Mężczyźni szybko uwinęli się zpasami. Byłem tak strasznie zmęczony, że nie mogłem ruszyć nawetpalcem.
Jakub otarł mi z twarzy łzy. Do tejchwili
nie wiedziałem nawet, że płakałem. Xel, nie czekając nanich, podszedł
do stolika. Obserwowałem go kątem oka, ale niespostrzegłem tego jak wbił
mi igłę w duży palec u stopy.Zabolało… Jęknąłem. Dopiero po chwili
zrozumiałem, z czym tosię wiąże. Wtedy naprawdę się rozpłakałem, tyle,
że zeszczęścia.
Dokładnie po roku wróciłem dopracy.
Mark nie chciał się zgodzić, by
czasmojego „chorobowego” został odliczony od umowy, zatemprzedłużyłem ją
o rok. Co oczywiście mu się nie spodobało, aletego nie mógł mi odmówić.
Non stop chodził jakstruty, twierdził, że powinienem więcej odpoczywać,
a nie sięprzemęczać. Wcale nie miałem tak dużo roboty. Prawdę
mówiąc,nudziłem się jak diabli. Mark nie chciał słuchać, że
wypocząłemprzez ten rok, który przeleżałem w łóżku.
Po jakimś tygodniu wezwał mnie dosiebie. Nawet nie podejrzewałem, co planuje.
Gdy wszedłem do gabinetu, Markniezmiennie przeglądał dokumenty.
- O, Gabrielu, jak dobrze, że jużjesteś.
-Podszedłem bliżej -Chciałbym ci przedstawić Patricka. -Spojrzałem na
chłopaka siedzącego wygodnie we fotelu.
Pierwsze, co ujrzałem, to jego
rudy,potargany czerep. Dopiero, gdy na mnie spojrzał, mogłem mu
sięlepiej przyjrzeć. Twarz miał wąską, chudą. Lico blade, za to
zmilionem piegów. Brwi krzaczaste, nosek ładny, ale też nicspecjalnego.
To oczy przyciągały największą uwagę. Pięknazieleń, jakby zamiast
tęczówek miał dwa szafiry.
Podniósł się z fotela i podałmi dłoń ze słowami przywitania. Miał ładny, angielski akcent.
- Gabrielu, Patrick ma 15 lat. Ma
jużdoświadczenie seksualne, więc wie, o czym rozmawiamy. Patrick
byłutrzymankiem pewnego milionera, to on nam go tu przywiózł,gdyż
kandyduje na stanowisko państwowe i nikt nie możne siędowiedzieć o jego
skarbeczku. Rozumiesz? -Chłopak spojrzał na mniez przestrachem, a ja
uśmiechnąłem się do niego pocieszająco.
- Tak. On ma do niego pierwszeństwo?-Położyłem rudemu dłoń na ramieniu.
- Tak. -Pokiwał głową.
- A co z półroczną nauką?-spytałem, gdyż nie byłem zbyt pewny. Skoro chłopak miał jużpewne doświadczenia…
- Dotyczy wszystkich prócz tegomężczyzny.
-Na dłuższą chwilę zapadła cisza, którąprzerwało niezbyt dla mnie
przyjemne polecenie. -WprowadziszPatricka.
- Mam zostać jego opiekunem?! -ni towrzasnąłem, ni to spytałem wkurzony.
- Tak. Skrócę ci listęklientów, byś miał
odpowiednią ilość czasu dla swojegopodopiecznego. -Uśmiechnął się do
mnie złośliwie, wielcezadowolony.
- Sprytne posunięcie – powiedziałempo francusku, by chłopak nie mógł zrozumieć.
- Nawet nie wiesz, ile głowiłem sięnad
tym, by znaleźć odpowiedni i wiarygodny powód, byś nieprzyjmował tylu
TYCH klientów – odpowiedział mi w tym samymjęzyku. Westchnąłem
przeciągle i złapałem chłopaka za rękę,podnosząc się z fotela.
- Który pokój?-Pociągnąłem go troszkę
zbyt mocno, przez co spojrzał na mniejeszcze bardziej przestraszony.
Wtedy zdałem sobie sprawę, żechyba muszę przestać się tak zachowywać, bo
chłopak nigdy mnienie polubi, a bez tego nie dam rady zdobyć jego
zaufania.
- Była sypialnia Raphaela jest wolna,tam
go umieść. -Zacisnąłem zęby. Nie chciałem, by ktokolwiekzamieszkał w
tamtej sypialni. Nadal miałem głupią nadzieję, żeon jeszcze wróci.
Patrick okazał się być ode mnieznacznie wyższy, za to był szczuplejszy, więc wyglądał jakpatyk.
- Tu nie jest źle, można przywyknąć- przerwałem ciszę, która towarzyszyła nam odkądopuściliśmy gabinet Marka.
- Jasne. – Nawet na mnie nie spojrzał.Czułem jego strach.
- Byłeś już u lekarza? -Chciałem gotrochę uspokoić gadając na niezobowiązujące tematy.
- Jutro mamy jechać. -Był skrępowany,przez co jego głos drżał odrobinę.
- Coś jest nie tak? Coś cię gryzie?- raczej stwierdziłem niż spytałem
- To nic, po prostu, nowe miejsce, nowasytuacja. -Pogłaskałem go delikatnie po plecach, po czym złapałemjego dłoń.
- Rozumiem. – Uśmiechnąłem
siępocieszająco. – Ja, jak tu trafiłem, byłem przerażony, ale mójopiekun
się mną zajął. Zostaliśmy przyjaciółmi. Gdybynie on, już dawno bym się
załamał. Mam nadzieję, że i my sięzaprzyjaźnimy. -Mówiłem szybko. Nie
chciałem, by ciszamiędzy nami trwała zbyt długo.
- To się zobaczy – odpowiedziałsucho, jednak nie puścił mojej dłoni.
Pokój Raphaela był taki pustybez niego.
- Chcesz się wykąpać?
- Tak, z chęcią. -Jego głos stałsię odrobinkę bardziej przyjemny.
Wskazałem na łazienkę. Sam zaśudałem się z powrotem do gabinetu Marka, który razem zChrisem przeglądał zawartość torby nowego.
- I co? Coś jest? –spytałem,przyglądając się ich poczynaniom.
- Żadnych prochów, ani leków.Trochę
ciuchów i kilka osobistych rzeczy -odparł Mark,wkładając z powrotem do
plecaka bokserki chłopaka.
- A rozmiar?
- Te są za duże. Musisz pogrzebać,jest wysoki, ale szczupły.
Znalazłem trochę ciuchów, alei tak
stwierdziłem, że musimy się wybrać na zakupy, bo wpodręcznej szafie
zajmującej dwa spore pomieszczenia nie było zbytwiele ubrań pasujących
na sylwetkę mojego nowego podopiecznego.Gdy wróciłem do pokoju, Patrick
już na mnie czekał świeży,pachnący, ubrany w szlafrok.
- Chcesz jeszcze połazić po domu, czywolisz położyć się już spać? –spytałem, układając zciuchów kupkę na jednym z foteli.
- Pójdę spać, ale chciałbymsię najpierw
dowiedzieć, gdzie się znajduje twój pokój…Tak w razie czego. -Podszedł
do fotela i zaczął przeglądać to,co mu przyniosłem.
- Dobra, nie ma sprawy. Ubierz się, apotem cię zaprowadzę.
Obróciłem się, by dać mutrochę prywatności. Raphael tak nie robił, ale ja wiedziałem, jakciężko jest na samym początku.
- Ty wiesz, że to jest na mnie zamałe?
-Odwróciłem się i spojrzałem. Nie były za małe iwyglądał świetnie.
Czarne dżinsy podkreślały nogi, kończyłysię pod kośćmi biodrowymi ładnie
je uwydatniając, a bluzeczkasięgała do paska, opinając trochę chudy,
ale nie brzydki tors.
- Nie są za małe, są odpowiednie.-Uśmiechnąłem się.
- To, że ty takie nosisz, nie znaczy,że
ja muszę. -Spojrzał na mnie z taką wyższością iobrzydzeniem, że poczułem
się tak, jakby co najmniej mnie nazwałkurwą i mnie spoliczkował.
Podniosłem głowę wysoko.
- Mój pokój jest czwartedrzwi za gabinetem Marka, po lewej stronie. Jak będziesz chciał, toznajdziesz.
- Ale… -Chciał mnie zatrzymać, aleja zmierzałem już w stronę wyjścia.
- Muszę już iść, mam klienta-skłamałem.
Wyszedłem, zatrzaskując za sobądrzwi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz