Niecałe dwa miesiące po tym jak porwania ustały
zobaczyłemjak Mark cichaczem odwiedza pokój jednego z niewprowadzonych.
Erwin miał 14 lati jeszcze przez przynajmniej półtora roku miał być
niedopuszczany do klientów.Obecnie spełniał rolę maskotki domu, bo był
bardzo wesołym i żywym chłopcem.Nie spodobało mi się to, wiec
postanowiłem w tym przeszkodzić. Wpadłem dopokoju niemal biegiem. Mark
stał nad uśpionym chłopcem i wpatrywał się w niegoz miną jak ja
zazwyczaj wpatruję się w stek.
- Mark przestań! -wrzasnąłem
do niego ale on nie zareagował. – Mark! – złapałem go za ramię, ontylko
jednym machem strzepnął mnie jak muchę.
Uderzenie w ścianęodebrało
mi na chwilę przytomność. Gdy się obudziłem pierwsze co zobaczyłem
toMark chłepczący krew chłopca. Wrzasnąłem ” pomocy” miałem nadzieję,że
nasi strażnicy mnie usłyszał. Nie pomyliłem się, po chwili do pokoju
wpadłydwa potężne wampiry odciągając Marka od chłopca. Natychmiast
podbiegłem doErwina nie zwracając uwagi na to, że Mark szarpie się
próbując wrócić doprzerwanego posiłku. Gardło Erwina było rozerwane, a
chłopiec nie żył już odjakiejś chwili.
Nie mogłem uwierzyć wto co
się przed chwilą wydarzyło. Nawet nie zauważyłem jak wampiry
wyciągnęłyMarka z pokoju. Jeszcze raz dla pewności sprawdziłem czy Erwin
na pewno nie żyje.Nie było pulsu, a pościel na której leżał przemoczona
była krwią. Przytuliłemdo siebie chłopca płacząc, nie to im
obiecywałem, nie śmierć, a Zycie wluksusie. Amadeo
pojawił się znikąd,dopiero później powiedzieli mi, że od momentu
wyprowadzenia Marka i przybyciaAmadea minęła niemal godzina. Mój
przyjaciel nakrył ciało i wyprowadził mnie zpokoju. Po czym zawiózł do
domu Bachusa.
Od tegonieprzyjemnego
momentu nie lubiłem prywatnej biblioteki króla wampirów. Gabinetów
sprawiał, że moje wnętrzności obracały się na drugą stronę.
- Co się wydarzyło? -spytałem gdy zająłem miejsce na fotelu przed biurkiem.
- Właśnie chciałemcię o to
spytać. – Bachus patrzył na mnie dziwnie, jakby się bał ale przecieżtaki
wampir jak on nie może się bać, a przynajmniej nie powinien. – Opowiedz
midokładnie ze szczegółami co zobaczyłeś, przyjrzał się dokładnie moim
zakrwawionymubraniom.
- Czy Mark zabił teżresztę? –
nie chciałem usłyszeć twierdzącej odpowiedzi, tak strasznie się
jejbałem, nie mogłem po prostu w to uwierzyć, to było nie
niewyobrażalne.
- Nie wiem ale tomożliwe –
na chwilę zapadła cisza po czym kontynuował – w sumie podejrzewałem
tojuż wcześniej, coś złego dzieje się na moim dworze – szeptał mi do
ucha.Dlatego tak ważne jest to, żebyś przypomniał sobie i powiedział mi
wszystko cozobaczyłeś.
Amadeo odwiózł mnie
zpowrotem do domu. Wszyscy domownicy ułożyli się w bibliotece na
podłodze.Domyśliłem się czemu wybrali ten pokój. Miał tylko jedne drzwi i
okna zmożliwością zamknięcia ich od wewnątrz. Wszedłem do pokoju
zamykając Amadeowidrzwi przed nosem, nie chciałem teraz towarzystwa
wampirów. Wszyscy na mniespojrzeli, widziałem strach i ból w ich oczach.
Nie wiedziałem, jak mam im to wytłumaczyć,jak ich pocieszyć, jednak
słowa popłynęły same.
- Kto chce odejśćmoże to
zrobić – rzuciłem – weźcie pieniądze z podręcznych kart, kiedy
znajdęchwilę wpłacę tam resztę zgromadzonych przez was pieniędzy –
większośćstarszych się podniosła – Mam tylko prośbę, zaopiekujcie się
sobą nawzajem ijeśli wyjeżdżacie to jedźcie stąd jak najdalej – tylko
Vanessa zatrzymałaresztę
- Co tu się dzieje? -wszyscy najpierw spojrzeli na nią a potem wyczekując odpowiedzi na mnie.
- Złe rzeczy Vanesso,złe. –
chciało mi się płakać bo znów przypomniałem sobie jak Marka
zabijaErwina, ja łapczywie ssie z jego rozpłatanego gradła.
- Czy to prawda, żeto Marka
ich zabił? – widziałem jak Georgij, który pojawił się tu jeszcze
podstarymi rzędami zaciska pięści zadając to pytanie.
- Nie wiem. -odpowiedziałem zgodnie z prawdą
- Ale Erwina zabiłon?
–widziałem jak starsi kręcą głowami z niedowierzaniem, sam czułem to
samo,to było niemożliwe, a jednak się wydarzyło.
- Najprawdopodobniej.–nie potrafiłem potwierdzić, po prostu nie potrafiłem.
- Nie najprawdopodobniej- zbulwersował się – byłeś tam, widziałeś! –wrzeszczał na cały głos wstając zeswojego miejsca.
- Byłem tam iwidziałem ale nie mogę uwierzyć – odparłem wprost.
Niemal wszyscy pokiwali głowami przyznając mi rację.Pierwszy wyszedł Simon ciągnąc ze sobą dwóch młodszych.
- Zaopiekuję sięnimi. –rzucił tylko i położył mi dłoń na ramieniu –uważaj na siebie.
- Dziękuję. –stałem tam a oni mnie mijali.
- Daj znać kiedywszystko wróci do normy, chcę tu wrócić.
- Dobrze – odparłem kiwającgłową na tak.
W pokoju zostało pięćosób, pięć z około osiemdziesięciu, był wśród nich Patrick.
- Patrick. –zwróciłemsię do niego.
- Tak? – spytał, miałzaciętą minę.
- Wy też idźcie –szepnąłemnie będąc w stanie wydusić z siebie nic więcej.
- Nie zostawimy cię ztym sami. –cała patka była gotowa walczyć by mi pomóc, ale ja nie mogłempozwolić by spotkała ich krzywda.
- To nie była prośba- odparłem sucho
- Ale… –chciał sięze mną kłócić, ale mu nie pozwoliłem.
- Jesteś najstarszy,weź ich
pod opiekę, proszę cię, tak najbardziej pomożesz. –spojrzał naotaczającą
go grupkę. Wahał się dłuższą chwilę, ale w końcu z ociąganie
złapałjedną z młodszych dziewczyn za rękę.
- Dobrze – pokiwałgłową zabierając resztę podlotków.
Dopiero gdy oniwyszli Amadeo wszedł do pokoju, usiadł koło mnie na porzuconej kołdrze i mocnoprzytulił.
- Wszystko będziedobrze – szepnął mi do ucha, choć wiedziałem, że sam w to nie wierzy.
- Już nic nie będziedobrze – rozpłakałem się.
Nie wiedziałem coprzyniosą
kolejne dni, bałem się tego jak nigdy w życiu. Amadeo zabrał mnie
doswojego domu, nie lubiłem go z powodu Ludwika ale gdy zajechaliśmy na
miejsceokazało się, że w domu są tylko oba pisklaki. Zabrał mnie do
swojej sypialni.Dopiero gdy bezsennie leżałem wtulony w śpiącego wampira
przypomniałem sobie,że nie zająłem się ciałem Erwina.
- Amadeo – potrząsnąłemnim,
ale on się nie obudził – Amadeo – dalej nic. Wstałem
niepewnie,postanowiłem poprosić o pomoc któregoś z pisklaków ale w
salonie czekał na mniektoś kogo w ogóle się nie spodziewałem. Na fotelu
siedział Ludwik, a opartybokiem o bok fotela stał Kamil. gdy tylko ich
ujrzałem miałem ochotę uciekaćale drzwi z hukiem zatrzasnęły mi sięprzed nosem.
- Witaj Gabrielu -wysyczał Kamil uśmiechając się do mnie w taki sposób, aż ciarki przeszły mi poplecach.
Nie zauważyłem kiedyLudwik podniósł się z fotela, poczułem tylko kły rozrywające moje gardło, apotem była już tylko ciemność.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz