poniedziałek, 22 stycznia 2018

Pośrodku piekła znalazłem dom cz.3 R11

Obudziłem się w miejscu, które przypominało po trosze loch isalę tortur. Śmierdziało wilgocią i czymś zdechłym. Pomieszczenie rozświetlałasłaba, goła żarówka umieszczona tuż nade mną. Byłem nagi, było mi zimno, mojenogi i ręce przymocowane były do dębowego stołu, na którym leżałem. Bałem się,krzyczałem w myślach by ktoś mi pomógł ale zjawili się tylko oni… moioprawcy.
 - Jak się czujeszaniołku? – Ludwik spytał z sarkazmem, po czym znalazł sobie miejsce na udzie iwgryzł się ssąc. Wrzasnąłem z bólu, jednak moja reakcja wywołała u nich tylkowiększą wesołość.
 Krzyczałem ale nikt,kto mógłby mi pomóc nie słyszał. Błagałem, żeby przestali kąsać ale oni tylkonadgryzali i zostawiali krwawiące rany. Płakałem. Kamil pocałował mnie zbrutalnością, chciałem wyrwać głowę, nie chciałem czuć jego ust. Skończyło siętylko tym, że mnie ugryzł mnie w  wargę.
 - Zabijcie mnie. -szepnąłem tak zbolały po ponad trzech godzinach tych okropnych tortur.
 - Nie tak szybko. -uśmiech Ludwika był przerażający – najpierw się porządnie pobawimy. Poczułemjego pseudo czułe ruchy na swych najdelikatniejszych miejscach, a potem kolejnepotwornie piekące ugryzienia.
 Po kolejnej godzinieodpięli moje ciało od stołu i wrzucili do bali z zimną wodą. Na chwilę pomogłomi się to skupić, jednak szybko zacząłem trząść się z zimna. Gdy zmyli ze mniecałą krew znów wylądowałem na stole. Ociekałem trzęsąc się, a oni mniezostawili samego sobie. W tym momencie najbardziej na świecie chciałem przestaćodczuwać ból, nie ważne jak. Było mi słabo, niedobrze i marzyłem tylko o tymbym nie dożył kolejnej ich wizyty. Nie miałem jednak takiego szczęścia.Zasypiałem i budziłem się, miałem chyba wysoką gorączkę bo czułem potspływający mi po plecach i jednocześnie było mi tak zimno, że nie czułem anirąk, ani nóg. Ktoś po cichu zszedł do piwnicy, gdyby nie stukot obcasów naschodach pewnie nie wiedziałbym, że ktoś się do mnie zbliża. Moim ciałemwstrząsnął strach i oczekiwanie na najgorsze. Młoda dziewczyna o włosach kolorupłatków śniegu dotknęła mojego czoła. W jej gestach było cos matczynego,delikatnego, jednak słowa i ton należały do kogoś okropnie bezwzględnego.
 - Kretyni – szepnęłagłaszcząc mój policzek, a jej zimna martwa dłoń, okazała się bardzo ciepła.
 Rozwiązała mojewęzły, a ja kuląc się starałem się od niej jak najbardziej odsunąć, jedna mójstan pozwolił jedynie na minimalne odsuniecie, od tych wyzwalających dłoni.
 - Nie bój się.–szepnęła, wyciagając rękę jakbby chciała mnie pogłaskać, lecz cofnęła ją gdyspojrzałem na nią z przerażeniem.
 - Kim jesteś?!Przysłał cię Bachus?!  -w moim umyślenagle pojawiła się dziwna nadzieja, może ta kobiet miała być odsieczą.
 - Nie ale ci pomogę.–jej uśmiech był taki miły, jednak wiedziałem, że jest sztuczny, oczy byłyzimne i wyrachowane.
 Bałem się ale comogłem zrobić, wampirzyca podniosła mnie jakbym ważył tyle co piórko.Przepłynęła przez pokoje zatrzymując się w schludnie urządzonej sypialni.Ułożyła mnie pod pierzynami znikając w pomieszczeniu, które okazało się byćłazienką. Po chwili wróciła unosząc mnie. Woda, do której mnie włożyła byłaprzez chwilę przyjemnie ciepła potem jednak wydała się chłodna. Dziewczynadotknęła mojego czoła, a palec drugiej ręki wsadziła do wody po czym dopuściłaciepłej.
 - Doznałbyś wstrząsugdybym od razu włożyła cię do zbyt ciepłej wody – wyjaśniła, gdy zauważyła, żebacznie obserwuję jej poczynania.
 Zostawiła mnie nachwilę po czym wróciła z parującym kubkiem i jakimiś tabletkami w drugiej ręce.Wyciągnęła mnie z wody, wytarła po czym zaniosła z powrotem pod ciepłapierzyny. Dała mi kubek ale przed tym wlała do szklanki wody z kranu i kazałami połknąć tabletki. Kakao okazało się cudownie słodkie i sycące. Zasnąłem niewiem kiedy nie podziękowawszy nawet swojej wybawicielce.
Obudziła mnie kłótnia:
 - …możecie siębawić ale on ma być żywy! – znałem ten kobiecy głos – On jest mi potrzebny!–jednak dzikie wrzaski niczym nie przypominały tego słodkiego tony, jakiegoużywała wobec mnie.
 - Zasługuje na śmierć- warknął Kamil
 - Tak ale jeszcze nieteraz, baw się, katuj, rób z nim cokolwiek, ale gówniarz ma żyć. –przeraziłemsię i to właśnie sprawiło, że nerwowo drgnąłem.
 - Obudził się -zwrócił na mnie uwagę Ludwik. Jak ona mogła im pozwolić na to co mi robili inie pozwalać im do tego zabić mnie. Byłem zbyt przerażony aby płakać. Poczułemsię zdradzony, samotny, naprawdę pragnąłem by mnie zabili, ale wiedziałem, żeoni się jej nie sprzeciwią.
 - Skoro już leży napościeli – Kamil uśmiechnął się do Ludwika – Chcesz pierwszy, bo jak ja z nimskończę to pewnie się nie załapiesz. Nawet nie zauważyłem kiedy wyszła, chybanie chciała brać w tym udziału, nie zamierzała także ich powstrzymywać i nawetich do tego zachęcała. 
 - W sumie z chęcią,od kiedy go zobaczyłem miałem ochotę się w nim zanurzyć, ale mógł mieć go każdytylko nie ja.
 Chciałem się podnieśći uciekać, mimo że wiedziałem, że nie ma to większego sensu. Ludwik przycisnąłmnie własnym ciałem i szczerząc do mnie kły zaczął szybko odgarniać kołdrę. Wkońcu zdenerwowany złapał mnie za gardło, uniósł się i całkowicie zerwał zemnie pierzynę. Leżałem bezruchu, nie walczyłem, nie chciałem już dłużej,chciałem by dali mi spokój, albo żeby mnie zabili. Rozsunął mi uda i wszedł wemnie niemal od razu mnie rozrywając. Żałowałem, że nie obrócił mnie na brzuch,bo teraz byłem zmuszony patrzeć na jego obrzydliwą twarz wykrzywioną chorąprzyjemnością. Wykonał może ze trzy pchnięcia po czym jego mina zrobiłasię  jakaś dziwna.
 - Ubrudził mniesukinsyn! – wrzasnął, a ja zobaczyłem jak Kamil zatacza się ze śmiechu. Nawetnie zauważyłem jak Ludwik podniósł się ze mnie i zniknął w łazience.
 - I co teraz? -spytał stając nagi w pokoju, Kamil nada cicho rechotał spoglądając to na mnieto na Ludwika.
 - Jak to co?Wyczyścimy go! – Kamil ledwie wypowiedział te słowa między spazmami śmiechu.
Ludwik złapał mnie w stalowy uchwyt i zaniósł do łazienki.Ostatkiem sił chciałem się bronić przed tą poniżającą sytuacją ale mojaszarpanina sprawiła, że Ludwik tylko mocniej mnie przycisnął. Przewiesił mnieprzez wannę. Płakałem bo tylko tyle mogłem. Szurałem nogami po jej dnie alejego dłoń niczym najcięższy głaz przyciskała mnie nie pozwalając mi uciec.
 - Jak chcesz tozrobić? – spytał Ludwik rozglądając się po pomieszczeniu sam nie będąc pewienczego szuka.
 Zobaczyłem jak Kamilłapie za prysznic i odkręca od niego słuchawkę. Płakałem modląc się w duchużeby to się skończyło. Poczułem jak ostra krawędź końcówki prysznica tnie mojewejście, a potem do mojego wnętrza zaczęła lać się ciepła woda. To było takieupokarzające, takie bolesne. Błagałem ich żeby przestali ale moje błagania sprawiły tylko, że śmiali się corazgłośniej. W końcu w ogóle przestała płynąć, czułem się pełny, słaby, chciałemjuż tylko umrzeć. Kamil wyciągnął ze mnie prysznic i pociągnął do wanny.Upadłem na jej dno dokładnie uderzając głową o kant.  Jedyne co widziałem to nachylone nade mnątwarze moich oprawców.
 - I co teraz? -spytał Ludwik, jakby kompletnie nie wiedział, co się teraz wydarzy.
 - Poczekamy chwilę, apotem pozwolimy działać organizmowi Gabrysia. Nie, Gabi? –w jego ustach mojeimię zabrzmiało jak jakaś okropna obelga.
 - Proszę! Błagamskończcie z tym! Proszę! – wiedziałem, że to nic nie da ale przecież niezostało mi nic innego.
 Po dłuższej chwiliKamil wyciągnął mnie z wanny i posadził na toalecie.
 - No dalej nie mamycałego dnia. –warknął patrząc na mnie zniecierpliwiony.
 - Nie potrafię przywas, proszę wyjdźcie. –spuściłem głowę, chciałem zapaść się pod ziemię, ledwie wytrzymałem woda pchała się na zewnątrz, ale ja nie chciałem tego robić przynim. Brzuch i odbyt bolały niemiłosiernie
Kamil tylko się zaśmiał i z ogromną siłą nacisnął na mójwypełniony wodą brzuch. Reszta zrobiła się sama. Kiedy w końcu to wszystko sięskończyło oni znów zabrali mnie do wanny. Nie miałem już nawet siły płakać, aoni cieszyli się jak małe dzieci z nowej zabawki.
 Czy teraz tak miałowyglądać moje życie? Czy ktoś mnie uratuje? Co się stanie kiedy moje ciałoprzestanie to wytrzymywać?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz