poniedziałek, 22 stycznia 2018

Pośrodku piekła znalazłem dom cz.1 R21

Obudziłem się, słysząc głos lekarza, który zlecałpielęgniarce obserwacje mojego stanu:
– Podajcie mu lek przeciwzapalny i przemyjcie rany. Niemożna pozwolić, by pod szwy wdało się zapalenie. Dieta dożylna i antybiotyki.
– Tak, panie doktorze. Czy można wpuścić tych panów, którzyczekają na korytarzu?
– Tylko jak chłopak się obudzi i ze mną porozmawia. Muszę gouświadomić, jaki jest jego stan.
– Ja już nie śpię -wychrypiałem
– Jak się czujesz? -doskoczył do mnie i zaczął mi świecimałą latareczką po oczach.
– Raczej dobrze, tylko bardzo mi słabo. –odpowiedziałem,łapiąc rozpaczliwie duże hausty powietrza.
– Pamiętasz, co się stało? –spytał, mierząc mi puls nanadgarstku.
– Nie do końca –skłamałem, przekręcając głowę w bok, by niemógł wyczytać prawdy z moich oczu.
– Powiedzmy, że wybrałeś się na spacer do kaplicy-uśmiechnął się do mnie wyrozumiale.
– W jakim jestem stanie? -szybko zmieniłem temat, bo niechciałem o tym rozmawiać.
– Nieźle się załatwiłeś -sięgnął po kartę. – Rany siępootwierały, byliśmy zmuszeni założyć szwy.
– To znaczy, że ja już nigdy..? -spytałem zapłakany.
– Nawet jeśli rany dobrze się zagoją, to blizny i takpozostaną, trzeba na nie bardzo uważać. Wzmożona aktywność w tamtych rejonachmogłaby się okazać tragiczna w skutkach –powiedział, podając mi chusteczkę, bymmógł otrzeć twarz. -Chcesz, żebym wpuścił tu twoich znajomych?
– Może za jakieś pół godziny, co? Muszę to przetrawić, bonie mam sił im tego teraz powiedzieć.
Lekarz pokiwał głową i razem z pielęgniarką wyszedł zpokoju.
Leżałem, starając się nie myśleć, patrzyłem bezmyślnie wsufit, jednak w mojej głowie wirowało tysiąc myśli, które wcale nie byłyprzyjemne. Nawet nie wiem, kiedy minęło to pół godziny, które obiecał midoktor.

Ktoś otworzył drzwi i usłyszałem coś pomiędzy krzykiemzachwytu, piskiem nastolatki i odetchnieniem ulgi.
– Obudziłeś się, aniołeczku! – Alexander podbiegł do mnie ipołożył mi dłoń na ramieniu. – Boli cię? Czemu płaczesz? -do tej chwili niezdawałem sobie sprawy z tego, że znów płaczę.
– Bo jestem głupi – dotknąłem dłonią jego policzka. – Niepowinno cię tu być.
– Nie rozumiem. Czemu? -spojrzał na mnie jak na idiotę.
– Bo musisz poszukać sobie nowej zabawki.
– A to niby czemu? -wszyscy patrzyli na mnie podejrzliwie,czekając na moją dalszą wypowiedź.
– Bo stara się zepsuła i nie da się jej posklejać.
– Ty nie jesteś zepsutą zabawką, jesteś chorym chłopcem. Ateraz wypoczywaj i przestań gadać głupoty. -potargał moje włosy, uśmiechającsię do mnie słodko, po czym delikatnie musnął moje usta swoimi.
– Głupoty? – spojrzałem na Marka. – Przecież wszyscy wiemy,że mój tyłek już do niczego się nie nadaje.
– A czy to ważne? -oburzył się Alex, po czym spojrzał naMarka, szukając u niego potwierdzania. Ten tylko kiwnął głową.
– Przecież dlatego do mnie przychodzisz, a jeśli robisz to zinnego powodu, to z pewnością musisz poszukać sobie nowej zabawki  -wypaliłem z całą złością jak się we mniewezbrała.
– Gabrielu. – zwrócił się do mnie Mark. – Jeszcze nic niejest przesądzone, lekarz mówi, że wszystko dobrze się goi…
Wiedziałem, że kłamie.
– Akurat. Rozmawiałem z lekarzem, nie jestem taki głupi, najakiego wyglądam. Raphaelu… – zwróciłem się do chłopaka. – …czy mógłbyśspakować moje rzeczy z pokoju? Właściwie to zależy mi tylko na zdjęciurodziców, bo innego nie mam  – odpiąłemkolczyk z ucha i położyłem go na dłoni Alexandra. – Proszę, nie należę już dociebie, więc on nie należy do mnie. Marku… – skierowałem swój wzrok na niego. –…idę o zakład, że nie odpracowałem jeszcze okresu nauki i pewnie ten szpitalkosztuje majątek, ale mam nadzieję, że pieniądze z konta pokryją chociaż trochętwoje straty. Byłbym jeszcze wdzięczny, gdybyś zawiadomił mojego wuja, że jakwyzdrowieję, to do niego wrócę. Spytaj, czy mógłby mnie z powrotem zapisać doszkoły.
Raphael i Alexander jednocześnie spojrzeli na Marka,czekając na jego decyzję.
– Co ty sobie myślisz, gówniarzu, że te kilkaset tysięcypokryje moje straty?! Wiesz, ile ja kasy w ciebie włożyłem?! Odpracujesz mi to,choćby wycierając podłogi! Zresztą podpisałeś umowę na okres trzech lat. Jesteśmój i mogę z tobą robić, co mi się żywnie podoba. A umowy nie możesz zerwać,nie stać cię na to! -nie powiem, tego się nie spodziewałem, do tego w życiu niewidziałem tak wzburzonego Marka. – Zresztą nie masz dokąd wracać. Twój wujzginął przed miesiącem, spadł pijany ze schodów – dodał na koniec. –Wychodzimy, niech sobie gówniarz wszystko przemyśli.
– Chcesz go zostawić w takim stanie? – sprzeciwił sięAlexander, jednak posłusznie opuścił pokój.
– Nie chciał po dobroci, będzie siłą! -wrzasnął Marek,trzaskając drzwiami.
I wyszli. Wyszli, zostawiając mnie samego. Mój wuj nie żył.Nie mogłem być prostytutką ze względów zdrowotnych, ale on nie chciał miodpuścić. Kim miałem się stać? Co dzieje się z zepsutymi zabawkami? Co staniesię ze mną? Co będę robił przez ponad dwa lata? Nagle łzy przestały płynąć,zatraciłem się, odpłynąłem. W tej pustce byłem bezpieczny, nie było w niejbólu, beznadziei. Nic mnie nie obchodziło, głosy dochodziły do mnie z daleka.Alexander obwiniał Marka za mój stan, chciałem mu powiedzieć, że to nie jegowina, że tu mi dobrze, ale nie potrafiłem wypłynąć na powierzchnię. Pustymioczami widziałem obrazy. Koło mnie siedział Raphael i płakał, potem jegomiejsce zajmował Alex, był nawet Mark, chyba głaskał mnie po głowie, ale tegonie czułem, tylko widziałem jednostajnie poruszającą się rękę. Kiedyś przyszedłnawet Jared z Chrisem. Maleńka ręka głaskała mnie po twarzy, ale jej dotyk byłmi obojętny. Któregoś razu nawet Raphael zamachnął się na mnie, lecz niepoczułem policzka, który mi wymierzył. Chciałem mu powiedzieć, że tu jestdobrze, że tu jestem bezpieczny. Jakiś miesiąc, może mniej, może więcej, nie liczyłem,usłyszałem, jak Mark rozmawia z lekarzem.
– Odbyt jest w pełni sprawny, wszystko zagoiło się lepiej,niż sądziliśmy, nie ma trwałych obrażeń.
– Czyli mógłby normalnie wrócić do pracy? -spytałzaskoczony, ale w jego głosie było słychać zadowolenie.
– Tak, za jakiś czas, gdy wszystko dokładnie się wygoi, ale…-lekarz nadal był poważny.
– Ale? -spytał podejrzliwie.
– Sam pan widzi, w jakim jest stanie. Psychiatra stwierdził,że to głęboka apatia i nic nie da się zrobić. Chłopak musi sam z tego wyjść.-Mark złapał się za głowę, niemal wyszarpując sobie włosy.
– A jeśli nie zdoła? –spytał, spoglądając z przerażoną minąna doktora.
– Sam pan widzi, jest jak roślina. Nie wiem nawet, czy onwie, co się z nim dzieje.
– Czy mogłem to wywołać tym, że na niego nakrzyczałem?
On się obwiniał, przecież to nie była jego wina!
– Powiem tak: jest to sposób, którym chłopak się broni. Mógłzostać spowodowany przez prawie wszystko! Wystarczy większy stres, jakiśkłopot, z którym nie zdoła sobie poradzić… Równie dobrze mógł to spowodowaćpan, co spóźniony szok pourazowy.
Po tej rozmowie zacząłem się starać wrócić do świata żywych.Było to trudne, zważywszy, że tak długo siedziałem w kokonie. Napierałem najego ściany, próbując się uwolnić. Był twardy, nie chciał mnie przepuścić nazewnątrz, ale ja się nie poddawałem.
Odzyskałem czucie w ciele, a przynajmniej zdałem sobie zniego sprawę, gdy jedna z pielęgniarek zmieniła mi pampersa. Odezwałem się:
– Niech mi pani tego nie zakłada – nagle zdałem sobiesprawę, że nie jestem w sali, w której obudziłem się przed rozmową z Markiem.Ściany obecnego pomieszczenia były koloru kawy z mlekiem, a w oknie kraty.Psychiatryk – podpowiedziała mi podświadomość.
– Możesz powtórzyć? – nagle zdałem sobie sprawę, że kobietatrzyma mnie za ramiona i mówi do mnie.
– Gdzie jest Raphael? -spytałem, bo chciałem mieć kogośbliskiego w tym obcym miejscu.
– Przyjdzie później, przychodzi codziennie. -zapewniła mniepani w białym kitlu, z powrotem zabierając się za pampersa.
– Może mi pani tego nie zakładać, nie jestem niemowlakiem. –zrobiła skonsternowaną minę. – Proszę mi pomóc dojść do toalety.
– To chyba zły pomysł.
– Chcę mi się sikać i pić. -niemal błagałem.
– Wytrzymasz jeszcze chwilę? Pójdę po lekarza.
– Tylko szybko, bo dość mocno mi się chce…! -niemalwrzasnąłem, ale się do niej jednocześnie uśmiechnąłem.
– To może jednak założę ci pampersa? -znów się na momentzatrzymała i zamyśliła.
– Prędzej nasikam do wazonu –odpowiedziałem, oburzony jejopieszałością.
– Dobra, dobra. – uśmiechnęła się i pobiegła. Po chwiliwróciła razem lekarzem.
– Mogę powiedzieć, że już mogę iść. – kręciłem się na łóżku,zaciskając mocno nogi.
– Właściwie to nie powinieneś -teraz lekarz miałskonsternowaną minę. Wtedy do pokoju wpadła jeszcze jedna pielęgniarka i podałami kaczkę.  Złapałem naczynie i wsadziłempod kołdrę, ale nie potrafiłem się wysikać przy publiczności.
– Możecie się chociaż na chwilę obrócić? -zarumieniłem się.
Obie pielęgniarki zaczęły się śmiać, ale razem z lekarzewyszły z sali.
Przez kolejne 10 czy 15 minut opróżniałem pęcherz.
– Już można! – wrzasnąłem, gdy postawiłem na ziemi pełne pobrzegi naczynie.
– Jak się czujesz? – spytał lekarz.
– Świetnie, kiedy przyjdzie Raphael? -chciałem go znowuzobaczyć, przytulić, powiedzieć mu, że już dobrze, że wszystko już działa.
– Pewnie później, dzisiaj albo jutro. Zadzwonię do Marka,jak stąd wyjdę -uśmiechnął się do mnie lekarz.
– Ponoć jestem zdrowy, tam… – zarumieniłem się.
– Tak, docierały do ciebie bodźce zewnętrzne? -spytałzaciekawiony.
– Raczej nie. Czasem tylko coś widziałem i słyszałem.
– To ciekawe, a co sprowokowało cię do powrotu do nas?
– Nie powiem. – odparłem hardo.
– Czemu?
– Bo to moja prywatna sprawa. Długo spałem? -spytałem, bonagle zaczęło mnie to martwić.
– Nie odpowiem, póki ty mi nie odpowiesz -uśmiechnął się domnie zadziornie doktorek.
– Usłyszałem, że jestem zdrowy i znów przydatny. -końcówkędodałem smutniejszym tonem.
– Czy będąc chorym czułbyś się niepotrzebny? -poczułem sięjak na psychoanalizie
– Byłbym kłopotem. A teraz niech mi pan odpowie.
– Upłynęły prawie trzy miesiące, od kiedy trafiłeś doszpitala.
– Aż tyle? Nigdy nie wciągało mnie na tak długo –rzuciłem,zanim zastanowiłem się, co powiedziałem.
– Czyli taka apatia zdarzała się już wcześniej? -spytałzaskoczony.
– Nie, ta była inna -wolałem mu powiedzieć prawdę, bo miałemnadzieję, że nie będzie mnie już wypytywał.
– A czym różniła się od poprzedniej? -nie dawał za wygraną.
– Wtedy chodziłem, mówiłem, jadłem, ale robiłem toautomatycznie, jak na jakimś autopilocie -podrapałem się po głowie.
– Czyli obecny stan odrętwienia był nowością?
– Tak.
– Jak czujesz się fizycznie? -nagle zdałem sobie sprawę, żebolą mnie nogi, ciężko mi się poruszyć, swędzi mnie półdupek.
– Jestem głodny, chce mi się pić, jestem trochę osłabiony iznowu chce mi się sikać. -świadomość własnego ciała spowodowała u mnie jakąśdziwną euforię.
– To normalne. Chcesz się przejść do łazienki?
– A mogę? -spojrzałem na niego zaskoczony.
– Sprawdzimy – zawołał z korytarza jakiegoś pielęgniarza. Napodniesienie się z łóżka wykorzystałem całą siłę, nie mówiąc już o przejściucałego pokoju i ustaniu przy kiblu. Do łóżka wróciłem już na rękach barczystegopielęgniarza. Potem przynieśli mi jakąś mleczną zupę, która była strasznieniedobra, ni to słona, ni to słodka, istne paskudztwo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz