierach.
Wściekły
przesiedział tak kilka godzin. W końcu nie wytrzymał. Wyszedł z biura,
trzaskając drzwiami i cicho zbliżył się do komnat chłopaka.
Bezszelestnie wszedł do jego pokoju i stanął nad leżącym na łóżku
dzieciakiem.
Ten
nawet nie zareagował. Nie zauważył wampira. Naciągnął na siebie
bardziej kołdrę. Nie był świadomy, że ktoś jest w pokoju. Nadal płakał i
drżał. Przewrócił się lekko na bok i prawie krzyknął z bólu.
Dopiero
widząc dokładnie, co zrobił chłopcu opadł z Shiny gniew. Mimo mroku
panującego w pokoju doskonale mógł podziwiać swoje dzieło. Poczuł coś,
na kształt słabego ukłucia w sercu. Powoli, bezszelestnie wśliznął się
na pościel i nachylił nad chłopakiem. Ten nie zobaczył go od razu.
Przejechał dłonią po jego policzku, delikatnie, uspokajająco.
- Powiedz prawdę – zażądał – czego tam szukałeś?
Kadaj
zadrżał czując dotyk wampira. Myślał, że znowu chce mu coś zrobić. Bo
co miał pomyśleć. Kiedy ktoś wyrwie ci kawałek serca, a potem nagle
pojawia się ponownie. Zazwyczaj chce wyrwać kolejny.
-
Niczego – szepnął wystraszony – nudziłem się – wyjaśniał dalej – i
tylko przypadkiem zajrzałem do tych papierów. Na prawdę nic stamtąd nie
chciałem.
Teraz rozpłakał się juz na dobre chowając twarz w dłoniach.
- Cicho – wyszeptał do niego uspokajająco.
Kiedy
chłopak mówił, wampir sondował jego myśli. Dzieciak naprawdę wlazł tam
przez przypadek. Nachylił się nad nim, delikatnie i ostrożnie całując go
w policzek. W odpowiedzi chłopak zadrżał i zesztywniał. Nie był w
stanie wykonać jakiegokolwiek ruchu. Dotyk wampira palił, a ten
pocałunek… Był jak dotknięcie rozpalonym pogrzebaczem. Chłopak objął się
ramionami w wyrażającym bezradność geście i skulił się jeszcze
bardziej. Shina zignorował to jednak. Po chwili położył się za chłopcem,
odejmując go w pasie i przytulając delikatnie. Uważał jednocześnie, by
nie urazić go zbytnio. Chłopak wpadł w panikę. Zaczął płakać na nowo,
krztusić się łzami.
- Puść! – Jęknął cichutko. Wampir znowu go zignorował. Tak samo, jak próbujące go odepchnąć wątłe ramię. Zamiast tego zapytał:
- Bardzo boli? – Szepcząc. Mimo wszystko nie chciał go spłoszyć.
-
Nie bój się. Na własną krew przysięgam, że cię już dzisiaj nie dotknę.
Pogłaskał go delikatnie po boku, czekając na jego reakcję.
- Boli… – Kadaj jęknął rozdzierająco i zacisnął dłonie na poduszce – błagam, puść, twój dotyk… boli!
Znów zadrżał pod wpływem muśnięcia jego dłoni.
-
Ja nie chcę! – Starał się odsunąć, ale nie mógł. Załkał jeszcze
rozpaczliwiej. Usta mu drżały. Nie wierzył wampirowi choćby nie wiadomo
na co przysięgał. Po prostu zbyt się bał.
Wampir
wszedł w umysł chłopaka, zablokował ból i obrócił go w swoją stronę.
Nie mógł hamować go zbyt długo, wiec po chwili musiał się wycofać.
Usłyszał syk wciąganego powietrza i dygot małego.
-
Spokojnie – szepnął, obejmując go łagodnie i zaczął gładzić po plecach.
Wiedział, co powinien powiedzieć, ale nie bardzo mogło mu to przejść
przez gardło. Wiedział również, ze nie wolno mu wręcz go dotykać. Nie w
takim momencie, ale nie potrafił się od tego powstrzymać.
-
Wybacz – wyszeptał dziwnie cicho, obejmując go i całując pieszczotliwie
w ucho. Chłopak omal nie zawył, czując jego usta w takim miejscu.
- Nie! – Blondyn wrzasnął, ale to również nie dało żadnych rezultatów.
-
Przepraszam – wampir wyszeptał jeszcze po chwili, jakby z wahaniem, z
cała czułością, na jaką było go stać. Mimo to jego głos był ostry,
nienawykły do miłych rzeczy. Niezamierzenie chłodny. Pocałował spotniałe
z bólu i zmęczenia czoło chłopaka. Ten tylko zaczął mocniej płakać.
Nadal się bał. Dotyk wampira to parzył, to zmrazał jego skórę, powodując
gęsia skórkę. Przypominał najgorsze wydarzenie jego życia.
Wampir delikatnie
głaskał go po plecach. Nie chciał ponownie skrzywdzić tej, tak kruchej
teraz istoty. Ale nie potrafił zostawić go w spokoju. Jeszcze nie.
- Pozwolisz mi się uzdrowić? – Zapytał, patrząc mu w oczy.
Uzdrawianie znaczy jednak, ze musiałbym cię tam dotknąć. Dodał dla siebie w myślach, ale nie wypowiedział tego na głos. Uzdrowi chłopaka tak, czy inaczej, ale wolał zapytać.
- Zrozumiem, jeśli mi na to nie pozwolisz…
Zamilkł.
Był pewny, że chłopak nie będzie nawet chciał go widzieć. I że na pewno
nie pozwoli mu się uzdrowić. Pocałował go delikatnie w spotniałe włosy,
przytulając go do siebie jeszcze mocniej.
- Nie… – Kadaj jęknął cichutko – nie zbliżaj się, nie dotykaj… puść!
Przewrócił się na brzuch i zacisnął dłonie z całej siły na pościeli. Starał się odsunąć, uciec. Nie mógł. W miejscu przetrzymywała go silna ręka mężczyzny. Oddychał chrapliwie wciskając twarz w poduszkę.
Przewrócił się na brzuch i zacisnął dłonie z całej siły na pościeli. Starał się odsunąć, uciec. Nie mógł. W miejscu przetrzymywała go silna ręka mężczyzny. Oddychał chrapliwie wciskając twarz w poduszkę.
- Błagam… nie rób mi krzywdy… – był tak spanikowany, ze nie bardzo wiedział, co mówi.
Shina
spojrzał na niego z troską. Pocałował go w trzęsącą się łopatkę i
delikatnie przejechał ręką po jego plecach. Na ile to możliwe, starał
się go uspokoić.
-
Ciii, ja to musze zrobić – szepnął – inaczej będzie boleć jeszcze
bardziej – pocałował go w kark, co wywołało kolejną falę dreszczy i
drgnięć, po czym przeciął własny nadgarstek. Wiedział, ze przy tylu
ranach potrzeba będzie dużo krwi. Pokrył nią cała dłoń i powoli, bardzo
delikatnie wsunął palec w wejście chłopaka. Cisze, do tej pory
przerywana tylko cichym łkaniem przeciął makabryczny wrzask. Chłopak
wygiął się w tył i ostatkami sił starał się uciec przed agresorem. Nic
już nie wiedział, poza czerwona mgiełka przerażenia.
-
Nie! Błagam nie! Wszystko, tylko nie to! Nie rób mi tego! Nie! –
Wrzeszczał i wił się. Dławił się łzami, ale nie przestawał krzyczeć –
wyjmij go! Wyjmij! Rozerwiesz mnie! Nie! To boli! Błagam, puść! Wszystko
ci wybaczę, tylko puść! Puść! – Był bliski omdlenia ze strachu. U jego
oczach koloru lapis lazuri zbierały się coraz to nowe fale łez –
przysięgam, już nic twojego nie dotknę! Tylko puść!
Wampir wiedział, jaki piekielny ból musiał sprawiać chłopakowi, ale nie mógł przestać.
- Wytrzymaj – szepnął – proszę – pocałował go delikatnie w zmarszczone z bólu czoło.
Kadaj
chciał krzyczeć. Zamiast tego zacisnął zęby na poduszce. Mimo to, nadal
słychać było jego płacz. Trzęsły mu się zaciśnięte na pościeli ręce.
- Zabierz go! Wyjdź! To boli! Błagam, puść! – jęczał. Zaciskał powieki z których cały czas ciekły łzy.
Kiedy
wampir był już pewny, że wszystkie rany się zabliźniły, delikatnie
wysunął palec z wnętrza chłopaka i przekręciwszy go na plecy, znowu
przytulił. Blondyn nie miał już siły się bronić. Tylko dyszał, jak po
ciężkim biegu i patrzył na mężczyznę załzawionymi, przerażonymi oczami.
Shina
patrzył na zapłakaną twarz chłopca i powoli uświadamiał sobie, co tak
naprawdę uczynił. Scałował jego łzy. I delikatnie gładził jego, ukryte
tylko za poszarpaną szatą ciało. Opatulił go szczelnie kołdrą i odsunął
się delikatnie.
- Jak się teraz czujesz? – Zapytał, całując go w zapłakany policzek i czekał.
Chłopak ciągle płakał. Nie odpowiedział mu.
- Nie dotykaj mnie – wyszeptał tylko cicho, rozdzierającym duszę, drżącym głosem – błagam, tylko mnie nie dotykaj.
Nim
zdążył dodać coś jeszcze, zasnął. Był zbyt wyczerpany. Mimowolnie
zatrząsł się i skulił w pozycji embrionalnej. Wtulił się w koc, mocząc
go łzami i odpłynął..
Długowłosy westchnął. Wiedział, że strach chłopca to tylko i wyłącznie jego wina. I ze zasłużył na to Nie dotykaj!
Ale mimo to było mu żal. Żal, że skrzywdził tę tak delikatna istotę
zupełnie bez powodu. A chłopak mógł być bardzo dobrą zabaweczką.
Niestety, w tej sytuacji wampir nie mógł go dotknąć. Jeszcze nie teraz.
Nie tak od razu.
-
Na własną krew przysięgam, nie skrzywdzę cię tak więcej – wyszeptał,
patrząc na chłopca. Mimo wszystko, to była szczera przysięga. Pogładził
go po głowie i westchnął.
-
Uwolniłbym cię, gdybyś nie był taki idealny – wymruczał i wstał.
Wiedział, co by było, gdyby chłopiec zobaczył go tu rano. Prawdopodobnie
znowu zaczął by płakać. Shina podszedł do drzwi i uchylił je lekko.
Oparł się o framugę i jeszcze przez chwilę patrzył na delikatne, drżące
wciąż ramionka. I na odbijający się na jego jasnej skórze blask świec.
Potem wyszedł. Zszedł do kuchni, po drodze zaglądając jeszcze po pewną
rzecz do swojego gabinetu. Wszedł po schodach i zniknął w pomieszczeniu, gdzie przygotowywano posiłki. Wciąż było tam kilka służących. Skłoniły się nisko, kiedy tylko go zobaczyły.
-
Niech trzy z was idą na górę, do pokoju chłopaka – oczywiście, one
wiedziały, o kogo chodzi – macie tu środek nasenny – podał im
kryształową, blado błękitną buteleczkę – umyjcie go i przebierzcie,
tylko delikatnie, trochę mnie poniosło – niektóre z nich przybladły –
ale nic mu nie jest. Macie tylko być ostrożne. Zmieńcie jeszcze pościel.
I rano, do śniadania dodajcie mu środki przeciwbólowe.
Wstał
i już miał wyjść, kiedy cos sobie przypomniał. Podszedł do najstarszej
stażem kobiety i podał jej coś. Zdjęty z szyi, bardzo kunsztowny i
delikatny wisiorek. Przedstawiał jakiegoś ptaka, zrywającego się do
lotu. Był tak dokładny, ze zdawało się, ze jego piórka poruszają się na
wyimaginowanym wietrze.
- To połóż koło śniadania – nakazał – gdyby cię zobaczył, powiedz, ze przepraszam.
Odwrócił
się i wyszedł, zostawiając osłupiałe służące same. Nie poszedł do
siebie. Tej nocy nie zasnął. Wyszedł do znajdującego się obok jego
sypialni salonu i wyszedł na taras. Głęboko odetchnął nocnym powietrzem.
Potem zacisnął ręce w pieści i spojrzał w niebo. Na wschodzi pojawiła
się już blada łuna jutrzenki. A on stał tak, nie ruszając się. Kiedy w
końcu otrząsnął się z tego odrętwienia, słońce znajdowało się już
całkowicie nad linia horyzontu. Wampir westchnął i wszedł do środka.
Usiadł na kanapie. Sam nie wiedział, kiedy oparł się o nią mocniej,
spuścił głowę i zasnął kamiennym snem.
Mimo
panującego w pomieszczeniu mroku, dziewczyna wyraźnie widziała śnice
pod zaczerwienionymi oczami chłopaka i siniaki barwiące jego biodra i
ramiona. Które tak szybko zniknęły pod powierzchnią wody. Chłopak chyba
wstydził się własnego bólu.
Sama
także weszła do wody, przysuwając się do chłopaka i łaszcząc go lekko,
uspokajająco po głowie. Miała na sobie kostium kąpielowy, poza tym, była
pewna, że na pewne sprawy chłopak podświadomie nie zwróciłby teraz
uwagi.
Kadaj
westchnął i o dziwo przybliżył się do dziewczyny. Nie miał juz nic do
stracenia, a ona nie wydawała mu się taka znowu groźna. Nie wyglądało na
to, żeby zamierzała go skrzywdzić. Oparł głowę na jej ramieniu i nie
mogąc już dłużej powstrzymywać łez, zaczął jej się żalić.
-
Nigdzie nie miałem zamiaru uciekać. I tak nie mam gdzie! – Odgarnął
włosy z twarzy, jednocześnie zasłaniając dłońmi zapłakane policzki.
- Dlaczego on mnie nie słuchał! Zrobił to, nie pozwalając mi się nawet wytłumaczyć!? Dlaczego on to zrobił!
Nie
skomentowała. Nie miała czego. Znała swojego pracodawcę. I wiedziała,
że wampir potrafi być cholernie porywczy, kiedy chce, lub kiedy straci
nad sobą panowanie. Delikatnie pociągnęła go do siebie, sadzając go obok
siebie i zaczęła delikatnie muskać myjką skórę na jego plecach.
-
Teraz powinieneś z nim uważać – ostrzegła chłopaka, myjąc go
delikatnie. Nie chciała urazić zadrapań. – Dla niego i tak będziesz
idealny. Słyszałam jak mówił, że skrzywdzone zabaweczki są dla niego
jeszcze bardziej kuszące. Zwłaszcza, kiedy nie można ich dotknąć.
Pokręciła
głowa z troską i czule przejechała szmatką po karku chłopaka. Starała
się go jakoś uspokoić. Wylała na dłoń trochę olejku pomarańczowego i
zaczęła delikatnie sunąć nią po całych plecach blondyna.
- Nie dotykaj mnie w ten sposób. I nie smaruj niczym…. Proszę.
Wyszeptał
wystraszony i odsunął się od niej kawałeczek. Przechodziły go ciarki
kiedy ktoś zaczynał go intensywniej dotykać. Bał się, ze zaraz znowu
może stać się coś tak bolesnego jak ostatnio. Mimo, że Nadia była
dziewczyną i była od niego o wiele słabsza, to bał się dotyku. Każdego
mocniejszego. Nadia przysunęła się do chłopaka i przytuliła go tak
delikatnie i tak czule, jak tylko potrafiła.
Obróciła
go przodem do siebie i patrząc uważnie w oczy spłukała z niego olejek.
Sięgnęła ręką trochę dalej, biorąc do rąk kolejny olejek.
-
Proszę, jeśli tak wolisz, umyj się sam – podała mu flakonik – nie bój
się, to nie daje żadnych skutków ubocznych. Ja to nie mój szef.
Pokręciła lekko głowa widząc zdezorientowana minę blondyna. Zastanawiała się czy chłopak będzie bardzo długo przeżywał to, co zaszło.
Z bólem patrzyła na niego. Było jej go naprawdę żal. Widziała, ze
zranienia są praktycznie wszędzie. Kiedy chłopak przypadkiem musnął
sutek i skrzywił się niespodziewanie, zorientowała się, ze jest
poraniony nawet tam, w bardzo wrażliwych strefach. Z dziwnym uczuciem
dokładniej przyjrzała się posiniaczonemu chłopakowi.
- Jednak ludzie mają rację, wampiry to potwory – wyszeptała twardo. Z jakimś smutkiem, czy wyrzutem w głosie.
Kadaj
westchnął, ale nie skomentował. No cóż, to był fakt. Na niestety dla
niego. Zastanawiało go tylko, że momentami ten mężczyzna potrafił być
taki brutalny, a czasem niesamowicie łagodny.
Nie
zwracał uwagi na wpatrującą się w niego dziewczynę, nadal myjąc się
delikatnie. Nie krępowała go jej obecność. Sam nie wiedział, dlaczego.
Nawet przynosiła ulgę. Skrzywił się kiedy dotknął posiniaczonego
miejsca. Lecz taki ból był niczym w porównaniu z tym co przeżywał
wczoraj.
Dziewczyna podeszła z nim do brzegu i pomogła mu wyjść. Usadziła go na niskim stołku i sięgnęła po jakiś specyfik z półki.
- Zamknij oczy, bo może szczypać – ostrzegła, wylewając trochę płynu na rękę.
Po chwili roztarła go na dłoniach i zaczęła delikatnie dezynfekować wszystkie zranienia. Miała rację. Szczypało. Kadaj otworzył jedno oko spoglądając na dziewczynę.
- Zamknij oczy, bo może szczypać – ostrzegła, wylewając trochę płynu na rękę.
Po chwili roztarła go na dłoniach i zaczęła delikatnie dezynfekować wszystkie zranienia. Miała rację. Szczypało. Kadaj otworzył jedno oko spoglądając na dziewczynę.
- Wygląda, jakbyś miała wprawę – westchnął – on zawsze jest taki?
-
Niestety tak – odpowiedziała z westchnieniem. Nachyliła się i zaczęła
dezynfekować zranienie nad łukiem brwiowym – mówiłam, żebyś trzymał oczy
zamknięte – upomniała go nieco mrukliwie.
Podtrzymała go i pomogła mu się oprzeć o szafkę gdy wstawał.
- Jak się czujesz? Było tak źle?
- I to jeszcze jak – mruknął, ale uśmiechnął się blado.
Również się uśmiechnęła, ale potem zaraz spoważniała.
-
Zdajesz sobie sprawę z tego, ze on dzisiaj przyjdzie do ciebie ? I
zostanie prawdopodobnie cały dzień z tobą? Niestety… wiec proszę, nie
prowokuj go dzisiaj. Przedostatni chłopak… Misha, stawiał się. Szef raz o
mało nie zagwałcił go na śmierć. Ale potem było już dobrze. Szef
żałował i kupił sobie nowego chłopca, żeby go odciążyć. Potem nawet
puścił ich wolno. To było przed tobą. Wiec nie drażnij go. To się może
źle skończyć.
Spojrzała
na niego poważnie. Potem chwyciła ręcznik i nasunęła go chłopcu na
ramiona. Zaprowadziła go do pokoju, sadzając na łóżku i osuszając
dokładnie.
Zdziwiony i zaciekawiony wpatrywał się w nią wielkimi oczami.
- Zamierzasz mi matkować? – Zyskał tylko zirytowane spojrzenie i prychnięcie godne rozjuszonej kotki.
- Dostane jakieś ubranie ? – Zapytał, chcąc zmienić temat – Jest trochę chłodno.
- Tak, tak, momencik – wyszeptała, posyłając chłopcu smutny uśmiech. Podniosła się z łóżka i weszła do garderoby.
- I wybacz, ale to on wybierał dla ciebie ubrania. Niestety, szef to szef.
Kadaj
westchnął. Przekręcił się na brzuch podpierając brodę rękoma i patrzył
na dziewczynę dziwnie. Był pewien, ze ją polubi. Oczywiście, jeśli
wcześniej wampir przypadkiem go nie zabije.
Dziewczyna
wysunęła się z pomieszczenia już po chwil. W prawej ręce trzymała białe
spodnie z delikatnego materiału, z okręconą dookoła bioder siateczką z
drobniutkich srebrnych łańcuszków, a w lewej bladobłękitną bluzkę z
odcinanymi rękawami i rozcięciami na bokach.
- Myślę, że nie jest tak źle… to chyba najbardziej… zabudowane ubranie na jakie chciał się zgodzić – oświadczyła z dezaprobatą i podeszła do chłopaka.
Z
bliska można było dostrzec, że na niebieskiej bluzce narysowany jest
cieniutki srebrny wzorek, tworzący na jej tyle coś na kształt pary
skrzydeł, a na łańcuszkach przy spodniach wisiały malutkie metalowe
piórka. Nadia położyła to na łóżku obok chłopaka i zrobiła minę, jakby
sobie o czymś przypomniała.
- Bieliznę masz w szafce nocnej – oświadczyła – zaczekaj tu chwilę. Chyba mam… – urwała – zaczekaj.
Westchnął,
i spojrzał na ciuchy raz jeszcze. Nie było tak źle. Ubranie na prawdę
nawet mu się podobało. Nadal siedział zakutany w ręcznik i gładził
delikatny materiał. Dziewczyna kazała mu czekać wiec czekał. Nie miał
pojęcia co ona planuje.
Nadia uśmiechnęła się i tylko podeszła do tacy. Ten wczorajszy ptak, po bliższym przyjrzeniu okazał się aniołem, ale dojrzeć to dało się dopiero w dzień. Ścisnęła w dłoni drobny przedmiot i podeszła do chłopaka.
- Wolisz, żebym to ja cię przebrała? – Zapytała, uśmiechając się złośliwie – szef by mnie chyba zamordował.
Rozsunęła
dłoń i z między palców wypadł jej drobny, przedmiot, zawisając na
srebrnym łańcuszku. Był to delikatny, kunsztownie wykonany anioł. Z
daleka trochę przypominał ptaka, bo zrywał się do lotu. Właśnie ten
naszyjnik kazał im dzień wcześniej przekazać wampir. Tworzyła go
miniaturowa onyksowa rzeźba opleciona srebrnymi nićmi. Sama w sobie była
miniaturowym dziełem sztuki, ale to nie wygląd był jej zaletą.
- Tak chcę żebyś to ty mnie ubrała – sarknął.
Cały czas wpatrywał się w wiszącego na łańcuszku anioła. Był piękny. Idealny. Patrzył na wisiorek jak zahipnotyzowany.
Nadia uśmiechnęła się i nachyliła nad chłopakiem. Rozłożyła naszyjnik i zapięła go, łaskocząc blondyna w kark.
- Wiesz, że tobie serio on nawet pasuje? – skomentowała z uśmiechem.
- Tyle tylko, ze mógłbyś się już ubrać, a nie paradować w tym kokonie z ręczników. On tu może w każdej chwili wejść.
-
Chcesz wiedzieć, do czego to służy? Wisiorek? – Zapytała, siadając obok
niego – pozwala utworzyć telepatyczną więź. To znaczy, ze będziesz mógł
ze nim rozmawiać, nie otwierając ust. On uważa, ze jest to dość
przydatne – potem zaśmiała się i podrapała chłopaka za uchem.
-
Ej przestań! To łaskocze! I wcale nie mam zamiaru z nim rozmawiać ! –
Mruknął, odsuwając jej rękę – już się ubieram, wiec mnie nie męcz! Twój
szef mi wystarczy! Nie chcę całego dnia przeleżeć w łóżku.
Usiadł
i zaczął wpatrywać się hardo w dziewczynę. Ta odpowiedziała mu
perlistym śmiechem. Kadaj nawet nie zauważył, kiedy się rozluźnił i
zaczął zachowywać się swobodniej. Nawet na dotyk nie reagował tak
strasznie. A ją bardzo to cieszyło. Oznaczało, że nie załamie się tak
szybko.
-
Dobrze, dobrze – mruknęła. Wstała podeszła do szafki nocnej i wyciągnął
z niej parę jasnych bokserek. Uśmiechnęła się do niego szelmowsko i
rzuciła nimi w niego.
- Potwora! – Mruknął chłopak, ściągając sobie spodenki z nosa.
Dziewczyna odwróciła się taktownie, a on, cały czas patrząc na nią podejrzliwie wciągną je szybko.
- Tak lepiej – mruknął.
Złapał za resztę ubrań wciągając je szybko. Spojrzał do lustra i mruknął niezadowolony.
- Wyglądam jak baba… – westchnął i spojrzał na Nadię – albo gorzej. W odwecie dziewczyna tylko pacnęła go lekko w głowę.
- Niewdzięczny bachor – mruknęła. Mimo to uśmiechała się lekko.
Tę
sielankową wręcz atmosferę przerwało skrzypnięcia drzwi. Obie głowy,
jasna i ciemna odwróciły się momentalnie. Kadaj spojrzał na wchodzącego
mężczyznę z lękiem. Wampir jak zwykle wyglądał niesamowicie. Czarne
spodnie, koszula, związane włosy… Chodząca, elegancka śmierć. Przełknął
ślinę. Nie wiedział, czego wampir będzie chciał tym razem. Drżąc lekko
schował się za plecami Nadii.
0o0o0
Obudził
go delikatny trzask tacy stawianej na stole. Uniósł się i spojrzał w
kierunku skąd dochodził. Odetchnął głębiej, budząc się całkowicie i
usiadł. Oparł się wygodniej i nie chcąc straszyć służącego nagłym
zmartwychwstaniem odezwał się cicho.
- Jak on się czuje?
Młody
służący, gdy tylko go usłyszał zmieszał się i odsunął nieznacznie.
Widać, plotki szybko rozchodzą się nawet w jego rezydencji. Wampir
pokręcił tylko głową.
-
Chyba już zauważyłeś, że cię nie zjadłem, nie uciekaj. Jesteś tu nowy? –
Mruknął, ale tak jakoś dziwnie. Musieli mu tu przed nowym niezłą dać
reklamę, chociaż… Przypomniał sobie, co dzień wcześniej zrobił z tamtym
chłopakiem. Biedny dzieciak.
- To jak się czuje?
- Ja… nie wiem, proszę pana. Nadia jest u niego. Ale…
Wampir wiedział, co to znaczy. Skoro dziewczyny oddelegowały mu do pomocy Nadie musiało być źle.
- Chyba nie będę go
dzisiaj do niczego zmuszał, ale odrobina dotyku jeszcze nikomu nie
zaszkodziła – westchnął sam do siebie i zaczął się zastanawiać, ile
może. Sięgnął po tacę i wziął z niej filiżankę z kawą. Napił się i
westchnął z ulgą. Nigdy nie wyzbył się sympatii do tego czarnego płynu.
-
I raczej zostanę dzisiaj z nim. – Zastanawiał się na głos – chyba
jestem mu to winny… Powiedz, jak myślisz, na jego miejscu, to gdzie
chciałbyś pojechać?
-
Ja… ja nie wiem panie. Właściwie to… po czymś takim… chyba nie
chciałbym nigdzie jechać. Może chciałbym wyjść do ogrodu albo coś.
Spędzić trochę czasu na powietrzu. Ja naprawdę nie wiem.
Spuścił
głowę i cofnął się jeszcze trochę. Wampir westchnął. To mu się trafiło.
Znowu nastraszyli dzieciaka tak, ze będzie się bal nawet na niego
patrzeć. Może to i dobrze. Będzie bezpieczniejszy.
- Wezmę go do ogrodu – zadecydował w końcu.
Wstał
i odstawił filiżankę. Odprawił służącego i powoli przeszedł do swojej
sypialni. Wziął szybki prysznic, żeby się otrzeźwić. Potem zmienił
ubrania. Wybrał swoją ulubioną czerń. Wychodząc napił się jeszcze łyk
zimnej kawy. W ustach miał teraz gorzkawy posmak, ale się tym nie
przejmował.
Wyszedł
na korytarz i skierował się do pokoju blondyna. Nie pukał. Otworzył
drzwi i wszedł jak do siebie. W końcu był u siebie, a chłopak był tylko
jego niewolnikiem. Wszedł i aż drgnął. Chłopak wyglądał niesamowicie,
jak anioł. I spoglądał na niego z takim nieokreślonym lękiem. Az miał
ochotę podejść i pocałować go namiętnie. Może nawet coś więcej, ale
teraz nie mógł.
- Nadia, jesteś wolna.
Powiedział
spokojnie. Dziewczyna rzuciła Kadajowi uspokajające spojrzenie i
posłusznie wyszła. Wampir uśmiechnął się lekko. Potem podszedł do łóżka.
Pogłaskał Kadaja po policzku.
- Jak się ma moja śliczna zabaweczka?
Zapytał
słodkimgłosem, w tej słodyczy ukrywała się jednak trucizna. Blondyn
zadrżał. A wampir uśmiechnął się trochę kpiąco. Potem nachylił się nad
chłopakiem i bez pozwolenia pocałował go mocno. Dlaczego niby miał
pytać? Dzieciak należał do niego. I nie miał szans na ucieczkę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz