Poranek… Jak ja nienawidziłem poranków po upojnej nocy. Ból można było
jeszcze znieść, ale to pieczenie i swędzenie było straszne. Posmarowałem
się tam żelem, który Raphael zostawił mi w szafce, od razu pomogło.
Zjadłem śniadanko i korzystając z wolnego dnia poszedłem się poopalać.
Mark odwiedził mnie jakieś dwie godziny po tym jak postanowiłem zmienić
koloryt mej skóry.
– Jak było wczoraj? – spytał układając się wygodnie na leżaku obok.
– Dobrze. – poprawiłem okulary przeciwsłoneczne na nosie.
– Boli?
– Trochę. – uśmiechnąłem się do niego.
– Ponoć dostałeś prezent? – spojrzał na mnie pytająco.
–
O cholera, zapomniałem go wczoraj z tego wszystkiego zabrać z sypialni.
– już chciałem biec by szukać kolczyk, gdy nagle Mark wyciągnął rękę,
na której miał położone pudełko.
– Wiesz, że Alex by się wkurzył gdyby się dowiedział, że zgubiłeś prezent od niego?
– Wiem. Przepraszam, wczoraj byłem taki zmęczony. – starałem się tłumaczyć.
– Pilnuj tych bibelotów, bo to nie chodzi o pieniądze, które wydał na takie błyskotki. Tu chodzi o szacunek. Rozumiesz?
– Tak, przepraszam. – schowałem pudełeczko do kieszeni szortów.
–
Nie ma sprawy rozumiem, że mogłeś być wczoraj troszkę zagubiony, ale na
przyszłość pamiętaj o takich rzeczach. Twój jutrzejszy klient ma na
imię Steward i jest adwokatem w dużej kancelarii. Jego ulubiony dziwek
właśnie zakończył ze mną współpracę i Stu szuka kogoś na jego miejsce…
Co cię bawi?
– Użyłeś słowa dziwek. – spojrzał na mnie z niezrozumieniem, dopiero po chwili w jego oczach pojawiły iskierki zrozumienia.
–
A to wszystko przez Jareda, on non stop z tymi dziwkami i człowiekowi
tak potem zostaje. – nie był zdenerwowany, był rozbawiony. – Wracając do
tematu. Facet ma pewne niegroźne zboczenie. Wiem, że nie lubisz
damskich kostiumów, ale on uwielbia słodkie dziewczynki z bonusem.
Obecnie tylko ty się do tej roli nadajesz. – już się nie śmiał znów był
profesjonalistą.
– Wolałbym nie. – westchnąłem.
– Płaci ekstra
za tą swoją małą dewiacje. Dodatkowo jest bardzo szczodry jeśli chodzi o
prezenty. A z tego, co mi mówiono jest strasznie delikatny.
– Nie
jestem przekonany, ale pewnie nie mam innego wyjścia. – nie podobało mi
się to, nie chciałem znów nosić damskich ciuchów.
– Możesz odmówić, zawsze możecie, gdy klient chce czegoś więcej poza normalnym seksem.
– Naprawdę? – spytałem zadziwiony, obracając się na bok, by lepiej wiedzieć Marka.
–
Jasne, czasem klienci proponują horrendalne sumy np. za sado-maso, ale
przecież ja nie mogę podjąć decyzji za kogoś, zwłaszcza, jeśli chodzi o
wymierzanie bólu i poniżenie.
– Rozumiem. – pokiwałem głową.
–
Ale on jest akurat niegroźny, ponoć dość niewielkich rozmiarów, więc
raczej nie przyniesie ci bólu. – Mark był nieustępliwy. – zresztą zaraz
na pierwszy raz nie dałbym ci kogoś, kto mógłby cię skrzywdzić. –
wiedziałem, że to prawda, mimo wszystko trochę się bałem.
– A dużo więcej płaci? – chciałem sobie przekalkulować strach na pieniądze.
–
Normalna stawka za zwykły seks to 2,5tys. dolarów, a on płaci 3,5. –
powiedział jak najbardziej profesjonalnie, wiedziałem, że od jakieś
chwili nie rozmawiam z Markiem, tylko z pracodawcą.
– Tysiąc za to, że włożę sukienkę? – spytałem zaskoczony.
–
Kostium pokojówki, a on będzie się do ciebie zwracał jak do dziewczyny.
– powiedział wcześniej zaglądając do kalendarza, który wyciągnął za
poły marynarki.
– W sumie nie jest źle. – podrapałem się po brodzie rozważając jeszcze raz tą sytuację.
– Zostawiłem ci DVD w pokoju z nagraniem podobnej zabawy. Obejrzyj.
– Dobrze.
–
W sobotę też masz klienta. Tylko ten jest ciut bardziej problematyczny.
Jeszcze nigdy nie wybrał sobie podopiecznego. Louis to milioner, ale
gdy był młody przeżył bardzo poważny wypadek. Ma poparzoną połowę ciała.
– powiedział mi o nim jak gdyby nie będąc pewnym, czy powinien mnie z
nim umawiać.
– Mam uważać, żeby podczas czułości nie zranić go? – troszkę się przestraszyłem się.
–
Nie, spokojnie, blizny już go chyba nie bolą, choć jest na ich punkcie
bardzo wrażliwy, ale bardziej psychicznie, niż fizycznie. Chce żeby
traktować go tak samo jak wszystkich klientów, nie baczyć na blizny.
Tylko, że one są strasznie szpetne i ciężko się na nie, nie gapić. Jeśli
wybiegnie ci w trakcie z pokoju to też się nie martw. – uśmiechnął się
smutno, nie wiedziałem, czy w ten sposób chce mi dodać otuchy, czy
sobie.
– Zrobię co w mojej mocy by go zaspokoić. – chciałem
uspokoić Marka i jednocześnie udowodnić mu, że jestem wart pracy jaką we
mnie włożył.
– Cieszy mnie to, że tak do tego podchodzisz. –
podniósł się z leżaka i machając mi na pożegnanie poszedł w stronę domu,
a ja zacząłem się zastawiać, jak będą wyglądać moi klienci, a także czy
uda mi się spełnić oczekiwania ich i Marka.
Piątkowego klienta
miałem umówionego na 20, więc ominęła mnie tylko kolacja, byłem zmęczony
po zajęciach, nie mówiąc już o tym, że miałem jeszcze zaspokoić
„ciekawe” wymaganie klienta.
Nie było tak źle. Był bardzo delikatny.
Czasem jak ktoś cię traktuje jak dziewczynę wcale nie znaczy, że musisz
się z tego powodu źle czuć. Byłem traktowany jak prawdziwa dama. Ja
grałem Kopciuszka, a on mojego księcia z bajki. Wychodząc założył
obrączkę na palec i posyłając mi całuska powiedział, że jeszcze do mnie
wróci, bo jestem jego księżniczką.
Za to bałem się soboty jak diabeł
święconej wody. Nie wiedziałem, co mam robić by faceta nie urazić. Mark
poradził mi bym ubrał się mniej wyzywająco niż zwykle, tak więc
zrobiłem. Włożyłem na siebie ciemnozieloną tunikę przylegającą do ciała,
ale nie obcisłą i dopasowane czarne rybaczki. Gdy poszedłem po klucz
okazało się, że klient już go wziął. Przestraszyłem się, że pomyliłem
godziny, ale dziewczyna uspokoiła mnie mówiąc, że i tak jestem pół
godziny przed czasem. Zapukałem do drzwi. Wszedłem dopiero, gdy
usłyszałem „proszę”. Mężczyzny nie było w pokoju, był w łazience.
– Zgaś proszę światło. – usłyszałem, gdy woda przestała szumieć.
Wykonałem polecenie i z powrotem usiadłem na łóżku.
–
Lepiej będzie dla ciebie, jak zamkniesz jeszcze oczy. – głos był bardzo
ładny, jednak można w nim wyczuć smutek i jakąś pustkę.
– Czemu? – wypaliłem zanim pomyślałem.
–
Bo jestem potwornie brzydki. – w jego głosie usłyszałem coś na kształt
podziwu i zadowolenia, spodobało mu się to, że z nim rozmawiałem.
– Pozwól mi samemu to ocenić. – nie wiedziałem czy tego właśnie chce, ale czułem, że powinienem być impertynencki.
– To zapal światło. – zapaliłem, a on wyszedł z łazienki, miał tylko ręcznik okręcony wkoło bioder. – I jak się podobam?
–
Modelem to ty nie jesteś, ale też nie jesteś taki straszny. –
podszedłem i przejechałem palcem po jednej z blizn. – Jakie delikatne,
jak skóra niemowlęcia. – uśmiechnął się.
– Nie jesteś taki jak reszta, oni się mnie bali.
–
Ja też się bałem, zwłaszcza jak słuchałem, co o tobie opowiadają. –
krążyłem palcami po bliznach na brzuchu i klatce piersiowej. – Bolało? –
spojrzałem na niego.
– Strasznie. – zacisnął oczy i przekręcił głowę w bok, po chwili jednak się opanował i znów na mnie spojrzał.
– A teraz boli? – spytałem patrząc mu prosto w oczy.
– Tylko czasem. – uśmiechnął się do mnie smutno.
Podniósł moją głowę i ucałował moje usta. Nie lubiłem tego, ale odwzajemniłem pocałunek.
– Nie całuj mnie więcej w usta. – powiedziałem odrywając się od niego i podchodząc do łóżka.
– Czemu? – spytał zaskoczony.
– Nie lubię tego. – powiedziałem wprost.
– Dobrze. A gdzie mogę cię całować? – podszedł do mnie i położył mi dłonie na ramionach.
– Wszędzie, byle by nie w nie. Jest coś czego nie lubisz?
– Tak, ślepego podporządkowania. – ucałował moją szyję.
– Domyśliłem się.
– Nikomu to się jeszcze nie udało, dobry jesteś. A ponoć świeży w branży! – spojrzał na mnie podejrzliwie.
– Jesteś moim trzecim klientem.
– I moi poprzednicy pewnie cię wielbią nad życie? – pocałował mnie w czoło.
– Jeden jest już mój. Drugi chyba też. – odwzajemniłem mu się pocałunkiem w nos.
– To jest nas już trzech. Ja też jestem twój aniołku. – wyszeptał mi do ucha, po czym przejechał językiem po małżowinie.
– Następny… – westchnąłem.
– Co? – spytał nie rozumiejąc.
– Czy ja mam skrzydła i aureole? – wyrzuciłem z siebie dość nieprzyjemnym tonem.
– Nie lubisz jak cię nazywają aniołkiem? – spytał zaskoczony.
–
Przywykłem. – znów westchnąłem i obróciłem głowę w bok, on jednak
złapał mnie za policzki i znów przekręcił ją tak, że patrzyłem na niego.
– Gdy zobaczyłem twoje zdjęcie to na kanapie, od razu mi to porównanie do głowy przyszło. Anioł w samym sercu piekła.
– Czasem dom znajduje się w bardzo dziwnym miejscu. – odpowiedziałem mu tym samym melodramatycznym tonem.
– Rozbierzesz się? Chcę cię podziwiać, dziś nie będziemy się pieprzyć. – zdziwiłem się, ale to była decyzja klienta.
– Twoja wola, ty płacisz. – powiedziałem łapiąc za rant tuniki i ściągając ją z siebie.
Stanąłem przed nim nagi, badał wzrokiem każdy centymetr mojego ciała.
– Połóż się. – usłyszałem.
Jeździł palcami po mojej gładkiej skórze, tak jak ja wcześniej po bliznach.
–
Zegnij kolana i rozszerz nogi. Dotykał moich ud, pieścił je i masował. –
A co to? – przejechał palcem w koło po mojej bliźnie. – Ciekawy
kształt. Od czego to?
– Wbita potłuczona butelka po piwie. – w tym momencie mój głos był zimny, nie wyrażał nic.
– Kto ci to zrobił? – zaciekawił się.
– Jestem, a właściwie byłem bardzo niezdarny. – nie chciałem by wiedział.
– Wątpię. To było zrobione z premedytacją. – upierał się.
– To był wypadek. Nie lubię o tym rozmawiać. – powiedziałem trochę zbyt ostro, ale podziałało.
Zostawił
to miejsce w spokoju. Dotknął jeszcze kilkukrotnie moich jąder, penisa,
pobudzając go w ten sposób do życia. Potem wrócił do tułowia w jego
dwóch złączonych dłoniach mieścił się cały mój brzuch.
– Te dwa
żebra masz źle zrośnięte, ale nie czuć tego, jeśli się lepiej nie
pomaca. – pociągnął palcem po boku, gwałtownie drgnąłem. – Boli cię coś?
– chyba się przestraszył.
– Nie, mam łaskotki.
– Łaskotki, tego się nie spodziewałem. – zaczął się śmiać, a na jego twarzy widać było szczerą radość. – Obróć się.
–
Zaczął od łopatek i kręg po kręgu sunął dłońmi po moich plecach.
Zatrzymał się przy pośladkach i wziął się za stopy. Powoli masując
dotarł w końcu do góry. Najpierw delikatnie je macał, potem ugniatał by
sprawdzić ich sprężystość. W końcu je rozsunął. Przejechał palcem wzdłuż
mego rowka. W końcu wsunął tam palec.
– Jak tam ciepło i ciasno, już nie mogę się doczekać kolejnego spotkania z tobą. – powiedział podnieconym głosem.
Potem
razem położyliśmy się na łóżku i ostatnie pół godziny tulił się do
mnie, a ja obdarowywałem jego ciało delikatnymi muśnięciami. Bardzo go
polubiłem, choć nawet nie wiem kiedy to się stało. Gdy wyznaczony czas
się kończył wstał i wyszedł do łazienki się ubrać. Na pożegnanie chciał
mnie pocałować w czoło, ale ja wargami przywarłem do jego ust
początkując namiętny pocałunek.
– Sądziłem, że nie lubisz jak się cię całuje w usta? – popatrzył podejrzliwie, ale widziałem, że się cieszy.
–
Bo nie lubię jak je całuje byle kto. – odpowiedziałem nie zgodnie z
prawdą, ale uważałem, że tak odpowiedź uszczęśliwi mojego klienta.
–
Czyli swoim dzisiejszym zachowaniem zasłużyłem sobie na to by całować
twoje usta? – w jego oczach błyskały iskierki szczęścia.
– Nie. Zasłużyłeś tylko na tego jednego całusa. – uśmiechnął się do mnie.
– Nawet nie wiesz, ile dla mnie znaczy ten gest. – roztargał mi włosy i wyszedł z pokoju.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz