poniedziałek, 22 stycznia 2018

Bloodlust R5: Wina

Wampir nadal był wściekły. Wszedł do swojego biura trzaskając drzwiami. Podszedł do biurka, spojrzał na czekające tam papiery i jednym ruchem ręki zwalił je na podłogę. Nie pomogło to, że wyładował się na dzieciaku. Wciąż rozsadzała go złość. Nikt go jeszcze tak nie zdenerwował. Najpierw zaserwował dzieciakowi noc, za jaką wszyscy inni sprzedani na aukcji zgodzili by się skrócić swoje życie o dziesięć lat, potem pozwolił, w granicach rozsądku, poruszać się po zamku bez większych ograniczeń, a ten, co? Pierwsze, co zrobił, to poszedł do jego prywatnej biblioteki, grzebać w papierach.
Wściekły przesiedział tak kilka godzin. W końcu nie wytrzymał. Wyszedł z biura, trzaskając drzwiami i cicho zbliżył się do komnat chłopaka. Bezszelestnie wszedł do jego pokoju i stanął nad leżącym na łóżku dzieciakiem.
Ten nawet nie zareagował. Nie zauważył wampira. Naciągnął na siebie bardziej kołdrę. Nie był świadomy, że ktoś jest w pokoju. Nadal płakał i drżał. Przewrócił się lekko na bok i prawie krzyknął z bólu.
Dopiero widząc dokładnie, co zrobił chłopcu opadł z Shiny gniew. Mimo mroku panującego w pokoju doskonale mógł podziwiać swoje dzieło. Poczuł coś, na kształt słabego ukłucia w sercu. Powoli, bezszelestnie wśliznął się na pościel i nachylił nad chłopakiem. Ten nie zobaczył go od razu. Przejechał dłonią po jego policzku, delikatnie, uspokajająco.
- Powiedz prawdę – zażądał – czego tam szukałeś?
Kadaj zadrżał czując dotyk wampira. Myślał, że znowu chce mu coś zrobić. Bo co miał pomyśleć. Kiedy ktoś wyrwie ci kawałek serca, a potem nagle pojawia się ponownie. Zazwyczaj chce wyrwać kolejny.
- Niczego – szepnął wystraszony – nudziłem się – wyjaśniał dalej – i tylko przypadkiem zajrzałem do tych papierów. Na prawdę nic stamtąd nie chciałem.
 Teraz rozpłakał się juz na dobre chowając twarz w dłoniach.
- Cicho – wyszeptał do niego uspokajająco.
Kiedy chłopak mówił, wampir sondował jego myśli. Dzieciak naprawdę wlazł tam przez przypadek. Nachylił się nad nim, delikatnie i ostrożnie całując go w policzek. W odpowiedzi chłopak zadrżał i zesztywniał. Nie był w stanie wykonać jakiegokolwiek ruchu. Dotyk wampira palił, a ten pocałunek… Był jak dotknięcie rozpalonym pogrzebaczem. Chłopak objął się ramionami w wyrażającym bezradność geście i skulił się jeszcze bardziej. Shina zignorował to jednak. Po chwili położył się za chłopcem, odejmując go w pasie i przytulając delikatnie. Uważał jednocześnie, by nie urazić go zbytnio. Chłopak wpadł w panikę. Zaczął płakać na nowo, krztusić się łzami.
- Puść! – Jęknął cichutko. Wampir znowu go zignorował. Tak samo, jak próbujące go odepchnąć wątłe ramię. Zamiast tego zapytał:
- Bardzo boli? – Szepcząc. Mimo wszystko nie chciał go spłoszyć.
- Nie bój się. Na własną krew przysięgam, że cię już dzisiaj nie dotknę. Pogłaskał go delikatnie po boku, czekając na jego reakcję.
- Boli… – Kadaj jęknął rozdzierająco i zacisnął dłonie na poduszce – błagam, puść, twój dotyk… boli!
Znów zadrżał pod wpływem muśnięcia jego dłoni.
- Ja nie chcę! – Starał się odsunąć, ale nie mógł. Załkał jeszcze rozpaczliwiej. Usta mu drżały. Nie wierzył wampirowi choćby nie wiadomo na co przysięgał. Po prostu zbyt się bał.
Wampir wszedł w umysł chłopaka, zablokował ból i obrócił go w swoją stronę. Nie mógł hamować go zbyt długo, wiec po chwili musiał się wycofać. Usłyszał syk wciąganego powietrza i dygot małego.
- Spokojnie – szepnął, obejmując go łagodnie i zaczął gładzić po plecach. Wiedział, co powinien powiedzieć, ale nie bardzo mogło mu to przejść przez gardło. Wiedział również, ze nie wolno mu wręcz go dotykać. Nie w takim momencie, ale nie potrafił się od tego powstrzymać.
- Wybacz – wyszeptał dziwnie cicho, obejmując go i całując pieszczotliwie w ucho. Chłopak omal nie zawył, czując jego usta w takim miejscu.
- Nie! – Blondyn wrzasnął, ale to również nie dało żadnych rezultatów.
- Przepraszam – wampir wyszeptał jeszcze po chwili, jakby z wahaniem, z cała czułością, na jaką było go stać. Mimo to jego głos był ostry, nienawykły do miłych rzeczy. Niezamierzenie chłodny. Pocałował spotniałe z bólu i zmęczenia czoło chłopaka. Ten tylko zaczął mocniej płakać. Nadal się bał. Dotyk wampira to parzył, to zmrazał jego skórę, powodując gęsia skórkę. Przypominał najgorsze wydarzenie jego życia.
Wampir delikatnie głaskał go po plecach. Nie chciał ponownie skrzywdzić tej, tak kruchej teraz istoty. Ale nie potrafił zostawić go w spokoju. Jeszcze nie.
- Pozwolisz mi się uzdrowić? – Zapytał, patrząc mu w oczy.
 Uzdrawianie znaczy jednak, ze musiałbym cię tam dotknąć. Dodał dla siebie w myślach, ale nie wypowiedział tego na głos. Uzdrowi chłopaka tak, czy inaczej, ale wolał zapytać.
- Zrozumiem, jeśli mi na to nie pozwolisz…
Zamilkł. Był pewny, że chłopak nie będzie nawet chciał go widzieć. I że na pewno nie pozwoli mu się uzdrowić. Pocałował go delikatnie w spotniałe włosy, przytulając go do siebie jeszcze mocniej.
- Nie… – Kadaj jęknął cichutko – nie zbliżaj się, nie dotykaj… puść!
Przewrócił się na brzuch i zacisnął dłonie z całej siły na pościeli. Starał się odsunąć, uciec. Nie mógł. W miejscu przetrzymywała go silna ręka mężczyzny. Oddychał chrapliwie wciskając twarz w poduszkę.
- Błagam… nie rób mi krzywdy… – był tak spanikowany, ze nie bardzo wiedział, co mówi.
Shina spojrzał na niego z troską. Pocałował go w trzęsącą się łopatkę i delikatnie przejechał ręką po jego plecach. Na ile to możliwe, starał się go uspokoić.
- Ciii, ja to musze zrobić – szepnął – inaczej będzie boleć jeszcze bardziej – pocałował go w kark, co wywołało kolejną falę dreszczy i drgnięć, po czym przeciął własny nadgarstek. Wiedział, ze przy tylu ranach potrzeba będzie dużo krwi. Pokrył nią cała dłoń i powoli, bardzo delikatnie wsunął palec w wejście chłopaka. Cisze, do tej pory przerywana tylko cichym łkaniem przeciął makabryczny wrzask. Chłopak wygiął się w tył i ostatkami sił starał się uciec przed agresorem. Nic już nie wiedział, poza czerwona mgiełka przerażenia.
- Nie! Błagam nie! Wszystko, tylko nie to! Nie rób mi tego! Nie! – Wrzeszczał i wił się. Dławił się łzami, ale nie przestawał krzyczeć – wyjmij go! Wyjmij! Rozerwiesz mnie! Nie! To boli! Błagam, puść! Wszystko ci wybaczę, tylko puść! Puść! – Był bliski omdlenia ze strachu. U jego oczach koloru lapis lazuri zbierały się coraz to nowe fale łez – przysięgam, już nic twojego nie dotknę! Tylko puść!
Wampir wiedział, jaki piekielny ból musiał sprawiać chłopakowi, ale nie mógł przestać.
- Wytrzymaj – szepnął – proszę – pocałował go delikatnie w zmarszczone z bólu czoło.
Kadaj chciał krzyczeć. Zamiast tego zacisnął zęby na poduszce. Mimo to, nadal słychać było jego płacz. Trzęsły mu się zaciśnięte na pościeli ręce.
- Zabierz go! Wyjdź! To boli! Błagam, puść! – jęczał. Zaciskał powieki z których cały czas ciekły łzy.
Kiedy wampir był już pewny, że wszystkie rany się zabliźniły, delikatnie wysunął palec z wnętrza chłopaka i przekręciwszy go na plecy, znowu przytulił. Blondyn nie miał już siły się bronić. Tylko dyszał, jak po ciężkim biegu i patrzył na mężczyznę załzawionymi, przerażonymi oczami.
Shina patrzył na zapłakaną twarz chłopca i powoli uświadamiał sobie, co tak naprawdę uczynił. Scałował jego łzy. I delikatnie gładził jego, ukryte tylko za poszarpaną szatą ciało. Opatulił go szczelnie kołdrą i odsunął się delikatnie.
- Jak się teraz czujesz? – Zapytał, całując go w zapłakany policzek i czekał.
Chłopak ciągle płakał. Nie odpowiedział mu.
- Nie dotykaj mnie – wyszeptał tylko cicho, rozdzierającym duszę, drżącym głosem – błagam, tylko mnie nie dotykaj.
Nim zdążył dodać coś jeszcze, zasnął. Był zbyt wyczerpany. Mimowolnie zatrząsł się i skulił w pozycji embrionalnej. Wtulił się w koc, mocząc go łzami i odpłynął..
Długowłosy westchnął. Wiedział, że strach chłopca to tylko i wyłącznie jego wina. I ze zasłużył na to Nie dotykaj! Ale mimo to było mu żal. Żal, że skrzywdził tę tak delikatna istotę zupełnie bez powodu. A chłopak mógł być bardzo dobrą zabaweczką. Niestety, w tej sytuacji wampir nie mógł go dotknąć. Jeszcze nie teraz. Nie tak od razu.
- Na własną krew przysięgam, nie skrzywdzę cię tak więcej – wyszeptał, patrząc na chłopca. Mimo wszystko, to była szczera przysięga. Pogładził go po głowie i westchnął.
- Uwolniłbym cię, gdybyś nie był taki idealny – wymruczał i wstał. Wiedział, co by było, gdyby chłopiec zobaczył go tu rano. Prawdopodobnie znowu zaczął by płakać. Shina podszedł do drzwi i uchylił je lekko. Oparł się o framugę i jeszcze przez chwilę patrzył na delikatne, drżące wciąż ramionka. I na odbijający się na jego jasnej skórze blask świec. Potem wyszedł. Zszedł do kuchni, po drodze zaglądając jeszcze po pewną rzecz do swojego gabinetu. Wszedł po schodach i zniknął w  pomieszczeniu, gdzie przygotowywano posiłki. Wciąż było tam kilka służących. Skłoniły się nisko, kiedy tylko go zobaczyły.
- Niech trzy z was idą na górę, do pokoju chłopaka – oczywiście, one wiedziały, o kogo chodzi – macie tu środek nasenny – podał im kryształową, blado błękitną buteleczkę – umyjcie go i przebierzcie, tylko delikatnie, trochę mnie poniosło – niektóre z nich przybladły – ale nic mu nie jest. Macie tylko być ostrożne. Zmieńcie jeszcze pościel. I rano, do śniadania dodajcie mu środki przeciwbólowe.
Wstał i już miał wyjść, kiedy cos sobie przypomniał. Podszedł do najstarszej stażem kobiety i podał jej coś. Zdjęty z szyi, bardzo kunsztowny i delikatny wisiorek. Przedstawiał jakiegoś ptaka, zrywającego się do lotu. Był tak dokładny, ze zdawało się, ze jego piórka poruszają się na wyimaginowanym wietrze.
- To połóż koło śniadania – nakazał – gdyby cię zobaczył, powiedz, ze przepraszam.
Odwrócił się i wyszedł, zostawiając osłupiałe służące same. Nie poszedł do siebie. Tej nocy nie zasnął. Wyszedł do znajdującego się obok jego sypialni salonu i wyszedł na taras. Głęboko odetchnął nocnym powietrzem. Potem zacisnął ręce w pieści i spojrzał w niebo. Na wschodzi pojawiła się już blada łuna jutrzenki. A on stał tak, nie ruszając się. Kiedy w końcu otrząsnął się z tego odrętwienia, słońce znajdowało się już całkowicie nad linia horyzontu. Wampir westchnął i wszedł do środka. Usiadł na kanapie. Sam nie wiedział, kiedy oparł się o nią mocniej, spuścił głowę i zasnął kamiennym snem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz