Obudziłem się w miejscu, które przypominało po
trosze loch isalę tortur. Śmierdziało wilgocią i czymś zdechłym.
Pomieszczenie rozświetlałasłaba, goła żarówka umieszczona tuż nade mną.
Byłem nagi, było mi zimno, mojenogi i ręce przymocowane były do dębowego
stołu, na którym leżałem. Bałem się,krzyczałem w myślach by ktoś mi
pomógł ale zjawili się tylko oni… moioprawcy.
- Jak się czujeszaniołku? –
Ludwik spytał z sarkazmem, po czym znalazł sobie miejsce na udzie
iwgryzł się ssąc. Wrzasnąłem z bólu, jednak moja reakcja wywołała u nich
tylkowiększą wesołość.
Krzyczałem ale nikt,kto
mógłby mi pomóc nie słyszał. Błagałem, żeby przestali kąsać ale oni
tylkonadgryzali i zostawiali krwawiące rany. Płakałem. Kamil pocałował
mnie zbrutalnością, chciałem wyrwać głowę, nie chciałem czuć jego ust.
Skończyło siętylko tym, że mnie ugryzł mnie w wargę.
- Zabijcie mnie. -szepnąłem tak zbolały po ponad trzech godzinach tych okropnych tortur.
- Nie tak szybko. -uśmiech
Ludwika był przerażający – najpierw się porządnie pobawimy. Poczułemjego
pseudo czułe ruchy na swych najdelikatniejszych miejscach, a potem
kolejnepotwornie piekące ugryzienia.
Po kolejnej godzinieodpięli
moje ciało od stołu i wrzucili do bali z zimną wodą. Na chwilę pomogłomi
się to skupić, jednak szybko zacząłem trząść się z zimna. Gdy zmyli ze
mniecałą krew znów wylądowałem na stole. Ociekałem trzęsąc się, a oni
mniezostawili samego sobie. W tym momencie najbardziej na świecie
chciałem przestaćodczuwać ból, nie ważne jak. Było mi słabo, niedobrze i
marzyłem tylko o tymbym nie dożył kolejnej ich wizyty. Nie miałem
jednak takiego szczęścia.Zasypiałem i budziłem się, miałem chyba wysoką
gorączkę bo czułem potspływający mi po plecach i jednocześnie było mi
tak zimno, że nie czułem anirąk, ani nóg. Ktoś po cichu zszedł do
piwnicy, gdyby nie stukot obcasów naschodach pewnie nie wiedziałbym, że
ktoś się do mnie zbliża. Moim ciałemwstrząsnął strach i oczekiwanie na
najgorsze. Młoda dziewczyna o włosach kolorupłatków śniegu dotknęła
mojego czoła. W jej gestach było cos matczynego,delikatnego, jednak
słowa i ton należały do kogoś okropnie bezwzględnego.
- Kretyni – szepnęłagłaszcząc mój policzek, a jej zimna martwa dłoń, okazała się bardzo ciepła.
Rozwiązała mojewęzły, a ja
kuląc się starałem się od niej jak najbardziej odsunąć, jedna mójstan
pozwolił jedynie na minimalne odsuniecie, od tych wyzwalających dłoni.
- Nie bój się.–szepnęła, wyciagając rękę jakbby chciała mnie pogłaskać, lecz cofnęła ją gdyspojrzałem na nią z przerażeniem.
- Kim jesteś?!Przysłał cię Bachus?! -w moim umyślenagle pojawiła się dziwna nadzieja, może ta kobiet miała być odsieczą.
- Nie ale ci pomogę.–jej uśmiech był taki miły, jednak wiedziałem, że jest sztuczny, oczy byłyzimne i wyrachowane.
Bałem się ale comogłem
zrobić, wampirzyca podniosła mnie jakbym ważył tyle co
piórko.Przepłynęła przez pokoje zatrzymując się w schludnie urządzonej
sypialni.Ułożyła mnie pod pierzynami znikając w pomieszczeniu, które
okazało się byćłazienką. Po chwili wróciła unosząc mnie. Woda, do której
mnie włożyła byłaprzez chwilę przyjemnie ciepła potem jednak wydała się
chłodna. Dziewczynadotknęła mojego czoła, a palec drugiej ręki wsadziła
do wody po czym dopuściłaciepłej.
- Doznałbyś wstrząsugdybym
od razu włożyła cię do zbyt ciepłej wody – wyjaśniła, gdy zauważyła,
żebacznie obserwuję jej poczynania.
Zostawiła mnie nachwilę po
czym wróciła z parującym kubkiem i jakimiś tabletkami w drugiej
ręce.Wyciągnęła mnie z wody, wytarła po czym zaniosła z powrotem pod
ciepłapierzyny. Dała mi kubek ale przed tym wlała do szklanki wody z
kranu i kazałami połknąć tabletki. Kakao okazało się cudownie słodkie i
sycące. Zasnąłem niewiem kiedy nie podziękowawszy nawet swojej
wybawicielce.
Obudziła mnie kłótnia:
- …możecie siębawić ale on
ma być żywy! – znałem ten kobiecy głos – On jest mi potrzebny!–jednak
dzikie wrzaski niczym nie przypominały tego słodkiego tony,
jakiegoużywała wobec mnie.
- Zasługuje na śmierć- warknął Kamil
- Tak ale jeszcze nieteraz,
baw się, katuj, rób z nim cokolwiek, ale gówniarz ma żyć.
–przeraziłemsię i to właśnie sprawiło, że nerwowo drgnąłem.
- Obudził się -zwrócił na
mnie uwagę Ludwik. Jak ona mogła im pozwolić na to co mi robili inie
pozwalać im do tego zabić mnie. Byłem zbyt przerażony aby płakać.
Poczułemsię zdradzony, samotny, naprawdę pragnąłem by mnie zabili, ale
wiedziałem, żeoni się jej nie sprzeciwią.
- Skoro już leży napościeli –
Kamil uśmiechnął się do Ludwika – Chcesz pierwszy, bo jak ja z
nimskończę to pewnie się nie załapiesz. Nawet nie zauważyłem kiedy
wyszła, chybanie chciała brać w tym udziału, nie zamierzała także ich
powstrzymywać i nawetich do tego zachęcała.
- W sumie z chęcią,od kiedy go zobaczyłem miałem ochotę się w nim zanurzyć, ale mógł mieć go każdytylko nie ja.
Chciałem się podnieśći
uciekać, mimo że wiedziałem, że nie ma to większego sensu. Ludwik
przycisnąłmnie własnym ciałem i szczerząc do mnie kły zaczął szybko
odgarniać kołdrę. Wkońcu zdenerwowany złapał mnie za gardło, uniósł się i
całkowicie zerwał zemnie pierzynę. Leżałem bezruchu, nie walczyłem, nie
chciałem już dłużej,chciałem by dali mi spokój, albo żeby mnie zabili.
Rozsunął mi uda i wszedł wemnie niemal od razu mnie rozrywając.
Żałowałem, że nie obrócił mnie na brzuch,bo teraz byłem zmuszony patrzeć
na jego obrzydliwą twarz wykrzywioną chorąprzyjemnością. Wykonał może
ze trzy pchnięcia po czym jego mina zrobiłasię jakaś dziwna.
- Ubrudził mniesukinsyn! –
wrzasnął, a ja zobaczyłem jak Kamil zatacza się ze śmiechu. Nawetnie
zauważyłem jak Ludwik podniósł się ze mnie i zniknął w łazience.
- I co teraz? -spytał stając nagi w pokoju, Kamil nada cicho rechotał spoglądając to na mnieto na Ludwika.
- Jak to co?Wyczyścimy go! – Kamil ledwie wypowiedział te słowa między spazmami śmiechu.
Ludwik złapał mnie w stalowy uchwyt i zaniósł do
łazienki.Ostatkiem sił chciałem się bronić przed tą poniżającą sytuacją
ale mojaszarpanina sprawiła, że Ludwik tylko mocniej mnie przycisnął.
Przewiesił mnieprzez wannę. Płakałem bo tylko tyle mogłem. Szurałem
nogami po jej dnie alejego dłoń niczym najcięższy głaz przyciskała mnie
nie pozwalając mi uciec.
- Jak chcesz tozrobić? – spytał Ludwik rozglądając się po pomieszczeniu sam nie będąc pewienczego szuka.
Zobaczyłem jak Kamilłapie za
prysznic i odkręca od niego słuchawkę. Płakałem modląc się w duchużeby
to się skończyło. Poczułem jak ostra krawędź końcówki prysznica tnie
mojewejście, a potem do mojego wnętrza zaczęła lać się ciepła woda. To
było takieupokarzające, takie bolesne. Błagałem ich żeby przestali
ale moje błagania sprawiły tylko, że śmiali się corazgłośniej. W końcu w
ogóle przestała płynąć, czułem się pełny, słaby, chciałemjuż tylko
umrzeć. Kamil wyciągnął ze mnie prysznic i pociągnął do wanny.Upadłem na
jej dno dokładnie uderzając głową o kant. Jedyne co widziałem to nachylone nade mnątwarze moich oprawców.
- I co teraz? -spytał Ludwik, jakby kompletnie nie wiedział, co się teraz wydarzy.
- Poczekamy chwilę, apotem
pozwolimy działać organizmowi Gabrysia. Nie, Gabi? –w jego ustach
mojeimię zabrzmiało jak jakaś okropna obelga.
- Proszę! Błagamskończcie z tym! Proszę! – wiedziałem, że to nic nie da ale przecież niezostało mi nic innego.
Po dłuższej chwiliKamil wyciągnął mnie z wanny i posadził na toalecie.
- No dalej nie mamycałego dnia. –warknął patrząc na mnie zniecierpliwiony.
- Nie potrafię przywas,
proszę wyjdźcie. –spuściłem głowę, chciałem zapaść się pod ziemię,
ledwie wytrzymałem woda pchała się na zewnątrz, ale ja nie chciałem tego
robić przynim. Brzuch i odbyt bolały niemiłosiernie
Kamil tylko się zaśmiał i z ogromną siłą nacisnął
na mójwypełniony wodą brzuch. Reszta zrobiła się sama. Kiedy w końcu to
wszystko sięskończyło oni znów zabrali mnie do wanny. Nie miałem już
nawet siły płakać, aoni cieszyli się jak małe dzieci z nowej zabawki.
Czy teraz tak miałowyglądać moje życie? Czy ktoś mnie uratuje? Co się stanie kiedy moje ciałoprzestanie to wytrzymywać?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz