Wampir nadal
był wściekły. Wszedł do swojego biura trzaskając drzwiami. Podszedł do
biurka, spojrzał na czekające tam papiery i jednym ruchem ręki zwalił je
na podłogę. Nie pomogło to, że wyładował się na dzieciaku. Wciąż
rozsadzała go złość. Nikt go jeszcze tak nie zdenerwował. Najpierw
zaserwował dzieciakowi noc, za jaką wszyscy inni sprzedani na aukcji
zgodzili by się skrócić swoje życie o dziesięć lat, potem pozwolił, w
granicach rozsądku, poruszać się po zamku bez większych ograniczeń, a
ten, co? Pierwsze, co zrobił, to poszedł do jego prywatnej biblioteki,
grzebać w papierach.
Wściekły
przesiedział tak kilka godzin. W końcu nie wytrzymał. Wyszedł z biura,
trzaskając drzwiami i cicho zbliżył się do komnat chłopaka.
Bezszelestnie wszedł do jego pokoju i stanął nad leżącym na łóżku
dzieciakiem.
Ten
nawet nie zareagował. Nie zauważył wampira. Naciągnął na siebie
bardziej kołdrę. Nie był świadomy, że ktoś jest w pokoju. Nadal płakał i
drżał. Przewrócił się lekko na bok i prawie krzyknął z bólu.
Dopiero
widząc dokładnie, co zrobił chłopcu opadł z Shiny gniew. Mimo mroku
panującego w pokoju doskonale mógł podziwiać swoje dzieło. Poczuł coś,
na kształt słabego ukłucia w sercu. Powoli, bezszelestnie wśliznął się
na pościel i nachylił nad chłopakiem. Ten nie zobaczył go od razu.
Przejechał dłonią po jego policzku, delikatnie, uspokajająco.
- Powiedz prawdę – zażądał – czego tam szukałeś?
Kadaj
zadrżał czując dotyk wampira. Myślał, że znowu chce mu coś zrobić. Bo
co miał pomyśleć. Kiedy ktoś wyrwie ci kawałek serca, a potem nagle
pojawia się ponownie. Zazwyczaj chce wyrwać kolejny.
-
Niczego – szepnął wystraszony – nudziłem się – wyjaśniał dalej – i
tylko przypadkiem zajrzałem do tych papierów. Na prawdę nic stamtąd nie
chciałem.
Teraz rozpłakał się juz na dobre chowając twarz w dłoniach.
- Cicho – wyszeptał do niego uspokajająco.
Kiedy
chłopak mówił, wampir sondował jego myśli. Dzieciak naprawdę wlazł tam
przez przypadek. Nachylił się nad nim, delikatnie i ostrożnie całując go
w policzek. W odpowiedzi chłopak zadrżał i zesztywniał. Nie był w
stanie wykonać jakiegokolwiek ruchu. Dotyk wampira palił, a ten
pocałunek… Był jak dotknięcie rozpalonym pogrzebaczem. Chłopak objął się
ramionami w wyrażającym bezradność geście i skulił się jeszcze
bardziej. Shina zignorował to jednak. Po chwili położył się za chłopcem,
odejmując go w pasie i przytulając delikatnie. Uważał jednocześnie, by
nie urazić go zbytnio. Chłopak wpadł w panikę. Zaczął płakać na nowo,
krztusić się łzami.
- Puść! – Jęknął cichutko. Wampir znowu go zignorował. Tak samo, jak próbujące go odepchnąć wątłe ramię. Zamiast tego zapytał:
- Bardzo boli? – Szepcząc. Mimo wszystko nie chciał go spłoszyć.
-
Nie bój się. Na własną krew przysięgam, że cię już dzisiaj nie dotknę.
Pogłaskał go delikatnie po boku, czekając na jego reakcję.
- Boli… – Kadaj jęknął rozdzierająco i zacisnął dłonie na poduszce – błagam, puść, twój dotyk… boli!
Znów zadrżał pod wpływem muśnięcia jego dłoni.
-
Ja nie chcę! – Starał się odsunąć, ale nie mógł. Załkał jeszcze
rozpaczliwiej. Usta mu drżały. Nie wierzył wampirowi choćby nie wiadomo
na co przysięgał. Po prostu zbyt się bał.
Wampir
wszedł w umysł chłopaka, zablokował ból i obrócił go w swoją stronę.
Nie mógł hamować go zbyt długo, wiec po chwili musiał się wycofać.
Usłyszał syk wciąganego powietrza i dygot małego.
-
Spokojnie – szepnął, obejmując go łagodnie i zaczął gładzić po plecach.
Wiedział, co powinien powiedzieć, ale nie bardzo mogło mu to przejść
przez gardło. Wiedział również, ze nie wolno mu wręcz go dotykać. Nie w
takim momencie, ale nie potrafił się od tego powstrzymać.
-
Wybacz – wyszeptał dziwnie cicho, obejmując go i całując pieszczotliwie
w ucho. Chłopak omal nie zawył, czując jego usta w takim miejscu.
- Nie! – Blondyn wrzasnął, ale to również nie dało żadnych rezultatów.
-
Przepraszam – wampir wyszeptał jeszcze po chwili, jakby z wahaniem, z
cała czułością, na jaką było go stać. Mimo to jego głos był ostry,
nienawykły do miłych rzeczy. Niezamierzenie chłodny. Pocałował spotniałe
z bólu i zmęczenia czoło chłopaka. Ten tylko zaczął mocniej płakać.
Nadal się bał. Dotyk wampira to parzył, to zmrazał jego skórę, powodując
gęsia skórkę. Przypominał najgorsze wydarzenie jego życia.
Wampir delikatnie
głaskał go po plecach. Nie chciał ponownie skrzywdzić tej, tak kruchej
teraz istoty. Ale nie potrafił zostawić go w spokoju. Jeszcze nie.
- Pozwolisz mi się uzdrowić? – Zapytał, patrząc mu w oczy.
Uzdrawianie znaczy jednak, ze musiałbym cię tam dotknąć. Dodał dla siebie w myślach, ale nie wypowiedział tego na głos. Uzdrowi chłopaka tak, czy inaczej, ale wolał zapytać.
- Zrozumiem, jeśli mi na to nie pozwolisz…
Zamilkł.
Był pewny, że chłopak nie będzie nawet chciał go widzieć. I że na pewno
nie pozwoli mu się uzdrowić. Pocałował go delikatnie w spotniałe włosy,
przytulając go do siebie jeszcze mocniej.
- Nie… – Kadaj jęknął cichutko – nie zbliżaj się, nie dotykaj… puść!
Przewrócił się na brzuch i zacisnął dłonie z całej siły na pościeli. Starał się odsunąć, uciec. Nie mógł. W miejscu przetrzymywała go silna ręka mężczyzny. Oddychał chrapliwie wciskając twarz w poduszkę.
Przewrócił się na brzuch i zacisnął dłonie z całej siły na pościeli. Starał się odsunąć, uciec. Nie mógł. W miejscu przetrzymywała go silna ręka mężczyzny. Oddychał chrapliwie wciskając twarz w poduszkę.
- Błagam… nie rób mi krzywdy… – był tak spanikowany, ze nie bardzo wiedział, co mówi.
Shina
spojrzał na niego z troską. Pocałował go w trzęsącą się łopatkę i
delikatnie przejechał ręką po jego plecach. Na ile to możliwe, starał
się go uspokoić.
-
Ciii, ja to musze zrobić – szepnął – inaczej będzie boleć jeszcze
bardziej – pocałował go w kark, co wywołało kolejną falę dreszczy i
drgnięć, po czym przeciął własny nadgarstek. Wiedział, ze przy tylu
ranach potrzeba będzie dużo krwi. Pokrył nią cała dłoń i powoli, bardzo
delikatnie wsunął palec w wejście chłopaka. Cisze, do tej pory
przerywana tylko cichym łkaniem przeciął makabryczny wrzask. Chłopak
wygiął się w tył i ostatkami sił starał się uciec przed agresorem. Nic
już nie wiedział, poza czerwona mgiełka przerażenia.
-
Nie! Błagam nie! Wszystko, tylko nie to! Nie rób mi tego! Nie! –
Wrzeszczał i wił się. Dławił się łzami, ale nie przestawał krzyczeć –
wyjmij go! Wyjmij! Rozerwiesz mnie! Nie! To boli! Błagam, puść! Wszystko
ci wybaczę, tylko puść! Puść! – Był bliski omdlenia ze strachu. U jego
oczach koloru lapis lazuri zbierały się coraz to nowe fale łez –
przysięgam, już nic twojego nie dotknę! Tylko puść!
Wampir wiedział, jaki piekielny ból musiał sprawiać chłopakowi, ale nie mógł przestać.
- Wytrzymaj – szepnął – proszę – pocałował go delikatnie w zmarszczone z bólu czoło.
Kadaj
chciał krzyczeć. Zamiast tego zacisnął zęby na poduszce. Mimo to, nadal
słychać było jego płacz. Trzęsły mu się zaciśnięte na pościeli ręce.
- Zabierz go! Wyjdź! To boli! Błagam, puść! – jęczał. Zaciskał powieki z których cały czas ciekły łzy.
Kiedy
wampir był już pewny, że wszystkie rany się zabliźniły, delikatnie
wysunął palec z wnętrza chłopaka i przekręciwszy go na plecy, znowu
przytulił. Blondyn nie miał już siły się bronić. Tylko dyszał, jak po
ciężkim biegu i patrzył na mężczyznę załzawionymi, przerażonymi oczami.
Shina
patrzył na zapłakaną twarz chłopca i powoli uświadamiał sobie, co tak
naprawdę uczynił. Scałował jego łzy. I delikatnie gładził jego, ukryte
tylko za poszarpaną szatą ciało. Opatulił go szczelnie kołdrą i odsunął
się delikatnie.
- Jak się teraz czujesz? – Zapytał, całując go w zapłakany policzek i czekał.
Chłopak ciągle płakał. Nie odpowiedział mu.
- Nie dotykaj mnie – wyszeptał tylko cicho, rozdzierającym duszę, drżącym głosem – błagam, tylko mnie nie dotykaj.
Nim
zdążył dodać coś jeszcze, zasnął. Był zbyt wyczerpany. Mimowolnie
zatrząsł się i skulił w pozycji embrionalnej. Wtulił się w koc, mocząc
go łzami i odpłynął..
Długowłosy westchnął. Wiedział, że strach chłopca to tylko i wyłącznie jego wina. I ze zasłużył na to Nie dotykaj!
Ale mimo to było mu żal. Żal, że skrzywdził tę tak delikatna istotę
zupełnie bez powodu. A chłopak mógł być bardzo dobrą zabaweczką.
Niestety, w tej sytuacji wampir nie mógł go dotknąć. Jeszcze nie teraz.
Nie tak od razu.
-
Na własną krew przysięgam, nie skrzywdzę cię tak więcej – wyszeptał,
patrząc na chłopca. Mimo wszystko, to była szczera przysięga. Pogładził
go po głowie i westchnął.
-
Uwolniłbym cię, gdybyś nie był taki idealny – wymruczał i wstał.
Wiedział, co by było, gdyby chłopiec zobaczył go tu rano. Prawdopodobnie
znowu zaczął by płakać. Shina podszedł do drzwi i uchylił je lekko.
Oparł się o framugę i jeszcze przez chwilę patrzył na delikatne, drżące
wciąż ramionka. I na odbijający się na jego jasnej skórze blask świec.
Potem wyszedł. Zszedł do kuchni, po drodze zaglądając jeszcze po pewną
rzecz do swojego gabinetu. Wszedł po schodach i zniknął w pomieszczeniu, gdzie przygotowywano posiłki. Wciąż było tam kilka służących. Skłoniły się nisko, kiedy tylko go zobaczyły.
-
Niech trzy z was idą na górę, do pokoju chłopaka – oczywiście, one
wiedziały, o kogo chodzi – macie tu środek nasenny – podał im
kryształową, blado błękitną buteleczkę – umyjcie go i przebierzcie,
tylko delikatnie, trochę mnie poniosło – niektóre z nich przybladły –
ale nic mu nie jest. Macie tylko być ostrożne. Zmieńcie jeszcze pościel.
I rano, do śniadania dodajcie mu środki przeciwbólowe.
Wstał
i już miał wyjść, kiedy cos sobie przypomniał. Podszedł do najstarszej
stażem kobiety i podał jej coś. Zdjęty z szyi, bardzo kunsztowny i
delikatny wisiorek. Przedstawiał jakiegoś ptaka, zrywającego się do
lotu. Był tak dokładny, ze zdawało się, ze jego piórka poruszają się na
wyimaginowanym wietrze.
- To połóż koło śniadania – nakazał – gdyby cię zobaczył, powiedz, ze przepraszam.
Odwrócił
się i wyszedł, zostawiając osłupiałe służące same. Nie poszedł do
siebie. Tej nocy nie zasnął. Wyszedł do znajdującego się obok jego
sypialni salonu i wyszedł na taras. Głęboko odetchnął nocnym powietrzem.
Potem zacisnął ręce w pieści i spojrzał w niebo. Na wschodzi pojawiła
się już blada łuna jutrzenki. A on stał tak, nie ruszając się. Kiedy w
końcu otrząsnął się z tego odrętwienia, słońce znajdowało się już
całkowicie nad linia horyzontu. Wampir westchnął i wszedł do środka.
Usiadł na kanapie. Sam nie wiedział, kiedy oparł się o nią mocniej,
spuścił głowę i zasnął kamiennym snem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz