Poszedłem na basen i pływałem, ażbrakło
mi sił. Byłem tak zmęczony, że nie mogłem nawet wyjśćz wody. Gdy
ostatkiem sił dopłynąłem na schodki, położyłem sięna nich i zacząłem
płakać. Czułem się tak strasznie, takokropnie – i to bez większego
powodu. Sądziłem, że nie ma jużrzeczy, która spowoduje u mnie łzy, a
wystarczyło tylkojedno zdanie wypowiedziane przez głupiego małolata i
płakałem jakdziecko. Gdy wróciłem do siebie na tyle, by się ubrać
iwrócić do pokoju, zauważyłem Chrisa. Stał w kącie imusiał mi się
przyglądać od dłuższej chwili. Jego mina nic niewyrażała.
- Możesz nie chodzić tak cicho? –zażartowałem, dyskretnie ścierając łzy.
- Co zrobił? – nie dał sięnabrać, zaczął się do mnie zbliżać.
- W sumie nic… – zachichotałemponuro – Pośrednio nazwał mnie puszczalską dziwką.
- Jesteśmy dziwkami.
Nie lubiłem, kiedy był takibezuczuciowy. Nie wiedziałem czy się nabija, czy po prostustwierdza fakt.
- Wiem. – westchnąłem, bo znowunie wiem czemu zbierało mi się na łzy.
- On też nią jest.
Ta oczywista prawda przyniosła mipośrednie ukojenie. Nie wiem jak to zrobił ale cztery obojętnesłowa naprawdę mi pomogły.
- Dziękuję Chris. – terazuśmiechnąłem się do niego szczerze.
- Pomóc ci wyjść z wody? –spytał, podwijając nogawki spodni.
- Byłbym wdzięczny.
Nie bacząc na to, że jestem całymokry
zabrał mnie do szatni, podtrzymując na własnych barkach.Oparł mnie o
jedną z szafek i zaczął wycierać. Podobała mi siętroska, jaką wkładał w
każdy ruch. Gdy byłem już w miaręsuchy, przytulił mnie i dłuższą chwilę
nie wypuszczał z ramion.Trochę mnie zdziwił ten gest, ale i ja
przywarłem do niego.Chłonąłem tę czułość całym sobą.
- Poradzimy sobie. Wytrzymamy, apotem
zapomnimy i staniemy się ludźmi w pełni znaczenia tegosłowa – szepnął mi
do ucha, a potem musnął mnie wargami.
Pozwoliłem mu się ubrać iodprowadzić do
pokoju. Nagle zdałem sobie sprawę, że mógłbymz Chrisem spędzić resztę
życia, że jego milcząca postawa jestpodporą, jakiej najbardziej mi
trzeba. Gdy stanęliśmy pod moimidrzwiami, pocałowałem go… pocałowałem
jak jeszcze nikogo, aleon nie odwzajemnił pocałunku, choć też mnie nie
odepchnął.Spojrzał na mnie jakoś tak pobłażliwie, przejechał dłonią
pomoim policzku, po czym musnął ustami moje czoło.
- Jeszcze za wcześnie, najpierwstańmy się
ludźmi, wtedy będziemy prawdziwie kochać. –powiedział. Kiwnąłem głową
na zgodę i patrzyłem, jak odchodziw stronę swojej kwatery.
Gdy zniknął za rogiem, wszedłem dopokoju.
Zdążyłem trochę odsapnąć i wreszcie stwierdziłem, żepora przebrać się
do snu, gdy ktoś zapukał do drzwi.
- Proszę! –wrzasnąłem,zakładając na siebie luźny t-shirt.
Drzwi uchyliły się i ktoś wsadziłgłowę przez szparę.
- Mogę wejść? – patrzył na mnieoczami zbitego szczeniaka, a jego głos był niepewny.
- Jasne. – odparłem, choć miałemwielką ochotę kazać mu spadać na drzewo, by poszukał tamkrewnych.
- Chciałem cie przeprosić, dopieropo chwili zrozumiałem, co powiedziałem. -spuścił wzrok, czekającchyba na karę.
- Nic się nie stało, byłeś poprostu zdenerwowany. -uśmiechnąłem się do niego, podnoszącrzeczy z podłogi.
- Ale to nie zmienia faktu, żezachowałem się naprawdę nie fair.
- Już dobrze. Nie dręcz się tym,a innych ciuchów i tak nie dostaniesz.
- Wiem, nie wiedziałem, że tupanują takie zasady, dopóki nie przeszedłem siękorytarzem.
- Ciesz się, że nie jestem Jaredem-
wyszczerzyłem zęby w złośliwym uśmiechu – U niegoprzynajmniej przez
tydzień biegałbyś na golasa za taki tekst.
- Kim jest Jared? – spytał,przerywając mi ścielenie łóżka.
- Był jednym z nas. – odpłynąłemmyślami, przypominając sobie tego ekscentrycznego, wesołego izarazem trochę złośliwego chłopaka.
- To co się z nim stało? -spojrzał na mnie przerażony, jakby bał się, że zaraz usłyszy,że go zabiliśmy a potem zjedliśmy.
- Skończyła mu się umowa, nieprzedłużył jej, teraz pewnie mieszka sobie gdzieś pławiąc sięw luksusach.
- Aha. A ty masz jakieś plany napóźniej? – widziałem, że się nad czymś zastanawia, amoże sam planuje przyszłość.
- Tak, ale nie chce ich zapeszyć,więc ci o nich nie opowiem.
- Aaa… nie ma sprawy.
Stał zastanawiając się czy powinienteraz
wyjść, czy jeszcze zostać. Ściągnąłem spodnie razem zbokserkami,
zapominając, że on nie przywykł do takiego zachowania.Natychmiast
obrócił głowę, zakrył oczy rękoma i całyspurpurowiał. Ja w tym czasie
wciągnąłem na tyłek szorty, wktórych śpię, powstrzymując się, by nie
parsknąćśmiechem.
- Już możesz patrzyć.
- Następnym razem ostrzeż.-zdenerwował się.
- Po co?
- No… bo… ten… no… – zacząłsię jąkać, a ja ledwie wytrzymywałem, by się nie roześmiać wgłos.
- Musisz przywyknąć do nagości,zarówno swojej jak i innych. – spoważniałem.
- Ale…
- Co ale? Tu będziesz miał wieluklientów,
nie jednego i pamiętaj, że będziesz musiałuprawiać seks z każdym, kto
sobie tego zażyczy. – nie chciałemgo straszyć, ale musiał uświadomić
sobie prawdę.
- U wuja było inaczej. – widziałem,że się podłamał tą wizją.
- To twój prawdziwy stryj? –spytałem, próbując zmienić temat.
- Nie, ale kazał mi tak mówić,żeby nikt się nie dowiedział co nas łączy.
- A jak trafiłeś w jego łapy?
- Wolałbym o tym nie mówić.- spuścił głowę, a mnie zrobiło się go żal. Kolejne dzieckoMarka, kolejna tragedia.
- Dobra, nie ma sprawy. -rozczochrałem mu włosy dłonią.
- Ale się nie gniewasz na mnie ztego powodu?
- Oczywiście, rozumiem, możekiedyś, teraz się nie martw. Śpisz tu czy wracasz do siebie?
- A mogę z tobą? – spojrzał namnie z nadzieją.
- Jasne. -uśmiechnąłem się -Wyskakuj z ciuchów i wskakuj pod kołdrę.
- Nago?
- Jak chcesz to mam jeszcze jedenkomplet tego, co mam na sobie.
- Wolę w piżamie.
Wyciągnąłem z szafy ubranie. Zabrałciuchy
i zniknął w łazience. Położyłem się na boku i okryłemkołdrą. Już
przysypiałem, gdy poczułem, jak on delikatniewślizguje się pod kołdrę i
wtula w moje plecy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz