Dziewczyny dały mi spokój, chyba Mark
je opieprzył. Raphael wrócił w niedzielę w nocy i wpakował się zimny do
mojego rozgrzanego łóżeczka. Muszę jednak przyznać, że czułem się
lepiej, gdy jego nagie ciało przylegało do moich pleców.
Rano obudziłem się wcześniej i
pierwsze co ujrzałem to klatka piersiowa Raphaela. Miał na niej cztery
dziwne malinki o sporej średnicy, a na środku każdej z nich były dwa
szeroko rozstawione punkty. Gdy nacisnąłem tę najbardziej czerwoną z
dziurki wypłynęła kropla krwi. Odkryłem go delikatnie i zauważyłem, że
na podbrzuszu i udach ma takie same. Położyłem się tak, by go nie
obudzić. Zwróciłem się w stronę ściany i zacząłem rozmyślać od czego on
może mieć takie ślady. Niestety nic sensownego do głowy mi nie przyszło.
W kolejny piątek zostałem zwolniony z zajęć. A przynajmniej to udało mi
się wyczytać na tablicy. Przez cały tydzień zastanawiałem się co będzie
w piątek. Jakbym wiedział co, to bym się schował na ten czas w
najgłębszy kąt. Tego dnia Raphael przyszedł do mnie później niż
zazwyczaj. Kazał mi się dokładnie wykąpać. Szedłem krok za nim, a on
przez całą drogę trzymał mnie za rękę. Zmierzaliśmy do skrzydła domu,
gdzie znajdowały się sypialnie, w których przyjmowało się klientów.
Naszym celem stała się jedna z nich. Posadził mnie na łóżku i stanął
nade mną.
–
Dziś pokażesz mi czego nauczyłeś się do tej pory. – powiedział z bardzo
poważną miną. Wiedziałem, iż teraz jest nikim innym jak moim
nauczycielem.
– Ja mam… – zacząłem się jąkać.
– Masz mnie traktować jak prawdziwego klienta. Rozumiesz? – nie podobało mi się to, ale wiedziałem, że to mój obowiązek.
– Tak.
Raphael z poważną miną położył się na
środku łóżka. Ściągnąłem z niego koszulę i zacząłem pieścić jego ciało.
Pochwyciłem jego sutek w usta na przemian go ssąc i podgryzając. Drugi
zaś stymulowałem ręką. Zjechałem ustami w dół liżąc i całując brzuch.
Raphael ściągnął ze mnie bluzkę, a ja pozbyłem się swoich spodni.
Wróciłem do pieszczenia brzucha, nie myślałem nad tym co robię, po
prostu działałem. Rozpiąłem guzik, potem zamek i zsunąłem mu spodnie.
Złapałem zębami za gumkę bokserek i ich też się pozbyłem. Składałem
drobne pocałunki wkoło jego penisa, dłońmi masowałem wewnętrzną stronę
ud. Jęczał, podobało mu się. Polizałem czubek jego sterczącej erekcji,
wsuwając koniec języka w tę niewielką dziurkę. Całowałem i lizałem
boczną część trzonu, aż w końcu moje usta pochłonęły go całego. Nie
długo trzeba było czekać, by jego spełnienie zapełniło moje usta. To
właśnie w tym momencie zacząłem się bać, teraz miała być ta bolesna
część. Wiedziałem, że muszę mu się oddać, mimo iż z pewnością poczuję
ból, ale także tą cudną przyjemność. Zobaczyłem jak Raphael zakłada
prezerwatywę.
– Zawsze tego pilnuj.
– Co? – nie zrozumiałem, bo byłem zajęty obserwowaniem z jaką wprawą to robi.
– Pilnuj, by klient się zabezpieczył. Jak nie chce to masz mu kazać się wynosić. Rozumiesz?
– Tak. – wiedziałem o tym, zawsze mi to powtarzał, wszyscy mi to powtarzali i zresztą byłem świadom, że to obowiązkowe.
– To teraz się obróć. – uśmiechnął się do mnie czule, próbując mi chyba w ten sposób dodać otuchy.
–
Chcę z przodu. – nie powinienem się z nim spierać, bo w końcu miałem go
traktować jak klienta, ale uznałem, że to nie zaszkodzi.
– Jesteś pewien? – spytał zmartwiony, choć nie rozumiałem, o co dokładnie mu chodzi.
– Tak.
Wsadził mi dwa wysmarowane żelem
palce. Było trochę ciasno, bo od dość długiego czasu nie nosiłem już w
sobie dildo, ale i tak o niebo lepiej niż na początku. Poruszał dłonią
rozciągając mnie, a potem jednym ruchem wszedł we mnie. Zabolało, prawdę
mówiąc bolało jak cholera, ale tylko przez chwilę. Następnie była
jedynie rozkosz. Jego ruchy tak dogłębne, tak drażniące sprawiały, że
nawet oddychanie stało się dla mnie ciężkim zadaniem. Jęczałem, wiłem
się, ale musiałem jednocześnie pamiętać, że to on jest moim klientem.
Zamiast drapać z rozkoszy jego plecy, resztkami świadomości je
masowałem. Jęczałem jego imię, bo uważałem, że właśnie tego ode mnie
chce. Skończył całując mnie w usta. Jeszcze nikt nigdy tego nie zrobił.
Każda inna część mojego ciała była już całowana, ale nigdy usta. Nagle
poczułem się tak, jakby ktoś bez mojej zgody odebrał mi niewinność.
Rozkosz opadła ze mnie w jednej chwili. Poczułem się skalany, brudny.
Czemu on mi to zrobił? Czemu tak bardzo mnie skrzywdził?
Przez kolejne dwa tygodnie chodziłem
jak struty, unikałem towarzystwa, mało się odżywiałem. Raphael
wielokrotnie pytał mnie, co się dzieje lub czy coś mnie boli. Zbywałem
go. Jeszcze paradoksalnie w tym czasie próbowaliśmy uprawiać seks, ale
mimo że bardzo się starałem moje ciało nie reagowało. Nic nie potrafiło
sprawić, by mój penis stanął na baczność. Raphael denerwował się, bał
się o tym powiedzieć Markowi. A mnie już na niczym nie zależało.
Przestało mi się chcieć wstawać z łóżka, każdemu mojemu ruchowi
towarzyszyła apatia. Przestałem się w ogóle odzywać i uśmiechać.
Któregoś dnia przy gabinecie Marka spotkałem Alexandra, spojrzał na mnie
jakoś dziwnie…
– Co się stało? Czemu jesteś taki smutny? – próbował mnie przytulić, ale ja odepchnąłem go ze słowami:
– Nie dotykaj mnie! – i uciekłem zapłakany do swojego pokoju.
Po pół godziny przyszli do mnie we
trzech. Mark i Raphael siłą ściągnęli kołdrę z mojej głowy. Alexander
stał z tyłu z niewyraźną miną. Poczułem się jeszcze gorzej, bo
wiedziałem, że obwinia siebie za mój stan. Ale to ja byłem wszystkiemu
winien, to ja byłem brudny.
– Co się dzieje? – usłyszałem głos Marka nad sobą. Nie odpowiedziałem, bo co miałem mu powiedzieć.
– Długo tak jest? – zwrócił się do Raphaela.
–
Od kiedy pierwszy raz się z nim przespałem. Z początku sądziłem, że go
boli, ale ostatnio stało się to. -powiedział powstrzymując łzy, bał się o
mnie i jednocześnie czuł się winny, zresztą tak samo jak ja, bo nie
chciałem, by się obwiniał z mojego powodu.
– To już prawie 3 tygodnie. Czemu mi nic nie powiedziałeś? – Mark jest wkurzony.
– Nie wiem, bałem się. Zresztą nie wiem, co zrobiłem nie tak. – ukrył twarz w dłoniach.
– Co mu jest? – spytał zdenerwowany Alexander.
– Nie wiem. – powiedział Mark – Wygląda na szok pourazowy po gwałcie, ale przecież nikt go nie zgwałcił.
W tym samym momencie Alexander złapał Raphaela za fraki i przyparł do ściany.
– To twoja wina ścierwo! Coś ty mu zrobił?
Chciał go uderzyć, ale w tym momencie ja wrzasnąłem: „Nie!”
Alex puścił Raphaela i podszedł do mnie, dotknął ręką mojego barku:
–
Powiedz mi, co ci zrobił. Obiecuję ci, że za to zapłaci. – mówił do
mnie jak do małego dziecka, nienawidziłem go za to. Nie miał prawa tak
do mnie mówić.
– To nie jego wina. – odpowiedziałem wpatrując się w ścianę.
– Czy ktoś cię skrzywdził? Czy ktoś z domowników albo z klientów coś ci zrobił? – był nieugięty w swym dochodzeniu.
– Nie. – zaprzeczyłem.
– Więc co ci jest? – powoli tracił cierpliwość, a jego ton ciepło.
– Źle się czuje! – nadal wpatrywałem się w ścianę, mimo że jego ręce próbowały mnie obrócić w jego stronę.
– Jesteś chory?
– Nie.
– Więc co ci do diabła jest?! – jego cierpliwość się skończyła.
– Nic. – odpowiedziałem beznamiętnie.
– Nic? To się kładź i ściągaj spodnie, chcę twojego tyłka.
Wykonałem polecenie, ale z moich oczu
popłynęły łzy. Mark patrzył na mnie przerażony. Alexander przykrył moje
wypięte pośladki kołdrą i wyszli z pokoju.
Nienawidziłem się, bo wiedziałem, że
ich teraz krzywdzę. Jedynych ludzi, którzy w jakiś sposób zastąpili mi
rodzinę. Wygrzebałem z szafy moje stare ciuchy i ubrałem się w nie,
teraz wydawały się o wiele za luźne. Włosy związałem w kitkę, założyłem
buty. Drogę na wolność okazała się łatwiejsza niż sądziłem. Nikt mnie
nie zatrzymał, nikt nie zwrócił na mnie uwagi. Wyszedłem z budynku i
poszedłem w ciemną noc. Gdy dotarłem do centrum wsiadłem w autobus
podświadomie zmierzając w jedno miejsce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz